Z wiarą przez życie

Poznawanie Boga jest sensem mego życia – na tej drodze uczę się pokory‚ jakże mi niezbędnej! – to motto życiowe Krystyny Tyszkiewicz, wilnianki z urodzenia, obecnie mieszkanki Nowego Jorku, artystki wokalnej.

KrystynaTyszkiewicz
| Fot. FB

Zanim udamy się w tę życiową podróż, chciałabym zapytać o początki, o czas dzieciństwa. Co jest dla ciebie najpiękniejszym, najważniejszym wspomnieniem?

Najpiękniejszym wspomnieniem z mego dzieciństwa, wciąż we mnie tkwiącym, są krajobrazy wileńskie: lasy, jeziora, pachnące łąki i wody Bałtyku. Odkrywanie piękna przyrody, poczucie lekkości, spokoju, tajemniczości, siły i delikatności. Zachwycałam się różnorodnością kolorów, zapachów, dźwięków, ciszy i cudownej harmonii, owianej promykami słońca, ciepła, powiewu wiatru. To wszystko powodowało, że czułam się oczarowana współgraniem wszystkich tych elementów. Było w tym poczucie wolności i przynależności do czegoś, czego się nie da ogarnąć umysłem. Tego wszystkiego brakuje mi w Nowym Jorku, gdzie teraz mieszkam. Nie doznałam nigdy podobnych emocji nawet w tak pięknych krajach, które odwiedzałam, jak Australia czy wyspiarska Grecja, gdzie mieszkałam przez parę lat.

Do najważniejszych wspomnień z dzieciństwa zaliczam bezgraniczną i bezwarunkową miłość do mojej młodszej o dziewięć lat siostry Beaty. Bardzo nostalgicznie wspominam te beztroskie chwile pochłonięte kreatywnością, wyobraźnią, spontanicznością a także poznawaniem i doświadczeniem rzeczywistości z perspektywy starszej siostry. Towarzyszyła nam radość, było dużo śmiechu i śpiewu. Stworzyłyśmy nawet kiedyś duet, śpiewając na jednym ze szkolnych koncertów.

Również moje lata szkolne dawały mi wiele okazji do rozwoju w kierunku artystycznym, jako odskoczni od szarej, smutnej szkolnej i codziennej rzeczywistości, w której często czułam się zagubiona, niezrozumiana, niepewna siebie, borykająca się ze strachem i dziwnym poczuciem braku przynależności. To były trudne chwile do udźwignięcia, więc niezbędne było to coś, aby móc przetrwać. Tym czymś dla mnie były właśnie teatr, muzyka, czytanie bajek, śpiew i sztuka. Właśnie te formy zaangażowania przyczyniły się do cudownych chwil mego dzieciństwa.

To twoje zamiłowanie do sztuki, teatru, filmu nie przeminęło. Wybór kierunku studiów był oczywisty. Wyjechałaś do Polski na studia. To było ambitne wyzwanie, bo przecież statystyki przyjęć na studia aktorskie raczej nie zachęcają.

Wyjazd do Polski na studia był dla mnie darem losu, za który jestem bardzo wdzięczna. To była wspaniała przygoda. Ukończyłam Akademię Teatralną im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie, wydział aktorski. Nigdy nie miałam wątpliwości co do wyboru mego zawodu. Co prawda nie miałam wielkiego wsparcia ani ze strony większości nauczycieli, ani rodziców. Odciągali mnie od tego pomysłu jak mogli, zachęcając perspektywą innych bardziej stabilnych zawodów. Jednak nikt i nic nie mogło mnie wtedy zatrzymać.

Wiedziałam, jakie trudności łączą się ze zdawaniem na ten kierunek, ale ja nie miałam wątpliwości. Wiedziałam, że będę próbować do samego końca. Pamiętam naszą kochaną panią Apolonię Skakowską, która czule się nami – potencjalnymi kandydatami na studia w Polsce – opiekowała, dodawała nadziei i entuzjazmu. Były przesłuchania wstępne wszystkich kandydatów do szkoły aktorskiej pod kierownictwem Zbigniewa Maciejewskiego w Wilnie. Zaliczyłyśmy je trzy: Alina Masztaler, Teresa Suchodolska i ja.

Egzaminy wstępne do akademii zdawałam z opóźnieniem. Była zwołana komisja egzaminacyjna na czele z ówczesnym rektorem, Janem Englertem. To były niezapomniane chwile. Zostałam przyjęta na pierwszy rok, na okres próbny, pod warunkiem że nadrobię wszystkie zaległości w literaturze (istniała bowiem różnica w systemie edukacyjnym w Polsce i na Litwie), a także wyeliminuję akcent wileński. Bo mowa w poprawnym języku, bez naleciałości i akcentów, jest podstawą wykonywania tego zawodu. Zabrałam się więc do roboty. Miałam ogromne wsparcie ze strony profesorów przesiąkniętych nostalgią do Kresów i ciepłe, przyjazne potraktowanie ze strony studentów.

Dzięki Bogu dostałam się na drugi rok. I potem ukończyłam uczelnię. To były najpiękniejsze chwile mego życia. Pokochałam Polskę całym sercem. Byłam bliżej rodziny mieszkającej w Polsce. Dużo i długo można by było pisać o mych przeżyciach i doświadczeniach tych lat. Zaliczyłam pracę magisterską tuż po pracach dyplomowych. Dostałam propozycję zagrania w Teatrze Komedia w Warszawie, równolegle miałam gościnne występy w Teatrze Powszechnym w Radomiu, zagrałam w serialu telewizyjnym „Czterdziestolatek 20 lat później”, pod opieką mojej kochanej prof. Anny Seniuk, a także jako studentka udzieliłam głosu Nali z „Króla lwa”, produkcji Disneya, i w kilku innych rolach dubbingowych.

Te studia dały mi możliwość spotkania takich legendarnych osobowości, jak: Tadeusz Łomnicki, Ryszarda Hanin, Andrzej Wajda, wspomniana Anna Seniuk, Jan Englert i wiele innych wspaniałych aktorów i dyrektorów teatralnych.

Następnie był wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Tam współpracowałam na początku z Polskim Instytutem Teatralnym, któremu przewodziła pani Nina Polan (Janina Katelbach), która nieustannie mnie wspierała i motywowała, abym kontynuowała pracę w tym zawodzie, wbrew wszystkim przeciwnościom. Ona była tym światłem przewodnim i inspiracją podczas mego pobytu za granicą. Potem zagrałam w „The Melting Pot” w reż. R. Kalfina, zagrałam rolę baronessy Revendal. To była niesamowita przygoda współpracy z amerykańskimi aktorami. Potem był wyjazd na Cypr i współpraca z Polonią cypryjską, tam też grałam w teatrze cypryjskim i serialach telewizyjnych, śpiewałam utwory jazzowe na występach dla przyjemności i wolnych chwilach.

Jednak w moich planach jest powrót na Litwę, za którą bardzo tęsknię. Mam marzenie grać na rodzimej scenie z naszymi artystami, których znam i których cenię.

Czytaj więcej:Noworoczny Polski Teatr „Studio” — „Rozmowa między słowami”

„DANGEROUS LIAISONS” („Niebezpieczne związki”), z Emily St. Germain
| Fot. FB

Życie, zarówno zawodowe, jak i prywatne, to niekończące się pasmo decyzji. Optymiści wierzą, że każda decyzja prowadzi do zmiany na lepsze, bo każda zmiana jest czymś wartościowym. Co o tym sądzisz?

Zgadzam się z tym, że każda zmiana oferuje nam jakieś nowe doświadczenia. Każdy z nas kreuje swoją wyjątkową rzeczywistość. Przecież mamy cenny dar dany nam przez Boga – prawo wyboru, czyli wolną wolę. Każda decyzja pociąga za sobą określone konsekwencje, za które ponosimy odpowiedzialność. Sądzę, że jeżeli podejmujemy decyzje, stawiając Boga na pierwszym miejscu, to zmiany będą zawsze na lepsze. To nie znaczy, że zgodne z naszym osobistym, powierzchownym widzeniem tej sprawy i wymarzonym rezultatem. Każda zmiana jest wartościowa, jeżeli prowadzi w ostateczności do realizowania cennych wartości duchowych w naszym życiu.

Co Cię wzmacniało, dodawało sił – czy to była wiara, o której tak pięknie mówisz?

Wzmacniały mnie otwarte serce bliźniego, serdeczność drugiego człowieka jego dobroć, wsparcie i zrozumienie, wiara w opatrzność Boga.

Jakie znaczenie ma Bóg w twoim życiu?

Bóg jest obecny w każdej cząstce naszego wszechświata. Bóg jest naszym stwórcą. Wszystko i każdy jest wypełniony obecnością Boga. Bóg jest miłością bezwarunkową i niczym nieograniczoną. Naszym celem i zadaniem jest pokochanie Boga, opierając się na tajemnicy wiary i wypełnienia naszego serca wdzięcznością za cudny dar życia, za każdy oddech, za wszystko, co posiadamy, za to, co było, co jest i co będzie z woli Boga naszego. Powinniśmy dążyć do prostoty, czystości, radości duchowej, do wypełnienia naszych serc miłością do bliźniego i do Boga. Powinniśmy ciągle pracować nad swoim przygotowaniem odejścia z tego świata z czystym sumieniem, w czasie określonym przez Boga dla każdego z nas. Ciągle musimy pamiętać, że jesteśmy tu na krótko i powinniśmy wykorzystać czas dany przez Boga na pracę duchową.

Czy mogłabyś podać przykład z życia, kiedy jego obecność dawała Ci siły?

Obecność Boga dawała mi siły w sytuacjach, kiedy byłam bezradna. Kiedy działałam w intencji pomocy i służenia bliźnim w potrzebie.

Czasem wystarczy jedna chwila, aby życie powaliło nas na kolana, a wtedy możemy albo poddać się, albo iść niezłomnie dalej. Wtedy też wielu z nas zaczyna zastanawiać się nad sensem swojego życia. Wielu powierza swoje sprawy sile wyższej…

Podążanie za Bogiem nie jest łatwe, ale ma ogromny sens – na tej drodze, z każdym najmniejszym krokiem, rośniemy jako człowiek. Czas, który spędzamy tu na ziemi, to prawdziwa lekcja życia. Takich lekcji było wiele w moim życiu, za które jestem wdzięczna. Jedna z nich – unikanie osądzania innych, opierając się na powierzchownych wskaźnikach zewnętrznych. Nie spieszyć się z wyciąganiem wniosków zbyt wcześnie. Najlepiej nigdy i nikogo nie osądzać i skupić się na własnych błędach. Inną ważną lekcją jest ta, aby zaufać, że Bóg ma dla mnie lepszy plan na moje życie niż moje naleganie i ograniczone zrozumienie rzeczywistości.

Czytaj więcej: „Uczuć się nie redaguje”. Wywiad z Rafałem, młodym poetą, który tropi szczęście

Każdy z nas jest osobną historią, na swój sposób realizuje własne powołanie. Wierzący ma Boga, Ewangelię i modlitwę, z których może czerpać siłę.

„Jezu, Ty się tym zajmij”, podobnie jak: „Jezu, ufam Tobie”. To są dwie najkrótsze modlitwy, a zawierają w sobie tyle treści. Miłość, oddanie, zaufanie. Ogrom wiary. Ja wiem, że modlitwa wielokrotnie prostowała moje ścieżki.

Czy dla Ciebie modlitwa jest ważna?

Modlitwa jest moim pożywieniem duchowym. Bez modlitwy powracają smutek, zagubienie, samotność, strach, pustka i wątpliwości. „Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami”, wypowiedziane z pokorą, pokutą, bólem, łzami i miłością do Boga, ma siłę oczyszczenia i wypełnia serce miłością i duchowym natchnieniem. Zwłaszcza w tych trudnych czasach powinniśmy oprzeć się na modlitwie. Bóg zawsze pomaga tam, gdzie nie wystarcza sił człowieka. Podziękujmy Bogu. Módlmy się za wszystkich cierpiących fizycznie i duchowo. Modlitwa jest naszą więzią z Bogiem. Módlmy się z całego serca i z wiarą. Przykładów na cudowną moc modlitwy również u mnie jest wiele. Przeżywam życie bez fajerwerków, duchowych bombonierek. Jednak wszelkie niepowodzenia i zmartwienia, jakie mnie spotkały, traktuję jako najlepsze lekcje.

Za co jesteś wdzięczna w życiu?

W życiu jestem wdzięczna za wszelkie trudności, jakie mnie spotkały, bo zbliżyły mnie w drodze do Boga. Nauczyły mnie pokory. Dzięki trudnym relacjom uczyłam się tolerancji i zrozumienia potrzeb innych.

Rozmawiamy ze sobą w bardzo ciężkim czasie, ciężkim dla całego świata, ale szczególnie dla naszej części Europy. Wojna w Ukrainie przeraża wszystkich. Jak Ty to odbierasz? Jakie nastroje panują w twoim sercu?

Cały świat jest zaniepokojony obecną sytuacją. Nie możemy pozostawać obojętni, bo to dotyczy nas wszystkich. Jesteśmy jedną wielką rodziną. Wszyscy jesteśmy tacy sami w obliczu Boga. Módlmy się za pokój na całym świecie. Modlitwa może pomoc w zwalczaniu zła. Módlmy się za tych, co mają władzę i siłę destrukcji, aby Bóg ich zatrzymał, zanim dojdzie do całkowitego zniszczenia. Szczególnie dzisiaj potrzeba nam Bożego Ducha. Ducha Jezusa Zmartwychwstałego, aby prawdziwie przemieniał nasze oblicza i serca, aby kruszył w nas zasianą nieufność, wrogość i nienawiść. W obliczu wojny dodawał siły. O to będą modlić się katolicy i prawosławni w te najważniejsze święta naszych religii.

Czytaj więcej: Dialog sztuki z technologią. Rozmowa z Ivoną Tau

Czego chciałabyś życzyć swoim rodakom z okazji Świąt Wielkanocnych?

Chciałabym życzyć wszystkim Wilniukom i wszystkim litewskim Polakom, moim kochanym rodakom – dużo zdrowia, miłości, radości duchowej, spokoju, wiary, nadziei, duchowego ubogacenia i opatrzności Bożej. Niech radość Wielkanocy napełni nasze serca nadzieją i obfitością łask od Chrystusa Zmartwychwstałego.


Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 16(47) 23-29/04/2022