Kwestia reorganizacji szkół w rejonie trockim poruszyła polską społeczność. — Szkodzi to wizerunkowi naszego państwa, jest zaprzeczeniem parafowanych umów międzynarodowych dotyczących mniejszości narodowych, narusza zapisy traktatu polsko-litewskiego — zauważa Krystyna Dzierżyńska, prezeska Stowarzyszenia Nauczycieli Szkół Polskich na Litwie „Macierz Szkolna”.
Tymczasem mer rejonu trockiego Andrius Šatevičius zasugerował, aby Ministerstwo Oświaty, Nauki i Sportu przejęło te placówki edukacyjne. Ten pomysł uzasadnił presją wywieraną na władze samorządowe oraz skłanianiem samorządu do zignorowania ustawy oraz zachowania dwóch szkół polskojęzycznych.
Zdaniem mera podjęta jeszcze w 2022 r. decyzja o reorganizacji tych placówek edukacyjnych wywołała ogromną presję polityczną ze strony poszczególnych instytucji.
Resort nie rozpatruje pomysłu mera
Zainicjowana przez Samorząd Rejonu Trockiego reorganizacja przewiduje przekształcenie szkół na filie poprzez połączenie ich odpowiednio z Gimnazjum w Trokach i Gimnazjum im. Henryka Sienkiewicza w Landwarowie.
„Zarówno Ministerstwo Spraw Zagranicznych, jak i Ministerstwo Oświaty, Nauki i Sportu wywierają presję na samorząd oraz wymagają zmiany naszej decyzji w kwestii reorganizacji dwóch szkół. Jednocześnie istnieją wszelkie prawne możliwości przejęcia tych szkół pod kontrolę państwa, jeśli ich niezależne utrzymanie zostanie uznane za priorytet narodowy lub kwestię polityki zagranicznej” — oświadczył Andrius Šatevičius.
Zapowiedział także, że samorząd wystosował do Ministerstwa Oświaty, Nauki i Sportu wniosek z propozycją przejęcia szkół pod swoje skrzydło.
Z odpowiedzi udzielonej redakcji „Kuriera Wileńskiego” przez resort oświaty wynika, że propozycja mera rejonu trockiego nie jest obecnie rozpatrywana. „Ministerstwo Oświaty Nauki i Sportu nie rozważa obecnie takiej możliwości. Siecią szkolną w regionie zarządza samorząd, w oparciu o kryteria ustalone przez rząd. Wraz ze spadkiem liczby uczniów w regionach maleje również liczba szkół, dotyczy to również szkół z litewskim językiem nauczania. Język nauczania nie jest kryterium przy zarządzaniu siecią szkolną” — czytamy w odpowiedzi.
„Reorganizacja szkół zazwyczaj zawsze budzi wiele dyskusji. Zdecydowanie zachęcamy władze samorządowe do wypracowania konsensusu ze społecznością lokalną, aby zidentyfikować wszystkie zalety i wady reorganizacji. Zasady tworzenia sieci szkół stanowią, że projekty ogólnego planu reorganizacji sieci szkół i jego załączników muszą być publicznie omawiane i uzgadniane ze społecznościami szkolnymi. Kiedy szkoła staje się filią, uczniowie i nauczyciele nadal pracują w tym samym budynku, realizują te same programy i uczą się tym samym języku, zmienia się jedynie administrowanie” — głosi oświadczenie resortu.
Malejąca liczba uczniów
Mer Šatevičius twierdzi, że dyskusja o reorganizacji dwóch polskich szkół wykroczyła poza granice lokalnej polityki edukacyjnej i stała się kwestią, w której samorząd jest wzywany do zmiany przyjętych prawnie decyzji ze względu na szersze argumenty na szczeblu ogólnokrajowym.
Podkreśla także, że szkoły polskojęzyczne nie są zamykane, tylko reorganizowane. Co więcej, tę decyzję poparły sądy.
Zdaniem mera decyzja o przekształceniu wyżej wymienionych szkół w filie została podjęta ze względu na zmniejszającą się liczbę uczniów oraz rosnące koszty utrzymania tych placówek.
„W przypadku Gimnazjum im. Longina Komołowskiego w Połukniu decyzja została podyktowana nie tylko stale malejącą liczbą uczniów, lecz także obiektywnymi możliwościami zapewnienia pełnowartościowego nauczania. Zdarzało się, że w klasach 9—10 uczyło się od trzech do pięciu uczniów, zaś łączenie klas jest sprzeczne z obowiązującymi przepisami prawnymi” — zapewnia Andrius Šatevičius.
Twierdzi, że sytuacja ta oznaczała stałe finansowanie niepełnych zajęć z budżetu samorządowego oraz ograniczone możliwości pełnej realizacji programów edukacyjnych.
W Gimnazjum im. Longina Komołowskiego uczy się obecnie 103 uczniów, a roczne finansowanie tej placówki przekracza 1,09 mln euro.
„Z powodu niepełnych klas i utrzymywania oddzielnej infrastruktury samorząd co roku ponosi znaczne dodatkowe koszty. Szacujemy, że po reorganizacji rocznie zaoszczędzimy ok. 160 tys. euro, które można przeznaczyć na potrzeby uczniów oraz poprawę infrastruktury” — przekonuje mer rejonu trockiego.
Podkreśla również, że w ramach Programu Szkół Tysiąclecia placówki oświatowe w rejonach pobierają obecnie ok. 2,5 mln euro dofinansowania. Wszelkie zmiany planu grożą utratą finansowania” — mówi mer rejonu trockiego.
Dlaczego tylko szkoły polskie?
Krystyna Dzierżyńska reorganizację uważa za dyskryminującą dwie polskie szkoły. — Ogólnie całą sytuację dotyczącą szkół z polskim językiem nauczania w rejonie trockim, a mianowicie tzw. reorganizacji Szkoły Podstawowej im. Andrzeja Stelmachowskiego w Starych Trokach i Gimnazjum im. Longina Komołowskiego w Połukniu, uważam za dyskryminującą te dwie szkoły. Nasuwa się zasadne pytanie: dlaczego tylko szkoły polskie? Nie sądzę, że decydenci nie rozumieją, iż szkodzi to wizerunkowi naszego państwa, jest zaprzeczeniem parafowanych umów międzynarodowych dotyczących mniejszości narodowych, narusza zapisy traktatu polsko-litewskiego — wymienia argumenty prezeska Stowarzyszenia Nauczycieli Szkół Polskich na Litwie „Macierz Szkolna”.
Z kolei mer rejonu trockiego odrzuca oskarżenia o dyskryminację mniejszości narodowych. „Decyzje nie były i nie są podejmowane na podstawie narodowości ani języka nauczania. Opierają się na obiektywnych kryteriach: liczbie uczniów, możliwościach organizacji nauczania, wymogach prawnych oraz odpowiedzialności za stabilność systemu oświaty w całym okręgu. Zapewniona jest edukacja w języku polskim, a środki zaoszczędzone po reorganizacji zostaną zainwestowane w potrzeby uczniów tych szkół i infrastrukturę” — podkreśla Andrius Šatevičius.

Krok ku likwidacji polskiej oświaty
— Z perspektywy lat minionych możemy twierdzić, że taka reorganizacja jest krokiem ku likwidacji w najbliższej przyszłości tych szkół, niezależnie od tego, że pozostawia się je jako działające filie. Mamy przykłady z lat ubiegłych, gdy z siedmiu działających polskich szkół po przekształceniu w filie w rejonie trockim pozostały zaledwie dwa gimnazja i dwie (obecne) filie. Ponadto rejon trocki zamieszkuje liczna mniejszość polska, która również płaci podatki do samorządu i ma pełne prawo ubiegać się, by jej interesy, w szczególności dotyczące kształcenia własnych dzieci, były zabezpieczone. Dlatego uważam za nieporozumienie, gdy założyciel „lekką ręką” proponuje przejęcie powołanych przez siebie placówek Ministerstwu Oświaty, Nauki i Sportu. Wypowiedzi ministerstwa raczej nie wykazują chęci do takich posunięć. Sądzę, że pan mer raczej powinien wykazać się empatią, poszukiwać i znaleźć rozwiązanie, które byłoby zgodne z oczekiwaniem i dążeniem całej społeczności lokalnej. Nie należy się więc obrażać, że rodzice walczą o swoje w sądach. Z kolei zaś ostatnia wypowiedź mera, że „środki zaoszczędzone dzięki reorganizacji zostaną zainwestowane w potrzeby i infrastrukturę uczniów tych szkół”, suponuje refleksję: skoro chcemy inwestować w potrzeby, to może nie warto reorganizować i burzyć, a wręcz przeciwnie — należy raczej realnie wpierać działania, skoro mają one być dla dobra uczniów tych szkół — komentuje Krystyna Dzierżyńska.
Walka o zachowanie szkoły trwa
— Przede wszystkim, jako mieszkańcom rejonu trockiego i przedstawicielom największej mniejszości narodowej na Litwie, jest nam bardzo smutno, że w tej dyskusji mówi się o nas w kategoriach problemu, presji czy obciążenia. Odnosimy wrażenie, jakby społeczność polska była dla władz samorządowych przeszkodą, którą najłatwiej „przekazać dalej”. Czujemy się w tej sytuacji niepotrzebni, odsunięci na margines, a nawet w pewnym sensie osieroceni. Samorząd powinien być domem dla wszystkich swoich mieszkańców, niezależnie od narodowości czy języka nauczania w szkołach. Tymczasem pojawia się poczucie, że zamiast dialogu i wspólnego szukania rozwiązań proponuje się formalne „oddanie” odpowiedzialności za nasze szkoły — mówi w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” Renata Krasowska, dyrektorka Gimnazjum im. Longina Komołowskiego w Połukniu.
Nie uważa ona, że jedne szkoły powinny być pod opieką Ministerstwa Oświaty, Nauki i Sportu RL, a inne pod opieką samorządów. — Należy stosować jeden i ten sam model zarządzania systemem oświaty. Czy mer rejonu trockiego oficjalnie zwrócił się z taką propozycją, czy jedynie zadeklarował ją ustnie — należałoby zapytać bezpośrednio w Ministerstwie Oświaty, Nauki i Sportu Litwy. Nie kwestionujemy prawa samorządu do reorganizacji szkół. Zwracamy jednak uwagę, że w podobnych sytuacjach stosowane są różne rozwiązania: jedne szkoły otrzymują wsparcie organizacyjne i finansowe, inne go nie otrzymują — kontynuuje Renata Krasowska.
Zaznacza, że walka o zachowanie szkoły trwa nie bez powodu. — Rozpoczęła się w 2022 r., kiedy władze rejonu trockiego podjęły decyzję o reorganizacji sieci szkół. od samego początku pojawiały się wątpliwości co do równego traktowania placówek, ponieważ spośród wszystkich szkół w rejonie do reorganizacji wytypowano cztery placówki o zbliżonej liczbie uczniów: dwa gimnazja i dwie szkoły podstawowe. Placówki z litewskim językiem nauczania zostały zreorganizowane w sposób minimalny — odebrano im jedynie dwie ostatnie klasy, zachowując ich status prawny. Natomiast szkoły z polskim językiem nauczania — Szkoła Podstawowa im. Andrzeja Stelmachowskiego w Starych Trokach i Gimnazjum im. Longina Komołowskiego w Połukniu — mające bardzo podobną liczbę uczniów, zostały obniżone do najniższego poziomu: odebrano im dwie ostatnie klasy i pozbawiono statusu prawnego. Z tego jasno wynika, że szkoły z polskim językiem nauczania są dyskryminowane i systematycznie zmuszane do likwidacji. Uważamy, że te działania prowadzą do stopniowej lituanizacji polskiej społeczności na Litwie. od 1 września ub.r. Szkoła Podstawowa im. Andrzeja Stelmachowskiego w Starych Trokach, która również przez kilka lat walczyła w sądach o swoje zachowanie, została zreorganizowana i usunięta z „mapy oświatowej Litwy”, stała się oddziałem Gimnazjum w Trokach. Na Litwie praktyka wskazuje, iż oddziały i filie szkół po kilku latach same zanikają, ponieważ wraz z utratą samodzielności organizacyjnej i finansowej stopniowo maleją liczba uczniów, zainteresowanie rodziców oraz możliwości prowadzenia pełnowartościowego procesu edukacyjnego i kulturalnego w języku mniejszości narodowej. W naszej ocenie proces ten nie był prowadzony w sposób w pełni sprawiedliwy. Społeczność ma prawo oczekiwać jednolitych kryteriów, szczególnie wtedy, gdy decyzje dotyczą tak wrażliwej sfery jak edukacja i przyszłość polskich dzieci — stwierdza dyrektorka Gimnazjum im. Longina Komołowskiego w Połukniu.
Negatywny wpływ na stosunki litewsko-polskie
Reorganizacja wspomnianych placówek oświatowych wywołała oburzenie wśród przedstawicieli Akcji Wyborczej Polaków na Litwie — Związku Chrześcijańskich Rodzin, którzy uznali tę decyzję za potencjalną dyskryminację przedstawicieli mniejszości narodowych.
Z inicjatywy przewodniczącego AWPL-ZChR, europosła Waldemara Tomaszewskiego, sprawa oświaty polskiej mniejszości narodowej była dyskutowana w Parlamencie Europejskim na posiedzeniu międzypartyjnej grupy ds. tradycyjnych mniejszości narodowych i językowych.
Na poziomie rządowym zauważono już, że decyzje władz rejonu trockiego negatywnie oddziałują na stosunki litewsko-polskie. Minister spraw zagranicznych RL Kęstutis Budrys stwierdził, że sytuacja w rejonie trockim negatywnie wpływa na stosunki dwustronne.
Na Litwie jest 63 szkół, w których językiem wykładowym jest język polski.
Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 07 (20) 11-27/02/2026

