18 grudnia 2025 r. Parlament Europejski przyjął rezolucję, w której potępił białoruskie ataki hybrydowe na Litwę. Rezolucję poparło 438 europosłów, 37 głosowało przeciw, kolejnych 48 wstrzymało się od głosu. „Wskazano na powtarzające się wtargnięcia białoruskich, bezzałogowych statków powietrznych (UAV) i balonów do litewskiej przestrzeni powietrznej a także cyberataki, sponsorowane przez państwo kampanie dezinformacyjne, naciski gospodarcze oraz instrumentalizację migracji. Zdaniem posłów do PE działania te są celowe, skoordynowane, wrogie i stanowią część szerszej strategii Rosji mającej na celu osłabienie UE, jej państw członkowskich i NATO” — czytamy na stronie Parlamentu Europejskiego.
Dyskusja europosłów
Tydzień wcześniej reżim Łukaszenki zwolnił 123 więźniów politycznych. Wśród zwolnionych byli Maria Kalesnikawa i Aleś Bialiacki. Białoruś zwolniła więźniów po tym, gdy Stany Zjednoczone zgodziły się znieść sankcje na potas. Unia Europejska na razie nie zniosła sankcji wobec Białorusi. W litewskiej przestrzeni publicznej powstała natomiast dyskusja dotycząca relacji Litwy, czy szerzej Unii, z Białorusią.
W ubiegły poniedziałek w studio portalu Delfi odbyła się dyskusja pomiędzy dwoma europosłami: Waldemarem Tomaszewskim i Petrasem Auštrevičiusem. Obaj politycy głosowali za rezolucją. Tym niemniej przewodniczący AWPL-ZChR jest przekonany, że za złe relacje z Mińskiem odpowiada również Litwa.
Czytaj więcej: Delegacja PE ds. relacji z Białorusią: „najlepszym sposobem nacisku na Łukaszenkę są sankcje”
„Zrozumieć oponenta”
„Moim zdaniem, ten konflikt w ogóle nie był nam potrzebny. Częściowo sami do niego przyczyniliśmy się. Ostatnie wydarzenia pokazały, że ja oraz moi towarzysze z niektórych frakcji PE mamy rację. USA domówiły się z Łukaszenką i wiele spraw udało się załatwić. Zostali zwolnieni więźniowie polityczni” — oświadczył Tomaszewski
Zdaniem europosła Litwa w relacjach z Mińskiem powinna wykazać się większą powściągliwością, ponieważ w poprawie stosunków między dwoma krajami jest zainteresowana spora część litewskiego społeczeństwa oraz biznesu. „Trzeba też zrozumieć oponenta, dlaczego tak się zachowuje i go nie prowokować, bo to szkodzi naszym ludziom i szkodzi interesom przedsiębiorców i przewoźników” — podkreślił polityk.
Czytaj więcej: Tomaszewski o rezolucji ws. Białorusi: To kampania wyborcza konserwatystów
Prawo do obrony
Odmienne zdanie od Tomaszewskiego miał inny litewski europoseł, Petras Auštrevičius.
„To mi przypomina handel więźniami politycznymi. To bardzo źle wygląda. Jakie są zmiany polityczne w Białorusi po tych wizytach? Mam co do tego duże wątpliwości. Być może zmieniła się retoryka Łukaszenki względem Ameryki, ale w przypadku Europy stało się odwrotnie” — powiedział polityk.
Jego zdaniem, to nie Litwa, tylko Białoruś ponosi winę za złe relacje. Europoseł wymienił m.in. ćwiczenia wojskowe Zapad oraz sztucznie wywołany kryzys migracyjny. „Obwinianie siebie byłoby czymś nieprawidłowym. Mamy prawny argument do obrony przed takimi prowokacjami, które niczym dobrym dla Litwy nie są” — oświadczył Auštrevičius. Dodał, że w ciągu ponad 30 lat rządów białoruski dyktator stał się „politycznym monstrum”.
Kwestia jest trudna
Doktor habilitowany w zakresie nauk politycznych, Jarosław Wołkonowski z filii UwB w Wilnie uważa, że na danym etapie trudno powiedzieć, która koncepcja jest słuszniejsza. Z jednej, strony uwolnienie osób z więzienia na pewno jest pozytywnym elementem gry, którą prowadzi administracja Donalda Trumpa z Łukaszenką. Z drugiej, nie można wykluczyć sytuacji, że jeśli sankcje będą cofane za uwolnienie kolejnych więźniów, to Łukaszenka może uwięzić kolejne osoby, które staną się kartą przetargową.
— To jest możliwe. Kwestia jest bardzo trudna. Stany Zjednoczone sądzą, że są w stanie przekonać Łukaszenkę do zmiany polityki, że może być inaczej. Trzeba pamiętać, że za przetrzymywanie więźniów politycznych jego reżim nie otrzymuje żadnych profitów. Ameryka próbuje znaleźć pewne punkty zaczepne, które wywołają u dyktatora pewien przebłysk zdrowego spojrzenia na sytuację — komentuje w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” Jarosław Wołkonowski.

Taktyka Reagana
Próby rozmów Donalda Trumpa z Łukaszenką i Putinem w Europie wywołały pewien niepokój. Zdaniem rozmówcy naszego dziennika nie warto na wstępie potępiać poczynania nowej administracji USA. Wołkonowski sądzi, że rozmawiając z dwoma dyktatorami, Amerykanie próbują wygrać na czasie.
— Ameryka upubliczniła dokumenty państwowe związane z rządami Ronalda Reagana. Wprowadzone przez Reagana sankcje zaczęły działać dopiero po siedmiu latach od ich wprowadzenia. Dopiero po siedmiu latach zaczęła sypać się sowiecka gospodarka. Dlatego jest nieprawdą, że teraźniejsze sankcje względem Rosji lub Białorusi nie działają. Działają, ale minęło zbyt mało czasu. Poza tym widzimy, że Ameryka zatrzymuje statki z rosyjskiej floty cieni. USA z jednej strony rozmawiają z Putinem, ponieważ nie chcą doprowadzić do eskalacji nuklearnej. Z drugiej, czekają, aż sankcje zaczną odpowiednio działać. Tak rozumiem taktykę amerykańskiej administracji — wyjaśnia Jarosław Wołkonowski.
Po sfałszowanych wyborach prezydenckich w sierpniu 2020 roku większość państw zachodnich nie uznaje Alaksandra Łukaszenkę za prawowitego prezydenta Białorusi.

