Żyjemy na pograniczu różnych kultur, które nas ubogacają

W 2018 R. Łukasz Kamiński był inicjatorem poloneza va 100 par na pl. Ratuszowym w Wilnie
/ FOT. MARIAN PALUSZKIEWICZ| Fot. Marian Paluszkiewicz

Łukasza Kamińskiego jedni znają jako aktora Polskiego Studia Teatralnego w Wilnie, inni jako prowadzącego imprezy z cyklu „ShowMasters”, a ostatnio też – jako członka ekipy Hospicjum im. bł. Michała Sopoćki w Wilnie odpowiedzialnego za kontakt z mediami. – Oczywiście wszystkie obszary mojej aktywności w jakiś sposób mnie określają, jednak sam czuję się przede wszystkim Polakiem z Wilna – mówi „Kurierowi Wileńskiemu”.


Studiowałeś italianistykę, europeistykę, teraz pracujesz w hospicjum, a wilnianie znają Pana głównie ze sceny. To bardzo różne obszary działalności. Kim tak naprawdę Pan się czuje?

Temat tożsamości jest teraz dla mnie bardzo ważny, bo studiuję komunikację i piszę właśnie pracę magisterską o tożsamości i komunikacji kulturowej Polaków na Litwie. I nie mam wątpliwości, że choć na pytanie o tożsamość można odpowiadać na wielu poziomach, ja obecnie identyfikuję się przede wszystkim jako Polak z Wilna. Moje wykształcenie, zaangażowanie zawodowe czy na scenie w jakiś sposób się z tym łączą i uzupełniają.

Czy łatwo się odnaleźć przedstawicielom młodego pokolenia w społeczeństwie Polaków na Wileńszczyźnie? Większość polskich instytucji działa przecież w niezmienny sposób przez ponad 30 lat… Czy jest w tym środowisku miejsce dla nowych ludzi, z nowymi pomysłami?

Myślę, że tak, jak najbardziej miejsce jest! Może nie zawsze należy go szukać w instytucjach z kilkudziesięcioletnim stażem. Możemy przecież tworzyć własne inicjatywy. Kilka lat temu z kolegami założyliśmy OLA Sport. To inicjatywa, której nazwa pochodzi od naszych imion (Oskar Wygonowski, Łukasz Kamiński i Aleksander Sudujko) i bardzo dobrze przyjęła się wśród polskiej młodzieży. Organizujemy turnieje sportowe, które cieszą się dużą popularnością i na pewno brakowało takiej inicjatywy. Ale nie ma sprzeczności między nowym a starym. Sam wyrosłem w zespołach, które mają bardzo długą tradycję. Od 2004 r. jestem członkiem Polskiego Zespołu Artystycznego Pieśni i Tańca „Wilia” i ten czas bardzo wpłynął na moje zainteresowania. Nie tylko poznałem konkretne utwory, ale zainteresowałem się głębiej folklorem Wileńszczyzny i tożsamością Polaków z Wileńszczyzny. Pokazujemy folklor polski, a szczególnie ten wileński. W pewnym sensie ukierunkowało to później moje zainteresowania. Przez „Wilię” trafiłem też do Polskiego Studia Teatralnego, co dało mi duże możliwości rozwoju, jako aktorowi. Bardzo ważny jest dla mnie zwłaszcza monodram „Kolega Mela Gibsona” i wiem, że obejrzało go także wielu młodych ludzi.

Myślałeś kiedyś o zawodowym aktorstwie?

Oczywiście, że fajnie byłoby zagrać w filmie Netflixa, to takie bardzo popularne marzenie, ale ja nie wiążę z aktorstwem zawodowych planów. W moim życiu to raczej dodatek, który jest ważny, ale jednak zawsze obok innych zaangażowań. Nie zamierzam zaczynać studiów aktorskich, ale na pewno chciałbym się jeszcze w tym kierunku rozwijać. Teraz zawodowo realizuję się w pracy w hospicjum. To nie jest zwykła praca, mam świadomość, że wiąże się z pewną misją. We wrześniu ubiegłego roku s. Michaela zaproponowała mi zajęcie się promocją i kontaktem z mediami po naszym spotkaniu w sanktuarium Miłosierdzia Bożego, wcześniej miałem już sporadycznie okazję współpracować z hospicjum. Tej nowej pracy się bałem, ale pomyślałem sobie, że warto spróbować, że może teraz tego Bóg chce dla mnie. Dziś mogę powiedzieć, że współpraca z hospicjum pozwala mi łączyć umiejętności zdobyte na studiach z konkretną misją i wartościami, które uosabia hospicjum, i to jest dla mnie bardzo ważne. Myślę, że przez te pół roku, od kiedy pracuję w hospicjum, udało nam się całkiem sporo zrobić dla rozpowszechnia tej misji także w litewskim środowisku, i że dzięki temu będziemy mogli otoczyć opieką więcej osób.

W czasie przygotowań do filmu o kpt. Aleksandrze Myszkowskim
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Czy polskość i tradycje narodowe mogą być nadal atrakcyjne dla młodych ludzi, wychowanych w coraz bardziej zglobalizowanym świecie? Jak dotrzeć do młodego pokolenia?

Myślę, że życie w coraz bardziej zglobalizowanym świecie sprawia, że pytanie o własną tożsamość staje się jeszcze ważniejsze i bardziej aktualne. W świecie, w którym wszyscy mogą być jednakowi, znalezienie tego, co mnie wyróżnia, jest po prostu czymś pozytywnym. Bardzo wiele młodych osób dobrze identyfikuje się na tym poziomie lokalnym. My, jako Polacy z Wileńszczyzny, jesteśmy wyjątkowi, bo żyjemy na pograniczu różnych kultur, które nas ubogacają i wywierają na nas wpływ. Jesteśmy Polakami, ale innymi niż ci z Polski, bo wychowujemy się również pod wpływem kultur litewskiej i rosyjskiej. Moja młodsza siostra, która studiuje w Warszawie, bardzo często podkreśla, że jest Polską z Wilna. Kwestia narodowości i języka jest więc nadal bardzo aktualna, ale pytaniem pozostaje, jak te wartości przekazywać. Na pewno młodzi ludzie potrzebują dziś zupełnie innych środków komunikacji niż starsi. Żartuję, że pod tym względem nie jestem już młody. Ja jeszcze należę do pokolenia milenialsów, nie urodziłem się ze smartfonem w ręku, a takie jest właśnie pokolenie, które dorasta obecnie. I o nich musimy myśleć, próbując dotrzeć do nich z promocją polskości i polskiej kultury. Myślę, że jest sporo osób, które mają na to pomysły. Bardzo podoba mi się to, co robi Katarzyna Żemojcin w ramach Kaymo Projectu – tworzy muzykę opartą o tradycyjny wileński folklor, ale w formie bardzo nowoczesnej, atrakcyjnej dla młodego pokolenia, i w dodatku zamieszcza ją na platformach, które są dla tego pokolenia łatwo dostępne. Jej projekt pokazuje, że mamy coś swojego, lokalnego, co ma długie tradycje, ale jest nadal atrakcyjne. Na pewno, żeby przekazać młodzieży wartości, musimy wychodzić naprzeciw jej oczekiwaniom, być tam, gdzie są ludzie młodzi.

Czytaj więcej: Wielkie podsumowanie roku Polskiego Teatru „Studio” w Wilnie

Rozmawiamy o wielokulturowości, ale czasem słuchając młodych ludzi, można odnieść wrażenie, że polska kultura jest w ich środowisku o wiele mniej obecna niż np. rosyjska. W pierwszych edycjach Kabaretonu Studnia, który organizuje Wilnoteka, było widać, że np. w kwestii kabaretów rosyjska kultura zdecydowanie wygrywa z polską. Rosyjskich wpływów nie było można nie zauważyć w prezentacjach studniówkowych uczniów z polskich szkół…

Jeżeli mówimy o kabarecie – wydaje mi się, że wynika to z tego, że kultura rosyjska na Litwie jest łatwiej dostępna niż polska. Kiedy wchodzę na polskie strony i chcę czegoś posłuchać lub obejrzeć, bardzo często zamiast filmu widzę komunikat, że materiał nie jest dostępny na terytorium Litwy. Z rosyjskimi produkcjami raczej to się nie zdarza. Jeśli chcemy, żeby młodzi Polacy poza granicami Polski mieli kontakt ze współczesną polską kulturą, także tą popularną, komercyjną, to warto, żeby te materiały w języku polskim były dostępne także za granicą bez ograniczeń. To, co nie jest dostępne, po prostu nie może być popularne, zwłaszcza gdy żyjemy w świecie, w którym możliwości wyboru jest na prawdę dużo.

Dla mnie ta wielokulturowość nie jest problemem. Jest raczej bogactwem. To przeplatanie się różnych kultur sprawia, że możemy lepiej zrozumieć świat, w którym żyjemy. Nie patrzymy tylko z jednego punktu widzenia. Mój pradziadek, Józef Kamiński, walczył w Armii Andresa. Mamy po nim rodzinną pamiątkę, dyplom z podpisem gen. Władysława Andersa, odznakę pamiątkową II Korpusu. Są tam takie słowa: „Odrzućmy wszystko, co nas dzieli. Przyjmijmy wszystko, co nas łączy”. Zawsze pragnąłem, by stały się moim życiowym mottem. W kontekście Wileńszczyzny jest to na pewno bardzo ważne.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 15(42) 10-16/04/2021