Więcej

    Wyboista droga do Chersonia

    6000 km w ciągu tygodnia – to droga, jaką pokonał reporter „Kuriera Wileńskiego” wraz z przedstawicielami Centrum Analizy Ryzyk Regionalnych, pozarządowej organizacji ukraińskiej, żeby poznać z bliska sytuację w miejscowościach przyfrontowych ogarniętej wojną Ukrainy. Czytelnikom przedstawiamy piąty tekst z cyklu, relacjonujący wizytę w wyzwolonym spod rosyjskiej okupacji Chersoniu.

    Czytaj również...

    Chersoń nie jest przesadnie starym miastem. Najstarsze mapy, z wieków XVII i XVIII, ukazują to miejsce na mapie jako „Bilhowisce y. H”, zaś na obecność rosyjską natrafiamy tutaj dopiero po 1774 r., na mocy traktatu z imperium osmańskim. Działała tu wówczas pierwsza polska spółka żeglugowa – Kompania Handlowa Polska, znana też jako Kompania Handlu Czarnomorskiego, zawiązana przez Antoniego Protazego Potockiego 18 marca 1783 r. w Winnicy. Miasto, położone na wysokim prawym brzegu Dniepru, miało być twierdzą i stocznią, zaś jej nazwa pochodzi od starożytnej greckiej osady na Krymie – Chersonezu Taurydzkiego.

    Miasto bohater


    Od Dnipra, czyli miasta, które stało się naszą bazą wypadową, do Chersonia jest zaledwie 330 km, czyli podobnie jak z Wilna do Białegostoku. Jedzie się jednak dłużej, przy czym w czasach pokoju zapewne wybralibyśmy malowniczą trasę wzdłuż Dniepru: przez Nikopol i Berysław. Obecnie droga ta nie jest optymalna zarówno ze względu na jakość nawierzchni (w odróżnieniu od dróg krajowych – drogi lokalne na Ukrainie są w gorszym stanie niż na Litwie), jak i obecność rosyjskich sił okupacyjnych po drugiej stronie rzeki, te zaś ochoczo strzelają z moździerzy i używają snajperów.

    Jedziemy zatem przez Krzywy Róg – najdłuższe miasto świata – i Mikołajów. To właśnie Mikołajów, potężny ośrodek stoczniowy (właśnie tutaj został zbudowany rosyjski krążownik rakietowy „Moskwa”, podobnie jak duża część Floty Czarnomorskiej) i brama do Odessy, był głównym celem rosyjskiego ataku z kierunku Krymu wiosną 2022 r. Chersoń, pozbawiony większego znaczenia strategicznego, miał zostać po prostu ominięty. I chociaż w pierwszym miesiącu wojny prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nadał Chersoniowi tytuł „Miasta Bohatera Ukrainy”, wciąż jest wiele pytań w kwestii obrony miasta, które nie doczekały się odpowiedzi. Dotyczą one zarówno zdrajców w szeregach ukraińskich służb, którzy ułatwili wejście do miasta rosyjskim agresorom, jak i kolaborantów, którzy tworzyli okupacyjne władze. Siły ukraińskie wycofały się z Chersonia 2 marca 2022 r., by wyzwolić miasto dopiero 11 listopada.
    Nie oznacza to jednak, że nie było walk. Do historii przejdzie zwłaszcza Czornobajiwka, przedmieście Chersonia mieszczące międzynarodowy port lotniczy, które ze względu na strategiczne znaczenie było oczkiem w głowie rosyjskich okupantów. Do tego stopnia, że próbowali tu trzymać swoje siły, nie zważając na straty, a te były pokaźne: rosyjscy najeźdźcy stracili tutaj dwóch generałów, dziesiątki helikopterów oraz innych jednostek techniki wojskowej, nie wspominając o stratach w sile żywej. Według źródeł rosyjskich straty ukraińskie były znacznie mniejsze – zestrzelono jednego drona i pięć rakiet.

    Czytaj więcej: Apteczka dla Ukrainy

    Okupacja


    O tym, że po ustaniu walk nastąpiła rosyjska okupacja, mieszkańcy Chersonia nie dowiedzieli się od razu. Jedną z pierwszych tego oznak było to, że przestały docierać przesyłki. Jak się okazało, pierwszymi celami najeźdźców były magazyny na przedmieściach – FSB zajęło te należące do poczty państwowej, zaś kadyrowcy (czyli podlegające Ramzanowi Kadyrowowi jednostki tzw. rosgwardii z Czeczenii) „zaopiekowali się” magazynami firmy kurierskiej „Nowa Poszta”.

    Pierwsze tygodnie rosyjskiej okupacji były okresem panoszenia się bandyterki, forpoczty „russkiego miru”. – Przez pierwszy tydzień okupacji nie wychodziłem w ogóle z domu – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Władimir z Chersonia. – Później chodziłem kilka kilometrów i stałem w wielogodzinnych kolejkach, żeby móc nabyć podstawowe produkty.
    Mieszkańcy Chersonia nie byli szczęśliwi z rosyjskiego najazdu, nie tylko z powodu braku dostaw. W 1991 r., przy frekwencji 83,4 proc., 90,1 proc. głosów w obwodzie chersońskim oddano za ogłoszeniem niepodległości przez Ukrainę. I mimo że duża część mieszkańców na co dzień posługuje się językiem rosyjskim, nie utożsamiają się w żaden sposób z „russkim mirem”.

    – Staraliśmy się jak mogliśmy, szukaliśmy sposobów na kontakt z naszym wojskiem, przekazanie im informacji – opowiada „Kurierowi Wileńskiemu” (po rosyjsku) Nadieżda, mieszkanka Chersonia, która przeżyła rosyjską okupację. – Niektórzy drukowali antyrosyjskie plakaty. Ludzie odmawiali rozliczania się w rublach, a handlarze nie przyjmowali rubli. Każdy się sprzeciwiał jak mógł.

    – Staraliśmy się jak mogliśmy, szukaliśmy sposobów na kontakt z naszym wojskiem, przekazanie im informacji – opowiada „Kurierowi Wileńskiemu” (po rosyjsku) Nadieżda, mieszkanka Chersonia, która przeżyła rosyjską okupację.


    Ruble to bardzo bolesny temat, zwłaszcza dla seniorów. Okupacyjne władze próbowały narzucić w ramach polityki rusyfikacji swoją walutę, wprowadzając przy tym złodziejski kurs – jeden rubel za jedną hrywnę. Był to kurs bardzo niekorzystny: w marcu 2022 r. jedno euro było warte 40 hrywien ukraińskich albo 117 rubli rosyjskich, co oznacza, że dla mieszkańców Chersonia taka wymiana wiązała się z utratą dwóch trzecich posiadanych środków. Dla emerytów, otrzymujących świadczenia w gotówce i nieposiadających kart bankomatowych, była to katastrofa, stawiająca ich na krawędzi śmierci głodowej.

    Jak opowiada „Kurierowi Wileńskiemu” Władimir, budziło to w mieszkańcach też pewną solidarność: ludzie dbali jedni o drugich, starali się nawzajem wspierać. Ale nie wszyscy. – Bardzo odróżniali się rosyjscy kolonizatorzy, których okupacyjne władze nawiozły do miasta. Zachowywali się bezczelnie, demonstracyjnie głośno się śmiali i rozmawiali. Puszczali rosyjską „popsę” z głośników. Byli przekonani, że zostają tutaj po wsze czasy. Okupacyjne władze przywiozły tutaj swoje rodziny, cywili, którym rozdawały mieszkania odebrane miejscowym. To ci ludzie brali udział w „świętach” z propagandowych filmików – opowiada „Kurierowi Wileńskiemu” Nadieżda. Wspomina też o sąsiedzie, który demonstracyjnie, żeby wszyscy widzieli, ubrał wyjściowy garnitur i poszedł – jako jedyny z bloku – głosować w rosyjskim pseudoreferendum za oderwaniem Chersonia od Ukrainy. Mówił innym, że chce powrotu Związku Sowieckiego. Sąsiad, podobnie jak sporo rosyjskich „żdunów” („wyczekiwaczy” – tak Ukraińcy określają tęskniących za „russkim mirem”) i nawet część kolonizatorów, pozostał w mieście po jego wyzwoleniu.

    Oswobodzenie


    Chociaż po nielegalnym pseudoreferendum, przeprowadzonym przez rosyjskich okupantów 30 września 2022 r., próbowano anektować Chersoń do państwa rosyjskiego, a wszędzie wisiały plakaty „Rossija źdieś nawsiegda”, to już 21 października rosyjskie okupacyjne władze zaczęły ewakuację swoich instytucji, a 11 listopada 2022 r. miasto zostało oficjalnie wyzwolone. Ślady „russkiego miru” jednak pozostały – w postaci min, ostrzałów moździerzowych z drugiej strony Dniepru i pustek po grabieży: rosyjscy najeźdźcy wywieźli z miasta cały tabor transportu publicznego, wszystkie karetki pogotowia, a nawet zwłoki kniazia Grigorija Potiomkina i jenota z lokalnego zwierzyńca. I katownie, urządzone przez rosyjskich okupantów dla ludności cywilnej, o których napiszemy w kolejnym magazynie „Kuriera Wileńskiego”.

    Czytaj więcej: Aleś Zarembiuk: „Zależy nam bardzo, aby Białoruś była krajem europejskim i demokratycznym”


    Fot. Rajmund Klonowski


    Reportaż opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” Nr 21(61) 27/05-02/06/2023

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo
    Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Afisze

    Więcej od autora

    Wyniki bez zaskoczeń

    Wybory do Parlamentu Europejskiego trudno nazywać świętem demokracji, bo frekwencja pokazuje, że są one przez wyborców traktowane przeważnie obojętnie. Nie można się tym szczególnie dziwić – jest to instytucja od wyborców odległa nie tylko geograficznie, ale i pojęciowo: mało...

    Wyjątkowy Dzień Dziecka

    1 czerwca 2024 r. stał się dla 150 osób dniem bardzo szczególnym. Doszło w nim do wymiany jeńców między Ukrainą a najeżdżającym ją państwem rosyjskim w formule 75 za 75. Ale trudno tu mówić o jakiejkolwiek symetrii. Żołnierze rosyjscy,...

    Zjazd MIDAS na Seklerszczyźnie. Przyjęto nowego członka, galisyjski dziennik

    Seklerszczyzna (węg. Székelyföld, łac. Terra Siculorum, rum. Ținutul Secuiesc) — to teren o powierzchni niemal 17 tys. kilometrów kwadratowych, znajdujący się w północno-zachodnim Siedmiogrodzie (Transylwanii) w Rumunii. Większość mieszkańców regionu stanowią Seklerzy — ludność węgierskojęzyczna, której nazwa wywodzi się...

    Dlaczego jesteśmy niezadowoleni z wyborów

    Chociaż wybory prezydenckie na Litwie tradycyjnie cieszą się najwyższą frekwencją, to rekordy biją też wskaźniki braku zaufania do wszelkich instytucji publicznych w społeczeństwie, a i zawodu polityką w ogóle. Stąd nie dziwi za bardzo, kiedy słyszymy kogoś, że nie...