Więcej

    Z Antonim Piechniczkiem w Kotle Czarownic

    Czytaj również...

    Występowały tu największe gwiazdy. Nie tylko światowego sportu, ale także kultury. W planach są kolejne wielkie wydarzenia. W ramach wiosennych wycieczek po Polsce „Kurier Wileński” odwiedził Stadion Śląski w Chorzowie, gdzie spotkał świętującego 80. urodziny Antoniego Piechniczka, wybitnego trenera piłkarskiego.

    40 lat temu na mundialu w Hiszpanii Antoni Piechniczek poprowadził Polskę do trzeciego miejsca na świecie

    Jadąc popularną średnicówką, ruchliwą trasą łączącą sześć górnośląskich miast, właściwie zaraz po minięciu centrum Katowic w kierunku na Chorzów, po prawej stronie widzimy ciągnący się, rozległy zielony kompleks. To park Śląski, nazywany zielony płucami Górnego Śląska. Ma powierzchnię 535 ha i jest jednym z największych w całej Europie.

    Zaczął powstawać kilka lat po wojnie, obejmując zdewastowane tereny poprzemysłowe, takie jak: hałdy, biedaszyby, zapadliska, wysypiska, odpady górnicze, a także bagna i nieużytki rolnicze. Dziś w jego obrębie mieści się wiele rozmaitych instytucji, żeby wymienić choćby ogród zoologiczny, wesołe miasteczko czy planetarium.

    My skręcamy jednak do obiektu, który z parkiem Śląskim kojarzy się chyba najbardziej. Podjeżdżamy na Stadion Śląski, na którym nie dalej jak dwa miesiące temu polscy piłkarze, wygrywając ze Szwecją 2:0, zapewnili sobie awans na tegoroczne piłkarskie mistrzostwa świata w Katarze.

    Czytaj więcej: Żyrmuny doczekały się nowej publicznej infrastruktury sportowej

    Wyściskani generałowie

    W mieszczącym się na stadionie centrum konferencyjnym tłoczno. Na scenę wchodzi Antoni Piechniczek, a w sali rozlegają się gromkie oklaski. Legendarny trener, który 40 lat temu na mundialu w Hiszpanii poprowadził polską reprezentację do trzeciego miejsca na świecie, cieszy się olbrzymią estymą.

    Niedawno, dokładnie 3 maja, obchodził 80. urodziny. Przy tej okazji ukazała się jego książkowa „Bezkompromisowa biografia” autorstwa Beaty Żurek i Pawła Czado. Pochodzący z Chorzowa, a od lat mieszkający w Wiśle szkoleniowiec przybył na Stadion Śląski, by ją promować, a przy okazji powspominać nieco swoje związki z legendarnym obiektem.

    Plany budowy dużego, kilkudziesięciotysięcznego  obiektu sportowego w polskiej części Górnego Śląska powstały już w latach międzywojennych. W 1939 r. gotowy był projekt zlecony przez prezydenta Katowic Adama Kocura, zarazem przewodniczącego komitetu budowy stadionu, który miał przypominać Stadion Olimpijski w Berlinie. Wszystko przekreślił wybuch wojny. Pięć lat po niej zdecydowano o budowie Stadionu Śląskiego według projektu architektonicznego Jerzego Brzuchowskiego. Ukończono go latem 1956 r., a rok później Polska zagrała na nim pierwszy niezwykle ważny mecz – przeciw Związkowi Radzieckiemu o awans do piłkarskich mistrzostw świata w Szwecji.

    Antoni Piechniczek był na tym meczu przeciwko ZSRS. – Moja mama pracowała w Hucie „Batory”, była urzędnikiem – wspomina. – Powiedziałem do niej, że słyszałem, iż w hucie można kupić bilety. Poprosiłem, żeby zrobiła wszystko co może i takowy dla mnie zdobyła. Mama mi ten bilet przyniosła. Kosztował 40 złotych, 20 zapłaciła gotówką, drugie 20 potrącili jej z pensji. Dzisiaj można się z tego śmiać, ale takie to były czasy. Poszedłem na ten mecz, który odbywał się w samo południe w niedzielę. Zakończył się naszym zwycięstwem 2:1 po dwóch bramkach Gerarda Cieślika i pozwolił nam wszystkim mieć nadzieję, że to, co się w Polsce dzieje, to radzieckie jarzmo nie będzie trwało wiecznie. Aczkolwiek piłkarzy ZSRS przyjęto wtedy serdecznie, nie było przesadnych gwizdów, a mecz przebiegał w sportowej atmosferze, nikt nikomu krzywdy nie zrobił. Tyle że ta wygrana nic nam wówczas nie dała, bo decydujący o awansie mecz na neutralnym terenie w Lipsku Związek Radziecki wygrał 3:0

    Ciekawostka. W czasie, gdy rozgrywano mecz z ZSRS, przebywała w Polsce sowiecka generalicja, która zażyczyła sobie obejrzeć spotkanie. Podjechali czarnymi wołgami, ale że nie było wówczas loży honorowej, posadzono ich między kibicami, a tych, oprócz Antoniego Piechniczka, przyszło na stadion jeszcze ponad 90 tys. Po wygranym meczu kibice serdecznie wyściskali mających nietęgie miny generałów.

    Piechotą do domu

    W kolejnych latach rola Stadionu Śląskiego tylko rosła. Zaczął usuwać w cień warszawski Stadion Dziesięciolecia. W latach 70. ub.w. to w Chorzowie odbywały się najważniejsze  wydarzenia sportowe organizowane w Polsce. I to nie tylko piłkarskie, ale w innych dyscyplinach, na czele z indywidualnymi mistrzostwami świata na żużlu, wygranymi w 1973 r. przez Jerzego Szczakiela. Zawody te zgromadziły na trybunach wprost niewyobrażalną liczbę widzów. Było ich 130 tys. To rekordowa w historii frekwencja na śląskim gigancie, na którym dominował jednak futbol.

    Tu przyjeżdżali najwięksi piłkarze świata, że wymienię choćby: Alfreda di Stefano, Bobby’ego Moore’a, Bobby’ego Charltona czy Johana Cruijffa – mówi Antoni Piechniczek. – Przyjeżdżali i najczęściej przegrywali. Oczywiście z całą plejadą wspaniałych polskich piłkarzy. Można by mnożyć wielkie mecze, które zostały tu rozegrane, a z których efektowne, wielkoformatowe fotografie można oglądać na stadionowych korytarzach. To w tamtych czasach do obiektu przylgnął przydomek Kocioł Czarownic. W ogóle Stadion Śląski to jest miejsce szczególne. Moim zdaniem nie ma takiego drugiego w Polsce, jeśli idzie o szeroko rozumianą kulturę, czyli operę, filharmonię, teatr, które gościłoby tulu najwybitniejszych przedstawicieli swojej dziedziny.

    Dla Antoniego Piechniczka meczem, który otworzył mu szeroko furtkę do sukcesów z reprezentacją, było spotkanie rozegrane w Chorzowie 2 maja 1981 r. z NRD. Stawką był awans na mundial w Hiszpanii.

    – Moja przygoda z kadrą jeszcze na dobre się nie zaczęła, a już trzeba było zagrać ten mecz, z którym związana była ogromna presja. Od ówczesnego kierownictwa polskiego sportu co rusz dostawałem sygnały, że spotkanie jest warte  miliony dolarów. Mówiono mi, że one są nam potrzebne do funkcjonowania całego polskiego sportu, żeby było za co pojechać na kolejne igrzyska olimpijskie, bo piłka nożna w dużej mierze utrzymywała w realiach Polski Ludowej wszystkie inne dyscypliny. Widziałem te dolary po nocach, prześladowały mnie, ale udało się je podnieść. Najmniejszy na boisku Andrzej Buncol strzelił bramkę głową pod poprzeczkę największemu, prawie dwumetrowemu Hansowi-Ulrichowi Grapenthinowi. Zszedł mi z serca olbrzymi ciężar, wcale zresztą nie tych dolarów. Ze stadionu wracałem do domu na piechotę z żoną, którą pomagała mi nieść olbrzymią walizkę ze sprzętem. Szedłem uduchowiony, patrzyłem, jak w knajpach ludzie piją piwo i się radują, a mnie radość i energia z tego zwycięstwa też aż roznosiła.

    Czytaj więcej: Polska ma Katar!!!

    W marcu polacy pokonali na stadionie śląskimSzwecję 2:0 i świętowali awans na mundial w Katarze

    Feniks z popiołów

    Po przemianach ustrojowych Stadion Śląski zaczął podupadać. Ciągle rozgrywano na nim ważne mecze, tyle że coraz mniej udane, w wykonaniu coraz słabszej reprezentacji, a i sam obiekt zaczął odstawać od wymogów współczesności. Niewiele pomogła gruntowna przebudowa w ostatniej dekadzie minionego wieku, a gdy Chorzów nie znalazł się na liście miast, w których Polska wraz z Ukrainą organizowała Euro 2012, wydawało się, że koniec legendy jest bliski. A jednak tak się nie stało.

    W 2009 r. rozpoczęto kolejną przebudowę. Widownię rozbudowano do ponad 55 tys. miejsc siedzących, ulokowanych na dwupiętrowych trybunach. Podczas koncertów muzycznych obiekt może pomieścić ok. 85 tys. osób. Stadion ma także 106 miejsc przeznaczonych dla osób niepełnosprawnych, znajduje się tu także 25 lóż VIP.

    Po modernizacji stadion wyposażono w półprzezroczyste zadaszenie ze sztucznego tworzywa. Nawiązuje do przemysłowych konstrukcji, jakich nie brak na Górnym Śląsku. Jest ono podświetlane, a w nocy tworzy łunę światła. Jego powierzchnia wynosi 43 tys. mkw., co czyni je największym zadaszeniem w Europie. Ponadto stary tor żużlowy zastąpiła nowoczesna lekkoatletyczna bieżnia, a stadion dysponuje także przestronnym holem oraz foyer dającym możliwość zaaranżowania tej przestrzeni na targi, na bankiet czy strefę spotkań.

    W 2011 r. pękł jeden z elementów konstrukcyjnych odpowiedzialnych za stabilność ważącego ponad 220 ton poszycia dachu (tzw. krokodyla), co znacznie opóźniło ukończenie inwestycji. Przebudowę zakończono latem 2017 r., a nowy stadion otwarto 1 października tamtego roku.

    – To jest wielka rzecz, że ten stadion wciąż tutaj stoi, od prawie 70 lat – cieszy się Piechniczek. – Że przeżył tyle wspaniałych chwil i nikt nie wpadł na pomysł, żeby go gdzieś przenieść albo zlikwidować, a okalający go park Śląski zabudować marketami albo wysokościowcami. Determinacja wielu radnych Sejmiku Województwa Śląskiego sprawiła, że to wszystko wygląda obecnie tak pięknie, jak wygląda, i znów reprezentacja Polski mogła z powodzeniem walczyć tu o awans na mistrzostwa świata, a gdy oglądało się mecz ze Szwedami i naszą grę, to aż serce rosło z radości.

    Po autograf Antoniego Piechniczka ustawiła się bardzo długa kolejka chętnych

    Diamentowa liga

    Przebudowa Stadionu Śląskiego otworzyła na nim wielkie możliwości przed królową sportu, lekkoatletyką. Oczywiście i w przeszłości nie brakowało na nim imprez lekkoatletycznych. Odbył się tu choćby w 1969 r. trójmecz Polska – NRD – ZSRS, podczas którego Rosjanka Nadieżda Cziżowa jako pierwsza kobieta w historii pchnęła kulę powyżej 20 metrów.

    Dopiero jednak modernizacja i wyposażenie stadionu w spełniającą najwyższe standardy bieżnię sprawiły, że zaczął się on ubiegać o organizację imprez lekkoatletycznych najwyższej rangi. Wiadomo już, że w 2028 r. na obiekcie, który od dwóch lat oficjalnie działa jako Narodowy Stadion Lekkoatletyczny, odbędą się mistrzostwa Europy.

    Prawdziwa bomba buchnęła jednak przed kilkunastoma dniami, na początku maja. Już w tym roku, 6 sierpnia, Stadion Śląski jako pierwszy w historii polski obiekt zorganizuje mityng Diamentowej Ligi. Silesia Memoriał Kamili Skolimowskiej zastąpi w kalendarzu dwa odwołane mityngi w Chinach. O organizacji tej najwyższej rangą imprezy śniono w Polsce od dawna.

    – Spotkałem niedawno Kajetana Duszyńskiego, naszego mistrza olimpijskiego w sztafecie mieszanej 4 × 400 metrów – mówi Antoni Piechniczek. – Powiedział mi: „Panie trenerze, jak my się cieszymy, że pierwszy raz w Polsce odbędzie się Diamentowa Liga i właśnie na Stadionie Śląskim”. To stadion rewelacyjny i dla piłki nożnej, i dla lekkoatletyki, a że jest to piękny sport, to nie muszę nikogo przekonywać. To jest miejsce, nie boję się powiedzieć, święte. Nie tylko dla mnie, ale i dla tysięcy ludzi, którzy mieli okazję przeżyć tu choćby jeden wielki spektakl. Wracali w euforii do domu, nabierali motywacji i energii do zmagania się z nie zawsze przecież łatwymi problemami dnia codziennego. Dlatego jesteśmy dumni, że taki stadion tu mamy.

    Przybliżając Stadion Śląski Czytelnikom na Wileńszczyźnie, nie wolno zapomnieć, że jest on miejscem nie tylko wydarzeń sportowych, lecz także kulturalnych, szczególnie koncertów muzycznych. W przeszłości grały na nim m.in. takie zespoły, jak: Iron Maiden, The Rolling Stones, AC/DC, Metallica, U2, Linkin Park, Pearl Jam, Genesis, Red Hot Chili Peppers oraz The Police. Już po przebudowie, na „nowym” Śląskim, zagrali Guns N’Roses i Rammstein. W tym roku na 25 czerwca zaplanowany jest występ Dawida Podsiadły, a w przyszłym, 26 sierpnia, wystąpić ma Andrea Bocelli. Warto pamiętać o tych wydarzeniach, planując w tych terminach urlop w Polsce w okolicach Górnego Śląska.

    Czytaj więcej: Piłkarski Puchar Polski dla Rakowa!


    Fot. STADION ŚLĄSKI, MAT.PRAS.


    Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 21 (62) 28/05-03/06/2022

    Więcej od autora

    Zapiski z podróży

    W ciągu kilkunastu dni przemierzyłem Belgię, zaglądnąłem do Holandii i Luksemburga, wszędzie nadstawiając ucha, co mówi się tam i jak pisze dzisiaj o Polsce i Polakach. W niewielkim Lokeren miałem przyjemność napić się kawy z Włodzimierzem Lubańskim, legendą polskiego...

    Romain Gary, wileński chłopiec. Rozmowa z Agatą Tuszyńską o „Żonglerze”

    Byłam zdumiona, jak czczona jest w Wilnie pamięć Romaina Gary’ego. Czytelnicy znają jego twórczość, co było dla mnie zaskakujące i bardzo miłe. Chciałabym spotkać się z nimi i porozmawiać o tym, najlepiej podczas wieczoru autorskiego – mówi Agata Tuszyńska,...

    Odkładana wizyta, czyli historia wielkiej miłości

    Jest w prostej linii potomkinią samego Giedymina. Była rzecznikiem pierwszego niekomunistycznego rządu po przemianach, które zaszły w Polsce w 1989 r. Teraz spełniła swoje dziecięce marzenie, wydając książkę o wielkiej miłości. O tym wszystkim oraz o pragnieniu poznania Wilna...

    Urszula: Muzyka była we mnie od dziecka

    Jej wielki przebój „Dmuchawce, latawce, wiatr” nuciła cała Polska. Potem były kolejne: „Malinowy król”, „Rysa na szkle”, „Na sen” i wiele innych. W rozmowie z „Kurierem Wileński”, przy okazji promocji autobiograficznej książki, Urszula Kasprzak mówi o swoich doświadczeniach życiowych...