Wybory to delikatna sprawa

W Korei Południowej 3 czerwca odbyły się wybory. Planowo miały to być wybory samorządowe, ale towarzyszyły im wybory uzupełniające do jednoizbowego parlamentu – Zgromadzenia Narodowego. Zgromadzenie Narodowe liczy 300 posłów, a wybierano nowych 14 – z okręgów jednomandatowych, w których albo mandaty wygasły, albo posłowie zrezygnowali na rzecz udziału w wyborach samorządowych. Jedno miejsce w parlamencie trzeba było uzupełnić, gdyż poseł Lee Jae-myung został w 2025 r. prezydentem kraju.

Wyniki wyborów nie były zaskakujące – wygrała liberalna Partia Demokratyczna, zachowując zarówno delikatną większość w Zgromadzeniu Narodowym, jak i zdobywając najlepszy wynik w wyborach lokalnych (wybierani byli merowie metropolitarni, gubernatorowie prowincji, merowie miast, radni prowincji i radni powiatów); na drugim miejscu uplasowała się konserwatywna Partia Władzy Ludowej. Bez merów miast pozostała Partia Postępowa, a dwóch merów wprowadziła nowa Partia Odbudowy Korei.

I chociaż, zdawałoby się, wyniki nie przyniosły niespodzianek, to po wyborach wybuchło niezadowolenie obywateli, które doprowadziło do dymisji przewodniczącego Narodowej Komisji Wyborczej oraz jej sekretarza generalnego. Obywatele zaczęli żądać ponownych wyborów, mając ku temu mocne argumenty. Przede wszystkim poszło o brak kart wyborczych. Okazało się, że Narodowa Komisja Wyborcza wydrukowała karty dla jedynie połowy zarejestrowanych wyborców – szacując, że tyle wystarczy, zważywszy na aktywność podczas wcześniejszego głosowania. Okazało się, że nie wystarczyło.

Dużą kontrowersją jest także to, że Korea Południowa – jako jedyny kraj w Azji Wschodniej – zezwala na głosowanie w wyborach samorządowych obcokrajowcom. Wśród uprawnionych do głosu ponad 80 proc. stanowią obywatele Chińskiej Republiki Ludowej, co prowadzi do obaw Koreańczyków o ingerencję sąsiada w wybory.

Kolejnym problemem było to, że media podały wyniki exit poll, czyli ankietowania wyborców, o godz. 18:00 czasu lokalnego, kiedy dziesiątki tysięcy ludzi stały w kolejkach do lokali wyborczych – co także poskutkowało oskarżeniami o manipulacje.

Co ciekawe, walczący o swoje prawo do oddania głosu Koreańczycy porządkują po sobie miejsca protestów, podkreślają, że nie walczą przeciw komuś – a tylko o uczciwe, przejrzyste wybory (nie przez internet – takich nie chcą).


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 23 (65) 13-19/06/2026