Więcej

    Mieczysław Fogg – amant międzywojennej estrady o pięknej biografii

    Sejm RP uznał Mieczysława Fogga za artystę, którego głos był symbolem Warszawy i polskiej piosenki, towarzysząc Polakom w trudnych czasach. Jego występy sławiły również polską kulturę za granicą Polski. W roku 2026 przypada 125. rocznica urodzin artysty.

    Czytaj również...

    Artystyczna kariera Mieczysława Fogga (1901–1990) rozpoczęła się w okresie międzywojennym, ale trwała kilka dziesięcioleci po zakończeniu II wojny światowej. Był wielkim artystą, tytanem pracy, a jego głos był głosem epoki i symbolem stylu, który nie przemija. Dla bliskich jednak na zawsze pozostał po prostu Mieciem. Dziś jego legenda trwa dzięki prawnukowi, Michałowi Foggowi, dziennikarzowi muzycznemu, organizatorowi Ogólnopolskiego Festiwalu Piosenki Retro im. Mieczysława Fogga i prezesowi Fundacji Retro im. Mieczysława Fogga, który z pasją angażuje się w pamięć o pradziadku, o należne mu miejsce w sercach Polaków, by Polska nigdy nie zapomniała o nim.

    Brenda Mazur: Dlaczego to właśnie Pan zajął się spuścizną po Mieczysławie Foggu?

    Michał Fogg: Pamiętam taki moment, a było to już jakieś ćwierć wieku temu w Poznaniu, gdzie studiowałem na ASP – jechałem wówczas taksówką i w radiu leciała piosenka „Ta ostatnia niedziela”. I właściwie nie umiem tego wytłumaczyć, dlaczego w tamtym momencie pomyślałem, że muszę się zająć dorobkiem twórczym pradziadka. Sądzę, że na to złożyło się wiele: kwestia wieku i miejsca, w którym byłem, ale też sytuacji wokoło. To był początek lat 2000., po ciężkich latach 90. dla polskiej kultury, polskiej muzyki, zalewu tandety z Zachodu i zachwytu nią. I odsunięcia w niepamięć wszystkich wielkich gwiazd, jak: Irena Santor, Sława Przybylska, Jan Kiepura, Maria Koterbska, Mieczysław Fogg i wielu innych, którzy poszli w zapomnienie. Wszystko, co przyszło z zagranicy, to było wielkie „wow”, a wszystko, co było polskie, tchnęło myszką albo „było komunistyczne”. Postanowiłem to zmienić – przywrócić pradziadkowi należną mu pamięć, szacunek, i spowodować, aby jego repertuar powrócił.

    Miałem wsparcie w moim ojcu, który już wcześniej coś próbował działać w tym zakresie, ale z braku czasu i pomysłu, jak to zrobić, scedował to na mnie. Zacząłem działać, jeszcze wtedy pracując jako nauczyciel i w innych zawodach, które było dane mi wykonywać, a od pięciu lat działam wyłącznie na rzecz pradziadka. Wielu nazywało mnie strażnikiem schedy po Mieczysławie Foggu czy też jak dziś – kustoszem. Dla mnie kariera pradziadka jest takim punktem zapalnym do mojej działalności, jego osiągnięcia są jakby wspólnym mianownikiem do wszystkich działań, które kieruję na promocję życia i dorobku kulturalnego dwudziestolecia międzywojennego.

    Kiedy zacząłem się tym zajmować, miał już swoje początki Ogólnopolski Festiwal Piosenki Retro im. Mieczysława Fogga, powołany w 2003 r. z inicjatywy Wojciecha Dąbrowskiego, a ja się włączyłem. Naszym celem jest zrzeszenie pod jednym sztandarem wszystkiego, co wiąże się z retro w piosence, teatrze i kinie, fotografii, modzie i książce.

    W 2019 r. powstała Fundacja Retro im. Mieczysława Fogga, której prezesuję. Jej celem jest wspieranie i popularyzowanie projektów upowszechniających wiedzę o dwudziestoleciu międzywojennym, promowanie dziedzictwa narodowego w kraju i zagranicą, a ponadto organizowanie imprez nawiązujących do epoki lat 20. i 30. XX w.

    Festiwal działa prężnie. W jego ramach występowaliśmy kilkakrotnie w Wilnie, dzięki pani Apolonii Skakowskiej, prezes Centrum Kultury Polskiej na Litwie im. Stanisława Moniuszki. Jeździliśmy po całym świecie. Byliśmy z koncertami w Londynie, w Paryżu, w Toronto, w Chicago. Zwycięzcy są honorowani nagrodą Złotego Liścia. Taką nagrodę szczęśliwie zdążyliśmy wręczyć wielu już dziś nieżyjącym osobom, jak Stefanowi Witasowi (któremu Złotego Liścia zdążył wręczyć jeszcze mój ojciec) czy pani Irenie Anders, występującej pod pseudonimem „Renata Bogdańska”, która niejednokrotnie przed wojną występowała na deskach teatrów wileńskich.

    Czytaj więcej: Piękny jubileusz Apolonii Skakowskiej, rzeczniczki kultury polskiej na Litwie

    Staramy się docierać wszędzie tam, gdzie pradziadka pamiętają. Okazuje się, że ośrodki polonijne, czasami nawet bardziej niż te w kraju, pamiętają o nim przez to, że był dla nich takim jedynym za życia Ambasadorem Polskiej Piosenki. Zresztą taki tytuł przylgnął do niego. I nawet władze komunistyczne pozwalały mu na wyjazdy, gdyż wiedziały, że Fogg do swojej Warszawy zawsze wróci. A trzeba tu zaznaczyć, że propozycji pozostania za granicą miał wiele.

    Fogg-2026-01-31-3-PORTAL
    Mieczysław Fogg w czasie jednego z wielu tournée | Fot. archiwum rodzinne Foggów

    Czy są jakieś ciekawe lub humorystyczne wątki z życia pradziadka, których nie znajdziemy w biografiach?

    Dziadek miał swoiste poczucie humoru, ale nie był kawalarzem. I nie musiał nim być. Wystarczy, że był nim jego przyjaciel Adolf Dymsza, i to pradziadek padał często ofiarą jego dowcipów. Dymsza, jak wiemy, słynął z podrabiania głosów i zadzwonił kiedyś do niego, udając dyrektora teatru, który był niezadowolony z występu. Przerażony pradziadek myślał, że stracił pracę! Przyszedł zdenerwowany do teatru i okazało się, że to wszystko to był nieznośny żart kolegi.

    I w samym kabarecie było wesoło. Gdy jako Chór Dana przystąpili do teatrzyku Qui Pro Quo, do tej ówczesnej kuźni talentów, tam były już prawdziwy artystyczny omnibus, same sławy: Bodo, Dymsza, Ordonówna, Grossówna, Zofia Terne, Zula Pogorzelska, Loda Halama, Fryderyk Jarossy. Sam repertuar kabaretu był bardzo bogaty od sentymentalnych i wzruszających szlagierowych piosenek, po humor złożony z rewii, skeczy, monologów. Programy, takie jak: „Rewia nr 1”, „Hallo! Ciotka!” czy „Rób coś!”, zawierały satyrę polityczną, niesamowity humor sytuacyjny. Korzystali przecież ze świetnych tekstów poetów i literatów międzywojennej Polski, jak Tuwim, Brzechwa, Hemar, Słonimski. Tak więc i mój pradziadek ten humor miał już wpisany w zawód.

    Wieść niosła, że przodkowie Foggów przybyli z Saksonii i radzili sobie w Polsce, imając się różnych zawodów. Jakie właściwie było rodowe nazwisko? Sam Mieczysław w metryce urodzenia był zapisany jako Fogiel.

    Proszę sobie wyobrazić, że na akcie ślubu moich prapradziadków, czyli rodziców Mieczysława, nasze nazwisko jest trzykrotnie zapisane inaczej: Fogel, Fogiel i Vogiel. To wynikało z niedouczenia urzędników w zaborze rosyjskim. Oni nie znali języka, pisali ze słuchu. Kiedy dałem ten dokument do tłumacza rosyjskiego, to on nic z tego nie mógł zrozumieć. A prawdą jest, że rodzina nosi nazwisko Fogiel od pięciu pokoleń – w Warszawie jesteśmy już 350 lat. I pradziadek był zapisany w metryce urodzenia jako Fogiel. I to on postanowił je zmienić z prostego powodu. Kiedy w 1928 r. rozpoczął karierę, posiadanie artysty kabaretowego w rodzinie inżynierskiej kolejarskiej nie było chlubą. Ojciec mojego pradziadka, prapradziadek Antoni, powiedział wprost: „Prędzej mi tu lasek buloński wyrośnie na dłoni, niż ty nim będziesz”. I docenił go dopiero wtedy, gdy syn był już bardzo znany na całym świecie. Tak więc pradziadek, zmieniając nazwisko, chciał im „wstydu” oszczędzić. Nie zrobił tego jak Bodo czy Ordonka, przybierając pseudonim, lecz skrócił swoje nazwisko Fogiel na Fogg, dodając jedno „g” za namową kolegów z kabaretu, aby nie było jak mgła (fog) po angielsku.

    Czy ktoś z rodziny odziedziczył po legendzie estrady ten wyjątkowy talent?

    Może każdy po trochu. Jednak nie chodzi o talent głosowy. Mój dziadek Andrzej, czyli syn Mieczysława, był obdarzony słuchem absolutnym, lecz jak wszyscy w najbliższej rodzinie był inżynierem. Studiował w szkole Wawelberga, która później została włączona do Politechniki Warszawskiej. I uczył się tam między innymi akustyki. Później wraz z moim ojcem założyli wytwórnieę Fogg Record. Potem, gdy komuna zabrała wytwórnię, w tym samym zestawie trafili do Polskich Nagrań. Dziadek napisał też, jedyną do tej pory, książkę na temat adapterów pt. „Adaptery”. Ale oprócz tego nie miał żadnych uzdolnień, żeby iść zawodowo śladem swojego ojca Mieczysława. Uczestniczył w jego karierze, ale od strony technicznej. W tym czuł się najlepiej. Miał też taką swobodę wypowiedzi, snucia opowiadań, nawiązywania kontaktów, Pracował w radiu. Również i ja od wielu lat jestem radiowcem i świetnie się w tym odnajduję.

    Fogg-2026-01-31-2-PORTAL
    Chór Dana, polski zespół rewelersów, działał od 1928 do 1939 r. Na zdjęciu: Mieczysław Fogg pierwszy z lewej | Fot. archiwum rodzinne Foggów

    Jakim człowiekiem był pradziadek poza estradą?

    Ja go traktowałem jak typowego, zwykłego dziadka. Wsiadałem w tramwaj i co niedziela jechałem do niego, a w jego domu nie miałem Mieczysława Fogga, tylko pradziadka Miecia. Nie było czegoś takiego, jak sobie niektórzy dziennikarze wyobrażają, że brał mnie na kolana i opowiadał o powstaniu, o dwudziestoleciu międzywojennym. Nie, był zwyczajnym dziadkiem, żyliśmy bieżącymi sprawami. Kochał samochody, brał mnie, sadzał za kierownicą i uczył prowadzić, zresztą mojego ojca również. To mi się bardzo podobało – był takim zapalonym automobilistą, ale nie w sensie, że kolekcjonował samochody czy miał jakieś limuzyny. Był głową rodziny, w moim pokoleniu najstarszy. Ja od najmłodszych lat wiedziałem, kim jest Mieczysław Fogg, była ta świadomość, ale to się nie przekładało na nasze relacje.

    A jakim był człowiekiem? Może scharakteryzuję go w ten sposób – pradziadek z uśmiechem w ten sam życzliwy charakterystyczny dla siebie sposób rozmawiał z głową państwa, jak i ze zwykłym stróżem w bramie – do wszystkich odnosił się z szacunkiem. Może dlatego jest do dziś tak mile wspominany, bo sobie na ten szacunek zapracował.

    Czy coś materialnego, oprócz oczywiście płyt i nagrań, pozostało po pradziadku?

    Ja mam całą zorganizowaną wystawę po pradziadku, z którą chętnie przyjadę do Wilna, jak mnie zaprosicie. Od 100–300 mkw. jesteśmy w stanie zapełnić [śmiech]. Moja prababcia skrupulatnie od pierwszego występu mojego pradziadka, jeszcze jako Mieczysława Fogiela, czyli od 1927 r., zbierała wszystko, co dotyczyło męża. Do czasu, kiedy mogła, do lat 70. ubiegłego wieku. Dziś to wszystko „przeszło” na mnie i jestem w posiadaniu wielu, wielu pamiątek: pianina, mebli, strojów, kombinezonu powstańczego, fraku scenicznego, odznaczeń, tych wojskowych i tych dot. kultury, z kraju i zagranicy, przeróżnych plakatów z różnych lat. Z wystawą byliśmy już w trzech miastach Polski. Moim marzeniem jest, aby odwiedzić z nią wszystkie województwa, a może i zagranicę. Byłoby wspaniale, gdybym mógł przypomnieć Mieczysława Fogga litewskim Polakom – wszak pradziadek z kabaretem Qui Pro Quo występował w Wilnie. 125. jubileusz jego urodzin i patronat roku 2026 byłyby dobrymi powodami, aby powrócić z jego repertuarem do was. Może się uda…


    Koncertował przez ponad 60 lat

    Mieczysław Fogg (1901–1990) w swoim repertuarze miał przeszło dwa tysiące piosenek. Do tych najbardziej znanych i do dziś wzbudzających ogromny sentyment warto zaliczyć m.in.: „Tango milonga”, „Piosenkę o mojej Warszawie”, „Bo to się zawsze tak zaczyna”, „Pieśń o matce”, „Jesienne róże”, „Mały biały domek”, „Pierwszy siwy włos”, „Już nigdy” czy „To ostatnia niedziela”.

    Czytaj więcej: Zaśpiewać o dwudziestoleciu


    Sprawiedliwy wśród Narodów Świata

    Trudno nie wspomnieć tutaj o odznaczeniu od instytutu pamięci Yad Vashem, Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, otrzymanym za pomoc podczas okupacji swoim żydowskim kolegom w czasie II wojny światowej. Był wśród nich Iwo Wesby, właśc. Ignacy Singer, dyrygent kabaretu Qui Pro Quo, który uciekł z rodziną z getta warszawskiego wraz z żoną i ośmioletnią córką. W sumie Fogg uratował osiem osób, m.in. znajdując im lokum i pomagając w zorganizowaniu fałszywych dokumentów.


    Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 04 (12) 31/01-06/02/2026

    Afisze

    Więcej od autora

    Miłość – uczucie łączące dwa różne światy

    To czas na drobne upominki, romantyczne gesty, ale przede wszystkim na przypomnienie, że miłość jest jedną z najważniejszych wartości. Walentynki odradzają naszą miłość, lecz z reguły na krótko. W...

    Polka, której żywiołem stała się zimna Grenlandia

    Brenda Mazur: Kamilo, zanim dojdziemy do tego, jak się znalazłaś w tym pięknym, ale surowym kraju, opowiedz o swojej drodze. Jesteś Poznanianką z urodzenia, tam zdobyłaś solidne wykształcenie, potem...