Przewodnicy turystyczni na granicy wytrzymałości

Jolanta Kostygin: „Jesteśmy na granicy wytrzymałości”
|  Fot. arch. wł. J.K.

Branża turystyczna jest jedną z najbardziej dotkniętych kryzysem podczas pandemii koronawirusa. Według wyliczeń Światowej Organizacji Turystyki w 2020 r. spadek liczby turystów sięgnął 74 proc. (to o ok. 1 mld podróży mniej). Straty szacowane są na 1,3 bln dol. (UNWTO World Tourism Barometer). Co najmniej 100 mln osób pracujących w branży turystycznej na świecie stanęło w obliczu zagrożenia utratą pracy. Pandemia mocno dotknęła także sektor turystyczny na Litwie. O tym, jak radzą sobie pracownicy tej branży, opowiada Jolanta Kostygin, przewodniczka po Litwie, właścicielka biura podróży.


Jakie nastroje panują wśród przewodników turystycznych?

Z jednej strony przewodnicy podchodzą do wszystkiego optymistycznie, ale optymizm ma swoje granice. Pracy nie ma. Jest strasznie, depresyjnie. Jeżeli ktoś zajmuje się tylko i wyłącznie turystyką przyjazdową, a takich przewodników jest dużo, to sytuacja jest zła, a nastoje minorowe. Jesteśmy na granicy wytrzymałości. 

Przez pandemię przewodnicy nie pracują od marca ubiegłego roku. Czy otrzymują pomoc finansową od państwa?

Przez kilka miesięcy otrzymywaliśmy około 250 euro miesięcznie, ale też nie wszyscy. Trudno zrozumieć cały ten system wypłat. Przewodnicy otrzymują je dość nieregularnie. Latem granice były otwarte, czynne też były hotele i restauracje, więc państwo uważało, że mamy pracę, chociaż w porównaniu z normalnym okresem to była jej minimalna ilość. Ratowały nas grupy jednodniowe, czyli turyści z Polski, którzy odpoczywali na przykład na Mazurach, gdzie organizatorzy starają się uprzyjemnić turystom pobyt, oferując jednodniowe wyjazdy, np. na Litwę czy do Rygi. Mieliśmy tylko takie grupy, noclegowych nie było wcale.

Czego oczekujecie obecnie od władz?

Latem ubiegłego roku w Wilnie były zorganizowane dwie akcje. W ten sposób chcieliśmy zwrócić uwagę na sektor turystyczny, na to, że krajowi przewodnicy przy zamkniętych granicach nie mają absolutnie pracy, a pomoc finansowa od państwa jest symboliczna. Nieprzypadkowo jedna z akcji rozpoczęła się przemarszem po wodach Wilenki. W ten sposób chcieliśmy pokazać, że cała branża turystyczna tonie. To był taki krzyk o pomoc, informacja, że turystyka idzie na dno.

Czytaj więcej: Globalna turystyka poniosła straty rzędu 320 mld dolarów

Przemarszem po wodach Wilenki przewodnicy chcieli pokazać, że cała branża turystyczna tonie
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Czy ktoś z Pani kolegów przewodników z powodu pandemii musiał odejść z zawodu?

Od początku pandemii faktycznie zostaliśmy bez pracy. A przecież wielu z nas ma kredyt, dzieci, musimy płacić za mieszkanie itd. Znam przewodników, którzy podejmowali się prac sezonowych, zaczęli sprzątać, zatrudnili się jako pomoc domowa lub wrócili do pracy w szkole.

Co Pani sądzi o wypowiedziach niektórych polityków, którzy radzili przewodnikom się przebranżowić?

Uważam, że zmiana branży jest to rozwiązanie tymczasowe i krótkofalowe. Przewodnik, w pewnym sensie, jest wizytówką kraju. To przewodnik jest pierwszą osobą, którą spotyka turysta, przewodnik w dużej mierze formuje zdanie turysty o naszym kraju. Jeśli zawodowi i doświadczeni przewodnicy zmienią zawód, to ich miejsce zajmą osoby „przypadkowe” i tym samym jakość usługi ucierpi, zachwyt piękną Litwą będzie mniejszy i z ekonomicznego puntu widzenia budżet kraju również ucierpi, bo turysta niekoniecznie będzie chciał wrócić tu ponownie. Dodatkowo, przebranżowienie się wymaga czasu, to nie jest coś, co następuje z dnia na dzień. Potrzebne są specjalistyczne szkolenia, zgłębienie tajników nowego zawodu – a to również wymaga funduszy. Rząd nas wprowadza w zamknięty krąg, proponuje zmianę branży, ale nie zapewnia zaplecza materialnego i metodycznego, żeby tę branżę można było zmienić. 

Poza biurem turystycznym prowadzi Pani też firmę gastronomiczną

Tak, oferujemy też usługi w branży gastronomicznej. Sprzedajemy dania z grilla na wynos i właśnie ta dodatkowa działalność pozwala przetrwać pandemię.

Jakie rozwiązania mogą pomóc sektorowi turystycznemu?

Największą pomocą byłoby poważne i odpowiedzialne spojrzenie władz Litwy na sektor turystyczny, który corocznie dawał ogromne wpływy do budżetu kraju. Bursztynowa Litwa ma czym zachwycać, a my jako przewodnicy wiemy, w jaki sposób rozkochać w niej turystów. Widzimy, że ludzie tęsknią za podróżowaniem, kontaktem. Jest bardzo dużo sposobów, żeby bezpiecznie zwiedzać świat, np. poprzez noszenie maseczek, używając systemu Tour Guide, turyści są w stanie zachować bezpieczną odległość. My mamy w swojej ofercie taki sprzęt i chętnie go udostępniamy naszym turystom i kolegom z branży. Oczywiście, dopóki sektor turystyczny jest zamknięty, to istotną pomocą jest wsparcie finansowe. Największą pomocą byłoby nieograniczanie podróżujących, otwarcie hoteli, gastronomii – można to zrobić w bezpieczny dla turysty sposób.

Kiedy można się spodziewać ruchu w turystyce?

Przed rokiem, na początku pandemii, mówiono, że potrwa ona do 2023 r. Wtedy to wyglądało mało realistycznie i niepokojąco. Dzisiaj uważam, że jest to bardzo prawdopodobny scenariusz. Dlatego uważam, że chcąc zobaczyć turystów na ulicach Wilna szybciej niż za dwa lata, władze kraju muszą zacząć działać. Mamy bardzo dużo dobrych przykładów na świecie radzenia sobie z pandemią bez jednoczesnego zamykania branży turystycznej.

Czytaj więcej: Kim jest turysta z Polski?