Białoruś przez ostatnie pięć lat na Litwie, zresztą w całej Europie, nie ma dobrej prasy. W sierpniu 2020 r. Alaksandr Łukaszenka sfałszował wybory prezydenckie. Odpowiedzią były wielotysięczne protesty, które domagały się jego dymisji. Dyktator jednak nie ugiął się pod społeczną presją i zastosował represje na niespotykaną dotąd skalę. Następnie władze w Mińsku rozpętały na granicach z Polską, Litwą i Łotwą kryzys migracyjny.
Balony z Białorusi
Ostatnio o Białorusi jest głośno za sprawą przemytniczych balonów, które zakłócają ruch powietrzny wileńskiego lotniska. Po ostatnim incydencie Litwa zamknęła wszystkie przejścia graniczne z Białorusią.
– Już teraz przygotowaliśmy decyzję o zamknięciu granicy na czas nieograniczony. Będzie kilka wyjątków od tej zasady. Dyplomaci oraz poczta dyplomatyczna będą mogli poruszać się przez granicę. Poza tym nasi obywatele oraz obywatele krajów UE będą mogli przekroczyć granicę od strony białoruskiej. Inny ruch będzie wstrzymany – mówiła w miniony poniedziałek premier Inga Ruginienė.
Prezes Towarzystwa Kultury Białoruskiej na Litwie Alaksandr Adamkowicz w pełni rozumie i popiera decyzję władz litewskich. – To oczywiście boli. Niemniej popieramy działania władz Litwy. Rozumiem, że trzeba coś robić, aby ten nieludzki reżim Łukaszenki został zniszczony. Łukaszenka musi zrozumieć, że za wszystko, co robi, spotka go kara. Być może nie dzisiaj i nie jutro, ale kara na pewno jego dosięgnie. Litwa w danej sytuacji nie może nie reagować – wyznaje w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” działacz białoruskiej mniejszości na Litwie.
Nie pomaga, tylko szkodzi
Białorusini na Litwie stanowią trzecią największą mniejszość narodową. Mniejszość białoruska liczy prawie 30 tys. osób. W odróżnieniu jednak od polskiej mniejszości litewscy Białorusini nie mogą liczyć na pomoc władz ze swojej stolicy, Mińska.
– To jest duże wyzwanie. Metropolia nie tylko nie wspiera Białorusinów poza krajem, ale dokonuje różnych działań przeciwko działaczom białoruskiej mniejszości na Litwie. Teraz zwyczajnie zostaliśmy odcięci od naszej ojczyzny. Nie możemy tam pojechać. Nie możemy kontaktować z ludźmi stamtąd. Takie funkcjonowanie, kiedy możesz liczyć tylko na własne siły, jest bardzo trudnie – komentuje sytuację Adamkowicz.
Mimo tych trudności białoruska wspólnota na Litwie prężnie działa. 8 listopada w Centrum Kultury w Nowej Wilejce odbędzie się szósta edycja festiwalu „Starożytna Białoruś”. – Nazwa ma pokazać, że kultura białoruska jest całkiem dawną kulturą. Folklor białoruski liczy 1000 lat. Chcemy podkreślić, że Białoruś i kultura białoruska wcale nie powstała dopiero w 1918 r. Na przykład w pewnych regionach Polesia w folklorze białoruskim można odnaleźć elementy folkloru bałtyckiego – wyjaśnia nasz rozmówca.

| Fot. archiwum prywatne
Folklor białoruski
„Od XIX w. aż po dziś dzień białoruska historia podlega pewnej regule: po każdym nieudanym powstaniu lub krótkiej odwilży społeczeństwo przeżywa kryzys, w wyniku którego kultura zawsze uchodzi w stronę folkloru. W okresie represji otwarta dyskusja na temat nowych sensów, które pojawiły się w ciągu poprzednich, przedkryzysowych dekad, zaczyna być niebezpieczna, dlatego folklor stanowi jedyną akceptowalną i niegroźną formę istnienia kultury i jej przetrwania. Z folkloru następnie wyrasta nowe pokolenie i doprowadza do kolejnego powstania lub »odwilży«, po czym cały cykl się powtarza” – czytamy w artykule „Białoruski folklor stanowi język i środek wyrazu. Tożsamość przetrwa represje” na łamach dwumiesięcznika „Nowa Europa Wschodnia” (autorstwa nie podajemy z prośby autora, ze względu na bezpieczeństwo).
Autorka w swojej publikacji podkreśla, że język i kultura białoruska, począwszy od wieku XIX, był nieustannie zwalczana przez rosyjskiego zaborcę. Na przykład po powstaniu styczniowym oficjalnie było zabronione używanie nazwy „Białoruś”. Lata 30. XX w. to szeroko zakrojone represje względem białoruskiej inteligencji.
Początkowo wyglądało na to, że po rozpadzie ZSRS Białoruś będzie mogła bez problemu rozwijać własną państwowość, kulturę i język. Niestety, wygrana Aleksandra Łukaszenki ponownie nasiliła tendencje rusyfikacyjne. „Po wydarzeniach 2020 r. przez Białoruś nieustająco przetacza się fala represji. Jakakolwiek otwarta wypowiedź na niebezpieczne tematy grozi surowymi konsekwencjami. Folklor znów staje się jedyną przestrzenią, w której może istnieć kultura. Odgrywa też ważną rolę poza granicami Białorusi, staje się narzędziem poszukiwania i zachowania tożsamości” – zaznacza autorka.
Lokalni i emigranci
Na festiwalu „Starożytna Białoruś” wystąpią nie tylko zespoły z Litwy. – Na festiwalu będzie można zobaczyć zespoły z Polski, Łotwy oraz Litwy. Widz będzie mógł się zapoznać z folklorem łotewskim, litewskim, białoruskim oraz lokalnym polskim, który będzie reprezentowany przez zespół „Turgielanka”. „Turgielanka” w swoim repertuarze ma piosenki zarówno polskie, jak i białoruskie. Na Litwie mieszka sporo Białorusinów, którzy uciekli przed reżimem. Oni również uczestniczą w naszych imprezach. Generalnie jeśli chodzi o festiwal, to nie mamy problemu z zespołami. Koncert ma potrwać ponad dwie godziny, a już mamy 12–15 uczestników. Jeśli komuś nie uda się wystąpić na scenie, to wówczas zaśpiewają w kuluarach – zapowiada Alaksandr Adamkowicz.
Zdaniem białoruskiego działacza festiwal odwiedza średnio 100–150 widzów. Są to zarówno miejscowi Białorusini, jak i emigranci.
Prezes Towarzystwa Kultury Białoruskiej zaznacza, że celem jego organizacji jest przyciąganie na festiwal białoruskich emigrantów. – Wysyłamy do nich informację poprzez różne platformy internetowe. Dotychczas większość widzów stanowili jednak miejscowi Białorusini. Niestety, współpraca pomiędzy miejscowymi a emigrantami nie zawsze układa się pomyślnie. Trudno powiedzieć, jakie czynniki wpływają na taki stan – wyznaje działacz społeczny.
Czytaj więcej: Zespół folklorystyczny „Turgielanka” świętował swoje 20-lecie
Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 44 (125) 01-07/11/2025
