W świecie pisanek, palm i ozdób wielkanocnych

W Muzeum Etnograficznym we Wrocławiu od ponad 50 lat w okresie Świąt Zmartwychwstania można podziwiać wystawę poświęconą pisankom i palmom wielkanocnym. Wśród tych drugich wyróżniają się palmy plecione według wzorów wileńskich, których ostatnim kontynuatorem na Dolnym Śląsku jest Wiesław Gąsiorowski.

Te wzory przekazali mojemu ojcu jego rodzice i dziadkowie, którzy na długo przed wojną robili palmy na Kaziuki w Wilnie – opowiada pan Wiesław Gąsiorowski, który kontynuuje rodzinną tradycją wicia palm
| Fot. Magdalena Lorek, Muzeum Narodowe we Wrocławiu

Wystawa „Pisanki i palmy wielkanocne” po raz pierwszy została zorganizowana w naszym muzeum w roku 1970 i już na stałe wpisała się w kulturalny krajobraz Wrocławia – wita nas kurator Dorota Jasnowska.

– Warto wspomnieć, że wszystko zaczęło się tak naprawdę dwa lata wcześniej, w roku 1968, gdy muzeum zorganizowało konkurs na wiosenną plastykę obrzędową. Zatem już od ponad 50 lat świąteczna ekspozycja przyciąga gości do Muzeum Etnograficznego, które jest oddziałem Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Niestety, pandemia spowodowała, że w minionych dwóch latach nasze pisanki i palmy można było oglądać tylko w internecie. W tym roku, na szczęście, znów udało się otworzyć wystawę dla zwiedzających i zorganizować wielkanocny kiermasz, który zawsze cieszył się dużą popularnością – uśmiecha się kurator Jasnowska.

Czytaj więcej: Przedwielkanocny sok z lasu

Kurze, gęsie, strusie

– W przeszłości wykonywano pisanki na prawdziwych, pełnych jajkach, gotowanych na twardo – wyjaśnia Dorota Jasnowska. – Posiadamy oczywiście takie w zbiorach, żółtko w środku dawno już wyschło i grzechocze. Natomiast teraz wszyscy artyści wykonują zdobienia na wydmuszkach. Dłużej się przechowują i, mówiąc kolokwialnie, nie śmierdzą. To nie zawsze są wydmuszki jaja kurzego, czasem gęsiego, a niekiedy nawet strusiego. Trzeba też zauważyć, że dzisiaj pisankami określa się w języku potocznym w zasadzie wszystkie zdobione na Wielkanoc jajka, niezależnie od techniki. Tymczasem to pojęcie powinno być zarezerwowane dla jaj zdobionych techniką batikową. To technika najstarsza ze wszystkich. W największym skrócie polega ona na „pisaniu” wzoru roztopionym woskiem na skorupce jaja. Wzory rysuje się specjalnym pisakiem zaopatrzonym w miniaturowy lejek, z którego wosk spływa na skorupkę, lub szpilką, którą wykonuje się tzw. wzory łezkowe. Następnie jajko zanurza się w barwniku. Miejsca pokryte woskiem nie zostają zafarbowane i w efekcie uzyskuje się jasny wzór w naturalnym kolorze skorupki na jednolitym, ciemniejszym tle.

Na naszej ekspozycji można zobaczyć jajka zdobione techniką batikową według wzorów huculskich – kontynuuje kurator. – Są to niezwykle precyzyjne, wykonane z wielką dbałością o szczegóły, piękne kolorystycznie, wyjątkowe dzieła sztuki. Ale mamy też nie mniej piękne jajka zdobione według wzorów łemkowskich czy kurpiowskich.

Na wystawie można też obejrzeć prawdziwe bogactwo jajek zdobionych innymi technikami: rytowniczą, czyli „wydrapywanki”; oklejane rdzeniem sitowia, skrawkami kolorowego papieru albo tkaniny, czyli „oklejanki”; ozdobione miniaturowymi wycinankami, czyli „nalepianki”. Obok skorupek zdobionych tradycyjnymi technikami prezentowane są także jajka zdobione artystycznie, będące przykładem nowoczesnego, komercyjnego zdobienia.

– Mamy jajka wykonane przez różnych artystów amatorów, którzy wykazują się olbrzymią pomysłowością – kontynuuje pani kurator. – Są na jajkach różnego rodzaju pejzaże, scenki rodzajowe, ale też jajka, których motywy zdobnicze są wykonane wiertłem dentystycznym czy na których przyklejony jest bursztyn i drut cynowy ułożony w motywy zdobnicze. W całej naszej kolekcji mamy ok. 1200 pisanek, z czego na wystawie prezentujemy ich mniej więcej 300. Gromadzimy najciekawsze okazy z corocznych kiermaszów, wybieramy te najbardziej dla nas interesujące. W ten sposób powiększa się nasz zbiór, ale też, co bardzo ważne, dokumentujemy zmiany w pisankarstwie.

W pałacu biskupim

Muzeum Etnograficzne, w którym można podziwiać pisanki, mieści się w bardzo malowniczym miejscu, dawnym pałacu letnim biskupów wrocławskich. Warto poświęcić mu kilka zdań, bo jego historia jest niezwykle ciekawa.

Został on wzniesiony z inicjatywy kard. Philippa Ludwiga von Sinzendorfa. Budowę pałacu, zaprojektowanego przez architekta Christophera Hacknera, rozpoczęto w 1737 r., natomiast prace wykończeniowe i wnętrzarskie trwały praktycznie do II wojny śląskiej (1744–1745). Rezydencja wykorzystywana była sezonowo jako miejsce do odpoczynku i podejmowania gości, miała ogromną salę balową i cztery pokoje mieszkalne. Urodą zachwycały przylegające do pałacu park i ogród w stylu francuskim.

Po śmierci kardynała rezydencję objął jego następca, bp Philipp Gotthard von Schaffgotsch. Popadł on jednak w niełaskę pruskiego króla Fryderyka II, kiedy podczas wojny siedmioletniej (1756–1763) poparł Austrię, a nie Prusy. Skazano go na banicję, pałac zaś skonfiskowano i upaństwowiono. W następnych latach budynek jeszcze wielokrotnie zmieniał swoje przeznaczenie i właścicieli.

Pod koniec XVIII w. pałac kupił Leopold von Zedlitz, który wynajął go węgierskiemu kupcowi Lajosowi von Troerowi. Ten często podróżował w sprawach zawodowych, więc opiekę nad posiadłością powierzył swojej przyjaciółce, Teresie Strommein. Wybranka wdała się jednak w romans z baronem Zedlitzem, co doprowadziło do tragedii. Zazdrosny Węgier, dowiedziawszy się o zdradzie, zamordował w afekcie niewierną kochankę.

W 1803 r., kiedy właścicielami zostali Karl Juliusz Meyer oraz Brandon Georg von Sprockhoff, rezydencja straciła swój reprezentacyjny charakter. W oficynach, kuchni i budynku ogrodnika urządzono fabrykę przerabiająca cykorię używaną do wyrobu kawy zbożowej. Zlikwidowano wówczas także ogród francuski, który został przeznaczony na podjazdy.

W 1880 r. pałac zakupił przemysłowiec Egmond Websky, który rozbudował go w stylu neobarokowym i przystosował do potrzeb mieszkalnych. Budynek w prawie niezmienionej formie architektonicznej przetrwał do dziś. W 1907 r. stał się siedzibą urzędu stanu cywilnego. Podczas II wojny światowej uległ zniszczeniu, wypalone zostało jego wnętrze.

Został odbudowany w latach 1962–1965 według projektu Jana Grudzińskiego i pełnił funkcję Domu Aktora. Od 2004 r. stał się siedzibą Muzeum Etnograficznego.

Wileńskie tradycje

Wróćmy na wielkanocną ekspozycję. Oprócz pisanek obejrzeć można na niej także barwne kwiaty z bibuły, które były na wsi podstawową formą zdobnictwa wnętrz mieszkalnych, podkreślając wyjątkowość czasu świętowania. Obok nich prezentowane są też drewniane ptaszki, ceramiczne baranki, stroiki wielkanocne i inne ozdoby, które wykorzystywane są do świątecznego przystrojenia domu.

Dopełnieniem wystawy są palmy, które w Niedzielę Palmową, zwaną także Kwietną lub Wierzbną, uroczyście święci się w kościołach na pamiątkę uroczystego wjazdu Jezusa do Jerozolimy. Te najbardziej tradycyjne wykonywane były z wierzbowych bazi przystrojonych barwinkiem lub bukszpanem i kolorowymi wstążkami.

Na szczególne wyróżnienie zasługują te wykonywane przez przesiedleńców z Wileńszczyzny. Kolorowe, różnej wielkości, wyplatane z suszonych i barwionych traw, ziół i kwiatów, zwracają uwagę swoją formą i kolorystyką. Rośliny zakomponowane poziomo lub pionowo układają się w misterne wzory roślinne i geometryczne.

Wicie palm to tradycja ziemi wileńskiej. Te najstarsze wyrabiane były z woskowanego papieru. Później papier zastąpiły kłosy zbóż, zasuszone kwiaty i zioła. Uwijało się je na suchych drewnianych patykach z jednej strony lub dookoła z farbowanego albo naturalnego suchotnika, mietliczki, krwawnika, dziurawca, tymotki chmielu, wrotyczy, kocanki piaskowej. Wierzchołek palmy tworzyło 11 gatunków traw. W palmie wileńskiej wykorzystuje się także kłosy zboża i owsa.

Etnografowie twierdzą, że już przed wojną wileńskie palmy znane były w całej Europie, szczególnie zaś ceniono je we Francji. Najbardziej barwne, utkane z ziół i kwiatów, to palmy kilimowe, zwane też ruszczycówkami, bo zachwycał się nimi i opisywał je Ferdynand Ruszczyc.

Czytaj więcej: Jak to było dawniej na Litwie w czasie Paschy

Ostatni, co tak palmy plecie

– Szczycimy się, iż tradycja wykonywania palm, których technika nawiązuje do palm z Wileńszczyzny, jest kultywowana na Dolnym Śląsku – mówi Dorota Jasnowska. – Takie palmy wyplata pan Wiesław Gąsiorowski, który kontynuuje tradycje swojego ojca. Ojciec pana Wiesława uczestniczył w naszym kiermaszu od początku jego istnienia, po śmierci syn przejął tradycję. Jego palmy nawiązują do palm ze słynnych Kaziuków Wileńskich, mają swój własny charakter, a i charakter twórcy też można w nich odnaleźć. Są niezwykle barwne, kolorowe, wykonane z suszonych, barwionych kwiatów ułożonych w misterne motywy. Charakteryzują się techniką ułożenia kwiatów w rodzaj dywanów kwietnych, ściśle przylegających do siebie. Wyglądają bardzo okazale. Zawsze są mocnym akcentem wystawy i kiermaszu.

– Nigdy nie byłem w Wilnie – mówi magazynowi „Kuriera Wileńskiego” Wiesław Gąsiorowski, 72-letni emeryt mieszkający w Ścinawce Średniej, niedaleko Kłodzka. – Wybierałem się na Litwę w ubiegłym roku, ale przez pandemię się nie udało. Nie tyle chciałem tam pokazać swoje palmy, ile zobaczyć, jak rzeczywiście wyglądają współcześnie te wileńskie, bo z tego, co oglądałem w telewizji czy na zdjęciach, to takich wzorów jak moje nie spotkałem. A te wzory przekazali mojemu ojcu jego rodzice i dziadkowie, którzy na długo przed wojną robili palmy na Kaziuki w Wilnie. Moi rodzice przed 1939 r. mieszkali już w Warszawie, po wojnie przenieśli się na Dolny Śląsk. Dzisiaj robienie palm to faktycznie bardziej pasja, ale kiedyś z tego po prostu żyliśmy. Nie robiło się tego z przyjemności, tylko dla pieniędzy. A ta robota zaczyna się od wiosny. Kwiaty się sieje, potem je trzeba ściąć, wysuszyć, poukładać w pęczkach, bo muszą być specjalnie suszone, farbowane i układane. Tak samo trawy. Niektóre mam w swoim ogrodzie, a te polne zbieram na okolicznej łące. A zimą się siada i robi palmy. Wyłącza się jeden pokój w domu tylko na tę robotę, po której jest masa bałaganu i sprzątania. Jedna palma długości ok. 30 cm to jakieś półtorej godziny pracy. Tej zimy zrobiłem około setki, w życiu niezliczone tysiące, ale na mnie ta tradycja wileńska już raczej wygaśnie, chętnych do kontynuacji nie widać – kończy z nieskrywaną goryczą w głosie.

Mamy jajka wykonane przez różnych artystów amatorów, którzy wykazują się olbrzymią pomysłowością – opowiada kurator z Muzeum Etnograficznego we Wrocławiu
| Fot. Muzeum Narodowe we Wrocławiu

Kiermasz dla uchodźców

Coroczna wystawa pisanek i palm w Muzeum Etnograficznym kończy się zawsze kiermaszem wielkanocnym, na którym można zakupić wyplatane przez pana Wiesława palmy według wzorów wileńskich, a także wielobarwne pisanki wykonane techniką batikową, „wydrapywanki”, „oklejanki”, „nalepianki” czy jajka zdobione artystyczne. Nie brakuje i innych ozdób wielkanocnych, pięknych kwiatów z bibuły, ceramicznych kurek i kogucików.

– W tym roku, jako jedne z ok. 40 wystawców, do wydarzenia dołączyły także dzieci z Ukrainy, które przybyły do Wrocławia po 24 lutego i wraz z rodzicami przygotowały stroiki, palmy i pisanki – informuje Dorota Jasnowska. – Dochód ze sprzedaży ich ozdób wielkanocnych trafi na rzecz Związku Ukraińców w Polsce (koło we Wrocławiu), od którego wyszedł pomysł, a które w tym trudnym czasie także wspiera uchodźców z Ukrainy. Zdecydowaliśmy się dlatego udostępnić im miejsce, chcemy ich gościć, chcemy, żeby sprzedając swoje prace, zarobili pieniądze, które przeznaczą na określony cel, jaki sami wybiorą. Cała akcja odbywa się w ramach Programu Integracyjnego „Razem we Wrocławiu” 2022–2023.

Będąc we wrocławskim Muzeum Etnograficznym, warto też zajrzeć na wystawę stałą „Dolnoślązacy. Pamięć, kultura, tożsamość”. Szczególnie druga jej część, pokazująca powojenne losy osadników, którzy przybyli z różnych stron na Dolny Śląsk, będzie ciekawa dla zwiedzających z Wileńszczyzny. Z charakterystycznych dla poszczególnych grup narzędzi i sprzętów gospodarstwa domowego na wystawie przedstawiono m.in. garnki żeliwne i nosidła do siana, tzw. rezginie z Wileńszczyzny. Można też zobaczyć ozdobnie tkane wileńskie narzuty, jest także trochę ceramiki, cymbały, skrzynia, w której przesiedleńcy z Wilna przewozili dobytek. Niestety, nie wszystkie eksponaty, którymi dysponuje placówka, są ze względu na ich mnogość eksponowane.

Czytaj więcej: Pisanki malowane… woskiem


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 15(45) 16-22/04/2022