Więcej

    Bialoruś: celem terroru może stać się każdy obywatel tego kraju

    7 lutego obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Solidarności z Białorusią poświęcony wolnym mediom, niezależnym dziennikarzom, blogerom i wszystkim walczącym o wolność słowa.

    Czytaj również...

    — Białoruś to ogromny problem oraz wyzwanie dla Europy i dla świata — zauważa dr Andrzej Pukszto, politolog z Uniwersytetu Witolda Wielkiego w Kownie.

    Po niedawnym ułaskawieniu przez Łukaszenkę 123 więźniów politycznych, zdawać by się mogło, że Białoruś powoli wchodzi na drogę pozytywnych zmian. Dr Andrzej Pukszto uważa, że sytuację z uwolnieniem więźniów politycznych na Białorusi trzeba raczej łączyć z nową polityką Białego Domu.

    — Bez zewnętrznych bodźców nie warto oczekiwać żadnych zmian na Białorusi. Unia Europejska, Komisja Europejska, poszczególne kraje nie mają pomysłu, jak zmienić sytuację na Białorusi. Sporo nadziei wyszło z aktywności Donalda Trumpa, dlatego, że dwa razy wypuszczona była duża grupa więźniów politycznych, a przedstawiciel Trumpa bezpośrednio spotykał się z Łukaszenką. Jeżeli zajdą jakieś zmiany, to raczej będą one powiązane z aktywnością Stanów Zjednoczonych — mówi politolog.

    Aparat represji działa dalej

    Reżim Łukaszenki nie zaprzestaje prześladowań, celem terroru może stać się praktycznie każdy obywatel kraju.

    — Idą kolejne aresztowania. Jednych więźniów politycznych wypuszczają, innych osadzają. Teraz już nie ma na Białorusi czołowych działaczy opozycji, władze prześladują obojętnie kogo. Najpierw osadzają w więzieniu na trzy dni, żeby upokorzyć i nastraszyć. Sprawdzają telefon — czy człowiek wchodził na zabronione przez to państwo strony internetowe. Później wypuszczają, nic nie mówią, człowiek chodzi sfrustrowany. Po kilku dniach ponownie przyjeżdżają do domu, nakładają kajdanki, wyprowadzają przez podwórko, żeby wszyscy widzieli, że ta osoba jest wyprowadzana w kajdankach do aresztu tymczasowego, a następnego dnia prowadzą ją do sądu i tam już mówią, że ustalili w międzyczasie, że osoba ta korzystała z zabronionych stron internetowych. Kara grzywny wynosi do tysiąca rubli białoruskich, czyli około 300 dolarów. W taki sposób teraz zdobywa się tam pieniądze, żeby aparat represji działał dalej — opowiada „Kurierowi Wileńskiemu” obywatelka Białorusi (imię i nazwisko znane redakcji), która zmuszona była opuścić swój kraj po wyborach w 2020 r.

    Reżim nie odpuszcza

    Rozmówczyni podkreśla, że sytuacja na Białorusi wygląda w tej chwili tak samo jak na początku lat 30-tych ub. wieku. Zostały zlikwidowane wszystkie organizacje pozarządowe, wolne media, natomiast organy represyjne wyrosły do olbrzymiego stanu i działają wraz z oszczerczą propagandą jako klasyczny przykład dyktatury jednej opcji politycznej przy całkowitym braku instytutu niezależnej adwokatury.

    — Ja i moi koledzy, którzy od 2020 r. w różny sposób znaleźli się na uchodźstwie, w najgorszym śnie nie myśleliśmy, że to tak daleko zajdzie. Nie przypuszczaliśmy, że około 800 tys. obywateli Białorusi wyjedzie do Niemiec, Polski czy Litwy i będą tam się starali asymilować — podkreśla przebywająca na emigracji obywatelka Białorusi.

    Za niekwestionowanego lidera białoruskiej opozycji uznaje Zenona Paźniaka, jednego z założycieli Białoruskiego Frontu Narodowego.

    — Jest to jedyna osoba, która trzyma się właściwego celu Odrodzenia Białorusi jako niepodległego suwerennego państwa oraz prawdziwych opinii o roli Rosji, o byłym ZSRS, o obecnej politycznej elicie Białorusi oraz opozycji. Podczas gdy Maria Kalesnikawa czy Wiktor Babaryka po opuszczeniu więzienia nie potrafili nawet określić swojej pozycji na temat wojny w Ukrainie. Jest to sytuacja, kiedy chce się usiąść od razu na dwóch krzesłach. Przecież kwestia wojny nie dotyczy nawet bezpośrednio Łukaszenki czy reżimu — stwierdza rozmówczyni.

    WYDA-Bialorusi-2026-02-05-2
    7 lutego obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Solidarności z Białorusią | Fot. Marian Paluszkiewicz

    Likwidacja polskości

    Krytycznie wypowiada się także na temat działań białoruskiej opozycji.

    — Jeżeli chodzi o Swiatłanę Cichanouską, to na ten temat na portalu Nasza Niwa wypowiedział się już pan Zenon Poźniak, a ja się z nim całkowicie zgadzam. Dodam, że białoruska opozycja, przebywając poza krajem, w Warszawie czy w Wilnie, czyli w miejscach mniej więcej bezpiecznych, po pierwsze — nie zjednoczyła się, po drugie — nie przyjęła żadnego memorandum o przyszłości Białorusi, po trzecie — nie sprawdziła swoich szeregów, czy nie mają agentów w swoich środowiskach, po czwarte — co mnie najbardziej boli — nie powiedziała niczego na temat przyszłości Polaków na Białorusi. Mnie zaś bardzo zależy na tym, aby ktokolwiek z tej przyszłej, domniemanej demokratycznej władzy, o której oni cały czas mówią, wspomniał o nas — niemal 300-tysięcznej wspólnocie polskiej, o jej miejscu w wolnej Białorusi. Za czasów ZSRS Polacy na Białorusi byli wywłaszczeni ze wszystkiego wraz z ziemią, od roku 1948 do 1987 nie mieli żadnej polskiej szkoły, w metrykach odmawiało się prawa zapisu swojej narodowości, zamykano kościoły, niszczono polskie cmentarze, biblioteki, pamiątki, etc. Po zmianach politycznych na końcu lat 80. ubiegłego stulecia Polacy na Białorusi mieli czas na odrodzenie i ogromnym wysiłkiem zbudowali za pomocą Macierzy dwie szkoły w Grodnie i Wołkowysku, 16 Domów Polskich, społeczne szkoły, zaplecze materialne organizacji polskich, polskie media — podkreśla rozmówczyni.

    — Pierwszy i jedyny prezydent Białorusi za swojej 30-letniej kadencji wszystko zniszczył, zlikwidował polskie organizacje na Białorusi. Mniejszość polska została rozproszona, upokorzona, ponownie zabrano prawa na edukację w języku polskim w systemie państwowym, a szkoły w Grodnie i Wołkowysku zostały zrusyfikowane. Polakom zabrano prawo do lepszej pracy, jeśli posiadają Kartę Polaka, odmówią tobie posady w banku, w urzędzie czy nawet w szpitalu — kontynuuje.

    Przypomina, że państwo białoruskie zrabowało majątek polskich organizacji warty blisko 60 mln polskich złotych.

    — Zabrano nam możliwość nazywać się wolnym Polakiem czy Polką. Polska mniejszość narodowa na Białorusi nie ma obecnie żadnej organizacji, która mogłaby reprezentować interesy mieszkających tam Polaków. Obecnie nie ma możliwości nauczania w szkole państwowej na Białorusi po polsku — nie kryje żalu pochodząca z Białorusi Polka.

    Przypomina, że Polacy na Białorusi stanowią drugą mniejszość narodową po Rosjanach.

    — W czasach sowieckich uczyłam się w szkole po białorusku — taka była wówczas nasza postawa, że lepiej po białorusku niż po rosyjsku. Jednak białoruskie miasta bardzo szybko uległy rusyfikacji i już na końcu lat 70-tych przywieźli nam podręczniki rosyjskie, zabrali białoruskie i koniec. Obecnie w szkołach na Białorusi w systemie państwowym na naukę języka białoruskiego, literatury białoruskiej czy historii przeznacza się jedynie po kilka godzin tygodniowo, co nie wystarcza do otrzymania dobrego poziomu wiedzy. Podręczniki z historii Białorusi zlikwidowano, a wydano podręcznik „Historia Białorusi na tle światowej historii” — jest w języku rosyjskim, zostały w nim utrwalone treści w kierunku powrotu do narracji komunistycznej z ubiegłego stulecia. Reszta podręczników jest tak samo w języku rosyjskim — przybliża sytuację rozmówczyni.

    Krytyka opozycji

    Zdaniem rozmówczyni, obecna opozycja białoruska dobrze się ma i w Warszawie, i w Wilnie.

    — Na pewno zarówno Polska jak i Litwa bardzo mocno jej pomagają. Ale nie słyszałam, żeby opozycja białoruska zasadniczo podnosiła problem perspektyw Polaków na Białorusi przez dyskusje czy określenie swojego stanowiska — podkreśla.

    Zauważa też, że przedstawiciele opozycji w większości nie znają języka białoruskiego.

    — Liderzy opozycji nie nauczyli się języka nawet przez pięć lat spędzonych w więzieniu, a przecież można było się nauczyć. Widzimy, że wielu z nich po opuszczeniu więzienia w listopadzie 2025 r., nadal nie mówi biegle po białorusku. Wszystko to świadczy o wszechstronnym, głębokim kryzysie na Białorusi, związanym z pochłonięciem tego państwa przez Rosję we wszystkich dziedzinach gospodarki, życiu społecznym, polityce, edukacji oraz kulturze — podsumowuje przebywająca na emigracji obywatelka Białorusi.

    Trump próbuje otworzyć okno do Łukaszenki

    Sztab Swiatłany Cichanouskiej przeniósł swoją działalność z Wilna do Warszawy. Oficjalnym powodem jest kwestia bezpieczeństwa. Decyzja wynikła jakoby z ograniczenia ochrony liderki białoruskiej opozycji. Pod koniec 2025 r. litewskie władze zastąpiły ochronę specjalną zwykłą policją. Dr Andrzej Pukszto sprawę tę postrzega nieco inaczej.

    — Wilno chciało być szczególnym centrum demokratycznej Białorusi. Jednak Litwa, jako nieduży kraj, niewiele może zrobić, nazywam to brakiem mięśni politycznych. Białoruś to duży kraj i ogromny problem oraz wyzwanie dla Europy i dla świata. Z niektórych litewskich nacjonalistycznych środowisk dochodziły różne sygnały, że Swiatłana Cichanouska nie jest tutaj potrzebna. Częściowo wyjechała ona ze względu na sytuację wewnętrzną w Litwie — obecni przywódcy nie zechcieli tutaj dalej pracować z nią na najwyższych obrotach, jak to z początku planowano. Kolejną przyczyną odjazdu Cichanouskiej są czynniki zewnętrzne, m.in. wielki wpływ polityki Białego Domu. Ameryka próbuje odtworzyć stosunki z Łukaszenką. Na pewno jest, chociaż wszyscy temu zaprzeczają, sondowanie sytuacji, żeby wznowić przez Litwę tranzyt nawozów mineralnych. Głównym inicjatorem uregulowania stosunków z Łukaszenką jest Donald Trump. Wydaje mi się, że są tu dwa pakiety przyczyn. Pierwszy to wewnętrzne sprawy, drugi to próby Trumpa otwarcia okna do Łukaszenki. W tej sytuacji Litwa będzie musiała dostosowywać się do polityki amerykańskiego prezydenta i Cichanouska chyba trochę przeszkadzała w ociepleniu tych stosunków — zaznacza politolog.

    Afisze

    Więcej od autora

    Przewodnik Kirkora – jedno z najważniejszych źródeł informacji o przeszłości Wilna

    Archeolog i literat Adam Honory Kirkor przewodnik własnego autorstwa wydał w 1856 r.W 1880 r. nakładem drukarni Józefa Zawadzkiego w Wilnie ukazało się drugie, uzupełnione wydanie przewodnika pt. „Przechadzki...

    Ukraińcy nadal nastawieni na walkę. Czwarta rocznica inwazji Rosji na Ukrainę

    Gdy wojna wybuchła, nikt nie przewidywał, że potrwa tak długo.— Wielu myślało, że potrwa pół roku, może rok, jednak Unia Europejska i Stany Zjednoczone Ameryki nie potrafiły szybko zareagować,...

    Reorganizacja szkół czy krok w kierunku likwidacji polskiej oświaty na Wileńszczyźnie?

    Kwestia reorganizacji szkół w rejonie trockim poruszyła polską społeczność. — Szkodzi to wizerunkowi naszego państwa, jest zaprzeczeniem parafowanych umów międzynarodowych dotyczących mniejszości narodowych, narusza zapisy traktatu polsko-litewskiego — zauważa...