Brenda Mazur: Czy ten przerażający nas cholesterol jest naszym wrogiem? I po co organizmowi jest potrzebny?
Dominika Širvienė: Absolutnie nie jest wrogiem. Cholesterol jest niezbędny do życia. To naturalny składnik błon komórkowych, z niego powstają hormony płciowe, kortyzol, witamina D oraz kwasy żółciowe, które umożliwiają trawienie tłuszczów. Problemem nie jest sam cholesterol, lecz jego nadmiar we krwi – szczególnie frakcji LDL, która może odkładać się w ścianach tętnic i prowadzić do rozwoju miażdżycy.
Dlatego warto pamiętać, że cholesterol nie jest „dobry” ani „zły”. To substancja potrzebna organizmowi. Mówimy raczej o różnych lipoproteinach transportujących cholesterol LDL, którego nadmiar zwiększa ryzyko sercowo-naczyniowe, oraz HDL, który uczestniczy w transporcie zwrotnym cholesterolu.
Czy istnieje jedna „prawidłowa” wartość cholesterolu dla wszystkich? Czy może jest zależna od wieku, płci i stanu ogólnego zdrowia?
Nie. Współczesna medycyna odchodzi od jednej uniwersalnej normy. Docelowy poziom cholesterolu LDL zależy przede wszystkim od całkowitego ryzyka sercowo-naczyniowego. Inne cele obowiązują osobę młodą i zdrową, a inne pacjenta po zawale serca czy chorego na cukrzycę. Obecnie zalecane cele LDL to:
• u osób z bardzo wysokim ryzykiem sercowo-naczyniowym – poniżej 1,4 mmol/l;
• u osób z wysokim ryzykiem – poniżej 1,8 mmol/l;
• przy umiarkowanym ryzyku – poniżej 2,6 mmol/l;
• u osób z niskim ryzykiem – poniżej 3,0 mmol/l.
U pacjentów, u których mimo leczenia doszło do kolejnego incydentu sercowo-naczyniowego w ciągu dwóch lat (np. kolejnego zawału serca lub udaru mózgu), można rozważyć jeszcze bardziej rygorystyczny cel – stężenie LDL poniżej 1,0 mmol/l. Dlatego interpretacja wyników zawsze powinna uwzględniać cały obraz kliniczny, a nie jedynie liczbę widniejącą na wydruku.
Jeszcze kilkanaście lat temu za normę uznawano inne wartości LDL niż dziś. Dlaczego te normy się zmieniają? I dlaczego są inne w różnych krajach?
Normy nie zmieniają się dlatego, że wcześniej się myliliśmy. Zmieniają się dlatego, że dysponujemy coraz lepszymi badaniami naukowymi. W ostatnich dwóch dekadach wykazano jednoznacznie, że im niższy poziom LDL u osób zagrożonych chorobami serca, tym mniejsze ryzyko zawału, udaru czy zgonu sercowo-naczyniowego. Dlatego cele terapeutyczne zostały zaostrzone.
Różnice pomiędzy krajami wynikają głównie z odmiennych zaleceń lokalnych towarzystw naukowych oraz organizacji systemu ochrony zdrowia. Jednak najważniejsze światowe wytyczne są dziś bardzo zbliżone.
Czy rzeczywiście to, co jemy, ma największy wpływ na poziom cholesterolu? Na przykład: jaja, masło, smalec – jedni je demonizują, inni twierdzą, że są całkowicie bezpieczne. Gdzie leży prawda?
Dieta ma znaczenie, ale nie jest jedynym czynnikiem wpływającym na cholesterol. Większość cholesterolu organizm produkuje sam w wątrobie. To oznacza, że u części osób nawet bardzo restrykcyjna dieta nie wystarczy do osiągnięcia prawidłowych wartości. Jeśli chodzi o konkretne produkty, warto unikać skrajności. Jaja u większości zdrowych osób nie zwiększają istotnie ryzyka sercowo-naczyniowego i mogą być elementem zdrowej diety. Znacznie większe znaczenie ma cały sposób żywienia niż pojedynczy produkt. Masło czy smalec nie są trucizną, ale są bogate w tłuszcze nasycone. Nie muszą być całkowicie eliminowane, jednak nie powinny stanowić podstawowego źródła tłuszczu. Znacznie korzystniejsze są oliwa, orzechy, nasiona czy tłuste ryby.
Od lat dużo się mówi o szkodliwości tłuszczów nasyconych.
Dziś wiemy więcej niż kilkanaście lat temu. Same tłuszcze nasycone nie są jedynym winowajcą chorób serca, ale ich nadmiar zwiększa stężenie LDL. Największą korzyść obserwujemy wtedy, gdy tłuszcze nasycone zastępujemy tłuszczami nienasyconymi, a nie cukrem czy wysoko przetworzoną żywnością. To właśnie jakość całej diety ma największe znaczenie.

Co jest dziś największym zagrożeniem dla serca?
Nie istnieje jeden główny winowajca. Największe zagrożenie stanowi współwystępowanie kilku czynników ryzyka: wysokiego LDL, nadciśnienia tętniczego, cukrzycy, palenia papierosów, otyłości, braku aktywności fizycznej oraz przewlekłego stresu. To ich suma decyduje o ryzyku zawału lub udaru.
Na ile wysoki cholesterol jest kwestią stylu życia, a na ile genów?
To zależy od konkretnej osoby. U wielu pacjentów styl życia odgrywa ogromną rolę. Jednak istnieją również choroby genetyczne, takie jak rodzinna hipercholesterolemia, w której bardzo wysokie wartości LDL występują już od dzieciństwa.
Jednocześnie warto podkreślić, że nie każdy podwyższony cholesterol oznacza rodzinną hipercholesterolemię. Zdarza się, że nawet osoby szczupłe, aktywne fizycznie, odżywiające się prawidłowo i bez wywiadu rodzinnego mają wartości LDL nieco powyżej zalecanych. Wynika to z indywidualnych różnic genetycznych wpływających na metabolizm lipidów, które nie zawsze oznaczają obecność ciężkiej choroby dziedzicznej.
Jeżeli jednak mimo zdrowego stylu życia stężenie LDL utrzymuje się powyżej 4,9 mmol/l lub w rodzinie dochodziło do przedwczesnych zawałów serca czy udarów, warto rozważyć diagnostykę w kierunku rodzinnej hipercholesterolemii.
Z internetu, z mediów społecznościowych docierają do nas informacje, że statyny, które są popularnym lekiem na tę przypadłość, mają wiele działań niepożądanych. Jaka jest prawda?
Jak każdy lek, statyny mogą powodować działania niepożądane, jednak większość pacjentów toleruje je bardzo dobrze. Najczęściej zgłaszane bóle mięśni nie zawsze są wywołane przez statyny. W badaniach klinicznych ich częstość była zbliżona do placebo. Jednym z najczęściej powtarzanych mitów jest przekonanie, że statyny „niszczą wątrobę”. W rzeczywistości u niewielkiej części pacjentów może dojść do przejściowego, niewielkiego wzrostu aktywności enzymów wątrobowych, który zwykle nie ma znaczenia klinicznego i rzadko wymaga odstawienia leczenia.
Co więcej, u osób ze stłuszczeniem wątroby, które bardzo często współistnieje z zaburzeniami lipidowymi, statyny nie są przeciwwskazane. Wręcz przeciwnie, u wielu takich pacjentów są wskazane, ponieważ zmniejszają ryzyko zawału serca i udaru, które stanowi dla nich znacznie większe zagrożenie niż sama choroba wątroby.
Nie potwierdzono również, aby statyny zwiększały ryzyko demencji. Coraz więcej badań sugeruje nawet, że dzięki zmniejszeniu ryzyka udaru mózgu mogą pośrednio chronić funkcje poznawcze. Korzyści z leczenia są bardzo dobrze udokumentowane. Statyny znacząco zmniejszają ryzyko zawału serca, udaru mózgu oraz przedwczesnego zgonu. U pacjentów z wysokim ryzykiem sercowo-naczyniowym korzyści zdecydowanie przewyższają potencjalne działania niepożądane.
A czy suplementy „na cholesterol” rzeczywiście działają?
Niektóre suplementy mogą w niewielkim stopniu obniżać stężenie cholesterolu LDL, jednak ich skuteczność jest zdecydowanie mniejsza niż leków o udowodnionym działaniu. Mogą być pomocnym uzupełnieniem zdrowego stylu życia u osób z niewielkim podwyższeniem cholesterolu, ale nie powinny zastępować leczenia farmakologicznego u pacjentów z wysokim ryzykiem sercowo-naczyniowym. Najlepiej przebadane są sterole roślinne, które zmniejszają wchłanianie cholesterolu w jelicie. Przy regularnym stosowaniu w odpowiedniej dawce mogą obniżyć stężenie LDL o 7–10 proc. W niektórych preparatach znajdują się również składniki, takie jak kurkumina, jednak dowody naukowe potwierdzające jej wpływ na obniżenie cholesterolu są obecnie ograniczone.
Szczególną ostrożność należy zachować w przypadku suplementów zawierających czerwony fermentowany ryż. Zawiera on monakolinę K – substancję chemicznie identyczną z lowastatyną, czyli jedną ze statyn. Oznacza to, że może nie tylko obniżać poziom cholesterolu LDL, lecz także powodować podobne działania niepożądane, takie jak bóle mięśni czy przejściowy wzrost aktywności enzymów wątrobowych. Dodatkowym problemem jest to, że zawartość monakoliny K w suplementach może być bardzo różna, dlatego ich działanie i bezpieczeństwo są mniej przewidywalne niż w przypadku leków.
Warto pamiętać, że suplementy nie zastępują leczenia u pacjentów z wysokim ryzykiem sercowo-naczyniowym ani u osób po zawale serca czy udarze. Przed rozpoczęciem suplementacji dobrze jest skonsultować się z lekarzem, ponieważ również suplementy mogą powodować działania niepożądane i wchodzić w interakcje z innymi lekami.
Czy wysoki HDL zawsze chroni przed chorobami serca?
Nie. Przez wiele lat uważano, że im wyższy HDL, tym lepiej. Dziś wiemy, że bardzo wysokie wartości HDL nie zawsze oznaczają niższe ryzyko sercowo-naczyniowe. Znacznie ważniejsze jest skuteczne obniżenie LDL niż próby zwiększania HDL.
Które badania warto wykonywać poza podstawowym lipidogramem?
Coraz większe znaczenie ma oznaczenie lipoproteiny(a), czyli Lp(a). Jest to cząsteczka, której stężenie jest w zdecydowanej większości uwarunkowane genetycznie i praktycznie nie zależy od diety ani stylu życia. Wysokie Lp(a) zwiększa ryzyko miażdżycy, zawału serca, udaru mózgu oraz zwężenia zastawki aortalnej. Obecnie zaleca się, aby każdy człowiek przynajmniej raz w życiu oznaczył stężenie Lp(a), szczególnie jeśli w rodzinie występowały przedwczesne choroby serca.
W wielu przypadkach pomocne jest oznaczenie apolipoproteiny B (ApoB), która odzwierciedla liczbę wszystkich aterogennych lipoprotein i u części pacjentów lepiej ocenia ryzyko sercowo-naczyniowe niż sam cholesterol LDL.
Oprócz lipidogramu warto regularnie kontrolować również ciśnienie tętnicze, stężenie glukozy lub hemoglobinę glikowaną oraz funkcję nerek. W wybranych przypadkach pomocne bywają także badania obrazowe, takie jak tomografia komputerowa z oceną wskaźnika zwapnienia tętnic wieńcowych czy USG tętnic szyjnych, które pozwalają wykryć bezobjawową miażdżycę.

Jak często zdrowa osoba powinna kontrolować cholesterol?
Pierwszy lipidogram warto wykonać już w młodym wieku dorosłym. Jeżeli wyniki są prawidłowe, a ryzyko sercowo-naczyniowe niskie, badanie zwykle wystarczy powtarzać co 3–5 lat. U osób z czynnikami ryzyka kontrole powinny być częstsze i ustalane indywidualnie.
Istnieje wiele mitów na temat cholesterolu. O jakim słyszy Pani najczęściej w gabinecie?
Najczęściej spotykam się z przekonaniem, że skoro ktoś dobrze się czuje, nie potrzebuje leczenia. To niebezpieczny mit. Miażdżyca przez wiele lat rozwija się bezobjawowo. Pierwszym objawem może być dopiero zawał serca lub udar mózgu.
Drugim częstym mitem jest przekonanie, że odpowiednia dieta zawsze pozwala uniknąć leków. Niestety, u części pacjentów, zwłaszcza z wysokim ryzykiem sercowo-naczyniowym lub uwarunkowaniami genetycznymi, sama dieta nie wystarcza.
Bardzo często słyszę również, że statyny powodują demencję lub „niszczą wątrobę”. Aktualna wiedza naukowa tego nie potwierdza. Poważne uszkodzenie wątroby podczas leczenia statynami występuje niezwykle rzadko, a wiarygodne badania nie wykazały zwiększonego ryzyka demencji. Znacznie większym zagrożeniem dla pracy mózgu są nieleczona miażdżyca i udary mózgu.
Gdyby miała Pani przekazać czytelnikom tylko trzy najważniejsze zasady dbania o serce i prawidłowy poziom cholesterolu, co by to było?
Po pierwsze, regularnie kontroluj swoje czynniki ryzyka. Cholesterol, ciśnienie tętnicze i poziom glukozy warto sprawdzać, zanim pojawią się objawy.
Po drugie, postaw na zdrowy styl życia. Dieta śródziemnomorska, regularna aktywność fizyczna, niepalenie papierosów i utrzymywanie prawidłowej masy ciała pozostają podstawą profilaktyki.
Po trzecie, jeśli lekarz zaleci leczenie, nie obawiaj się go. Współczesna kardiologia dysponuje skutecznymi metodami zapobiegania zawałom i udarom, a odpowiednio dobrana terapia może wydłużyć życie i znacząco poprawić jego jakość.
Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 30 (86) 01-07/08/2026








