Fenomen „Solidarności” – od „samoograniczającej się rewolucji” do „samorządnej Rzeczypospolitej”

422
Fot. Wikipedia

Korzenie 10-milionowego ruchu „Solidarności” tkwią w przełamywaniu istniejących wcześniej barier, które wydawały się nie pozwalać na myślenie o zmianie porządku w kraju totalitarnym. Nieprzypadkowo formułowany wewnątrz „S” program reform był oparty na potrzebie zaistnienia wartości odrzucanych przez państwo komunistyczne.

„Żaden ruch społeczny nie był popierany jednocześnie przez prezydenta Reagana, eurokomunistę Carrillo [Santiago, przywódca hiszpańskich komunistów – przyp. red.], Berlinguera [Enrico, szef Włoskiej Partii Komunistycznej – przyp. red.] i papieża […] chrześcijan i komunistów, konserwatystów, liberałów i socjalistów” – stwierdził na kartach analizy „Polska rewolucja: Solidarność” brytyjski historyk Timothy Garton Ash. Jego refleksje pozwalały na zrozumienie fenomenu, który na początku lat osiemdziesiątych wydawał się trudno uchwytny dla zachodniej opinii publicznej.

Do sierpnia 1980 r. wszelkie ruchy opozycyjne w krajach komunistycznych były postrzegane przez pryzmat niewielkich grup intelektualistów, dążących „jedynie” do nadania ustrojowi socjalistycznemu bardziej „ludzkiego oblicza”. Wyjątkiem było Powstanie Węgierskie w 1956 r., ale i tam impuls do zmian pochodził częściowo z wnętrza partii komunistycznej. Konsekwencje tamtego zrywu miały dowodzić, że znacząca zmiana społeczna jest niemożliwa w krajach kontrolowanych przez reżimy uzależnione od Moskwy. Ta teza została obalona w sierpniu 1980 r.

W czerwcu 1976 r. na gospodarce PRL pojawiły się wyraźne rysy. Największe od 1970 r. protesty społeczne i ich brutalne stłumienie obnażyły brak pomysłu władz komunistycznych na prowadzenie dialogu społecznego oraz rozwiązanie coraz większych problemów gospodarczych. Kryzys roku 1976 uruchomił również nieznany dotąd proces kształtowania się jawnej opozycji. 23 września 1976 r. czternaście osób prowadzących od kilku tygodni akcje pomocy represjonowanym ogłosiło „Apel do społeczeństwa i władz PRL”, informując o powstaniu Komitetu Obrony Robotników. Sygnatariusze wzywali do: przyjęcia do pracy wszystkich zwolnionych, ogłoszenia amnestii dla skazanych i więzionych za udział w strajkach, ujawnienia rozmiarów zastosowanych represji i ukarania osób winnych łamania prawa.

W ciągu kilkunastu miesięcy wokół KOR powstało wiele inicjatyw obywatelskich: prasa drugiego obiegu („Biuletyn Informacyjny”, „Robotnik”, „Krytyka”, „Głos”, „Zapis”), wydawnictwa, Latający Uniwersytet czy Studenckie Komitety Solidarności. Kolejne powstające organizacje opozycyjne – Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela, Ruch Młodej Polski, Konfederacja Polski Niepodległej – stawiały sobie coraz dalej idące cele programowe, włącznie z odzyskaniem suwerenności i pełną demokratyzacją życia politycznego.

W 1978 r. powstała pierwsza organizacja, która za swój główny cel stawiała sobie stworzenie w pełni niezależnych od władz związków zawodowych – Komitet Założycielski Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża. „Celem Wolnych Związków Zawodowych jest organizacja obrony interesów ekonomicznych, prawnych i humanitarnych pracowników. WZZ deklarują swą pomoc i opiekę wszystkim pracownikom bez różnicy przekonań czy kwalifikacji” – podawano w deklaracji Komitetu Założycielskiego WZZW, podpisanej przez zaledwie trzech działaczy tworzącej się opozycji – Andrzeja Gwiazdę, Krzysztofa Wyszkowskiego i Antoniego Sokołowskiego. Kolejne komitety WZZ powstawały w wielu ośrodkach przemysłowych Polski.

Żadna z grup opozycyjnych nie miała charakteru masowego. Przyciągała tylko najodważniejszych i najbardziej zdeterminowanych, którzy wiedzieli, że starcie z systemem komunistycznym będzie wiązało się z poważnymi konsekwencjami dla ich życia osobistego, a tym bardziej przyszłości zawodowej. Ich działalność, szczególnie podziemna prasa, docierała do tysięcy robotników, którzy otrzymywali proste instrukcje dotyczące organizowania strajków lub wiedzę na temat prawa pracy. W ten sposób kształtowała się przyszła „awangarda” pokojowej „rewolucji bez rewolucji”, która wybuchnie latem roku 1980. Gdy w lipcu 1980 r. Edward Gierek uspokajał Leonida Breżniewa, że „opozycja to garstka działaczy”, w dużej mierze miał rację. Sytuacja dojrzewała jednak do wybuchu, który doprowadzi do narodzin masowego ruchu społecznego, którego instytucje u szczytu swojego rozwoju i popularności będą traktowane jako alternatywa dla „oficjalnego życia” w państwie totalitarnym.

Zdaniem historyków pierwszym krokiem w kierunku narodzin wielkiej organizacji społecznej było „policzenie się” ludzi podczas pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski w czerwcu 1979 r. Kolejny impuls pojawił się w lipcu 1980 r., kiedy władze podwyższyły ceny żywności. Fala strajków, która w ciągu kilkunastu dni objęła wiele najważniejszych ośrodków przemysłowych, nie miała centralnego ośrodka koordynującego działania protestujących. Po raz pierwszy jednak robotnicy zastosowali niezwykle niebezpieczną dla władz taktykę działania. „Trzeba, by w KW [Komitetach Wojewódzkich PZPR – przyp. red.] i innych gmachach był skoncentrowany aktyw, który mógłby ich bronić” – stwierdził na jednej z narad w lipcu 1980 r. szef MSW Stanisław Kowalczyk. Tymczasem robotnicy nie zamierzali opuszczać zakładów i „podpalać komitetów”. Klęska tych działań w latach 1970 i 1976 oraz „instrukcje prowadzenia strajków” publikowane w prasie podziemnej zbudowały swoistą kulturę walki o swoje prawa. Ową zmianę odnotowała esbecja: „Nie zanotowano poważniejszych faktów naruszania ładu i porządku”. W protestujących zakładach wybierano komitety i pilnowano dyscypliny.

Na początku sierpnia strajki wygasły po spełnieniu przez władze większości żądań. Władze zakładały, że „najgorsze jest już za nimi”. Wówczas pojawił się kolejny impuls do masowego buntu. Wybuch dobrze zorganizowanego strajku w Stoczni Gdańskiej był nieprzypadkowy. Działacze Wolnych Związków Zawodowych, którzy stanęli w obronie swojej koleżanki Anny Walentynowicz, wiedzieli, w jaki sposób mobilizować innych robotników. Błyskawicznie wybrali komitet i zadeklarowali chęć podjęcia rozmów z przedstawicielami władz państwowych. Co niezwykle istotne, od pierwszych chwil protestu pojawiało się żądanie reform instytucji związkowych – nowych wyborów do władz już istniejących lub możliwości rejestrowania nowych związków broniących praw pracowniczych. Niemal równie ważny był godnościowy aspekt stawianych żądań. Jak zauważył historyk dr Tomasz Kozłowski, autor analizy „Anatomia rewolucji. Narodziny ruchu społecznego +Solidarność+ w 1980 roku”, większość z nich nie miało charakteru politycznego, ale można je nazwać „godnościowymi, zogniskowanymi wokół pojęcia sprawiedliwości społecznej i podmiotowości społeczeństwa i narodu”.

Działając w ramach państwa totalitarnego, masowy ruch społeczny musiał mieć charakter samoograniczający się. Dlatego w sierpniu 1980 r. przywódcy strajku i eksperci odrzucili radykalne postulaty zorganizowania wolnych wyborów do Sejmu, które wysuwała część protestujących. Gdański Międzyzakładowy Komitet Strajkowy zgodził się także na zapis gwarantujący „socjalistyczny charakter związku zawodowego”, który miał opierać się na „gruncie zasad ustroju politycznego i społeczno-gospodarczego zawartego w Konstytucji PRL”. Mimo wszystko ogólność tych sformułowań dawała związkowcom nieznaną w państwie komunistycznym swobodę działania.

Porozumienie z 31 sierpnia nie gwarantowało powołania jednego, ogólnopolskiego związku zawodowego. Władze zakładały, że związki powstaną tylko w strajkujących zakładach i będą zrzeszały pracowników co najwyżej w ramach jednego ośrodka przemysłowego lub województwa. Takie organizowano w pierwszych dniach września. Już 4 września w zakładach w Ursusie powstał NSZZ „Mazowsze” ze Zbigniewem Bujakiem, który skupiał robotników z najważniejszych warszawskich zakładów. 10 września powołano NSZZ Pracowników Nauki i Techniki. W niektórych fabrykach do nowych związków przystąpiło 90 proc. załogi. Nowe związki były tworzone wyłącznie w zakładach reprezentowanych w sierpniu w Międzyzakładowych Komitetach Strajkowych. Dopiero porozumienie zawarte 11 września 1980 r. w strajkującej Hucie Katowice zagwarantowało możliwość tworzenia związków zawodowych w całym kraju. Potwierdzeniem tych ustaleń była uchwała Rady Państwa, która legalizowała nową rzeczywistość w ramach „socjalistycznego państwa”. Kolejny krok należał do strajkujących.

17 września przedstawiciele nowych związków Międzyzakładowych Komitetów Założycielskich spotkali się w Gdańsku. Wcześniej grupa działaczy i doradców strajkujących, m.in. Marian Jurczyk, Andrzej Rozpłochowski, Zbigniew Bujak, Wiktor Kulerski, Karol Modzelewski, Wiesław Chrzanowski, Lech i Jarosław Kaczyńscy oraz Jan Olszewski, ustaliła, że będzie optować za powołaniem jednego, ogólnopolskiego związku zawodowego, zrzeszającego przedstawicieli wszystkich branż. „Nasz pomysł polegał na tym: skoro nie może być federacja, a my nie chcemy poszczególnych związków zawodowych, to zróbmy jeden ogólnopolski związek terytorialny, z siedzibą w Gdańsku. Władze gdańskie miały być władzami całego związku. Tak, jak się w końcu stało” – wspominał Jarosław Kaczyński. Przeciwnicy tego pomysłu (m.in. Tadeusz Mazowiecki, Bogdan Borusewicz, Andrzej Gwiazda, Andrzej Wielowieyski i Lech Wałęsa) uważali, że powstanie „centrali” zaburzy demokratyczny i samorządny charakter związku. Delegatów przekonała mowa Karola Modzelewskiego, który stwierdził, że „ruch nasz jest zbyt silny, aby istniała realna szansa załatwienia go”.

Modzelewski wydawał się mieć rację, 17 września ruch NSZZ liczył ok. 3,5 mln członków. Liczba ta byłaby znacznie większa, gdyby nie działania władz wymierzone przeciwko inicjatorom tworzenia nowych związków. W stosunkach pomiędzy związkowcami a rządem zaczęło narastać napięcie. Sytuację pogorszyła kwestia rejestracji związku przez Sąd Wojewódzki w Warszawie. 3 października o godz. 12.00 odbył się strajk ostrzegawczy. Pracę przerwały nawet te zakłady, w których jeszcze nie istniały struktury nowych związków. Ostatecznie komuniści ugięli się pod presją i 10 listopada NSZZ „Solidarność” został zarejestrowany. Władze wyraziły zgodę na wydawanie tygodnika reprezentującego związek. Pierwszy numer „Tygodnika Solidarność” ukazał się 3 kwietnia 1981 r. w nakładzie „zaledwie” pół miliona egzemplarzy, co było liczbą niezaspokajającą głodu informacji milionów członków związku.

W listopadzie i grudniu relacje między „S” a władzami poprawiły się. Symbolem tej zmiany było odsłonięcie gdańskiego Pomnika Poległych Stoczniowców 1970, które w propagandzie przedstawiono jako znak porozumienia narodowego. Za kulisami władzy trwały przygotowania do ewentualnego siłowego rozwiązania problemu „Solidarności”. Twarzą ostrego kursu miał się okazać gen. Wojciech Jaruzelski, który 11 lutego 1981 r. objął urząd premiera.

Wraz ze wzrostem siły „Solidarności” rosła światowa fascynacja wydarzeniami w PRL. W styczniu 1981 r. wielkim echem odbiła się wizyta delegacji „S” w Watykanie. W wygłoszonej wówczas homilii Jan Paweł II podkreślił, że modli się, aby praca „służyła godności człowieka”. Ruchem „Solidarności” zafascynowany był również nowy, konserwatywny i niemający złudzeń co do charakteru reżimu komunistycznego prezydent USA Ronald Reagan. Charakter „S” i jej związek z polskimi tradycjami narodowymi próbowali przybliżać zachodniej opinii publicznej dotąd mało znani specjaliści zajmujący się dziejami Polski. „To organizacja spontanicznego ruchu walczącego o odnowę narodu; jego nasiona przed wieloma laty zostały rzucone w żyzną glebę, a wzeszły dzięki ciepłu promieniejącemu od Papieża Polaka. Jego symbole – podobnie jak motywy – mają charakter zarazem patriotyczny i religijny. Jego dążenia, wymierzone przeciwko skostniałemu i nieczułemu systemowi, są pragnieniem zwykłej sprawiedliwości” – pisał w wydanym w 1981 r. suplemencie do „Bożego igrzyska”, syntetycznych dziejów Polski, brytyjski historyk Norman Davies.

Wydarzenia marca 1981 r. pokazały, że wspominany już godnościowy i patriotyczny charakter ruchu „Solidarności” był równie ważny jak jego główna misja, czyli upominanie się o prawa pracownicze. 19 marca 1981 r. na sesję Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy przybyła delegacja NSZZ „Solidarność” oraz rolników domagających się zgody na utworzenie własnego związku zawodowego. W programie sesji uwzględniono wystąpienie związkowców na temat chłopskich postulatów. Jednak, wbrew uzgodnieniom, sesję WRN niespodziewanie zakończono wcześniej, nie dając delegacji dojść do głosu. Część radnych wyszła z sali, a reszta, wspólnie z działaczami związkowymi, chciała zredagować protest w tej sprawie do władz. Oddziały ZOMO nakazały zgromadzonym opuścić salę. Gdy ci stawili opór, milicjanci siłą wyprowadzili wszystkich z budynku. W czasie akcji zostali poturbowani trzej działacze „S” (Michał Bartoszcze, Mariusz Łabentowicz, Jan Rulewski). Powszechne oburzenie interwencją zaowocowało czterogodzinnym strajkiem ostrzegawczym, który pokazał siłę związku, ale jednocześnie ujawnił narastające konflikty pomiędzy jego radykalnym a umiarkowanym skrzydłem.

Latem 1981 r. bardzo zła sytuacja gospodarcza pogorszyła się na tyle, że kierownictwo „Solidarności” obawiało się wybuchów spontanicznych, niekontrolowanych strajków. Rozmowy z władzami ograniczały się do oskarżeń „solidarnościowej ekstremy” o działalność „antysocjalistyczną”.

Na początku września „Solidarność” wydała „Apel do członków związku i całego społeczeństwa” – jeden z najważniejszych dokumentów programowych w okresie legalnej działalności związku. Była to wizja samoorganizującego się społeczeństwa wyrażającego swoje dążenia i postulaty za pośrednictwem licznych organizacji obywatelskich: „Podstawą autentycznego samorządu może być tylko głęboka radykalna reforma gospodarcza, polegająca tylko na całkowitym odejściu od systemu nakazowo-rozdzielczego. Gwarantem tej reformy winna być demokratyzacja państwa oraz społeczny nadzór nad reformą”. Program ten został przyjęty w rozszerzonej formie podczas I Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność”, który okazał się uwieńczeniem karnawału „Solidarności”.

Zjazd odbył się w dwóch turach (5–10 września i 26 września–7 października) w Hali Olivia w Gdańsku. W I KZD brało udział blisko 900 delegatów reprezentujących 42 organizacje regionalne związku. Było to pierwsze w komunistycznej Polsce legalne zgromadzenie, którego uczestnicy formułowali daleko idący program przemian. „Wszyscy chcieli się wygadać po 40 latach milczenia. I mówili rzeczy najrozmaitsze, mądre i głupie […] Koniec końców, kiedy dochodziło do głosowania, zdrowy rozsądek zwyciężał” – wspominał Zbigniew Romaszewski. Niemal wszystkie przyjęte uchwały wyrażały nadzieje na dalszą budowę samorządnej Rzeczypospolitej. Opublikowane 8 września 1981 r. „Posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej” wyrażało nadzieję, że do podobnych przemian dojdzie w pozostałych krajach bloku wschodniego.

„Jest to potworna, makabryczna kompromitacja dla partii, że po 36 latach sprawowania władzy trzeba jej bronić siłą” – stwierdził w przepływie szczerości gen. Wojciech Jaruzelski 5 grudnia 1981 r., w trakcie posiedzenia Biura Politycznego KC PZPR, na którym omawiano przygotowania do wprowadzenia stanu wojennego. Dokładnie zaplanowane zniszczenie 10-milionowego ruchu „Solidarności” zakończyło się sukcesem. Wbrew niektórym scenariuszom władz opór społeczny wobec junty wojskowej był stosunkowo niewielki. Zakończenie „samoograniczającej się rewolucji” nie przyniosło jednak odrodzenia ideologii komunistycznej, a tym bardziej nie zakończyło kryzysu społecznego i gospodarczego PRL. Program „samorządnej Rzeczypospolitej”, choć przez wielu uważany za utopijny, oraz stworzone przez „Solidarność” sieci obywatelskich powiązań w dużej mierze stanowiły podstawę organizacji podziemia lat 1981–1989.

Odbudowa legalnej „S” w wyniku porozumień okrągłego stołu nie stworzyła możliwości realizacji jej programu kształtującego się w okresie karnawału. Trwające w latach dziewięćdziesiątych konflikty sił politycznych wywodzących się z „Solidarności” były m.in. sporami o możliwości i sposoby realizacji ideałów „pierwszej +Solidarności+” w nowej rzeczywistości, wyłaniającej się po upadku systemu komunistycznego.

PAP