Ryzykują życiem, przechodząc ulicę w Kuprianiszkach

Codziennie już od 30 lat setki ludzi podejmują ryzyko przedostania się na drugą stronę ulicy, na przystanek Kynologia w Kuprianiszkach w rejonie wileńskim.

Na ulicy biegnącej przez Kuprianiszki panuje wzmożony ruch samochodowy
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Viktoras Grinius pracuje w jednej z firm w Kuprianiszkach. Od sześciu lat do pracy dojeżdża transportem publicznym. Żeby przedostać się na drugą stronę ulicy, codziennie przechodzi ją w niedozwolonym miejscu. Najbliższe przejście dla pieszych jest w odległości ponad 1 kilometra w każdą stronę.

– Już sześć lat codziennie przechodzę przez ulicę w niedozwolonym miejscu. Oczywiście, że jest ryzyko, za każdym razem boję się nadjeżdżających samochodów, czasami czekam nawet 15 minut, żeby przedostać się na drugą stronę. Auta często pędzą nawet 80 km/h albo szybciej. Nie rozumiem, dlaczego w ciągu tylu lat nikt nie rozwiązał tego problemu. Skoro jest przystanek, to musi być również przejście dla pieszych – oburza się Viktoras Grinius.

Ludzie ryzykują swoim życiem i zdrowiem

Sofija Mieczkowska od wielu lat mieszka w Kuprianiszkach naprzeciwko przystanku Kynologia, dlatego codziennie przez okno widzi, jak ludzie ryzykują przechodząc na drugą stronę ulicy w niedozwolonym miejscu.

– Tu nigdy nie było przejścia dla pieszych. Stoi znak, że można jechać 60 km/h, ale nikt nie przestrzega tego. Samochody tutaj bardzo szybko jeżdżą. Bardzo dużo ludzi przechodzi tutaj. Nie tylko mieszkańcy, ale też pracownicy Girteki i innych firm. Czasami, gdy widzę, jak ludzie próbują przejść, a samochody jadą z taką prędkością, to normalnie dech mi zapiera – opowiada pani Mieczkowska.

Najbliższe przejście w Niemieżu lub na Lipówce

Jak mówi, ludzie ryzykują, bo nie mają innego wyjścia. Najbliższe przejście dla pieszych jest w Niemieżu lub na Lipówce, a to ponad kilometr drogi.

– Ludzie po pracy wracają wymęczeni, starsi nie mają siły iść tak daleko, żeby przejść na drugą stronę, a potem tyle samo wracać, żeby dojść do przystanku. To znęcanie się nad ludźmi – oburza się Sofija Mieczkowska.

Alina Michalovienė, przewodnicząca wspólnoty mieszkańców Kuprianiszek, mówi, że to rzeczywiście jest bardzo duży problem, zwłaszcza gdy jest ciemno.

Czytaj więcej: Nowe zajezdnie autobusowe na Lipówce i Zameczku? Możliwie do grudnia 2023

Ludzie codziennie ryzykują przechodząc na drugą stronę w niedozwolonym miejscu
| Fot. Darius Jančiauskas

Samochody jadą 80 km/h

– Ludzie przecież muszą jakoś przekroczyć ulicę, bo przystanek jest z jednej strony i z drugiej. Przejścia nie ma żadnego, ruch ogromny, samochody jadą tu ok. 80 km/h, więc, zwłaszcza po ciemku, jest ogromne ryzyko wypadku, że człowiek zostanie zwyczajnie potrącony. I kto za to odpowie? – pyta retorycznie Alina Michalovienė.

Jak mówi, mieszkańcy Kuprianiszek stale się zwracają do władz zarówno miasta, jak i starostwa, żeby tę sprawę rozwiązać. Ale widocznie ciągle brakuje pieniędzy i są ważniejsze projekty, skoro ciągle nic się nie dzieje.

Przystanek Kynologia istnieje od 30 lat

– Zawsze tu był ten przystanek, według mnie, od 30 lat. Sytuacji nie ratuje przejście znajdujące się w Niemieżu, które wybudowano kilka lat temu. Wcześniej tam go nie było, ale tamto przejście nie ratuje sytuacji w tym miejscu, ponieważ jest daleko stąd. Właśnie tutaj, w tym miejscu, trzeba coś robić – zaznacza przewodnicząca wspólnoty mieszkańców Kuprioniszek.

Kuprianiszki z każdym rokiem się rozrastają. Powstają nowe firmy, które zatrudniają coraz więcej pracowników, coraz więcej ludzi mieszka w tym miejscu.

Wszyscy wiedzą o problemie

– Od wielu lat słyszymy, jak nam mówią, że „postaramy się, wiemy, rozwiążemy ten problem”. I na tym koniec. Czyżby władza nie widziała, że tutaj już zginęli ludzie i właśnie tylko dlatego, że nie ma tego przejścia? Ile jeszcze musi zginąć ludzi, żeby wreszcie zaczęli coś robić i rozwiązali ten problem? – analizuje Alina Michalovienė.

Lilia Grygorowicz, starosta gminy Niemież, powiedziała, że o tym problemie wiedzą wszyscy od wielu lat, ale nic nie było robione, żeby problem rozwiązać.

– O tym wszyscy wiedzą. My nie możemy rozwiązać tego problemu, ponieważ to nie nasza droga i tutaj jakby naszej kompetencji nie ma. Przez wiele lat zwracano się do różnych instytucji w tej sprawie. Otrzymywaliśmy takie odpowiedzi, że w najbliższym czasie nie planuje się i tyle. Nawet nie wiem, co w tej sytuacji jeszcze można zrobić – oburza się Lilia Grygorowicz.

Dwa głośne wypadki samochodowe

Renatas Siaurusaitis, starszy specjalista działu działań administracyjnych i dozoru ruchu służby policji drogowej Litwy, powiedział, że to samorząd miasta podejmuje decyzje o tym, gdzie urządzane są przejścia dla pieszych.

– Co się tyczy samego przystanku, wskazałbym tu dwa głośne wypadki. Jeden miał miejsce w listopadzie 2019 r., kiedy samochód potrącił ze skutkiem śmiertelnym kobietę w wieku pięćdziesięciu sześciu lat, która przechodziła drogę w nieoznakowanym miejscu. Zaznaczono, że kobieta nie miała odblasków i była zupełnie niewidoczna na tle ciemnej drogi. Inny wypadek miał miejsce w listopadzie ubiegłego roku, gdy rano przy przystanku została potrącona kobieta, która niespodziewanie znalazła się na jezdni. Doznała obrażeń i została hospitalizowana – przypomina Renatas Siaurusaitis.

Doc. dr Giedrius Garbinčius,prodziekan Wydziału Inżynierii Transportu Wileńskiego Uniwersytetu Technicznego im. Giedymina, powiedział, że to nie jest dobra sytuacja, jeśli przedstawiciele samorządu nie słyszą skarg ludzi o tym, że ci mają problem. Urzędnicy samorządu powinni zwrócić odpowiednią uwagę na problemy mieszkańców. Trzydzieści lat to bardzo dużo czasu.

Samorząd Miasta Wilna musi rozwiązać ten problem

– To Samorząd Miasta Wilna, który jest właścicielem tej drogi, powinien znaleźć rozwiązanie, aby ludzie mogli bezpiecznie przejść przez tę drogę. Należy jak najszybciej zbudować przejście dla pieszych lub inny obiekt infrastruktury inżynieryjnej, jak most dla pieszych lub przejście podziemne, lub przenieść przystanek, aby zapobiec wypadkom. Bardzo długo myślą, biorąc zwłaszcza pod uwagę niedawną przebudowę skrzyżowania Lipówki. Przecież to była ogromna przebudowa, powstał podziemny tunel. Nie rozumiem, dlaczego w tym samym czasie nie można było rozwiązać i tego problemu. Przecież to wszystko jest obok – komentuje Giedrius Garbinčius.

Czytaj więcej: Zwierzęta zimą – bliżej nas

Ulica kategorii B

Tymczasem Rimantas Baravykas, kierownik działu regulacji ruchu administracji miasta Wilna powiedział, że podstawowym problemem jest to, że obwodnica jest ulicą kategorii B, więc zgodnie z dokumentacją normatywną nie można tam wybudować naziemnego przejścia dla pieszych.

– Gdybyśmy urządzili tu przejście dla pieszych, to by pewnie pogorszyło sytuację, zamiast ją polepszyć. Inną alternatywą może mógłby być most dla pieszych, ale sami rozumiecie, że to bardzo drogie rozwiązanie, trzeba wówczas ocenić odpowiednio także inne aspekty. Szukamy, jakie rozwiązanie byłoby optymalne, może byłoby to przeniesienie stamtąd przystanków transportu publicznego w inne miejsce. Mieliśmy już jedno posiedzenie, gdzie rozpatrywaliśmy, jak można byłoby rozwiązać ten problem. Uważam, że wiosną już będziemy dokonywali istotnych zmian – zaznacza Rimantas Baravykas.