Więcej

    Widać dziś dobitnie, że wojna będzie długa i ciężka

    Strach przed wojną nuklearną, propaganda kremlowska oraz życie w dostatku, jak uważa ekspert w sprawach bezpieczeństwa Marius Laurinavičius, są tymi elementami, które nie pozwalają Zachodowi powiedzieć, że wojna w Ukrainie jest też ich wojną.

    Czytaj również...

    Dzień 24 lutego 2022 r. – mimo że Amerykanie od kilku miesięcy ostrzegali o planowanym przez Rosję ataku – był szokiem dla świata. Niemniej bohaterska postawa Ukraińców oraz ubiegłoroczna jesienna kontrofensywa dawały nadzieję. 

    „Miesiące rosyjskiej okupacji, miesiące gnębienia naszych ludzi, miesiące oświadczeń, że Rosja tam rzekomo jest już na zawsze… A na ulicach teraz jest morze ukraińskich flag. Ludzie nie myśleli o tym, by zrezygnować z Ukrainy” – mówił tuż po wyzwoleniu Chersonia Wołodymyr Zełenski.

    Pozbywanie się iluzji

    Wówczas wydawało się, że ostateczne zwycięstwo nie jest niedostępne. Świat z zapartym tchem czekał na wiosenną kontrofensywę. Niestety, rok 2023 skorygował pokładane nadzieje. 

    Kontruderzenie nie wypaliło. Ukraina apeluje do sojuszników o coraz to nowe dostawy broni. Naczelny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy Wałerij Załużny oświadczył, że na froncie mamy do czynienia z patową sytuacją, bo żadna ze stron nie ma odpowiedniej siły do osiągnięcia zwycięstwa. 

    Media podają, że strona ukraińska boryka się z niedoborem poborowych. Portal tsn.ua opublikował filmiki, na których widać, jak żołnierze wkraczają do klubów fitness w różnych miastach Ukrainy, aby wręczyć ćwiczącym tam mężczyznom wezwania do wojska. Średnia wieku ukraińskiego żołnierza wynosi dziś ponad 40 lat. 

    Tysiące mężczyzn w wieku poborowym wyjechały za granicę, często za łapówki. „Chcesz żyć w wolnym państwie, w którym możesz robić, co chcesz, a nie chcesz bronić tych praw, które lubisz. Kiedy Rosja tu przyjdzie, wszystko będzie wyglądać inaczej: nie będzie można spokojnie chodzić po ulicach i zachowywać się tak, jakby nic się nie działo” – skomentował sytuację doradca prezydenta Mychajło Podolak.

    Z pewnością to był rok pozbywania się iluzji, jak uważa analityk ds. wschodnich i bezpieczeństwa, Marius Laurinavičius, zdaniem którego tych iluzji było znacznie więcej na Zachodzie – gdzie nie wiadomo z jakich przyczyn, uwierzono w szybkie pokonanie Rosji – niż w samej Ukrainie. Sytuacja w dużym stopniu jest patowa, ponieważ znamion zbliżającej się klęski Ukrainy, o której też ostatnio dużo się mówi w przestrzeni medialnej, również się nie dostrzega. 

    – Trochę lubimy, na Zachodzie i u nas na Litwie, rzucać się ze skrajności w skrajność. Analitycy już dawno temu prognozowali, że wojna nie może być krótka. Teraz to widać dobitnie, że wojna będzie długa i ciężka – zaznacza w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” Laurinavičius. 

    Czytaj więcej: Wojna na Ukrainie, prognozy. „Aktywna faza nie potrwa wiecznie”

    Marius Laurinavičius: W dalszej perspektywie, jeśli Zachód zadecyduje, że chce wygrać tę wojnę, to do tego można się przygotować i tego dokonać
    | Fot. Facebook

    USA i Węgry

    Prezydent USA Joe Biden próbował przeforsować w Kongresie pakiet pomocy Ukrainie o wartości ponad 60 mld dolarów. Niestety, projekt nie przeszedł. Kolejny cios zadano Ukrainie w Europie. Podczas ostatniego szczytu Unii Europejskiej kraje członkowskie zgodziły się na rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych z Ukrainą. „To zwycięstwo dla Ukrainy i całej Europy” – skomentował decyzję prezydent Zełenski. 

    Tymczasem Węgry zablokowały porozumienie w sprawie nowej pomocy finansowej w wysokości 50 mld euro dla Ukrainy. Co prawda przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel zapowiedział, że na początku przyszłego roku odbędzie się szczyt UE poświęcony wsparciu dla Ukrainy. 

    – Zachód teoretycznie może doprowadzić Rosję do klęski. Problem polega na tym, że Zachód nie jest politycznie przygotowany do takiego rozwiązania. Nie ma zrozumienia, że to jest „nasza wojna”, i brak woli politycznej, aby tę wojnę wygrać. To było oczywiste już przed rokiem. Równolegle trzeba pamiętać, że nie ma przesłanek do apokaliptycznych wniosków, że Zachód w ogóle zrezygnuje z pomocy dla Ukrainy. Nie widzę żadnych podstaw. Trzeba też zrozumieć, że jest ogromna różnica między bronieniem się a atakowaniem. Do kontrofensywy jest potrzebna o wiele większa ilość broni niż do obrony. Zwłaszcza kiedy pozwolono Rosjanom umocnić się na okupowanych terytoriach. Moim zdaniem gen. Załużny w wywiadzie dla „The Economist” nie powiedział niczego odkrywczego. Po prostu stwierdził, że na danym etapie obie strony zabrnęły w ślepy zaułek i nie mają sił do przechylenia sytuacji na własną korzyść. Natomiast w dalszej perspektywie, jeśli Zachód zadecyduje, że chce wygrać tę wojnę, to do tego można się przygotować i tego dokonać – twierdzi analityk.

    Dlaczego na Zachodzie brak tej woli politycznej? – Jest mnóstwo przyczyn. Po pierwsze, na Zachodzie jest mnóstwo różnych fobii, które Zachód sam sobie wmówił. Rosja jest mocarstwem nuklearnym. Przywódcy USA lub Niemiec tłumaczą swoją zachowawczość strachem przed eskalacją konfliktu. Ten strach, który w dużym stopniu przywędrował do nas z czasów zimnej wojny, jest dużym hamulcem. Po drugie, wpływ rosyjskiej propagandy na społeczeństwa zachodnie. Moim zdaniem na tym odcinku Rosja działa bardzo skutecznie. Mówiłem o tym publicznie, od kiedy Rosji nie udała się wojna błyskawiczna. Twierdziłem, że teraz Rosja dużo uwagi poświęci różnego rodzaju operacjom informacyjnym. Trzeba jasno rzecz zrozumieć, że Rosja nie rządzi Zachodem, jak to może komuś się wydawać. Niemniej część ich operacji kończy się sukcesem. Po trzecie, to sprawy mentalne. Zachód tak długo żył w dostatku i spokoju, że zwyczajnie nie jest przyszykowany do wojny, dlatego na wszelkie sposoby chce jej uniknąć. Nawet tej wojny, której nie trzeba prowadzić własnymi rękoma – podkreśla Marius Laurinavičius.

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo
    Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przybył 14 grudnia niespodziewanie do Frankfurtu nad Menem w zachodnich Niemczech. Udał się następnie do amerykańskiej bazy wojskowej w Wiesbaden, gdzie mieści się amerykańska kwatera główna pomocy wojskowej dla Ukrainy
    | Fot. president.gov.ua

    Niemcy nowym liderem?

    Stany Zjednoczone nadal pozostają liderem, jeśli chodzi o przekazywanie pomocy Ukrainie. Ostatnio na tym odcinku zaktywizowały się również Niemcy. Minister obrony Boris Pistorius podczas listopadowej wizyty w Kijowie poinformował, że jego kraj przekaże sprzęt wojskowy o wartości 1,3 mld euro. W ramach nowego pakietu Berlin przekaże Kijowowi cztery dodatkowe systemy obrony powietrznej Iris T-SLM oraz 20 tys. pocisków artyleryjskich i dronów przeciwpancernych. 

    – Niemcy generalnie podążają we właściwym kierunku. Jednak na początku musi się zmienić sytuacja w samych Niemczech. Przede wszystkim chodzi mi o zmianę mentalną. Widzimy, że w ciągu tego czasu Niemcy mocno się zmieniły, ale te zmiany zachodzą bardzo powoli. Zobaczmy, co się dzieje z dostarczaniem rakiet Taurus Ukrainie, to jest właśnie odpowiedź, czy Niemcy mogą stać się liderem koalicji państw wspierających Ukrainę. Oczywiście mówię tylko o obecnym momencie. Być może w dłuższej perspektywie, gdy np. w USA ponownie wygra Donald Trump i potwierdzi się najgorszy scenariusz, to wówczas ktoś miejsce lidera będzie musiał zająć. I najbardziej realnym pretendentem na lidera są Niemcy, ale to tylko w dalszej perspektywie – zaznacza rozmówca.

    Kierunek obrany przez Niemcy, jak uważa nasz specjalista, leży w interesie Litwy. – Wygramy, jeśli zmiany w Niemczech będą zachodziły szybciej. Warto pamiętać, że nasze bezpieczeństwo zależy z jednej strony od nas samych, z drugiej – od naszych partnerów. Niemcy ze względu na swój potencjał gospodarczy są ważnym elementem naszego bezpieczeństwa – dodaje Marius Laurinavičius.

    Przed tygodniem Litwa przekazała Ukrainie kilka milionów nabojów oraz kilka tysięcy pocisków dla granatników. „Słyszymy głos Ukrainy w sprawie szybszej pomocy. Udzielamy pomoc w ramach odpowiedniego zapotrzebowania. Aktywnie apelujemy do sojuszników o zrobienie tego samego” – oświadczył minister obrony Arvydas Anušauskas.

    Czytaj więcej: Brygada Bundeswehry wejdzie na Litwę. „Potencjalny agresor musi się z tym liczyć”

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” Nr 51 (148) 23/12/2023-05/01/2024

    Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Afisze

    Więcej od autora

    Wybory prezydenckie 2024: kandydaci rozpoczęli zbieranie podpisów

    I tura wyborów prezydenckich, w której weźmie udział 14 kandydatów, odbędzie się 12 maja. Chociaż taką chęć wyraziło 20 osób, sześciu niedoszłym kandydatom GKW odmówiła rejestracji. Do 28 marca kandydaci będą musieli zebrać minimum 20 tys. podpisów. Każdy obywatel Litwy...

    Nausėda liderem wyścigu prezydenckiego. Czy będzie II tura wyborów?

    Ostatnie sondaże pokazują, że generalnie zdanie mieszkańców Litwy o poszczególnych kandydatach na prezydenta kraju pozostaje niezmienne. Obecnie urzędującego prezydenta nadal popiera 23,5 proc. społeczeństwa. Wynika to z najnowszych badań opinii publicznej przeprowadzonych przez Spinter tyrimai na zlecenie portalu informacyjnego...

    Rosyjski opozycjonista: „Polecenie zabójstwa Nawalnego mógł wydać tylko Putin”

    16 lutego świat obiegła wiadomość, że znany rosyjski opozycjonista Aleksiej Nawalny zmarł w kolonii karnej za kołem podbiegunowym. Jeden ze współzałożycieli Forum Wolnej Rosji, Iwan Tiutrin, który od lat mieszka na emigracji na Litwie, oświadczył, że to jest duża...

    Spełni się marzenie kierowców podróżujących owiana złą sławą betonówką

    W międzynarodowych rankingach drogi na Litwie zajmują całkiem wysoką pozycję. Niestety, trasa Wilno–Malaty–Uciana, której powierzchnia w dużym stopniu jest pokryta jeszcze sowieckim asfaltobetonem, jest prawdziwą piętą achillesową systemu transportowego. Po wrzuceniu do wyszukiwarki internetowej hasła „droga Wilno–Malaty” jednym z...