Żagary zarzewiem płomienia

 

Do niedawna Cela Konrada służyła jako miejsce spotkań współczesnych poetów
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Przed 90 laty na mapie literatury międzywojennej Polski zaistniała grupa poetycka Żagary. Narodziny grupy, która stała się zjawiskiem szczególnym, wiążą się ze środowiskiem akademickim Uniwersytetu Stefana Batorego (obecnie Uniwersytet Wileński).

 – Życie kulturalno-literackie międzywojennego Wilna uświetniała grupa poetycka Żagary, której zbiorowa działalność przypadła na lata 1931-1934. Był to czas mało przyjazny twórczości. Na przełomie lat 20. i 30. XX w. dawał się we znaki światowy kryzys ekonomiczny, budziła uzasadniony niepokój sytuacja w Niemczech, przypieczętowana dojściem do władzy Hitlera w 1933 r. Młodzi, wrażliwi ludzie, ówcześni studenci Uniwersytetu Stefana Batorego, okazali się bardzo podatni na szerzenie przygnębiających nastrojów społecznych – opowiada ,,Kurierowi Wileńskiemu” dr Halina Turkiewicz.

Przyszli żagaryści spotkali się w końcu lat 20. minionego wieku w Sekcji Twórczości Oryginalnej przy Kole Polonistów USB, która to sekcja zrzeszała młodzież twórczą.

– Reprezentowali różne wydziały uczelni. Byli wśród nich poloniści, historycy, prawnicy i inni. Dyskutowali, omawiali swoje pierwociny literackie, zamieszczali zaakceptowane wiersze na łamach uczelnianego pisma „Alma Mater Vilnensis”, wydawali tomiki zbiorowe.  Ich pierwsze „wyjście w świat” miało miejsce w lutym 1931 r. w Celi Konrada, gdzie byli gośćmi kolejnej „środy literackiej”. Swoją twórczość zaprezentowali wówczas: Teodor Bujnicki, Czesław Miłosz, Jerzy Zagórski i Kazimierz Hałaburda. Historia literatury określa ich dzisiaj jako tzw. Pokolenie 1910, gdyż chodziło o ludzi urodzonych około tego roku. Na spotkaniu był obecny znany wileński dziennikarz i publicysta, redaktor „Słowa” Stanisław Cat-Mackiewicz, któremu czytane wiersze przypadły widocznie do gustu, skoro zaproponował młodym poetom wydawanie literackiego dodatku przy jego gazecie. Poeci nie pozwolili długo na siebie czekać. Już w kwietniu tego roku ukazał się pierwszy numer „Żagarów” z podtytułem „Miesięcznik Idącego Wilna Poświęcony Sztuce”. Autorstwo nazwy dzielą ze sobą Bujnicki i Miłosz – kontynuuje rozmówczyni.

Dr Halina Turkiewicz
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Dlaczego literacki dodatek do „Słowa” nosił tytuł „Żagary”?

– Z jednej strony, chodziło o miejscową, związaną z regionem nazwę. Z drugiej, istotny był także jej sens metaforyczny, przenośny. Żagary w sensie dosłownym to suche gałązki, służące jako chrust na podpałkę. W sensie metaforycznym mogły natomiast stać się zarzewiem jakiegoś płomienia, który będzie w stanie oczyścić, zmienić na lepsze świat, albowiem początkującym poetom chodziło o twórczość zaangażowaną, która oddziaływałaby na przemiany społeczno-egzystencjalne. Do zespołu redakcyjnego, oprócz Bujnickiego i Miłosza, weszli na początku Antoni Gołubiew i Jerzy Zagórski. Publicystykę społeczną uprawiali w piśmie Stefan Jędrychowski i Henryk Dembiński – wyjaśnia dr Halina Turkiewicz.

Niebawem okazało się, że wśród żagarystów szerzą się lewicowe poglądy, więc numer dziewiąty dodatku został już zakwestionowany przez Stanisława Cata-Mackiewicza, przedstawiciela konserwatywnych „żubrów” wileńskich.  Pięć kolejnych numerów pisma, już pod nazwą „Piony”, ukaże się w 1932 r. w „Kurierze Wileńskim” Kazimierza Okulicza. Przegrupowania na tym się nie kończą. W finalnej fazie ukażą się też „Żagary” jako samodzielny miesięcznik. W sumie wydano 25 numerów pisma.

Czytaj więcej: Czy odrodzi się słynna Cela Konrada?

– Biorąc pod uwagę to, co najbardziej perspektywiczne, a więc twórczość literacką, przypomnijmy okolicznościowo, że żagaryści zapisali się w historii literatury jako przedstawiciele ówczesnej awangardy, szerzącej nastroje katastroficzne. Łączyło ich przeczucie zbliżania się wielkiego, nieodwracalnego kataklizmu dziejowego. Wojna wydawała się nieuchronna, dlatego też nie widzieli przed sobą przyszłości. I w wierszach, zamieszczanych na łamach „Żagarów”, i w wydawanych tomikach autorskich dominowały utwory o dość pesymistycznym wydźwięku. Przywołajmy niektóre wymowne tytuły zbiorków z biblioteczki żagarystów lat 30. XX w., jak na przykład „Poemat o czasie zastygłym” Czesława Miłosza, „Po omacku” Teodora Bujnickiego, „Przyjście wroga”Jerzego Zagórskiego czy „Tropiciel”Aleksandra Rymkiewicza – wyjaśnia dr Halina Turkiewicz.

Miłoszowi, na zdjęciu z Wisławą Szymborską, przypadła w udziale największa sława, która dodatkowo unobilitowała też po latach twórczość całej grupy żagarystów
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Poeci zabierali często głos, mówiąc w imieniu swojego pokolenia, które, jak się im wydawało, skazane było na zagładę, zmierzało w niepewność, nie wiedziało, użyczając sformułowania Miłosza, „gdzie jest cel i brzeg”.

– Nastrój katastroficzny jest ewokowany w różny sposób. Częstokroć wkradają się do wierszy różnego rodzaju militaria, obrazy i rekwizyty, kojarzące się z wojną: „czołgi”, „tanki”, „armaty”, „pociski”, „lufy”, „hełmy” itp. Niepokój sieje myśl o swojej małej przydatności w wypadku wybuchu wojny:

(…) Czy dłonie zdjęte z wioseł które odrzuciły pióro/

potrafią mocno ująć zamek karabinu? – miał wątpliwości   Bujnicki. Do zgęszczania nastrojów katastroficznych wystarczy też czasem zaangażować opisy krajobrazu, dobrać odpowiednie epitety, jak, powiedzmy, „straszne moje obłoki”, „zatrute słońce”, „niebo nad nami umiera” itp.  – przypomina rozmówczyni.

Podkreśla, że Litwa, ziemia rzek i jezior, stwarzała szerokie możliwości do malowania zbliżającej się katastrofy za pomocą metaforyki wodnej. W mini poemacie Bujnickiego „Dno”katastrofa urzeczywistnia się przez zalanie wodą całego globu ziemskiego. Wiadomo, że to są wizje często świadomie wyolbrzymione, bo takie bardziej wpływają na wyobraźnię, wywołując nastrój grozy. Przydatne okazywały się także obrazy niszczycielskiej siły dymu, ognia („ogień świat pali”), te, znane z bezpośrednich doświadczeń, i te, zawdzięczane znajomości ksiąg biblijnych. Czas, w którym zostali zanurzeni poeci, był postrzegany jako „epoka burzy, dzień apokalipsy”. Nie ostoją się, jak przewidywano, największe nawet wartości:

Gdzież jest miejsce dla ciebie w tym wieku zamętu
książko mądra, spokojna, stopie elementów
pogodzonych na wieki spojrzeniem artysty?
– zapytuje Miłosz, rokując bardzo niepowabną przyszłość:

(…) Więc sławę nam znaczono stworzyć – bezimienną,
jak okrzyk pożegnalny odchodzących – w ciemność.

 – Tym razem przyszły noblista, na szczęście, nieco się mylił. To właśnie jemu przypadła w udziale największa sława, która dodatkowo unobilitowała też po latach twórczość całej grupy – podsumowuje dr Halina Turkiewicz.