Więcej

    Spojrzeć na budzenie się narodów przez pryzmat języka

    Czytaj również...

    Aby zrozumieć historię Polski, musimy sięgnąć do historii Rzeczypospolitej Obojga Narodów – twierdzi polski reżyser Cyprian Demianiuk, który obecnie realizuje film dokumentalny pt. „Lawa”. Będzie on opowiadał o Polakach, Litwinach i Ukraińcach, a także innych narodach niemających w XIX w. własnej państwowości, którzy swoją tożsamość i wspólnotę budowali na bazie odrębności językowej.

    Cyprian Demianiuk
    | Fot. facebook

    Tytuł najnowszego filmu, który Pan obecnie realizuje, brzmi „Lawa”. Pierwsze skojarzenie, jakie przychodzi do głowy, to film Tadeusza Konwickiego o tym samym tytule z roku 1989, który również był kręcony w Wilnie. Czy to właściwy trop?

    Tak, ale bardziej nazwa nawiązuje do tekstu Adama Mickiewicza, gdzie lawa jest metaforą narodu. [„Nasz naród jak lawa,/Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa,/Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi,/Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi” – przyp. red.]. Film ma opowiadać o przebudzeniu się narodów w XIX w.

    Film ma opowiadać o trzech narodach: Polakach, Litwinach, Ukraińcach, których reprezentują czterej bohaterowie: Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Vincas Kudirka oraz Taras Szewczenko. Dlaczego właśnie oni?

    Tak naprawdę tych bohaterów będzie znacznie więcej. W trakcie pracy nad dokumentem przeprowadziłem już kilkanaście godzin rozmów. Moje wstępne założenia poszerzają się. Mówiąc o romantyzmie, w tym przypadku o literaturze litewskiej, nie można zapomnieć o Maironisie lub Antanasie Baranauskasie. Próbowałem odnaleźć i wciąż poszukuję tych ludzi, którzy świadomie zdecydowali się na doszukiwanie się swoich korzeni, chociażby w decyzji, w jakim języku będą tworzyli. Kudirka, Maironis, Baranauskas i Szewczenko świadomie, mimo opresji, z którą się spotykali, wybierali język ukraiński lub litewski.

    Rozumiem, że jednym z bohaterów filmów będzie język jako taki. Z tego, co widzę, wśród rozmówców są nie tylko historycy lub literaturoznawcy, ale też psychologowie, czy antropologowie…

    Tak. Staram się patrzeć na budzenie się narodów przez pryzmat języka. W Polsce to trochę inaczej wyglądało. Dlatego chciałbym przybliżyć widzom w Polsce, jak to wyglądało w przypadku Litwy lub Ukrainy, gdzie świadoma decyzja o używaniu języka była o wiele silniejszym gestem.

    Sporo miejsca w filmie będzie poświęcone litewskiej muzyce ludowej. Dlaczego?

    Szukałem jakiegoś rodzaju emblematu. Trochę na zasadzie pars pro toto. Wiadomo, temat, o którym mówię, jest bardzo szeroki i skomplikowany, dlatego czasami trzeba uciec do pewnej metafory. XIX wiek w naszej części Europy w dużym stopniu stoi poezją. Poezja jest związana ze zrytmizowanym spojrzeniem na świat, który można odnaleźć w muzyce. W przypadku różnych krajów, o których mówimy, tematy zachowania swojej tradycji i tożsamości są różne. Na Litwie kluczem było niematerialne dziedzictwo UNESCO, do którego zaliczane są sutartinės. Postanowiliśmy, że metaforą będą śpiewy litewskie sutartinės, których korzenie być może sięgają nawet czasów paleolitu. Jest to bardzo tutejsza i bardzo stara forma ekspresji, która jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. Ten śpiew – który na początku był samą muzyką, a później dochodziła treść – idealnie wiąże się z tematem języka i tematem poezji, czyli tematem mego filmu.

    Czytaj więcej: Pokochałem stare polskie kino

    Czy obraz, który zakładaliście w projekcie i który obecnie krystalizuje się podczas rozmów, mocno się zmienił?

    Założenia scenariuszowe są bazą, trampoliną, od której można się odbić. Powiedziałbym, że trzeba nawet odbić się i polecieć w świat. Wszystkie założenia, które mieliśmy, zostały zrealizowane, ale moja perspektywa się poszerzyła. Myślałem o pojedynczych autorach, a okazało się, że tych autorów i tematów jest o wiele więcej. Bardzo się cieszę z momentów, kiedy okazuje się, że pomysły scenarzysty Piotra Kornobisa i moje się realizują. Na przykład olbrzymie połączenie między XIX-wieczną twórczością litewskojęzyczną a krajobrazem i naturą. Okazało się, że litewscy romantycy byli takimi protoekologami. Dla mnie osobiście „Borek onyksztyński” jest przykładem twórczości zaangażowanej w kontakt i obronę natury.

    Jednym z bohaterów jest Taras Szewczenko. Czy udało się coś nakręcić w Ukrainie, czy jednak wojna pokrzyżowała plany?

    Ze względu na wojnę w Ukrainie podstawowe założenia produkcyjne musiały zostać przemodelowane. Niemniej nie chcieliśmy rezygnować ze zdjęć w Ukrainie. Korzystamy z tego, że sporo filmowców z Polski wyjechało do Ukrainy nawiązać różnego rodzaju współpracę. Rozpoczęliśmy współpracę z nimi. Chcemy pokazać piękno ukraińskiej przyrody, chociażby w formie wizualnej. Tego na pewno nie zabraknie. Oczywiście, przeprowadzam wywiady z naukowcami z Ukrainy.

    Czytaj więcej:Reżyser powinien być obserwatorem świata. Rozmowa z reżyserem Jackiem Januszykiem

    Poprzedni Pana film, „3 maja, czyli dziś”, którego premiera odbyła się 2021 r., również częściowo był filmowany na Litwie. Skąd zainteresowanie tym regionem?

    Ten region interesuje mnie o tyle bardziej, bo jako Polak czuję związek z historią Polski. Tak naprawdę, aby zrozumieć historię Polski, musimy sięgnąć do historii Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Czyli musimy też zrozumieć historię Ukrainy czy przede wszystkim Litwy. Dla mnie jest bardzo interesujące szukanie nie bezpośrednich korzeni, których nie posiadam akurat na Litwie, ale szukanie korzeni swojej tożsamości narodowej.

    Polacy, Litwini lub Ukraińcy mają wspólny rdzeń w postaci Rzeczypospolitej. Niemniej, gdy rozmawia się z naukowcami z tych krajów, czy nie wyłania się inna perspektywa historyczna?

    Jest trochę inna, ale nie wykluczająca się. Teraz to jeszcze bardziej dostrzegam na podstawie XIX w. Decyzja Szewczenki pisania po ukraińsku czy poetów litewskich pisania po litewsku nie miała służyć podzieleniu naszych narodów, tylko, jak powiedział jeden z naszych rozmówców, żeby usłyszeć piękny śpiew chóru indywidualistów.

    Kiedy jest planowana premiera? I czy będzie premiera filmu na Litwie?

    Film będzie miał premierę jesienią tego roku. „Lawa” jest koprodukcją polsko-litewską, więc na pewno będą mieli szansę zobaczyć ją widzowie z obu krajów. Pracujemy nad tym, by wspólnie z przyjaciółmi z Wilna zorganizować pokaz przedpremierowy, tak jak miało to miejsce w przypadku poprzedniego dokumentu naszego zespołu, filmu „Kościuszko. Przewodnik bardzo współczesny”.


    Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 21 (62) 28/05-03/06/2022

    Więcej od autora

    Upały zmieniają przyrodniczy krajobraz Litwy

    Upały nie ustępują. Wysoka temperatura powietrza oddziałuje nie tylko na samopoczucie ludzi, ale ma wpływ także na świat zwierzęcy i roślinny. Zmiany te w najbliższej przyszłości, mogą negatywnie wpłynąć na życie człowieka. Padł kolejny rekord temperatury na Litwie. W poniedziałek...

    Szczyt w Madrycie: NATO-izacja Europy

    Joe Biden, w trakcie szczytu NATO w Madrycie, zapowiedział, że wzmocni amerykańską obecność w Polsce. O wzmocnieniu wschodniej flanki Sojuszu Północno-Atlantyckiego mówił prezydent Litwy Gitanas Nausėda. Z przyczyn oczywistych spotkanie przywódców krajów członkowskich zostało zdominowane przez tematykę ukraińską i kwestię...

    Kryzys gospodarczy: „Powtórki z 2009 r. nie będzie”

    „Gospodarkę Litwy czeka cięższy okres. Tym niemniej powtórki z kryzysu z lat 2008-2009 nie będzie” — zapewnia ekonomista Aleksandras Izgorodinas. W ubiegłym tygodniu była prezydent Dalia Grybauskaitė skrytykowała rząd oraz inne instytucje państwowe, że źle rozwiązują problemy gospodarcze. Zdaniem byłej...

    Szczyty Rady Europejskiej i G7: Historyczne zwycięstwo Ukrainy

    Rosyjska agresja przeciwko Ukrainie zdominowała szczyty państw G7 oraz Rady Europejskiej. Jedną z kluczowych decyzji podjętych w trakcie spotkania przywódców państw unijnych było uzyskanie statusu kandydatów do UE przez Ukrainę i Mołdawię. „Putin spodziewał się, że Zachód rozpadnie się po...