Więcej

    W Szczebrzeszynie festiwal nie ginie i Szczebrzeszyn z niego słynie

    Przed tygodniem w Szczebrzeszynie zakończył się ósmy już Festiwal „Stolica Języka Polskiego”. – Stale się rozwijamy, w przyszłości myślimy o koloniach językowych poświęconych literaturze dla dzieci spoza Polski, ołówkiem mamy wpisane też zaproszenie dla polskiego teatru z Wilna, żeby u nas wystąpił – mówi Piotr Duda, pomysłodawca i organizator festiwalu.

    Czytaj również...

    Porozmawiać z Piotrem Dudą w trakcie trwającego przez tydzień festiwalu nie jest rzeczą prostą. Wszystkiego dogląda, sprawdza, czy nagrody przygotowane, dyplomy podpisane, odbiera telefony, odpowiada na pytania elektryka i przewodniczącego Rady Miejskiej Szczebrzeszyna. Wszystko zdaje się być na jego głowie, ale w końcu i dla magazynu „Kuriera Wileńskiego” znajduje czas.

    – W szczytowym momencie przy festiwalu pracuje ok. 60 osób – mówi – ale wiadomo, że pańskie oko konia tuczy i żeby wszystko przebiegało sprawnie, trzeba sprawdzać i pilnować. Festiwal urósł nam do dużej imprezy. Nie prowadzimy dokładnych statystyk, ale w edycji przed pandemią w różnych wydarzeniach (w ciągu festiwalowego tygodnia mamy ich około stu) wzięło udział jakieś 30 tys. osób. Ludzie przyjeżdżają tu z całej Polski, mamy grupę osób, które specjalnie biorą urlopy, żeby być tutaj przez cały tydzień, cieszyć się festiwalem, Roztoczem, i jest to grupa całkiem liczna.

    – Jesteśmy z mężem uczestnikami festiwalu już po raz piąty – mówi Małgorzata Wandasiewicz, pisarka i poetka z Zagłębia Dąbrowskiego. – To jest wydarzenie potrzebne. Nie chcę mu wystawiać laurki, są punkty programu lepsze i mniej akurat mi odpowiadające, ale co roku czekam na to wydarzenie, na spotkania z pisarzami, twórcami, na dyskusje, które toczą się w Szczebrzeszynie i Zamościu, i na spędzenie tych kilku dni na pięknym Roztoczu.

    Brzechwa wskazał kierunek

    – Mieszkam i pracuję w Warszawie, ale urodziłem się w Szczebrzeszynie i to jedna z przyczyn, że Festiwal „Stolica Języka Polskiego” odbywa się w tym mieście – wyjaśnia Piotr Duda. – Moje rodzinne miasto wpisane jest do języka polskiego w sposób naturalny, wręcz endemiczny przez Jana Brzechwę, który napisał: „W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie i Szczebrzeszyn z tego słynie”. Na co dzień zajmuję się kulturą, skończyłem teatrologię i od 20 lat jestem producentem teatralnym. Kreuję spektakle, robię to w sposób niezależny i ta praca dała mi doświadczenie projektowe. Nauczyła, jak przygotować i zrealizować projekt, zabezpieczyć finanse. W pewnym momencie moje doświadczenia warszawskie, producenckie, wzbudziły zainteresowanie dyrekcji Domu Kultury w Szczebrzeszynie. Zostałem zaproszony na rozmowę na temat wspólnych działań. Tak powstała w mojej głowie wizja zrobienia wydarzenia interdyscyplinarnego. Na początku nazywałem to Art Szczebrzeszyn. Z racji moich zawodowych zajęć akcenty stawiałem bardziej na teatr. Myślałem, że Szczebrzeszyn będzie miejscem rezydencji niezależnych grup teatralnych, które będą tu przyjeżdżały, tworzyły spektakle, a potem jeździły z nimi po Polsce.

    – Jednak w trakcie myślenia o projekcie dominujące stawały się język i literatura – kontynuuje Duda. – I tak ostatecznie wydarzenie przybrało nazwę Stolica Języka Polskiego. Nazwa się bardzo spodobała i przyjęła. I tak od ośmiu lat z powodzeniem tworzymy festiwal, którego głównymi częściami programu są spotkania językowe, dyskusje, rozmowy o języku, spotkania autorskie, przypominanie dorobku polskich pisarzy, dziedzictwa literackiego, poezji. Teatru jest coraz mniej, bo nie mamy warunków, nie ma w Szczebrzeszynie budynku teatru. W związku z tym mamy plenerową scenę i wszystkie wydarzenia dzieją się w plenerze nad rzeką. Tworzymy widowiska słowno-muzyczne i to jest nasza namiastka teatru.

    Czytaj więcej: Artur Stefanowicz: Ludzie przypomną sobie język polski, dajmy im szansę

    Patron i gwiazdy

    Formuła festiwalu jest stała i powtarzana co roku. Każda edycja ma swojego patrona. Są nimi nieżyjący pisarze. Organizatorzy przypominają ich sylwetki, zapraszają specjalistów, znawców postaci. Blok wydarzeń poświęcony jest twórczości patrona, którym w tym roku, z racji przypadającej setnej rocznicy urodzin, był Miron Białoszewski. Oprócz pasma patrona są też pasma językowe, ciągle rozbudowywane. Zapraszani są znakomicie goście.

    – Największe nazwiska, jakie pojawiły się u nas w tym roku, to: niewątpliwie wybitna aktorka Maja Komorowska, równie wybitny aktor Krzysztof Wakuliński, piosenkarka Magda Umer czy muzyk jazzowy Włodzimierz Nahorny – mówi Piotr Duda. – Poza tym mieliśmy pisarzy młodego pokolenia, Sylwię Chutnik i Filipa Zawadę, ale był też akcent ukraiński w osobach pisarek Oksany Zabużko i Tamary Dudy. Wojciech Bonowicz poprowadził dyskusję o naszym mentorze i ambasadorze Wiesławie Myśliwskim, który z rąk przewodniczącego Rady Miejskiej otrzymał honorowe obywatelstwo Szczebrzeszyna.

    – Bardzo dobrą rzeczą była dyskusja o problemie wykluczenia w społeczeństwie – dzieli się swoimi wrażeniami Małgorzata Wandasiewicz. – O heteronormatywności, osobach niebinarnych. Ścierały się skrajne poglądy, było dużo pytań ze strony publiczności, co pokazuje, że to ważny temat w debacie publicznej, wywołujący emocje. W moim odczucie trochę mało było w tym roku wydarzeń muzycznych, za to fantastyczne choćby warsztaty dla maluchów prowadzone przez Katarzynę Stoparczyk.

    Organizatorem Festiwalu „Stolica Języka Polskiego” jest Fundacja Sztuki „Kreatywna Przestrzeń” z siedzibą w Warszawie, której misją jest upowszechnianie i wspieranie działań z zakresu kultury i sztuki.

    – Fundacja prowadzi działalność gospodarczą i zarabia pewne środki, ale one nie wystarczyłyby na organizację tak dużej imprezy, zwłaszcza że cały festiwal jest za darmo, nie ma żadnych biletów i opłat za wejście dla uczestników – podkreśla Piotr Duda, dyrektor fundacji. – Budżet jest zawsze za mały, to tradycyjna bolączka kultury, ale od początku festiwalu łączymy źródła finansowania od różnych partnerów. Z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, urzędu marszałkowskiego, miast Zamość i Szczebrzeszyn, Starostwa Zamojskiego i naszych środków fundacyjnych. I to wszystko razem pozwala nam zabezpieczyć wydatki na to wszystko, co dzieje się w ciągu festiwalowego tygodnia.

    Wilno przyszłością

    Choć dopiero co zakończyła się tegoroczna edycja, organizatorzy myślą już o następnej. – Mamy określoną perspektywę dwóch, trzech lat do przodu – informuje Piotr Duda. – W przyszłym roku chcemy poświęcić festiwal Sławomirowi Mrożkowi, termin będzie zbliżony do tegorocznego, czyli pierwsza połowa sierpnia. Ale chcemy też przymierzyć się do realizacji nowych pomysłów. Ołówkiem do notatnika mamy wpisane choćby zaproszenie dla polskiego teatru z Wilna, żeby u nas wystąpił. Myślę, że to bardzo realne zdarzenie, które może się u nas zadziać. Bezpośrednich kontaktów z Wilnem na razie nie mieliśmy, ale to jest nasza przyszłość. Chcielibyśmy też kontynuować wydarzenia zapoczątkowane na festiwalu. Na przykład specjalnie przygotowywane na festiwal widowisko z udziałem cenionego artysty zamierzamy później wystawiać poza festiwalem. Także w Wilnie. Być może zrobimy też kolonie językowe poświęcone literaturze dla dzieci spoza Polski, a więc również z Wileńszczyzny, by pomagać chronić i kształtować ich polszczyznę. W ubiegłym roku podczas pandemii mieliśmy też próbkę warsztatów dla dziennikarzy polonijnych, która odbyła się online. Chcemy ten kierunek kontynuować.

    Czytaj więcej: Ubóstwo językowe, ubóstwo myślowe


    Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” Nr 33 (96) 20-26/08/2022

    Afisze

    Więcej od autora

    Ambasador honoris causa

    Mogę się odnosić jedynie do tego, co widziałem i przeżyłem teraz. „Wilno w Gdańsku” to impreza na wskroś różnorodna i przede wszystkim nowoczesna. Nie tchnie niepotrzebnym patosem. Sentymentalizmem jest przyprawiona tylko o tyle, o ile przydaje to smaku, a...

    Dla każdego coś wileńskiego!

    Wartościowa, świetna impreza, przemyślany program, fantastyczny jarmark i kapitalna, ogromna praca Tomasza Snarskiego, który panuje nad wszystkim i właściwie nie schodzi ze sceny – tak w niedzielne popołudnie, ostatniego dnia festiwalu, dzieliła się z nami swoimi wrażeniami dr Barbara...

    Dorota Tarasiewicz-Solochewicz, Dziewczyna z jarmarku

    Umówić się z panią Dorotą na kilka dni przed rozpoczęciem festiwalu to sprawa wręcz karkołomna. Pani koordynator ma zapisany kalendarz, jakby go obsypał mak. – Przygotowania idą pełna parą, jesteśmy na ostatniej prostej – mówi szybko, głosem pełnym zapału...

    Krótka wizyta

    Ale przed rokiem już znacznie więcej. Widok zamkniętych na cztery spusty lokali, nawet tych w okolicach Ratusza, cokolwiek zatrważający. Ale odpowiedź na pytanie: „O co chodzi?”, przychodzi niemal natychmiast. No tak, wojna, Przesmyk Suwalski, nic więcej nie potrzeba, by...