Więcej

    Rozmawiamy z obywatelką Litwy w Warszawie, poetką Olgą Ozarenkovą. „Poezja jest jak EKG serca”

    Olga Ozarenkova to osoba o artystycznym temperamencie, piękna ciałem i duszą. Od lat tworzy własny język emocji, łącząc swoisty „performance” do sztuki z pisaniem wierszy, w których odbija się proces dojrzewania do siebie: do akceptacji ciała, do odwagi w mówieniu o emocjach, wolności.

    Czytaj również...

    Brenda Mazur: Od kiedy Pani pisze i co było impulsem do pokochania poezji?

    Olga Ozarenkova: Mimo że moja poezja „wyszła niedawno na światło dzienne”, to tak naprawdę ja piszę od bardzo dawna. Zaczęłam jeszcze w szkole podstawowej. Moje lata szkolne to Troki czasów sowieckich, gdzie chodziłam do polsko-rosyjskiej szkoły. I tam szczęśliwie trafiłam na cudowną nauczycielkę kochającą literaturę, Elenę Bielewicz, która podsunęła mi do przeczytania „Mistrza i Małgorzatę” Bułhakowa. I choć to była lektura z gatunku tej wymagającej, dla starszej młodzieży, to nauczycielka uznała, że ja będę umiała dostrzec w niej te wszystkie ważne walory, ten magiczny realizm, zrozumieć satyrę, w jaką była uwikłana Rosja lat 30. Ufała, że nie przerażą mnie wątki biblijne.

    A trzeba zaznaczyć, że była to lektura zakazana w czasach ZSRR, nie był tolerowany ten rodzaj mistycyzmu, jaki przejawia się w powieści Bułhakowa, pełnej symboli i metafor. Bardzo przeżyłam tę powieść, była ona dla mnie wielką inspiracją, pokazała mi moc słowa.

    Właśnie wtedy zaczęłam pisać wiersze. A kiedy miałam 16 lat, moje wiersze zostały opublikowane w lokalnej gazecie, która nazywała się, o ile pamiętam, „Sztandar Zwycięstwa”. Byłam dumna… i otrzymałam rubla w nagrodę [śmiech]. Od tego czasu już zawsze pisałam, czułam potrzebę zapisywania myśli, które pojawiały się w mojej głowie i same układały w strofy.

    Poezja może inspirować, natchnąć do działania, a nawet uzdrawiać, gdyż ma w sobie właściwości terapeutyczne. Proszę opowiedzieć, co Pani czuje, pisząc?

    Poezja jest dla mnie swoistym pamiętnikiem emocjonalnym, impulsem myśli, którą próbuję przenieść na papier. Poezja daje mi przede wszystkim możliwość głębszego zrozumienia siebie i świata. Fascynują mnie mistrzowie Wschodu, jak Omar Chajjam, Rumi. Moje wiersze ubrane są w krótkie formy wynikające ze skojarzeń, emocji, których dostarcza życie.

    Przez lat pisałam dla siebie. Układałam strofy w wiersze, gdziekolwiek byłam, w Stanach Zjednoczonych, w Polsce, gdzie teraz mieszkam. I tu „dostrzegła” je „Gazeta Wyborcza”. Moje wiersze ukazały się w 2024 r., w czerwcowym magazynie „Wyborczej”, a rekomendował je sam Andrzej Zagozda.

    A w Warszawie, niedawno, bo w grudniu ub.r., miała miejsce premiera debiutanckiego tomu pani poezji pt. „Niespełnione sny”. W tym wieczorze autorskim uczestniczyło ponad 100 osób, a wiersze czytały m.in. znane aktorki Karolina Gruszka i Marta Zygadło, a Pani zaczarowała publiczność opowieściami o genezie powstania utworów.

    Bardzo chciałam, aby moja poezja została wydana, ale jakoś się nie udawało. Moje życie było bardzo intensywne – zajmowałam się modelingiem, studiowałam, pracowałam w ambasadzie litewskiej w Polsce, w szwedzkiej korporacji i prowadziłam własną restaurację. Ponieważ byłam osobą pracującą de facto od 16. roku życia, nigdy nie było czasu na wydanie poezji.

    Dopiero po publikacji w „Wyborczej” odważyłam się powiedzieć sobie: teraz najważniejsze są moje wiersze! Wiele z nich zaginęło bezpowrotnie, gdyż przemieszczałam się w różne miejsca, ale wiele z nich ocalało i postanowiłam, że nie mogą tkwić w notesach, zapisane na przeróżnych karteczkach, że należy im się piękniejsza oprawa.

    I znalazłam wydawcę, który spełnił moje oczekiwania, a pomogła mi w tym polska organizacja non profit, Fundacja „Pokolenia Pokoleniom”, jej wiceprezeska Barbara Czechemeszyńska-Skowron, osoba bardzo zaangażowana we wspomaganie szeroko pojętej kultury, współzałożycielka fundacji, tłumaczka, dziennikarka, wieloletnia dyrektora PR wydawnictwa Gruner+Jahr Polska z grupy Bertelsmann, a obecnie redaktor naczelna portalu polacywberlinie.de, korespondentka „Gazzetta Italia” oraz serwisu PolacyweWloszech.com. Wieczór autorski odbył się w mojej restauracji i przyznam, że sama byłam zaskoczona liczbą przybyłych gości. I szczęśliwa, że stworzył się tak sympatyczny i urokliwy klimat dla mojej poezji.

    Ozarenkova-2026-01-10-3
    Premiera tomu poezji „Niespełnione sny” Olgi Ozarenkovej, grudzień 2025 r. Na zdjęciu autorka z Barbarą Czechemeszyńską-Skowron | Fot. archiwum Fundacji „Pokolenia Pokoleniom”

    Wiem, że Pani marzeniem jest, aby Pani poezja została przetłumaczona i wydana również w językach litewskim i estońskim. Chce Pani w ten sposób wrócić do korzeni?

    Tak, jest to dla mnie bardzo ważne. Moją poezję w większości tworzyłam w języku rosyjskim, gdyż ten język był we mnie i ten język oferował niezwykłe możliwości ekspresji poetyckiej. Byłam zachwycona poezją Anny Achmatowej, Mariny Cwietajewej, Siergieja Jesienina i innymi wielkimi rosyjskimi poetami, którzy wykorzystywali melodyjność języka i jego niuanse.

    Język polski kocham, lecz szlifowałam go, dopiero gdy zamieszkałam w Polsce. Moja poezja została przetłumaczona na polski i też na litewski przez panią Jelenę Šalkauskienė, teraz szukamy tłumacza na język estoński, wspiera nas w tym pani Iwona Wrońska, honorowa konsul Estonii w Polsce. Szukamy też wydawnictwa i grafika. Nie chcę zapeszać, ale chciałabym, aby prezentacje tych tomików mogły odbyć się również w tych krajach.

    O tym, że się to uda, zapewnia mnie Fundacja „Pokolenia Pokoleniom”, mecenas wydania i promocji mojej poezji w różnych językach, ponieważ te działania wpisują się w ich multikulturowy projekt „Art Kolektyw – Pokolenia Pokoleniom”. W ramach tego projektu fundacja od lat organizuje koncerty muzyczne, wystawy malarstwa i rzeźby w różnych krajach, a w obszarze sztuki słowa, jak w przypadku mojej poezji, jest to opieka nad wydaniem książek, organizowanie międzynarodowych wieczorów autorskich i kampanii PR.

    W tym miejscu chciałabym wspomnieć o Tomasie Venclovie, wielkim litewskim poecie i tłumaczu literatury, i o jego wspanialej żonie Tatjanie, którym jestem niezmiernie wdzięczna za to, że wykazali zainteresowanie moimi wierszami. I za tego zwrotnego mejla, który pan Tomas mi wysłał, bo jego słowa umocniły mnie w tym, że warto pisać, że warto kontynuować moją pasję. Pani Tatjana mocno mnie wspierała, była takim aniołem stróżem, robiła poprawki w wersji rosyjskiej moich wierszy.

    Jej bardzo dużo zawdzięczam, bo jak człowiek jest na początku drogi pokazania światu swojej twórczości, jest pełen wątpliwości. Często wątpisz w swój talent, nie wiesz, czy to, co dla ciebie istotne, będzie również dla kogoś innego i zastanawiasz się, czy nie jesteś grafomanem, bo może to, co piszesz jest to zwykły banał, a tobie wydaje się, że wylałeś wszystkie swoje emocje na papier. Kiedy masz taką osobę życzliwą tobie, która ma bardzo dużą wiedzę i bardzo dobry gust literacki, która mówi ci: „Słuchaj swego głosu, idź dalej” – to dodaje skrzydeł.

    Ma Pani bogaty i nietuzinkowy życiorys, z którego można czerpać niezliczone inspiracje. Jest Pani uosobieniem wielokulturowości: obywatelka Litwy o korzeniach polsko-rosyjsko- estońsko-żydowskich.

    Losy mojej rodziny są tak trudne, że niewiele zostało materialnych śladów, brakuje takiej klarowności z każdej strony. Babcia ze strony mamy, Zofia Bartoszewicz, była polską Żydówką z Nieświeża. Podczas wojny została wywieziona na roboty do Niemiec. Po wyzwoleniu wróciła stamtąd z mężem Ukraińcem, poznanym w niewoli; jechali na dachu pociągu z maleńkim synkiem, który nie przeżył… Drugim dzieckiem z tego związku była moja mama.

    Notabene, to wydarzenie zainspirowało mnie do napisania wiersza, któremu dałam tytuł „Droga” – to wiersz poświęcony wszystkim osobom, które doświadczyły wygnania, katorgi, które musiały zostawić wszystko, i wyjechać w nieznane.

    Babcia miała bardzo ciężkie życie. Ona, co prawda, przeżyła obóz pracy, ale została zaliczona do „wrogów ludu”.

    Mój dziadek ze strony ojca był Estończykiem z Pärnu, a babcia pochodziła z Białorusi i miała włoskie korzenie. Nazywała się Drapezzo, jednak w pisowni białoruskiej to nazwisko zapisano jako Drapiezo. Jej rodzina też została ciężko doświadczona, wywieziona do gułagu, babcia ocalała jako jedyna z licznej rodziny. Potem wyszła drugi raz za mąż za Rosjanina, stąd moje rodowe nazwisko Ozarenkova.

    Moi rodzice zaś poznali się na studiach w Kaliningradzie, z wykształcenia są ichtiologami, po studiach dostali skierowanie do pracy na północy Rosji. Niestety, małżeństwo nie przetrwało i mama wróciła w rodzinne strony, do swojej matki. Całe moje dzieciństwo było związane z małą wioseczką pod Trokami. Troki to bardzo wymieszane narodowościowo miasto, żyłam więc w takim tyglu wielokulturowym.

    Dorastanie w takiej rodzinie, wśród ludzi różnych religii, tradycji i doświadczeń, powoduje, że poszerzają się horyzonty. To wszystko Panią ukształtowało i spowodowało, że zbudowała Pani tożsamość przekraczającą granice etniczne, jest Pani wręcz zanurzona w tych światach wielu kultur. Czy one kształtują Panią? Czy przenikając się, nie zaburzają tożsamości?

    Przede wszystkim poszerzają perspektywę, bo człowiek, który do końca nie wie, skąd jest, który nie musi trzymać się mocnych ram tożsamości, z łatwością przechodzi na stronę tego innego, tego obcego – przyjmuje jego perspektywę. I to daje głębszy wgląd w ogóle w życie, które dookoła się toczy. Tak przynajmniej jest w moim przypadku. I myślę, że jest to wielki plus, bo stajesz się bardziej otwarty, bardziej wrażliwy na innych, bardziej ciekawy.

    Zofia, babcia spod Trok, nauczyła mnie czytać po polsku z pierwszego polskiego elementarza, później wprowadziła do mojego życia Stanisława Lema. Dzięki niej bliżej poznałam wielu polskich poetów. Ona sama też pisała wiersze. I to ona wniosła we mnie takiego ducha wolności. Całe swoje życie była walczącą osobą, nie zgadzała się na to, co dzieje się wokół niej i przez to miała wiele kłopotów i ciężkie życie.

    A babcię od strony ojca, Irinę, zapamiętałam jako taką bardzo otwartą, rodzinną. Dom zawsze był pełen gości i śpiewu przy stole. Babcia mieszkała w głębi Rosji, w mieście Rybińsk nad Wołgą. To było urokliwe miasto, jeździliśmy tam z bratem jako dzieciaki.

    Wszystkie te doświadczenia, moja ciekawość i dociekliwość, chęć dogłębnego poznania rodziny, wnikanie w tę wielokulturowość, doprowadziły do tego, że wybrałam właśnie antropologię kulturową jako kierunek moich studiów, bo zajmuje się przede wszystkim tożsamością.

    Ozarenkova-2026-01-10-4
    Wiersze po polsku i po rosyjsku z tomu „Niespełnione sny” czytały wybitne aktorki, Karolina Gruszka i Marta Zygadło | Fot. archiwum Fundacji „Pokolenia Pokoleniom”

    W 2008 r. została Pani nagrodzona za stworzenie i prowadzenie w latach 2004–2009 Centrum Informacji Turystycznej Litwy przy Ambasadzie Republiki Litewskiej w Polsce. Na czym polegała Pani praca?

    Moja praca polegała na zorganizowaniu centrum wraz z budowaniem strategii promocji Litwy w Polsce, co w praktyce oznaczało, że trzeba było wymyślić sposób przyciągnięcia jak największej liczby turystów, co nie było łatwe. Litwa przestała wtedy być już atrakcyjna cenowo dla polskiego turysty. Co więcej, nie było nawet materiałów promocyjnych w języku polskim i przygotowanych pod polskiego turystę.

    To też było wyzwaniem dla mnie, a z drugiej strony – dawało możliwość na dużą samodzielność i kreatywność. To, co najbardziej lubiłam w tej pracy, był fakt, że dawała mi możliwość podróżowania po Litwie i poznania ciekawych ludzi, pasjonatów swojej pracy. Przed zarekomendowaniem jakiegoś ośrodka turystycznego lub atrakcji jechałam osobiście to sprawdzić. Tam m.in. poznałam piękne, czasami wręcz dzikie zakątki przy granicy z Łotwą. Na zawsze pozostanie we mnie ta szmaragdowo-błękitna kraina tysiąca jezior. Wtedy zrozumiałam, dlaczego tylu artystów kocha nasz kraj.

    Moja praca została zauważona i doceniona w 2008 r., kiedy Wilno zostało Europejską Stolicą Kultury. Z rąk mera miasta otrzymałam wyróżnienie.

    Popularyzowała Pani Litwę również w programie telewizyjnym Moniki Richardson „Europa da się lubić”. W tym talk-show obcokrajowcy opowiadali o zwyczajach w swojej ojczyźnie. Czy tak traktuje Pani Litwę?

    Absolutnie tak. Uwielbiam Litwę. Jest dla mnie krainą magiczną. Jestem zakochana w jej krajobrazie, polach, jeziorach, lasach, w estetyce litewskiej. Wilno kocham nadzwyczajnie, uważam, że jest to najpiękniejsze miasto Europy. W Wilnie wystarczy usiąść na Starówce, na kawie, przymrużyć oczy i wtedy widzisz, jak z każdego zakamarka miasta wychodzą postacie historyczne, widzisz mnichów, którzy budowali to miasto. Miasto magiczne, wspaniałe i nie do podrobienia.

    Interesuje się też Pani modą, ale taką nietuzinkową, bo mającą w sobie swoisty artyzm.

    Styczność z modelingiem miałam wiele lat temu. Pracowałam jako modelka na Litwie i w Polsce – właściwie mój wyjazd do Polski był z tym związany. Byłam zaproszona przez agencję Network Models Group. Później wyjechałam do Stanów Zjednoczonych na rok, co mile wspominam. Ale modeling był tylko dodatkiem w moim życiu, taką trochę zabawą, ale niełatwą, bo choć daje możliwości podróżowania, poznawania ciekawych ludzi, zarabiania pieniędzy, to wymaga też determinacji, dyscypliny i radzenia sobie z presją. Sukces zależy od pracy nad sobą, budowania wizerunku (nie tylko wyglądu) i relacji, co mi się później przydało, gdy podjęłam pracę w szwedzkiej międzynarodowej korporacji telekomunikacyjnej Telia. Zresztą wtedy łączyłam obie prace.

    Ozarenkova-2026-01-10-5
    Restauracja „Rusiko” w Warszawie, którą prowadzi Olga Ozarenkova, serwuje potrawy gruzińskie i wina z własnej winnicy w regionie Kachetia | Fot. Honorata Karapuda

    Jak daje sobie Pani radę ze wszystkimi aktywnościami?

    Próbuję robić wszystkie ważne dla mnie rzeczy z samego rana. Wstaję bardzo wcześnie, bo o szóstej, i to jest taki moment, gdy zaczynam pisać. Ta pora bardzo dobrze na mnie działa, kiedy świat budzi się do życia. Mam wtedy czas dla siebie, mogę poczytać, pomedytować i pisać. Dzięki temu, że jestem rannym ptaszkiem, mogłam ukończyć w Warszawie Studium Scenariuszowe przy wytwórni filmów, które wiele wniosło do mojego warsztatu pisarskiego. Do dziś wspominam, jak pisałam tam scenariusze, wykorzystując niezapisane strony po fakturach, żeby oszczędzić papier [śmiech].

    Dziś pisarstwo nie jest jedyną dziedziną, jaką się zajmuję. Gdy poznajemy biografie słynnych pisarzy, dowiadujemy się, że oni też z reguły mieli jakiś zawód, jakąś pracę, która ich utrzymywała, bo z pisania (poza nielicznymi wyjątkami) nie da się wyżyć. Pracowali fizycznie, byli urzędnikami państwowymi, przeróżne rzeczy robili albo byli lekarzami, jak Bułhakow, Boy-Żeleński czy Lem. Aktywność to moja wrodzona cecha, choć nie mam na myśli tej fizycznej. Lubię pracować, ale lubię też zanurzyć się we własnym świecie. Choć zaliczam siebie do introwertyków, to lubię ludzi. Jednak prawdziwych przyjaciół mam bardzo mało…

    Wiele pięknych rzeczy udało się już Pani zrealizować. O czym jeszcze marzy Olga Ozarenkova w nowym 2026 roku? Czy pozostały jakieś niezrealizowane marzenia?

    Tak, są! Mam napisanych kilka zarysów scenariuszy filmowych. Cały rok 2025 pracowałam z pewnym polskim reżyserem nad jednym z tych pomysłów, ale nie udało się nam skończyć scenariusza. Może doprowadzimy go do końca w 2026? To jest jedno z moich marzeń. A drugie – planuję wydanie tomiku opowiadań, taki dziennik emigrantki, na który złożą się krótkie opowiastki, zapisane przeżycia, w dużej mierze humorystyczne – o życiu emigrantki, kobiety, matki.


    Ozarenkova-2026-01-10-2
    Olga Ozarenkova: „Próbuję robić wszystkie ważne dla mnie rzeczy z samego rana. Wstaję bardzo wcześnie, bo o szóstej” | Fot. Honorata Karapuda

    Olga Ozarenkova

    Obywatelka Litwy, od 30 lat mieszkanka Warszawy. Kobieta nieprzeciętna, twórcza, utalentowana i na wielu polach odnosząca sukcesy. Studiowała etnologię i antropologię kulturową na Uniwersytecie Warszawskim, z wykształcenia jest antropolożką, w życiu sprawdza się jako biznesmenka, żona i matka. Od 10 lat z sukcesem zarządza klimatyczną gruzińską restauracją „Rusiko” mieszczącą się w Warszawie, przy ul. Wierzbowej 11, która w 2025 r. otrzymała rekomendację przewodnika Michelin. Jedzenie jest tam pyszne, a wnętrza zachwycają.


    Olga Ozarenkova

    „Zimowa nadzieja”

    Zima mnie znowu odurzyła, oczarowała, omamiła,
    Urzekła i zauroczyła i obiecała bajką być.
    I jak tu żyć, gdy się wykpiła?
    I wywróciła duszę do cna…
    O obietnicach zapomniała i przyszła jak zmora nocna.


    Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 01 (03) 10-16/01/2026

    Afisze

    Więcej od autora

    Polka, której żywiołem stała się zimna Grenlandia

    Brenda Mazur: Kamilo, zanim dojdziemy do tego, jak się znalazłaś w tym pięknym, ale surowym kraju, opowiedz o swojej drodze. Jesteś Poznanianką z urodzenia, tam zdobyłaś solidne wykształcenie, potem...