Jego dorobek artystyczny to ponad 200 ról teatralnych i 100 filmowych. Swoistym uwiecznieniem jego 60-letniej pracy artystycznej i prezentem urodzinowym zarazem stały się dwa filmy mające premierę w 2025 r., których producentką była jego żona Beata Ścibakówna. Jeden z nich to dokument „Jan Englert. Spróbuję pofrunąć jeszcze raz” w reżyserii Macieja Dancewicza.
Drugim jest film fabularny pt. „Skrzyżowanie”, według scenariusza i w reżyserii Dominiki Montean-Pańków. Główną rolę reżyserka powierzyła Janowi Englertowi, który zgrał nestora rodu. Określenie „nestor”, w odniesieniu do Jana Englerta, abstrahując od tego, że skończył już 82 lata, zupełnie nie pasuje, tak jak i określenie „dziaders”. Aktor bowiem ma w dalszym ciągu młodzieńczą energię w sobie, czupurność młodego człowieka i nieprawdopodobną sprawność fizyczną. Ciekawie więc będzie zobaczyć, jak się objawi w filmie „Skrzyżowanie”, który zostanie pokazany 9 marca o godz. 18:30 w Domu Kultury Polskiej w Wilnie.
O filmie „Skrzyżowanie”
Film przedstawia historię 80-letniego emerytowanego lekarza Tadeusza, który wiedzie spokojne życie u boku żony Heleny. Po latach pracy w szpitalu pragnie cieszyć się starością i urokami domku z ogrodem, gdzie niedługo ma się odbyć wesele ukochanej wnuczki. Sielankowy klimat rodziny burzy jedno zdarzenie, które wywraca codzienność dojrzałego mężczyzny i uruchamia lawinę emocjonalnych komplikacji. Następstwem tego są zaskakujące decyzje.
Jak podkreślał aktor w licznych wywiadach, scenariusz filmu „Skrzyżowanie” był jednym z zaledwie trzech w ostatnich 20 latach jego życia, które go zainteresowały. „Wydał mi się bardzo literacki – nie nazywał rzeczy po imieniu, nie był zero-jedynkowy, natomiast stanowił próbę dotknięcia czegoś”. Przyznał, że pierwszy raz od dłuższego czasu poczuł, że ktoś napisał rolę dla niego, szczególnie że była to jego pierwsza główna rola od lat.

Zawodowa droga. Film
Choć przez znaczną część życia związał z teatrem, to uznanie i popularność przyniosły mu filmy. Zadebiutował jako 13-latek rolą łącznika „Zefirka” w filmie „Kanał” Andrzeja Wajdy. Oczywiście o aktorskiej jakości ikonicznego filmu stanowią Tadeusz Janczar i Wieńczysław Gliński, ale trzeba przyznać, że już jako dzieciak Jan Englert poradził sobie z rolą znakomicie. I szybko okazało się, że mamy do czynienia z wielkim talentem.
Jako niespełna 26-letni aktor w 1969 r. zagrał jedną z głównych ról w filmie „Sól ziemi czarnej” w reżyserii innego wybitnego reżysera, Kazimierza Kutza. Wcielił się tam w Erwina Malinioka i występował w tej roli również w kolejnej sfilmowanej wersji śląskiej trylogii o drugim powstaniu śląskim, w „Perle w koronie”. I dodajmy, że wyzwaniem, z którym aktor sobie poradził świetnie, była gwara śląska. Film okazał się sukcesem nie tylko wśród polskich fanów kina, lecz także za granicą. W 1970 r. „Sól ziemi czarnej” stała się oficjalnym polskim kandydatem do rywalizacji o Oscara w kategorii najlepszego filmu nieanglojęzycznego.
Jednak aktorski wizerunek na długie lata ukształtowała inna rola – niezmiernie przystojnego Zygmunta, młodego żołnierza Armii Krajowej, w kultowym już dziś serialu telewizyjnym „Kolumbowie”, na podstawie powieści Romana Bratnego, filmu z 1970 r. Serial w reżyserii Janusza Morgensterna opowiada o polskim ruchu oporu przeciw hitlerowskim okupantom. Głównymi bohaterami są dwudziestoletni chłopcy wplątani nagle w dramatyczną historię narodu i zmuszeni do podejmowania trudnych, wręcz tragicznych decyzji.
Wszystkie role młodych wojowników zostały zagrane wyśmienicie. Znakomite kreacje Władysława Kowalskiego, Karola Strasburgera czy Jana Englerta podbiły ówczesną widownię. W ocenie wielu krytyków najlepiej z tej obsady wypadł właśnie ostatni z wymienionych. Stanisław Dygat tak charakteryzował ten fenomen: „Byłem wtedy młodzieżą i spotykałem się z Kolumbami. Z tymi »prawdziwymi« z epopei Bratnego i z filmu Morgensterna też. Nie było wtedy Niemena ani Brigitte Bardot. Ani big-beatu, ani autostopu, ani podróży międzyplanetarnych. Nie było swobody poruszania ani swobody obyczajów. Była godzina policyjna, łapanki i huk salw karabinowych”. Filmem żyła cała Polska.
Jan Englert, będąc na fali popularności, kolejny raz został zatrudniony do produkcji przez Janusza Morgensterna. W 1972 r. zagrał w dramacie psychologicznym „Trzeba zabić tę miłość”, filmie o miłości dwojga maturzystów. Ona była odpowiedzialna i ambitna, on natomiast był lekkoduchem. Choć połączyło ich uczucie, wspólne życie okazało się dla nich zbyt dużym wyzwaniem. W tym filmie zagrali Jadwiga Jankowska-Cieślak i Andrzej Malec, a obok nich m.in. Władysław Kowalski, Barbara Wrzesińska i Jan Englert. Bohater naszego artykułu musiał zadowolić się drugim planem, ale wypadł jak zwykle bezbłędnie.
W serialu z roku 1976 opowiadającym o losach Polaków w czasie okupacji, „Polskich drogach”, znowu pod twórczym kierownictwem Morgensterna, Jan Englert stworzył postać barwnego inteligenta wyznającego honorowy system wartości. Wcielił się tam w rolę Jerzego. Na planie spotkali się wyśmienici aktorzy: Karol Strasburger (jako Władysław Niwiński), Kazimierz Kaczor (jako Leon Kuraś) i Beata Tyszkiewicz jako wdowa po kapitanie i kochanka Jerzego. Mimo że fabuła filmu była skupiona wokół dwóch głównych ról granych przez Strasburgera i Kaczora, to i tak filmowa postać Jerzego zapisała się w dorobku aktorskim na lata – poruszył nią najskrytsze emocje widzów i rozkochał w sobie wiele widzek.
Aktor kultowy
Ogromną popularność przyniosła Janowi Englertowi rola Rajmunda Wrotka w serialu Jana Łomnickiego „Dom”, który powstawał w latach 1988–2000, przedstawiającym losy mieszkańców stołecznej kamienicy w powojennej Polsce. Rajmund, przystojny inteligent i warszawski cwaniak, którego losy krzyżują się z mieszkańcami ulicy Złotej. Jest operatorem i reżyserem Polskiej Kroniki Filmowej, twórcą reportażu o strajku w Gdańsku w 1970 r., podejrzewanym o wywiezienie taśmy na Zachód – co stanowiło istotny wątek w fabule filmu. A prywatnie – nieustającym kobieciarzem. Polacy cytowali jego kultowe teksty z filmu, typu: „Kobieta jak gorączka. Trzeba z nią iść do łóżka”. Kiedy serial był emitowany w TV, pustoszały ulice miast i wsi…
Niezapomniana jest jego rola w „Katyniu” w reżyserii Andrzeja Wajdy – pierwszego i jedynego filmu fabularnego poświęconego zbrodni katyńskiej i kłamstwu, jakie przez wiele lat otaczało Katyń w PRL-u. Englert wcielił się tam w rolę Generała – postać identyfikowaną z Mieczysławem Smorawińskim, jedną z ofiar zbrodni katyńskiej. Generał do końca wierzy w pomyślne rozwiązanie przetrzymywanych w niewoli polskich oficerów. Dodaje im otuchy, podtrzymuje morale. „Oficer nie składa broni przed wrogiem, a jedynie przed samym sobą”. „Bez was nie będzie wolnej Polski” – mówi do dzielących los oficerów, zawodowych nauczycieli, inżynierów, lekarzy. Jego kreacja w tym filmie jest przejmująca. Miała też wymiar osobisty, gdyż bezpośrednio nawiązywała do losów jego własnego ojca.
Jego role filmowe były bardzo zróżnicowane, aczkolwiek warunki zewnętrzne predysponowały Jana Englerta do ról amanta. Przypisywanie tych cech często irytowało aktora, mawiał: „Chciałbym przestać być traktowany jako aktor konfekcyjny, to znaczy niezdolny do głębszych przeżyć ekranowych”, co udowadniał niejednokrotnie w wielu produkcjach filmowych. W wielu filmach grywał ludzi sympatycznych, prostolinijnych, honorowych i jednoznacznych, często owładniętych ideą walki lub szlachetną pasją.
Podobnie dbał o różnorodność wizerunków scenicznych w teatrze, który stawia w swojej pracy najwyżej: „Teatr jest ciągle miejscem, gdzie bywa się artystą”.
Jan Englert w teatrze. U boku mistrzów
Po ukończeniu Wydziału Aktorskiego PWST w 1964 r. zaczął grać zarówno na stołecznych scenach, jak i wystawianym w tamtym czasie na żywo Teatrze Telewizji. Na koncie ma 30 wyreżyserowanych spektakli przeznaczonych na mały ekran, co czyni go na tym polu rekordzistą. Jak kiedyś powiedział: „W przeniesieniach spektakli teatralnych do telewizji uważam się wręcz za specjalistę. Potrafię myśleć kamerą”.
Był aktorem teatrów warszawskich: Polskiego, Współczesnego i Narodowego od 1997 r., a w 2003 r. został szefem artystycznym warszawskiej sceny narodowej.
Debiutował rolą Camilio w „Psie ogrodnika” Lope de Vegi w reżyserii Romana Niewiarowicza w Teatrze Polskim. Zagrał na tej scenie jeszcze m.in. Piotra w „Miarce za miarkę” Wiliama Szekspira w reż. Aleksandra Bardiniego, Heliogabala w „Irydionie” Zygmunta Krasińskiego w reż. Jerzego Kreczmara czy Drinkwatera w „Nawróceniu kapitana Brassbounda” według powieści George’a Bernarda Shawa.
W roku 1969 r. Jan Englert przeszedł do Teatru Współczesnego kierowanego przez Erwina Axera. Zadebiutował tutaj rolą Mężczyzny w „Konflikcie” Jamesa Saundersa w reżyserii Jerzego Kreczmara. Zagrał też m.in. Leona Węgorzewskiego w „Matce” Stanisława Ignacego Witkiewicza w reżyserii Axera, Jermołaja Łopachina w „Wiśniowym sadzie” w reżyserii Macieja Prusa czy Gustawa w „Dziadach kowieńskich” Adama Mickiewicza w reżyserii Jerzego Kreczmara.
Wspinał się po drabinie zawodowej i z czasem sprawdził się też jako reżyser.
Reżyseria teatralna
Od końca lat 70. Englert zajmował się także reżyserią. Zafascynowany klasyką, najchętniej inscenizował dramaty polskich romantyków. Dla Teatru TV zrealizował wiele dramatycznych tekstów, np.: „Irydiona” (bardzo rzadko grywany utwór sceniczny Zygmunta Krasińskiego), „Kordiana” Słowackiego czy „Dziady” Mickiewicza, powierzając główne rolę swojemu uczniowi Michałowi Żebrowskiemu. Pokazane w dwóch częściach „Dziady” wywołały potężną dyskusję, wykraczającą nawet poza środowisko teatralne, o tym, jak współcześnie czytać i interpretować teksty romantycznej klasyki tak, by trafiły do młodych.
Jan Englert lubił pracę z młodymi, nie tylko na scenie teatru, także w szkole. Uczenie zawodu dawało mu ogromne zadowolenie. Od 1980 r. był wykładowcą w PWST w Warszawie, w latach 1981–1987 pełnił funkcję dziekana wydziału aktorskiego i trzykrotnie był rektorem tej uczelni (1987–1990, 1990–1993, 1996–2001). Za swoje największe osiągnięcie w tym czasie uważa odbudowanie Collegium Nobilium, teatru szkolnego w miejscu, gdzie w XVIII w. istniała scena ojców pijarów. Był inicjatorem odbywającego się tam Międzynarodowego Festiwalu Szkół Teatralnych. „Pracę pedagogiczną smakuję z całym upodobaniem” – mawiał. „Daje mi ona satysfakcję Pigmaliona. Żadna moja rola nie sprawiła mi takiej radości, jak udany debiut pod moim kierunkiem młodego człowieka, studenta”.
Jan Englert prywatnie
Był dwukrotnie żonaty. Pierwsze małżeństwo nie przetrwało – przez ponad 30 lat był mężem aktorki Barbary Sołtysik, z którą ma troje dzieci: Tomasza oraz bliźniaczki Katarzynę i Małgorzatę. W swojej biografii „Jan Englert. Bez oklasków” (aut. Kamila Drecka) wspominał: „Byłem mocno zajęty w filmie, w teatrze, a potem jeździłem po świecie ze spektaklami. Kiedy dzieci dorastały, nie uczestniczyłem w ich problemach (…). Naprawdę nie umiem się z tego rozgrzeszyć”.
Rozgrzeszyła go jednak Barbara. I tak podsumowuje swoje małżeństwo z Janem w „Agorze”: „Wtedy byliśmy jeszcze młodzi, uważaliśmy, że warto żyć tylko 33 lata. (…) Niestety, poza teatrem mieliśmy zupełnie inne zainteresowania. I inne wartości. On chciał być zawsze ceniony, a ja – lubiana. I udało się nam. (…) Ja mam mnóstwo przyjaciół, on był świetnym rektorem szkoły teatralnej w Warszawie, a teraz doskonale zarządza Teatrem Narodowym. Nasze drogi się jednak rozeszły”.
Barbarę Sołtysik i Jana Englerta można było jednak jeszcze długo oglądać w serialu „Dom”. Małżonkowie grali tam kochanków. Ich filmowy romans skończył się wraz z powrotem na ul. Złotą męża filmowej Bawolikowej – Kostka. Aktorzy spotykali się na planie tej produkcji aż przez 20 lat. Ostatni odcinek serialu wyemitowano w 2000 r., już po ich rozwodzie.
Jan Englert rozwiódł się z Barbarą Sołtysik po 33 latach małżeństwa i związał z Beatą Ścibakówną. Ich relacja wywołała poruszenie, ponieważ ona była jego studentką i była o 25 lat młodsza. Budziło to kontrowersje, szczególnie w artystycznej społeczności. Mimo przeciwności stworzyli udany związek i do dziś tworzą jedną z najpiękniejszych par w polskim show-biznesie.
Szczęśliwi, zgodni i wspierający się. Mają wspólną córkę Helenę, która dziś jest aktorką tak jak jej rodzice. Jest opisywana jako silna, niezależna i ambitna. I choć podkreśla, że rodzina jest dla niej „święta” i znanych rodziców się nie wyprze, to stawia na własny rozwój. Chce budować własną tożsamość artystyczną i jak mówi: „idzie po swoje”. Choć geny artystyczne są nie do przecenienia – po matce, wuju, rodzonym bracie ojca – aktorze i reżyserze Macieju Englercie, no i po wybitnym ojcu.
Jan Englert jako aktor jest wszechstronny (gra role dramatyczne, komediowe) i jest w tym nieprawdopodobnie techniczny. Jego gra charakteryzuje się ogromną precyzją, doskonałą dykcją i głębokim zrozumieniem tekstu. Jest charyzmatyczny. Jego obecność na scenie lub ekranie jest magnetyczna. Jest obdarzony charakterystycznym niskim głosem, którym uwodzi.
Bardzo ostro i krytycznie ocenia młode pokolenie aktorów w odniesieniu do udziału w reklamach oraz sposobu, w jaki podchodzą do zawodu, nie ma litości dla amatorów i chałturzenia. Krytykuje również kulturę bezwstydnego „obnażania się” w mediach społecznościowych. Sugeruje, że młodzi aktorzy często nie mają solidnego warsztatu, a „ilość wygrywa z jakością”.
| Jan Englert z wiekiem stał się dojrzałym, refleksyjnym i przenikliwym obserwatorem życia, co możemy zobaczyć w ostatnim filmie z jego udziałem – „Skrzyżowanie”, który zostanie wyświetlony 9 marca (poniedziałek) w Domu Kultury Polskiej w Wilnie. Po pokazie odbędzie się spotkanie z aktorem Janem Englertem oraz reżyserką i scenarzystką Dominiką Montean-Pańków. Organizatorzy serdecznie zapraszają na to wyjątkowe spotkanie. |
Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 09 (26) 07-13/03/2026




