Więcej

    Zbrodnia nieukarana. 41. rocznica pacyfikacji kopalni „Wujek” w Katowicach

    16 grudnia 1981 r. otworzono ogień do strajkujących w kopalni „Wujek” w Katowicach. Zginęło dziewięciu górników. – Była to największa zbrodnia stanu wojennego, jej mocodawcy nigdy nie ponieśli odpowiedzialności – mówi Sebastian Reńca ze Śląskiego Centrum Wolności i Solidarności.

    Czytaj również...

    Grudzień. Jak wtedy. Tylko śnieg jeszcze nie pada, ma spaść za kilka dni. Z Sebastianem Reńcą, historykiem, umawiam się w dawnym magazynie odzieży roboczej KWK „Wujek” w Katowicach. Przed II wojną światową w tym budynku napełniano karbidem lampy górnicze. 41 lat temu z jego rampy padły śmiertelne strzały do górników kopalni „Wujek”…

    Dziś mieści się tu ekspozycja stała poświęcona przede wszystkim strajkowi w kopalni w grudniu 1981 r. i oporowi Polaków wobec systemu komunistycznego. Prowadzi ją Śląskie Centrum Wolności i Solidarności, którego Sebastian Reńca jest pracownikiem.

    Nasz przewodnik wita mnie niezwykle serdecznie. Cieszy się z wizyty „Kuriera Wileńskiego”. Wileńszczyzna jest bliska jego sercu. Nie kryje fascynacji Józefem Mackiewiczem i Sergiuszem Piaseckim. Kiedyś wybrał się w podróż śladami tych autorów oraz bohaterów ich książek. Pomagał też w powstawaniu polskiego miesięcznika w Solecznikach. Po wymianie poglądów na temat nastrojów wśród polskiej społeczności na Litwie przechodzimy na wystawę i do rozmowy o tym, co działo się w tym szczególnym miejscu ponad cztery dekady temu.

    Trzy postulaty

    Reklama (dobiera algorytm zewnętrzny na podst. ustawień czytelnika)

    – Nie lubię określenia „wydarzenia” w odniesieniu do tego, co stało się na „Wujku” czwartego dnia stanu wojennego – rozpoczyna swoją opowieść Sebastian Reńca. – To był język tamtej władzy, dla niej to były nic nieznaczące wydarzenia. A była to największa zbrodnia stanu wojennego. 16 grudnia 1981 r. na strajkujących w Katowicach górników posłano pluton specjalny ZOMO uzbrojony w ostrą amunicję. Wysyłając ludzi z pistoletami maszynowymi, można było domniemywać, że będą strzelać, jak dzień wcześniej zrobili to w Jastrzębiu-Zdroju. Tam postrzelili trzech górników, tutaj zabili dziewięciu. Na miejscu zginęło sześciu, trzech kolejnych zmarło w szpitalach. Nadto 23 odniosło rany.

    Do strajku doszło po tym, gdy w nocy z 12 na 13 grudnia zatrzymany został Jan Ludwiczak, przewodniczący Komisji Zakładowej „Solidarności”. Górnicy, którzy wyjechali na powierzchnię, na wieść o zatrzymaniu swojego lidera postanowili zastrajkować w jego obronie. Decyzję o strajku podejmowały w demokratycznym głosowaniu kolejne kopalniane zmiany w poniedziałek 14 grudnia. Górnicy mieli trzy postulaty: uwolnienia Ludwiczaka i innych internowanych, zakończenia stanu wojennego oraz przestrzegania porozumień zawartych w sierpniu i wrześniu 1980 r.

    – 16 grudnia do strajkujących przyszła delegacja składająca się z wojskowych, dyrektora kopalni i wiceprezydenta miasta – mówi Reńca. – Górnicy powiedzieli, że jeżeli kopalnię zajmie wojsko, to oni zakończą strajk, bo z wojskiem nikt nie będzie się bił. Ale zapowiedzieli też, że jeżeli wejdzie ZOMO, nie dadzą się pałować. Wystarczyło, by druga strona nie wpuściła ZOMO na teren zakładu i nic by się nie stało, a miała to jasno powiedziane. Czemu górnicy szykowali się do obrony? Ponieważ wiedzieli, co działo się od dwóch dni na Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim. Wiedzieli, że władza brutalnie „odblokowuje” kolejne zakłady, Hutę „Baildon”, Hutę „Katowice”. Bito robotników, pałowano ich. W Jastrzębiu-Zdroju do nich strzelano. Stąd barykady i prymitywne uzbrojenie, którym górnicy z „Wujka” przywitali zomowców. Co mieli? Styliska od kilofów, łańcuchy, kawałek węża gumowego, coś czym mogli się bronić.

    Czytaj więcej: Fenomen „Solidarności” – od „samoograniczającej się rewolucji” do „samorządnej Rzeczypospolitej”

    Sebastian Reńca przed głównym budynkiem kopalni „Wujek”
    | Fot. Jarosław Tomczyk

    Dziewięciu zabitych

    Jesteśmy w miejscu zbrodni. W budynku magazynu odzieżowego, który jak każdy magazyn miał swoją rampę. Stoimy na niej. – Dzisiaj jest zabudowana, wtedy ustawił się na niej pluton specjalny ZOMO, który mając stąd świetny widok na plac przed kotłownią, strzelał z tego miejsca – wyjaśnia Sebastian Reńca. – Sami zomowcy mówili później, używając języka myśliwych, że strzelali „w łeb i na komorę”, co potwierdzają obrażenia zabitych i rannych. Protestujących było około 3 tys. Przeciw nim stanęły: 22 czołgi, 44 wozy bojowe, armatki wodne, helikopter, 1,5 tys. milicjantów różnych formacji i ponad 700 żołnierzy. Górnicy nie mieli żadnych szans. Postrzelonych górników przenoszono najpierw do punktu ratunkowego, a później do stacji ratownictwa. Początkowo na terenie kopalni nie było lekarzy. Pojawili się, gdy ZOMO zaatakowało strajkujących. Ratownicy byli dowożeni karetkami, ale też zdarzyło się, że byli z tych karetek wyciągani i bici. Najmłodszy zabity górnik miał 19 lat, najstarszy – 48. Zginęli: Jan Stawisiński, Joachim Józef Gnida, Józef Czekalski, Józef Krzysztof Giza, Ryszard Józef Gzik, Bogusław Kopczak, Andrzej Pełka, Zbigniew Wilk i Zenon Zając.

    Już 23 grudnia 1981 r. Wojskowa Prokuratura Garnizonowa w Gliwicach w trybie doraźnym wszczęła śledztwo w sprawie organizowania i kierowania strajkiem w KWK „Wujek”. W styczniu aktem oskarżenia objęto 9 osób, które aresztowano. Proces dziewiątki z „Wujka” rozpoczął się 3 lutego i już po sześciu dniach zakończył wyrokami. Skazano cztery osoby na kary od trzech do czterech lat więzienia, choć prokurator żądał 15.

    – Jednocześnie także w grudniu wszczęto śledztwo wobec członków plutonu specjalnego ZOMO w kwestii użycia broni palnej – mówi Reńca. – Nic złego im się oczywiście nie stało. Wojskowy prokurator w styczniu 1982 r. szybko umorzył śledztwo. Odpowiedzieli dopiero po latach. Były trzy procesy, ostatni zakończył się skazaniem, ale nie tych, którzy wydawali rozkazy. Gen. Jerzy Gruba już nie żył, ale żyli generałowie Czesław Kiszczak i Wojciech Jaruzelski. Nigdy za to nie odpowiedzieli. Bezpośredni wykonawcy dostali niewielkie wyroki w granicach trzech lat, najwyższy otrzymał dowódca plutonu specjalnego Romuald Cieślak, skazany po apelacji na sześć lat więzienia.

    Czytaj więcej: Jak lotnisko w Porubanku stało się oknem na świat

    WystawaŚląskiego Centrum Wolności i Solidarności mieści się w dawnym magazynie odzieżowym, z którego rampy strzelano do górników
    | Fot. Jarosław Tomczyk

    Krzyż i pomnik

    Przez całe lata 80. zbrodnię na terenie kopalni upamiętniał tylko skromny krzyż. – Jego historię koniecznie trzeba opowiedzieć – mówi nasz przewodnik. – Krzyż wrócił na kopalnię w trakcie tzw. karnawału Solidarności. Wywalczono wówczas możliwość, by na kopalnię wróciły też figury św. Barbary, górnicy zbliżyli się wówczas do Kościoła. Gdy dowiedziano się o zatrzymaniu Ludwiczaka, zebrano się w łaźni łańcuszkowej i tam zdecydowano o zaproszeniu księdza na teren kopalni. Ks. Henryk Bolczyk przyszedł i odprawił w łaźni łańcuszkowej mszę świętą zarówno w niedzielę, jak i w poniedziałek. We wtorek odmówił z protestującymi różaniec.

    Kiedy w środę padły strzały i zabici zostali przeniesieni z punktu opatrunkowego do stacji ratownictwa, górnicy przenieśli tam też krzyż z łaźni. Później, wieczorem, zaniesiono go do wyłomu, którego w ogrodzeniu kopalni dokonał czołg. Stanął tam, zbierali się przy nim ludzie, a na jego ramionach powieszono lampki górnicze, które od razu zapłonęły. Krzyż był tam do nocy z 27 na 28 stycznia, gdy skradli go nieznani sprawcy. Górnicy zagrozili strajkiem, jeśli nie wróci na miejsce, i komisarz wojskowy faktycznie zdecydował, by krzyż wrócił, ale nie ten oryginalny, bo jego nie znaleziono. Wrócił i stał do końca lat 80. Przez całe lata przyjście pod ten krzyż, pomodlenie się, zapalenie znicza mogło się skończyć w najlepszym razie grzywną, ale także zwolnieniem z pracy, zatrzymaniem, aresztowaniem, pobiciem. Mimo to ludzie przychodzili pod kopalnię „Wujek”. Stało się to ważnym miejscem dla Katowic, a także dla całej Polski.

    Dziś ten historyczny krzyż jest w ramionach dużego „Krzyża – Pomnika”, który stoi przed kopalnią. Po pierwszych, częściowo wolnych wyborach w czerwcu 1989 r. jesienią zarejestrowano w końcu Społeczny Komitet Budowy Pomnika ku czci Górników KWK „Wujek” w Katowicach Poległych 16 grudnia 1981 r. Wcześniej władze odmawiały jego rejestracji. Celem komitetu oprócz budowy „Krzyża – Pomnika” była też pomoc materialna dla rodzin poległych oraz wszechstronna działalność zmierzająca do ustalenia faktycznego przebiegu zdarzeń i upamiętnienia historii. Budowa pomnika według projektu autorstwa Aliny Borowczak-Grzybowskiej i Andrzeja Grzybowskiego ruszyła w 1991 r.

    Na wystawie zobaczyć można m.in., czołg jaki sforsował ogrodzenie kopalni
    | Fot. ŚCWIS

    Na trzech poziomach

    W 1993 r. z inicjatywy Komitetu w Zakładowym Domu Kultury KWK „Wujek” otworzono stałą wystawę „Bitwa o Polskę” dokumentującą pacyfikację kopalni w grudniu 1981 r. Rok później Społeczny Komitet Budowy Pomnika przekształcił się w Społeczny Komitet Pamięci Górników KWK „Wujek” Poległych 16 grudnia 1981 r. Oprócz wielu rozmaitych inicjatyw komitet organizuje rokrocznie uroczystości rocznicowe pod „Krzyżem – Pomnikiem”.

    W 2011 r. województwo śląskie zawarło z miastem Katowice umowę ws. prowadzenia wspólnej instytucji kultury – Śląskiego Centrum Wolności i Solidarności. Jednym z jego zadań jest prowadzenie muzeum poświęconego strajkowi i pacyfikacji kopalni. Przed rokiem, na 40. rocznicę pacyfikacji, otwarto nową wystawę. Została udostępniona na trzech poziomach dawnego budynku magazynu odzieżowego i zajmuje ok. 1100 mkw. powierzchni.

    – Wystawa zaczyna się od 1945 r., od żelaznej kurtyny, ponieważ żeby zrozumieć, co stało się w 1981 r., musimy wiedzieć, że wszystko zaczęło się od tego, iż Polska stała się jednym z państw zależnych od Związku Sowieckiego – mówi Sebastian Reńca, oprowadzając nas po ekspozycji. – Chronologicznie idziemy przez wydarzenia kolejnych lat, z tym że szczególnie zwracam uwagę na rok 1978, w którym mają miejsce dwa ważne wydarzenia. W Katowicach Kazimierz Świtoń zakłada Wolne Związki Zawodowe, które zainspirowały do tego samego działaczy na Wybrzeżu, a w październiku Karol Wojdyła zostaje wybrany na papieża i przyjmuje imię Jan Paweł II. Tak dochodzimy do sali prezentującej tzw. karnawał Solidarności, opowiadamy o tym, co działo się przed wprowadzaniem stanu wojennego, a potem dochodzimy już do tego, czym ten stan był. W kopalnianym chodniku opowiadamy o strajkach podziemnych, na telefonie kopalnianym można posłuchać fragmentów oryginalnych rozmów górników z rodzinami, zachowały się, bo były nagrywane przez Służbę Bezpieczeństwa. Oczywiście najważniejszą częścią ekspozycji jest to co stało się w tym miejscu 16 grudnia 1981 r. Wystawa kończy się wyborami 1989 r.

    Ekspozycja skierowana jest przede wszystkim do ludzi młodych, jej szeroki zakres nawiązuje do historii miejsca i ówczesnej sytuacji w kraju. Na wystawie sporo jest ciekawych artefaktów, można zobaczyć m.in. pistolet maszynowy PM-63 „Rak”, taki sam jak te, z których strzelano, przestrzelony górniczy kask Janka Stawisińskiego, ulotki z tamtych lat. Wystawa jest nowoczesna, oparta na rozwiązaniach multimedialnych, bardzo dobrze oprawiona muzycznie i zaaranżowana świetlnie. To bezsprzecznie pozycja obowiązkowa dla wszystkich, którzy chcą dobrze poznać historię Polski, a szczególnie dowiedzieć się, czym był stan wojenny wprowadzony w 1981 r. przez jej komunistyczne władze.

    Czytaj więcej: Solidarność przyniosła naszej części Europy wolność


    Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” Nr 50(146) 17-23/12/2022

    Reklama (dobiera algorytm zewnętrzny na podst. ustawień czytelnika)

    Afisze

    Więcej od autora

    O powstaniu styczniowym w Sukiennicach

    Cieszymy się bardzo z zainteresowania „Kuriera Wileńskiego” naszą wystawą – wita nas w progach Muzeum Narodowego w krakowskich Sukiennicach Piotr Wilkosz, kurator ekspozycji. – W roku jubileuszu powstania styczniowego wiele placówek muzealnych w Polsce przygotowało wystawy czasowe. Choćby Zamek...

    Taka piękna katastrofa

    Z parkietu zeszło wspaniałe pokolenie polskich szczypiornistów, którzy jeszcze na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro w 2016 r. zajęli czwarte miejsce, a godnych następców nie widać do dziś. Nieco na ponad rok przed rozpoczęciem mistrzostw Henryk Szczepański, prezes...

    Oto fotograf Auschwitz — Wilhelm Brasse

    Jarosław Tomczyk: Jak poznała Pani Wilhelma Brassego? Anna Dobrowolska: Tak naprawdę trafił na niego Ireneusz Dobrowolski, mój mąż, jeszcze zanim się poznaliśmy. Przyjaciel powiedział mu, że izraelska telewizja robi dokument o karłach w Auschwitz, a jedną z postaci, która będzie...

    Nie widzę pokoju na horyzoncie

    Jak w Pani ocenie wygląda sytuacja na froncie ukraińsko-rosyjskim na koniec 2022 r.? Jeżeli chodzi o taktykę, mamy zamrożenie działań frontowych, głównie ze względu na pogodę. Dopóki nie będzie silnego mrozu, sprzęt będzie utykał w błocie. Natomiast sytuacja strategiczna jest...