„Lata 20., lata 30…”, czyli Pohulanka jak za dawnych lat

Dzięki Teatrowi Muzycznemu w Poznaniu na Pohulankę powróciła niepowtarzalna atmosfera epoki, w której ta scena była naprawdę polska. Tylko na jeden wieczór, ale za to w wyjątkowej oprawie muzycznej i aktorskiej, którą bardzo doceniła widownia. W czwartkowy wieczór na widowni Pohulanki nie było wolnych miejsc, co w okresie pandemii należy raczej do rzadkich widoków. To wszystko dzięki spektaklowi „Nie ma jak lata 20., lata 30…”, który do Wilna przywiózł Teatr Muzyczny w Poznaniu z inicjatywy Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”.

Zapraszamy również do obejrzenia porywającej fotorelacji: „Nie ma jak lata 20., lata 30.” na wileńskich deskach [GALERIA]

Wieczór był również okazją do uhonorowania osób, które w szczególny sposób przyczyniają się do promocji polskiej kultury na Litwie
| Fot. Marian Paluszkiewicz

„Dzisiejszy spektakl nawiąże do tego poczucia wolności, swobody, tego wszystkiego, co nasi przodkowie wywalczyli. Pokażemy ponadczasową wartość tych pięknych utworów, które znamy z domu, znamy z dziada pradziada, choć często może nie kojarzymy tego z okresem dwudziestolecia międzywojennego” — mówił rozpoczynając wieczór Mikołaj Falkowski, prezes Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”.

Na scenie pojawił się również dyrektor teatru z Poznania Przemysław Kieliszewski. „Kochani Polacy mieszkający w Wilnie, jesteśmy niezmiernie wzruszeni tym przyjęciem, jakie nam zgotowaliście. Mówię o chlebie wileńskim, jaki otrzymaliśmy w Domu Kultury Polskiej, o serdecznych słowach, jakie słyszymy. Większość z nas po raz pierwszy może być w tym wspaniałym mieście. Mam nadzieję, że sprawimy wam dziś wiele radości, a jeśli ktoś się wzruszy i będzie chciał uronić łzę, proszę pamiętać, że w teatrze tego nie widać” — mówił do zgromadzonej widowni dyrektor poznańskiej instytucji.

„Jesteśmy dumni, że możemy występować na scenie, na której występowała Ordonka i wielu innych wspaniałych artystów. Ten teatr został zapisany w testamencie fundatorów, by był polską sceną i dzisiaj polską sceną jest naprawdę” — Przemysław Kieliszewski nawiązał do historii wileńskiego teatru.

Troje działaczy kultury przyjęło nagrody z rąk prezesa Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie” Mikołaja Falkowskiego
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Wieczór był również okazją do uhonorowania osób, które w szczególny sposób przyczyniają się do promocji polskiej kultury na Litwie. Prezes Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie” wręczył symboliczne nagrody piosenkarce Ewelinie Saszenko, Czesławowi Okińczycowi, sygnatariuszowi Aktu Niepodległości i prezesowi Radia znad Wilii, oraz Edwardowi Kiejzikowi, dyrektorowi Pałacu Kultury w Trokach.

Czytaj więcej: Turniej, który niesie nadzieję

Po krótkiej części oficjalnej, w bardzo widowiskowy sposób na scenie zagościły przeboje i atmosfera sprzed lat, co bez wątpienia przypadło do gustu wileńskiej widowni.

Libretto musicalu koncentruje się wokół wątku rzekomo kręconego filmu. Oglądając na scenie wątki filmowej produkcji, publiczność usłyszała najbardziej znane piosenki międzywojnia: „Umówiłem się z nią na dziewiątą”, „To ostatnia niedziela”, „Miłość ci wszystko wybaczy” czy „Ach, te baby” w mistrzowskim wykonaniu artystów — Anny Lasoty, Wiesława Paprzyckiego, Łukasza Brzezińskiego czy Lucyny Winkel-Sobczak.

Premiera poznańskiego musicalu miała miejsce w 2015 r. To też jeden ze spektakli, z którymi poznański teatr najczęściej podróżuje. Autorem opracowania scenariusza był Ryszard Marek Groński — nieżyjący już satyryk i poeta, scenarzysta słynnego przeboju filmowego „Lata 20., lata 30” i — jak wyjaśnił w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” dyrektor teatru, to właśnie dzięki niemu w spektaklu widoczna jest tak bardzo domieszka semickiego dowcipu charakterystycznego dla międzywojennej Warszawy i innych polskich miast.

Spektakl „Nie ma jak lata 20., lata 30…” był dla Wilna bardzo miłą niespodzianką. Widownia wyraziła to bardzo entuzjastycznie, nie tylko po jego zakończeniu, ale już znacznie wcześniej, gdy w bardzo szybkim tempie rozeszły się wszystkie wejściówki.

– Promocję rozpoczęliśmy bardzo późno, ale kierowaliśmy ją do konkretnej, dobrze określonej grupy odbiorców. Wszystkie miejsca były już zarezerwowane na tydzień przed koncertem i niestety musieliśmy odmawiać chętnym, których było naprawdę wielu — wyjaśnia Rafał Jackiewicz, który jako przedstawiciel Polskiej Sceny Muzycznej na Litwie współorganizował koncert.

– To był najwyższy czas i najlepszy moment, by przywieźć do Wilna ten musical. Dobiegają końca trzyletnie obchody stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości i oparcia się nawale bolszewickiej, chcieliśmy więc zamknąć te obchody w Wilnie mocnym akcentem, wydarzeniem na najwyższym poziomie artystycznym, a przy tym bardzo dobrze pasującym do tego miejsca — mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Mikołaj Falkowski.

Na scenę powróciły przeboje i atmosfera sprzed lat, które bez wątpienia przypadły do gustu wileńskiej widowni
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Nie jest to koniec niespodzianek, jakie dla Wileńszczyzny przygotowuje Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie”.
– Bardzo życzliwe przyjęcie tego spektaklu zachęciło nas do myślenia o zaproszeniu w przyszłym roku Teatru Muzycznego w Poznaniu z kolejnym spektaklem. Będzie to „Virtuoso” — muzyczna opowieść o wybitnym artyście, muzyku i mężu stanu, czyli Ignacym Paderewskim — zapowiada Mikołaj Falkowski.

Spektakl „Nie ma jak lata 20., lata 30” był wystawiony jako projekt finansowany ze środków Kancelarii Premiera w ramach konkursu Polonia i Polacy za Granicą 2021 za pośrednictwem Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”.

Czytaj więcej: Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie” działa na Wileńszczyźnie na wielu płaszczyznach