Jerzy Giedroyć nie był wrogo nastawiony wobec litewskich Polaków

Jerzy Giedroyć urodził w Mińsku 27 lipca 1906 roku
| Fot. CC BY-SA 4.0

Redaktor paryskiej „Kultury” Jerzy Giedroyć bez wątpienia miał olbrzymi wpływ na polską politykę wschodnią. Stworzona wspólnie z Juliuszem Mieroszewskim zdaniem wielu jest aktualna do dzisiaj. Nie patrząc na to, że Giedroyć umarł przed ponad dwoma dekadami, to jego osoba nadal wywołuje ożywione spory i dyskusje.

„Aby naszą politykę oprzeć na nowych podstawach i nie być posądzonym o imperializm, trzeba było zdecydować się na ofiary. Nie ma wielkiej, długofalowej polityki bez ofiar. Dlatego też nasz zespół od razu zdecydował, jeszcze w 1949 r., iż Wilno i Lwów są dla Polski stracone. Jeżeli chcemy znormalizować nasze stosunki z Litwą i z Ukrainą, to z tych miast musimy zrezygnować. Musimy zrezygnować z rewindykacji tych ziem nawet po zmianie sytuacji. Tym się różniliśmy od reszty emigracji, która sprawę utraconych ziem chce odłożyć do czasu odzyskania niepodległości przez Polskę. My uważamy przeciwnie, że trzeba to jasno i uczciwie już teraz postawić. Dlatego, że dopiero jasne postawienie dzisiaj może wzbudzić chociażby częściowo zaufanie tych narodów. Ta polityka, moim zdaniem, okazała się słuszna” – mówił Giedroyć w jednym z wywiadów w roku 1989, czyli kiedy faktycznie zaczął sypać się ZSRS oraz system komunistyczny w Europie.

Papieros, co kilkanaście minut

Przyszły  wydawca, publicysta, polityk oraz działacz emigracyjny przyszedł na świat 27 lipca 1906 r. w Mińsku, który wówczas należał do Imperium Rosyjskiego. Giedroyć pochodził ze starożytnego rodu książęcego posługującego się herbem Hippocentaurus. W 1919 r. jego rodzina przeniosła się do Warszawy. Studiował prawo i historię na Uniwersytecie Warszawskim. W czasie studiów należał do korporacji akademickiej Patria, której hasłem było „Człowiek urodził się nie dla siebie, lecz dla Ojczyzny”. Wśród członków korporacji było sporo przyszłych działaczy narodowych. Zdaniem dyrektora szpitala w Solecznikach Zbigniewa Siemienowicza, który osobiście spotykał się z Giedroyciem, kontakty w latach 20-tych z nacjonalizmem i nacjonalistami na zawsze pozbawiły go złudzeń wobec tej ideologii. – Cały bieg historyczny przekonał go do tego, że przez taką ostrą, radykalną narrację narodową nie da się niczego wskórać oprócz konfliktów wzajemnych. I na pewno ktoś trzeci z tych konfliktów skorzysta. Opowiedział mi, że gdy to zrozumiał, to skupiał się na tzw. ULB (Ukraina, Litwa, Białoruś). Oświadczył mi, że kraje te muszą być niezależne, ale muszą też przestrzegać praw mniejszości oraz praw człowieka – oświadczył w rozmowie z „Kurierem Wileńskim”, który spotkał się z redaktorem naczelnym „Kultury” w pierwszej połowie lat 90-tych, kiedy był wybrany do Sejmu Litwy z okręgu wileńsko-solecznickiego.

Siemienowicz opowiada, że przed spotkaniem z Giedroyciem przestrzegało go wiele osób. Między innymi przeciwnikiem redaktora był ks. Stanisław Jeż z Polskiej Misji Katolickiej z Francji. – Nie przypuszczałem, że to jest tak starszy pan, który ledwie posuwał się po domu. Wychodził z kłębu dymu, ponieważ cały czas palił. Po papierosa sięgał co kilkanaście minut. Takie było moje pierwsze wrażenie ze spotkania. Jednak był to człowiek bardzo zainteresowany tym, co się dzieje na Litwie. W jego gabinecie wisiała symbolika polska, litewska, białoruska i ukraińska. Z rozmowy wynikało, że interesuje się tą tematyką. Wytłumaczył mi, na czym polega jego spojrzenie na obecny stan rzeczy. W jego przekonaniu, oczywiście to były trochę inne czasy, Litwa, Białoruś oraz Ukraina muszą być niezależne. Natomiast Polska ma je wspierać. Jego zdaniem tylko współpraca tych czterech krajów może dać szansę im samym – podzielił się z „Kurierem Wileńskim” dyrektor szpitala oraz wileński działacz społeczny.

Czytaj więcej: Deklaracja Wellesa zachowała resztki państwowości Litwy

Zbigniew Siemienowicz z Giedroyciem spotkał się osobiście w latach 90-tych
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Koncepcja ULB

Po studiach związał swe losy z sanacją. W 1930 r. został redaktorem naczelnym pisma „Dziennik Akademicki”, który później zmienił nazwę na „Bunt Młodych”, a w 1937 r. na „Politykę”. W tym samym czasie pracował w Ministerstwie Rolnictwa i Reform Rolnych. Po wybuchu II wojny światowej ewakuował się do Rumunii, a później przedostał się na Bliski Wschód. Wstąpił do Brygady Karpackiej oraz brał udział w walkach toczonych na terytorium Egiptu. Później zaczął pracować w Biurze Propagandy II Korpusu gen. Władysława Andersa. Wraz z polską armią przedostał się do Włoch, gdzie w 1946 r. powołał do życia Instytut Literacki, który rok później zaczął wydawać pismo „Kultura”. Po konflikcie z Andersem redakcja pisma w tym samym roku przeniosła się do Paryża.

Od samego początku pismo bacznie obserwowało sytuację w Polsce. Od samego początku głosiło niepopularne na emigracji tezy. Na przykład o niezmienności granic układu pojałtańskiego. W 1974 r. wspólnie z Juliuszem Mieroszewskim stworzył koncepcję, iż suwerenność Ukrainy, Litwy i Białorusi (ULB) jest czynnikiem sprzyjającym niepodległości Polski, natomiast zdominowanie tych krajów przez Rosję otwiera drogę do zniewolenia także Polski. Ta koncepcja miała duży wpływ na polską politykę zagraniczną po 1989 r. „Oczywiście po odzyskaniu przez Polskę niepodległości europejskie aspiracje Litwy zweryfikowały wcześniejszą doktrynę i zredukowały ją tylko do Ukrainy i Białorusi, lecz ta jakże nowatorska na swoje czasy doktryna legła u podstaw założeń polskiej polityki wschodniej w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych – najpierw w ostrożniejszej wersji „dwutorowości”, a później w wymiarze, który z modyfikacjami Polska stosuje do dziś” – pisał w pracy zbiorowej pt. „Doktryna ULB – koncepcja Giedroycia i Mieroszewskiego w XXI wieku” z 2010 r. polski prawnik, polityk oraz pierwszy prezes Instytutu Pamięci Narodowej Leon Kieres.

Czytaj więcej: Skrzydlata wojna. Rozmowa o operacji „Chastise” oraz początkach polskiego lotnictwa

Giedroyć a polska mniejszość

Część środowisk kresowych oraz Polaków z byłych kresów wschodnich zarzucało Giedroyciowi, że jego koncepcja polegała na tym, że Warszawa ma zapomnieć o swych rodakach zza wschodniej granicy. Ten problem dostrzegł również Kieres. „Jedną z podstawowych kwestii przy rozpatrywaniu wpływu doktryny ULB na współczesną politykę wschodnią jest kwestia stosunku Macierzy do Polaków na Wschodzie. Oczywistym jest, przynajmniej dla mnie, że polska racja stanu wymaga przestrzegania w kontaktach z organizacjami polskimi na Wschodzie zasady „podwójnej lojalności”. Polacy mają wszelkie prawo czuć się związani emocjonalnie z Macierzą, zachowywać język, religię i obyczaj, lecz winni także czuć się lojalnymi obywatelami państwa, w którym mieszkają. Tak więc doktryna ULB, zakładająca już w latach 60-tych unormowanie kwestii granic i zaszłości historycznych, w tym pogodzenie się z utratą Wilna i Lwowa, wyznacza wciąż swoiste wytyczne określające polski interes narodowy” – pisał polski polityk.

Siemienowicz nie zgadza się z tezą, że Giedroyć był wrogo nastawiony wobec litewskich Polaków. – Nie wiem, jak tam kto odbierał, ale w rozmowie ze mną podkreślił, że bardzo interesował się naszymi sprawami. Wysyłałem mu „Naszą Gazetę”, wysyłałem wycinki o tym, co się u nas dzieje. On w odwecie wysyłał mi „Kulturę” i „Zeszyty Historyczne”. Mówił nie tylko mnie, bo do niego przyjeżdżali politycy najwyższej rangi. Jego zdaniem głównym zadaniem nie tylko dla polityków polskich oraz litewskich, ale całej ULB, było stworzenie systemu ostrzegania i kontrolowania tego, by były przestrzegane prawa mniejszości. To zadźwięczało jednoznacznie. Nie było tak, że Polska ma wszystkiego się wyrzec. Być może niektórzy mieli za złe, że zbyt mocno folgował rządom Litwy, Białorusi czy Ukrainy. Faktycznie mówił, że Polska musi popierać te rządy we wszystkich ich poczynaniach. Oczywiście te rządy nie zawsze odpowiednio traktowały problematykę mniejszości narodowych i do końca przestrzegały praw mniejszości narodowych. Czasami to były tylko pozory względem przedstawicieli mniejszości narodowych. Nie zawsze o tym wiedział, dlatego wysyłałem mu te materiały. Generalnie bardzo boleśnie przyjmował każdy przejaw homo sovieticusów, którzy byli w tym lub innym środowisku. Tym niemniej, w przypadku polskiej mniejszości na Litwie, był jednoznacznie za tym, że jej prawa muszą być postrzygane. Ciągle nawoływał, że te kraje muszą iść drogą prawną. Muszą przestrzegać konwencji i obustronnych ustaleń – powiedział w rozmowie z naszym dziennikiem były poseł.

Alvydas Nikžentaitis sądzi, że idee Giedroycia są nadal aktualne
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Jaka polityka historyczna?

Wpływ Giedroycia docierał nie tylko do Polski, ale rozpościerał się na inne kraje. W tym na Litwę. – Moim zdaniem idee Giedroycia dzisiaj są nawet bardziej aktualne niż były wówczas. Dla niego była bardzo ważna problematyka współistnienia i współpracy w regionie. Zwłaszcza dużo mówił o historycznym imperializmie. Zawsze apelował do Polaków, aby krytycznie oceniali swe koncepty historyczne. Właśnie z tych konceptów wyłania się polityka historyczna poszczególnych państw. Czy swoją polityką historyczną szuka się punktów wspólnych między narodami czy różnic? Giedroyć opowiadał się w sposób oczywisty za tym, że polityka historyczna ma być skierowana na to, co łączy. Prowadzenie tego typu polityki historycznej prowadzi ku koncepcji ULB – uważa szef Forum Współpracy i Dialogu im. Jerzego Giedroycia oraz dyrektor Instytutu Historii Litwy Alvydas Nikžentaitis. Historyk sądzi, że aktualność idei ULB można zobaczyć na podstawie relacji z teraźniejszą Białorusią. Łukaszenka dobitnie pokazuje, że popadając pod wpływy Rosji, Białoruś nie tylko traci suwerenność, ale również psuje całą sytuację w regionie.

Podobne zdanie w sprawie aktualności Giedroycia jest Siemienowicz. – Myślę, że jego idee i pomysły są nadal aktualne, z tym, że on był zbyt optymistycznie ustosunkowany do rządów tych państw ULB, które nie zawsze chcą przestrzegać tych praw lub starają się omijać te punkty zapisane w konwencjach i umowach. Bo ja dostrzegam nie tylko nasze niektóre błędy, ale też błędy rządzących. Nie mówię w tym przypadku nawet o Białorusi, gdzie jest absolutna zapaść – wyjaśnił swoje stanowisko.

Czytaj więcej: Do powstania czerwcowego zwykli ludzie przystępowali z pobudek patriotycznych

Praca historyków

Nikžentaitis przyznaje, że Giedroyć miał wpływ na litewskich historyków. Pozwolił im spojrzeć na własną historię z trochę szerszej perspektywy. To pozwoliło przezwyciężyć wiele punktów zapalnych w relacjach polsko-litewskich. – Historycy naprawdę zrobili bardzo dużo. Być może nawet więcej, niż to dociera do społeczeństwa. Teraz tak naprawdę pierwszeństwo już nie należy do historyków, którzy tłumaczą lub dyskutują na różne kwestie sporne, tylko do polityków. Osób, które mają bezpośredni wpływ na życie w państwie – sądzi historyk.

Jego zdaniem koncepcja ULB to nie jest plan działań tylko pewien punkt odniesienia dla polityków w regionie. – Kiedy jeszcze żył Jerzy Giedroyć, to bardzo często był niezadowolony z działań niektórych polityków w regionie. W tym też z polskich. Musimy jednak zrozumieć, że zaproponowana przez niego koncepcja ULB, nie jest pewnym konkretnym projektem politycznym – to tylko pewien wzór. Być może nigdy w całości nie zostanie zrealizowany, ale to jest pewien cel, w kierunku którego musimy podążać – wyznał Nikžentaitis.

Jerzy Giedroyć zmarł 15 września 2000 r. we Francji.