„Uczuć się nie redaguje”. Wywiad z Rafałem, młodym poetą, który tropi szczęście

Czy 17-latek może być poetą? Czym jest dotyk przyjemniejszy od sowy? Czy sztuka w internecie to wciąż sztuka? Na te i inne nurtujące pytania odpowiada maturzysta Rafał Szipkowski, który napisał do „Kuriera Wileńskiego” z prośbą o udostępnienie jego wierszy.

Wiersze okazały się być na tyle interesujące pod względem brzmienia i języka, że wkrótce pytania o interpretację i historię przerodziły się w wywiad.

Reklama
Rafał Szipkowski obejmuje drzewo.
Młody mieszkaniec Kowalczuk nie kryje zacięcia filozoficznego
| Fot. archiwum rozmówcy

Początki i plany

Wiersze publikujesz od niedawna. A od kiedy je piszesz?

Piszę wiersze od dzieciństwa, od klas początkowych — ale było to okresowe. Raz pisałem więcej, raz mniej. Na poważnie piszę od niedawna. Piszę też piosenki, choć to też rodzaj poezji.

Co cię popchnęło do pisania wierszy?

Wiersze zacząłem pisać gdy musiałem przygotować przemówienie na egzamin z języka polskiego. Wybrałem temat o Krzysztofie Kamilu Baczyńskim. Przeczytałem kilka jego wierszy i poczułem pewną bliskość myśli. On też był młody i to wystarczyło, aby mnie natchnąć. I od tamtego czasu piszę.

Masz 17 lat i czeka Cię matura. Masz plany, co po niej?

Nie myślałem jeszcze o tym — na pewno nie chciałbym porzucać twórczości. Byłoby dobrze, gdyby mój zawód był związany z twórczością, ale nie stawiałbym jeszcze wszystkiego na jedną kartę.

Interesuje mnie historia i matematyka.

Najwięcej piszę obecnie o stanie wewnętrznym, ale historia też ma na niego wpływ. Kto wie, może kiedykolwiek będzie ściślej przeplatała się z moją pasją.

Czytaj więcej: Matura z języka polskiego: wybór maturzystów zaskoczył

Szukając znaczeń

Wiersze podpisujesz jako Kazimierz Jan Gerald Jama. Skąd taki przydomek?

To częste pytanie. Zawsze chciałem mieć więcej niż jedno imię, wydawało mi się to takie wyniosłe. Każde imię jest dla mnie bliskie i ma znaczenie. Kazimierz to patron Litwy, Jan był najbliższym apostołem Jezusa, a Gerald…

To nawiązanie do ulubionego filmu dzieciństwa, o wiedźminie Geralcie. Nie pamiętałem, że imię wiedźmina różni się o literę, ale postanowiłem pseudonimu już nie zmieniać.

A Jama?

To był stan duchowy w momencie, gdy zacząłem pisać. Było mi ciężko, jakbym był w jamie. I to zostawiło ślad na moim pseudonimie.

W jednym z twoich wierszy padają takie słowa: „kiedy już nastanie moment/ by się cieszyć/ kiedy już pozwolisz sobie być szczęśliwym/ czasu mało, muszę się spieszyć”. Maluje to smutny obraz…

Wcale nie chodzi w tym o smutek, chociaż każdy ma prawo do swojej interpretacji. Ludzie odkładają szczęście na jutro — gdy rozmawiałem z przyjacielem, wymieniał mi, co musi zrobić, aby wreszcie być szczęśliwym. W końcu go zapytałem „a co zrobiłeś dzisiaj, aby pójść spać z uśmiechem na twarzy?”.

Co odpowiedział?

Zamyślił się. Nie odpowiedział nic, ale dał mi do myślenia, jak bardzo traktujemy szczęście jako cel, a nie jak naturalną część życia.

W tym wierszu zaznaczam, że muszę się spieszyć do szczęścia. Jeśli odłożę bycie szczęśliwym na jutro, ostatecznie nigdy nie zdążę.

Jak myślę, tak piszę

Rafał Szipkowski siedzi i czyta.
Maturzysta pisze w sposób charakterystyczny dla Wileńszczyzny — przelewa niesterylnie myśli na papier
| Fot. archiwum rozmówcy

Twoje wiersze są napisane w sposób charakterystyczny dla Wileńszczyzny. Są tam kalki językowe, czasem specyficzne wyrażenia. Uważasz to za wadę?

Nie jest to wada — po prostu tak rozmawiam, tutaj wszyscy tak mówimy. Taka specyfika regionu. Gdy piszę, chcę przelać siebie na papier — mogę czasem nie zauważyć, że któreś wyrażenie nie występuje w języku ogólnopolskim. Wczuwam się i ostateczny wiersz brzmi tak, jak moje myśli. Tak, jak czuję — a uczucia trudno się redaguje, prawie w ogóle.

A fragment „dużo myślę o tobie, dusza wciąż ciebie pragnie”? Wiersz ten dedykowałeś komuś konkretnemu?

To wiersz pisany bardzo dawno temu, emocje już są bardzo odległe. Pamiętam tylko, że pisałem go o trzeciej w nocy. To mogło być wołanie do wolności, ale nie chcę narzucać interpretacji.

W 2019 roku uczestniczyłeś w pielgrzymce śladami prałata Józefa Obrembskiego. Jesteś zatem osobą wierzącą?

Jestem. Bóg jest moim przyjacielem i autorytetem. Staram się w związku z tym uczestniczyć aktywnie w życiu religijnym. Między innymi jestem członkiem Ruchu Światło-Życie. Jestem animatorem i mam grupkę młodzieży, z którą staramy się razem doskonalić i szukać odbudowy duchowej.

Nic na szybko

Znalazłem tylko trzy twoje wiersze…

Opublikowałem póki co tylko trzy, choć mam ich niemało — staram się nie spieszyć, poprawiać, rozważać. W planach mam opublikowanie jeszcze kilku, na próbę. Skupiam się też na pisaniu piosenek, czasowo trudno wszystko na raz połączyć.

Na początku kwarantanny zacząłem prowadzenie małego projektu muzycznego. W trakcie zrobiłem przerwę aby poprawić jakość — i piosenek, i wierszy. Na pół roku przepadłem.

Okazało się, że w czasie przerwy zainteresowanie znajomych moją twórczością spadło, nie udało się w pełni odbić po powrocie. Znajomi po takim czasie już nawet nie pytali. Była to jedna z moich pierwszych lekcji, że jeśli chcę podtrzymać zaciekawienie i własną motywację, nie mogę robić przerw — dlatego w planach mam wzięcie się za poezję „na poważnie”. No i za gitarę.

Rafał Szipkowski gra na gitarze.
Rafał również gra na gitarze i niewykluczone, że zaskoczy wkrótce autorskim projektem
| Fot. archiwum rozmówcy

Gitarę? A długo grasz?

Od sierpnia 2019 roku. Jestem samoukiem. Co prawda mam za sobą szkołę muzyczną, ale ze specjalizacją gry na akordeonie — dało mi to solidne podstawy teoretyczne. Nie chciałem jednak grać na akordeonie w dalszym ciągu, nie odnalazłem siebie w nim.

Trudno pod akordeon jest pisać poezję. Nie mam jeszcze takiego doświadczenia, więc przerzuciłem się z poezją na gitarę.

A dlaczego napisałeś właśnie do „Kuriera Wileńskiego”?

Była to dla mnie naturalna myśl. Polska gazeta, znana na Wileńszczyźnie, dużo słyszałem o „Kurierze” wcześniej. Napisałem też do TVP Wilno — udostępnili moje wiersze, było mi bardzo miło.

Gdy pisałem, na pewno nie spodziewałem się propozycji wywiadu. Nie wiedziałem na początku, jak na to reagować — ale pomyślałem, że trzeba łapać wiatr w żagle, póki wieje.

Ziarnko do ziarnka

Nie sprecyzowałeś wcześniej — dużo masz już na koncie wierszy?

Poważnych czy takich pisanych dla praktyki? (śmiech)

Jeśli tych pierwszych, to z dziesięć. Na pewno będzie ich więcej, póki co to jest tylko pierwiastek tego, co chciałbym wyrobić. Nie wiem, czy liczba jest tutaj ważna.

Póki co o swoich wierszach rozmawiam z najbliższymi — z mamą, dziewczyną. Czasem pytają mnie, co dokładnie w poszczególnych fragmentach miałem na myśli. A ja nie zawsze pamiętam, bo piszę pod wpływem chwili (śmieje się).

Na przykład w których fragmentach?

„Dotknij mnie tak delikatnie/ Swą ręką przyjemną jak sowa”. Mój brat powiedział, że ta „sowa” została podstawiona tylko dla rymu. Wiadomo, ta krytyczna uwaga trochę mnie zasmuciła, a to miało swoje znaczenie.

To moje osobiste skojarzenie. Dziewczyna opowiadała mi, że głaskała sowę i ta sowa w dotyku była bardzo przyjemna.

Gdy pewnego wieczora wzięła mnie za rękę, powiedziała, że to jest przyjemniejsze niż sowa. Ten wiersz był dedykowany dla niej, stąd ta wiązanka skojarzeń — dotyk przyjemny jak sowa. Ciepły i czuły.

Nie myślałeś, aby dołączyć do kółka lub jakiegoś stowarzyszenia poetów?

Nie myślałem o tym, zawsze byłem przekonany, że takich towarzystw na Litwie nie ma. Teraz będę musiał nad tym się zastanowić.

Swoistym kołem poetyckim mógłby być Instagram. To jednak nie to samo. Po prostu czytamy jeden drugiego i „stawiamy lajki”. To grono takich samych online-poetów. Gdy oznaczyłem swoje wiersze hasztagami typu #wiersz #poezja, to znajdowali je inni użytkownicy, czytali. W ten sposób nawiązywałem „znajomości poetyckie”.

Czytaj więcej: Mosty Poetyckie – Międzynarodowy Festiwal Poezji w Sieci

Sztuka w XXI wieku

Hasztagi pod wierszem, wywiad przez internet… Trochę cyfrowa ta sztuka.

Wiersza Rafała Szipkowskiego.
Wiersze Rafała Szipkowskiego
| Graf. Ignacy Skrobia-Jaworski

Nie wiem, czy można mówić o sztuce cyfrowej — cyfra, internet to tylko medium. Sztuka zawsze wychodzi od człowieka, to on ją tworzy i interpretuje.

Powiedziałbym, że po prostu dziś jest łatwiej w świecie sztuki się poruszać, ale nie nazwałbym tego „sztuką cyfrową”, bo ona nie rodzi się w internecie, a przez niego tylko płynie.

W internecie jest dużo wierszy. Nie czujesz się zasypany i niedoceniony w wielkiej sieci?

Ludzie sami odsiewają, co im się podoba, a co nie. Nie można powiedzieć, że któryś wiersz jest zły, a któryś dobry. Po prostu mój wiersz może nie być dla kogoś, a czyjś wiersz może nie być dla mnie. To bardzo osobisty rodzaj twórczości.

Dzisiejsze czasy dają możliwość każdemu wyjść ze swoją sztuką z pokoju do innych ludzi. Myślę o tym w pozytywnych kategoriach — każdy ma głos.


Każdy może poczytać

Rafał publikuje wiersze pod przydomkiem Kazimierz Jan Gerald Jama. Jego twórczość można poznać na profilu na Instagramie, a także na profilu na YouTubie, gdzie wykonuje autorskie piosenki.

Młody rozmówca zapowiedział, że to dopiero początek i planuje mieć bardziej pokaźne portfolio, którym będzie mógł się pochwalić.

Czytaj więcej: Poezja jest stale obecna na Wileńszczyźnie