Więcej

    „To nieprawda, pani kłamie!”. O powinnościach nauczyciela w czasie wojny

    Naiwnie sądziłam, że po zbrojnej agresji Rosji na Ukrainę zrusyfikowani Polacy z Wilna i Wileńszczyzny nareszcie przestaną ślepo wierzyć rosyjskim mediom propagandowym, które kreują mit o wyższości i doskonałości Rosjan nad innymi narodami, przede wszystkim polskim, który to od wieków był przez nich z nienawiścią prześladowany, skazany na zagładę. Jakże się myliłam!

    Czytaj również...

    Ci „Polacy”, nieznający historii Polski, nie wierzą Polakom, Polsce, nie słuchają księży, ba!, papieża, chociaż udają żarliwych katolików i trąbią o „wielkich i fundamentalnych wartościach chrześcijańskich”. Hipokryzja w czystej postaci! Jedyną wyrocznią jest krwawa kremlowska szajka.

    Polacy i „Polacy”

    Stopień rusyfikacji Polaków na Litwie jest zatrważający, o czym wymownie świadczy m.in. liczba maturzystów zdających egzamin maturalny z języka rosyjskiego i doskonałe wyniki z tegoż egzaminu. Gdyby z takim zapałem i gorliwością uczyli się wszystkich innych przedmiotów, bylibyśmy narodem geniuszy, co roku przybywałoby po jednej szkole polskiej na ziemi litewskiej.

    Tymczasem z niemiłosiernej statystyki wynika co innego. Ciągle zbieramy posowieckie plony, mentalność sowiecka góruje. W latach 80. uczniowie w nielicznych polskich szkołach tygodniowo mieli dwie lekcje litewskiego, dwie – języka obcego (najczęściej był to niemiecki, czasami angielski, rzadko francuski), trzy – polskiego, ale cztery godziny rosyjskiego plus fakultet (obowiązkowy!), ponadto klasy dzielono na grupy.

    Znalezienie pracy w zawodzie w szkole polskiej graniczyło z cudem. Odczułam to boleśnie na własnej skórze. Podczas przymusowego „przydziału” pracy zaproponowano mi do wyboru: przedszkole rosyjskie w Wilnie, rejon wileński albo solecznicki. Wybrałam ten ostatni. Praca u podstaw, „oświaty kaganek”, siłaczka…

    Pojechałam do Solecznik. Kierownik wydziału oświaty oświadczył, że nie ma wolnych etatów, i zaproponował mi pracę… zastępowej. Zuchwale odrzuciłam „wspaniałomyślną” ofertę.

    W połowie lat 80. prawie rok pracowałam w przedszkolu rosyjskim. Polskich nie było. Szybko zorientowałam się, że w mojej 25-osobowej grupie pięciolatków było troje dzieci z rodzin rosyjskich, reszta z polskich i polsko-rosyjskich. Tak już mam, że nie mogę do Polaka mówić po rosyjsku, więc do Bożeny, Mirka, Bogdana i innych mówiłam po polsku. Zostałam „zaproszona” do dyrektorki, „Polki” (ponoć po polonistyce), i dość ostro „pouczona” (po rosyjsku), że nie mam prawa rozmawiać po polsku, w przeciwnym razie będę miała problemy.

    Nie zrobiło to na mnie większego wrażenia. Bardziej mnie zbulwersowała postawa rodziców. W ciągu paru miesięcy przepytałam wszystkich, do jakiej szkoły oddadzą swoje dzieci: polskiej czy rosyjskiej. Odpowiedzi 20 rodziców były kategoryczne – do rosyjskiej!

    Nie oszukujmy się. Gdyby Litwa nie odzyskała niepodległości, dzisiaj w Wilnie funkcjonowałaby zaledwie jedna polska placówka oświatowa i żaden z „Polaków” by nie protestował. Nie, nikt by tych polskich szkół na siłę nie zamykał, po prostu wymarłyby w sposób naturalny. Byliśmy wynaradawiani w wyjątkowo perfidny i wyrafinowany sposób.

    Dlaczego ten amoralny, tępy, leniwy, agresywny, chamski, barbarzyński, skorumpowany, złodziejski naród (piszę o obywatelach Federacji Rosyjskiej popierających swojego prezydenta zbrodniarza) tak bardzo imponuje naszym rodakom? Nigdy tego nie rozumiałam i nie zrozumiem. Jedyne, w czym jest genialny, to w propagandzie, kłamstwach i manipulacji. Nikt mu w tym nie dorówna. Zło jest bardziej atrakcyjne?

    Czytaj więcej: Uczniowie o atrakcyjnej polskiej szkole na Litwie: „misja możliwa”

    Mimo trwającej wojny na Ukrainie i bestialstwa Rosjan prorosyjska propaganda ma się dobrze. Rosjanin ubóstwia Rosję, nienawidzi wszystkiego, co zachodnie, ale… woli żyć w tymże cywilizowanym, zachodnim świecie i w pełni korzystać z wynalazków, technologii, dóbr powstałych na Zachodzie. Wszędzie, gdzie się pojawia ze swoją „kulturą” i „cywilizacją”, sieje spustoszenie i nieszczęścia. Na zdjęciu: obchody Dnia Polonii i Polaków za Granicą, 2 maja 2022 r.
    | Fot. Marian Paluszkiewicz

    Cywilizacja po rosyjsku

    Rosjanin ubóstwia Rosję, nienawidzi wszystkiego, co zachodnie, ale… woli żyć w tymże cywilizowanym, zachodnim świecie i w pełni korzystać z wynalazków, technologii, dóbr powstałych na Zachodzie. Wszędzie, gdzie się pojawia ze swoją „kulturą” i „cywilizacją”, sieje spustoszenie i nieszczęścia.

    Jak to w praktyce wygląda? Podam kilka przykładów z naszego wileńskiego podwórka. Kalwaria Wileńska, 35 stacji drogi krzyżowej, powstałych w XVIII w. Zachowały się praktycznie bez zmian do 1962 r. Pod osłoną nocy zostały wysadzone w powietrze przez Rosjan.

    Trzy Krzyże w ciągu kilku wieków górowały nad Wilnem. W 1950 r. zniszczone przez Rosjan.

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa, zaprojektowany przez Antoniego Wiwulskiego, w którym moi rodzice brali ślub, a ja byłam ochrzczona, nie istnieje od 1964 r. Zniszczony przez Rosjan.

    Myślę, że każdy starszy wilnianin pamięta w czasach sowieckich zamknięte i zdewastowane, w kilku przypadkach przekształcone w muzea świątynie wileńskie. Gwoli przypomnienia wymienię wszystkie (21) zbezczeszczone kościoły: św. św. Filipa i Jakuba, św. św. Janów, św. Kazimierza, św. Jerzego, pw. Wszystkich Świętych, św. Stefana, katedra wileńska, kościół Wniebowzięcia NMP (franciszkanów), św. św. Franciszka i Bernardyna, Świętej Trójcy (obecnie Miłosierdzia Bożego), Krzyża Świętego (bonifratrów), św. Michała, św. Katarzyny, św. Ignacego, św. Bartłomieja, Matki Boskiej Pocieszenia (augustianów), Pana Jezusa (na Antokolu), Wniebowstąpienia Pańskiego (misjonarzy), Serca Jezusowego (wizytek), Świętej Trójcy (trynitarzy), unicki Świętej Trójcy (bazylianów). Do dziś większość z nich nie odzyskała dawnej świetności.

    Jeżeli do „Polaków” nie przemawiają powyższe fakty, pozwolę powołać się na niemiłe doświadczenia własnej rodziny. Mój dziadek Franciszek w połowie lat 20. wziął pożyczkę w Państwowym Banku Rolnym (oddział w Wilnie) i dokupił 12 ha ziemi do już posiadanych 15 ha. Tuż przed wybuchem wojny kredyt spłacił. Wojna się skończyła, przyszli ruskie, zagrabili ziemię i cały inwentarz żywy, a także wszystko, co miało jakąkolwiek wartość. Rodzina pozostała bez środków do życia.

    Żeby było śmieszniej, dziadek musiał co roku płacić… podatek, bo wspaniałomyślnie zostawili mu koło domu 0,6 ha ziemi, jedną krowę (miał trzy, dwie skonfiskowano), jeden ul. Kwota podatku za 1951 r. wynosiła 802 ruble 3 kopiejki.

    Dziadek był człowiekiem piśmiennym, a ponadto pieniaczem, więc co roku składał odwołania. Znaleziony na strychu dokument w języku rosyjskim z dnia 15 września 1951 r. jest odpowiedzią na pismo dziadka: „W prosbe otkazat‘, żałoba jawliaetsa nieobosnowannoj. Odnowremienno predłagajem niemedlenno upłatit‘ imiejuszcziujusia niedoimku“. Podpisane: Zaw. wilniuskim rajfo Woronow (rajfo – rajonnyj finansowyj otdeł).

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Szczęście w nieszczęściu: dziadek nie zdążył wybudować nowego domu (a miał takie plany), bo inaczej cała rodzinka doświadczyłaby „wycieczki” na białe niedźwiedzie”. Jednak bez wywózek nie się obeszło. Zimową nocą 1945 r. zawitali do wsi enkawudziści i kilkunastu młodych mężczyzn (tych, którzy ukończyli 18 lat) wywieźli do morderczej pracy w kopalniach Donbasu. Mój ojciec, który również był na liście, jako jedyny zdążył uciec tej nocy tylko dlatego, że dom znajdował się na skraju wsi. Dwa lata ukrywał się w zimnej, wilgotnej piwnicy.

    Te przykłady to tylko kropla w morzu zła i bezprawia. Jak reaguje „Polak” na takie złodziejstwa, represje i dzikość? „Nic się nie stało”, „Takie były czasy”, „Wina Amerykanów”, „To kłamstwo” itp.

    Posłannictwo nauczyciela

    W końcu lat 90. ub.w. napisałam i wywiesiłam w pokoju nauczycielskim uwagi dotyczące prezentacji kilkunastu klas na szkolnej scenie. Przytoczę dwa krótkie fragmenty.

    „Wychowawcy – Polacy! Czy Wam nie wstyd, że Wasi wychowankowie tańczyli na scenie pod dźwięki muzyki rosyjskiej? Jak można pozwolić, by w szkole polskiej rozbrzmiewała muzyka rosyjska? Czy możecie sobie wyobrazić, że w szkole rosyjskiej będą grali po polsku?”.

    „Mam nadzieję, że po raz ostatni oglądaliśmy imprezę reprezentującą żenująco niski poziom. A jeżeli ktoś nie zgadza się z nami i czuje się bardziej związany z kulturą rosyjską niż z polską, to, naszym zdaniem, pomyliły mu się szkoły”.

    Czy do nauczycieli coś z tego dotarło? Tak! Ciekawe, że w tejże szkole uczniowie nie mieli lekcji rosyjskiego, czyli ani jeden rusycysta nie był zatrudniony.

    Przed kilkunastu laty 1 września miałam pierwsze spotkanie w nowym roku szkolnym z klasą wychowawczą (II gimnazjum). Po omówieniu spraw organizacyjnych postanowiłam uczniom przypomnieć tragiczne wydarzenie historyczne (akurat była okrągła data), które każdemu Polakowi z tym dniem się kojarzy: agresja Niemiec hitlerowskich na Polskę. Gdy zaczęłam opowiadać o 17 września i zbrojnej napaści Związku Sowieckiego na Polskę, jedna z uczennic dosłownie wrzasnęła: „To nieprawda, pani kłamie…”.

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Wszyscy uczniowie w klasie, łącznie ze mną, znieruchomieli. Po dłuższej chwili jeden z chłopaków odezwał się: „Jeżeli pani mówi, to chyba prawda”. Nie byłam zaskoczona reakcją uczennicy, ponieważ wiedziałam, że pochodzi z rodziny od kilku pokoleń zrusyfikowanej, właściwie rosyjskiej. Jej starsza siostra przypadkowo trafiła do polskiej szkoły i bardzo dobrze na tym wyszła, więc rodzice nie mieli wątpliwości, że młodsza córka pójdzie w jej ślady, chociaż ani słowa po polsku nie rozumiała.

    Przeraziło mnie co innego: ta młodzież, która za parę lat miała otrzymać świadectwa dojrzałości, po raz pierwszy usłyszała o tym, o czym powinna od dawna wiedzieć – o pakcie Ribbentrop-Mołotow, o okupacji Polski przez ZSRS, o zesłaniach na Syberię, do łagrów, o tym, jak bez skrupułów krasnoarmiejcy okradali, gwałcili, mordowali miliony Polaków.

    W klasie maturalnej podczas przygotowań do studniówki z tą samą uczennicą miałam ostre spięcie. Potrzebny był podkład muzyczny do występu na scenie i oczywiście według niej musiała to być piosenka rosyjska. Zareagowałam stanowczo: „Po moim trupie”.

    Nigdy nie zapomnę pewnej anegdotycznej sytuacji z tą moją wychowanką w roli głównej. Źle się poczuła, więc zwolniłam ją z lekcji i zawiozłam do domu. Drzwi otworzyła starsza kobieta. Przywitałam się, a ona zupełnie mnie ignorując, gburowato zwróciła się do wnuczki: „A eto kto takaja?”. Odpowiedź brzmiała: „Aaaa, eto maja uczilka”. Drzwi się zatrzasnęły, a ja nie usłyszałam ani „do widzenia”, ani tym bardziej „dziękuję”.

    Czytaj więcej: Krystyna Dzierżyńska na czele „Macierzy Szkolnej”

    Kto był katem, kto ofiarą

    Chociaż dotąd nigdy w życiu nie byłam w ten sposób potraktowana przez rodziców lub dziadków uczniów, to nie byłam zaskoczona. W leksykonie tego narodu nie ma zwrotów grzecznościowych, o czym się wiele razy przekonałam w różnych sytuacjach w życiu codziennym.

    To jest konkretny przykład „wielkiej” kultury rosyjskiej, która tak bardzo imponuje „Polakom” Wileńszczyzny. Byłabym niesprawiedliwa, gdybym twierdziła, że wszystkim dzieciom w szkole polskiej z rodzin polsko-rosyjskich albo polskich (rodzice po szkołach rosyjskich) brak ogłady, znajomości podstawowych zasad kultury. Zdecydowana większość z nich to naprawdę grzeczni, mądrzy, kulturalni młodzi ludzie. Myślę, że w znacznej mierze to wpływ atmosfery panującej w polskiej szkole.

    Z sympatią przypominam sobie ucznia, który lubił zostawać po lekcji i rozmawiać ze mną, tzn. próbował mnie kulturalnie „nawrócić”, przekonać, iż naród rosyjski jest wyjątkowy (w dodatnim znaczeniu tego słowa) pod każdym względem. Nie ukrywał, że jego dziadkowie zajmowali wysokie stanowiska w KGB, byli komunistami. Czy kiedykolwiek do niego i do innych dotrze, kto był katem, a kto ofiarą? Śmiem wątpić.

    Miałam ucznia, który 9 maja siedział na lekcji z georgijewskoj lentoczkoj i patrzył na mnie wyzywająco, czekał na moją reakcję. A ja nie reagowałam. Wyraźnie czuł się zawiedziony. Jego matka „odwiedziła” mnie z pretensjami, że na lekcji literatury niekorzystnie przedstawiam naród rosyjski.

    Inna mamusia poszła ze skargą na mnie do dyrektora, żądając, bym zaprzestała ukazywania Rosjan w negatywnym świetle (jej córka, baaardzo prorosyjska, planowała wyjazd na studia do Polski; dlaczego nie do Rosji?). Ośmieszyła się, bo analizując na lekcji twórczość pisarzy polskich, nie mogłam pominąć kontekstu historycznego, który jest nieprzychylny Rosjanom, ale to nie moja wina, że na taki sobie zasłużyli.

    Czyż nauczyciel musi przemilczeć fakt, że Mickiewicz był zesłany do Rosji bez prawa powrotu na Litwę, że w III części „Dziadów” przedstawia martyrologię młodzieży polskiej, narodu polskiego? Czyż można obojętnie, bez wzruszenia czytać dedykację do owej części?

    „Świętej pamięci Janowi Sobolewskiemu, Cyprianowi Daszkiewiczowi, Feliksowi Kółakowskiemu, spółuczniom, spółwięźniom, spółwygnańcom za miłość ku ojczyźnie prześladowanym, z tęsknoty ku ojczyźnie zmarłym w Archangielsku, na Moskwie, w Petersburgu – narodowej sprawy męczennikom, poświęca Autor”.


    Czesława Osipowicz


    Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” Nr 12(35) 25-31/03/2023

    Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Afisze

    Więcej od autora

    Mieszkańcy szybciej niż oczekiwano zapełniają pojemniki na zużyty olej

    Od września ubiegłego roku mieszkańcy mają możliwość oddania zużytego oleju we wszystkich punktach zbiórki odpadów wielkogabarytowych w rejonie wileńskim. Chociaż szacuje się, że przeciętne gospodarstwo domowe gromadzi około 3,5 litra oleju rocznie, w punktach VAATC (Vilniaus apskrities atliekų tvarkymo...

    Festiwal „Gdańsk w Wilnie 2024” zaprasza do dialogu kultur

    Co roku festiwal „Gdańsk w Wilnie”, niczym pomost, łączy historię, kulturę, sztukę i twórców dwóch bliskich sobie miast, a zarazem sąsiadujących ze sobą krajów. Festiwal „Gdańsk w Wilnie 2024”, który odbędzie się w pierwszy weekend lata, zaoferuje całą paletę atrakcji....

    Marek Kubiak — prezesem Wileńskiego Oddziału Miejskiego ZPL na trzecią kadencję

    Nie zabrakło także gości — prawie 170 zgromadzonych delegatów pozdrowił Ambasador RP na Litwie Konstanty Radziwiłł. Wybrano nowe władze O jubileuszu 35-lecia ZPL i sytuacji w związku, jak też o problemach i osiągnięciach Polaków na Litwie mówił europoseł oraz przewodniczący ZPL...

    Nausėda triumfuje w II turze. Zapowiedział pierwsze zmiany

    Wynik Nausėdy lepszy, niż sprzed pięciu la Pięć lat temu Nausėda zdobył prawie 66 proc. głosów w drugiej turze, choć liczba głosujących była wówczas znacznie wyższa niż w tym roku. „Poważnie myślę o dalszym wdrażaniu państwa dobrobytu” — powiedział w niedzielę...