Bez Wileńszczyzny nie zrozumiemy własnej kultury

Hospicjum to dla mnie ziemia święta – mówi Paweł Piekarczyk
| Fot. Ilona Lewandowska

Rozmowa z Pawłem Piekarczykiem, polskim artystą wykonującym poezję śpiewaną.


Spotykamy się w Hospicjum bł. Michała Sopoćki w Wilnie. Co oznacza dla Pana to miejsce?

Dla mnie to ziemia święta. I nie ma w tym żadnej przesady. Ma to podwójny sens. Oczywiście, jest tak ze względu na misję, jaka jest tu realizowana. Dzięki ludziom takim jak s. Michaela jest to naprawdę miejsce, w którym się żyje. Ale jest to także miejsce, gdzie dotyka się tajemnicy cierpienia i ludzkiej śmierci. Drugi sens tego określenia – również dla mnie ważny – związany jest z obrazem Jezusa Miłosiernego, który powstawał w tym miejscu. Kiedy tu jestem tutaj, często myślę, że gdzieś obok przechodziła św. s. Faustyna, tu widziała Pana Jezusa Miłosiernego, tu przekazywał jej swoje słowa.

Dosyć często odwiedza Pan Wileńszczyznę, również – tak jak teraz – podczas prywatnych wyjazdów. Dlaczego te tereny są dla Pana ważne?

To kawałek polskiej historii, bez którego nie zrozumielibyśmy siebie i jest to niezbędna część. Bez chodzenia po Wilnie, bez zrozumienia, jaka jest Wileńszczyzna, dotknięcia tych miejsc, świętości, które tu są, nie ma możliwości zrozumienia polskiej kultury, wiary ani tego, czym była I Rzeczpospolita. Nie można zrozumieć też, czym były powstania narodowe czy fenomen Armii Krajowej. Jeśli redukowalibyśmy polską kulturę o Wileńszczyznę, bardzo zubożylibyśmy naszą świadomość bycia Polakiem. Podobne znaczenie ma dla mnie Lwów, jednak dziś nie da się ukryć, że Wilno jest o wiele łatwiej dostępne. Choć Wileńszczyzna nie była nigdy Kresami w sensie ścisłym, dziś jest najłatwiej dla nas dostępnym świadectwem dawnej Rzeczpospolitej. Na Ukrainę, zwłaszcza w czasie pandemii, wyjazd jest utrudniony, na Białoruś – ze względu na sytuację polityczną – jeszcze bardziej skomplikowany. A w Wilnie mogę pokłonić się Matce Bożej, spojrzeć na Obraz Jezusa Miłosiernego, który powstawał w tym miejscu.

Ale Wileńszczyzna to nie tylko przeszłość. Można tu spotkać wielu wspaniałych Polaków, jak choćby s. Michaelę Rak, czy pana Tadeusza Romanowskiego w Solecznikach. Zawsze bardzo cieszę się, gdy mogę ich odwiedzić i uważam, że jako Polak z Polski mam swego rodzaju dług wobec osób, które tutaj mieszkają i przechowują naszą tradycję.

Historia Polski zajmuje bardzo ważne miejsce w Pana twórczości. Dlaczego sięga Pan po taką tematykę?

Bo polska historia jest piękna. Nie jest obciążona wielkimi niesprawiedliwościami. Nie mieliśmy kolonii, nie było u nas niewolnictwa, ale nie tylko. Także kobieta w polskim społeczeństwie zawsze była traktowana podmiotowo. Jadwiga była królem Polski, miała realną władzę w państwie, a inne kobiety zawsze miały zagwarantowane choćby prawo własności czy rozporządzania swoim majątkiem, a nie wszędzie tak było. Nasz udział w historii powszechnej jest również bardzo poważny, jeśli weźmiemy pod uwagę liczebność narodu. Byliśmy przedmurzem chrześcijaństwa, broniąc Europy pod Wiedniem, ale również w 1920 r. obroniliśmy ją przed bolszewikami. Mamy również ogromny wkład w światową naukę i jej praktyczne zastosowania, poprzez takie wynalazki jak lampa naftowa czy złamanie szyfru Enigmy… Maria Skłodowska-Curie była Polką, choć Francja również chętnie się do niej przyzna…

Czytaj więcej: Pokochałem stare polskie kino

Wilno jest świadectwem dawnej Rzeczpospolitej
| Fot. Marian Paluszkiewicz

A Wileńszczyzna? Czy również pojawia się w Pana utworach?

Śpiewamy o tym, co nierozerwalnie jest połączone z jej historią, o tych, którzy oddawali życie za swoją wiarę i Ojczyznę. Nie są to może utwory, które wprost poświęcone są tym terenom, ale bardzo z nimi związane poprzez swoich bohaterów. Wśród nich szczególne miejsce zajmują żołnierze wyklęci, z których bardzo wielu pochodziło właśnie stąd.

Jakie ma Pan najbliższe plany artystyczne?

W tej chwili jesteśmy w trakcie wydawania od dawna przygotowywanej płyty „Rapsodia drugowojenna”, w której będziemy śpiewać o niemieckiej i sowieckiej odpowiedzialności za II wojnę światową. To kilkanaście bardzo trudnych, bo podejmujących poważne tematy piosenek. Teraz oczywiście nie jesteśmy pewni, jak będzie rozwijać się sytuacja w związku z covidem i bardzo trudno robić jakieś długofalowe plany. Mam nadzieję, że nie będziemy już zamknięci w domach, ale planowanie koncertów nie jest na pewno tak oczywiste jak wcześniej. Ja osobiście nie jestem przekonany do internetowych spotkań. Dla mnie ważne jest to, że ktoś wyraża chęć spotkania, zaprasza mnie, bym gdzieś przyjechał. Przy internetowych spotkaniach ta kolejność się odwraca, traci się całość klimatu spotkania, a ja tego nie chcę – dla mnie ta całość jest ważna.


Paweł Łukasz Piekarczyk polski artysta wykonujący poezję śpiewaną. W swej twórczości podejmuje tematykę historyczną, związaną m.in. z żołnierzami wyklętymi. W 2017 r. został odznaczony przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski „za wybitne zasługi w działalności na rzecz przywracania pamięci o ofiarach zbrodni systemów totalitarnych”. Odznaczenie to zwrócił w 2018 r. jako protest przeciwko odwołaniu Antoniego Macierewicza ze stanowiska ministra obrony narodowej. W 2017 r. otrzymał również Odznakę Honorową i Medal Pamiątkowy Kustosza Tradycji, Chwały i Sławy Oręża. W tym samym roku minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński uhonorował go Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.