Jedno zdjęcie potrafi zmienić historię

O tym, jak Wilno trafiło do zbiorów Muzeum Skarbiec Dusznik-Zdroju – rozmawiamy z Dariuszem Giemzą, założycielem prywatnego muzeum w Dusznikach-Zdroju.

Czytaj również...

Ilona Lewandowska: Niewiele osób decyduje się stworzyć muzeum za własne pieniądze. Skąd wzięła się ta inicjatywa?

Dariusz Giemza: Urodziłem się w Dusznikach-Zdroju i od dziecka byłem związany z tym miastem. Później przyszły obowiązki rodzinne, praca, wychowanie dzieci i na wiele lat historia zeszła na dalszy plan. Około 15 lat temu postanowiłem jednak wrócić do swojej dawnej pasji. Początkowo kupowałem stare widokówki, następnie dokumenty, obrazy oraz różnego rodzaju pamiątki związane z historią miasta.

Najbardziej fascynowali mnie jednak ludzie. Nie szukałem legend o ukrytych skarbach, ale prawdziwych historii mieszkańców i osób, które pozostawiły po sobie ślad w Dusznikach-Zdroju. Gdy trafiałem na ciekawą postać, starałem się odnaleźć kolejne przedmioty, dokumenty czy fotografie z nią związane. Tak krok po kroku powstawały zbiory muzeum.

W pewnym momencie w tej historii pojawiło się Wilno. Jak do tego doszło?

To był zupełny przypadek. Znajomy historyk kupił ok. 200 szklanych negatywów znalezionych podczas porządkowania starego strychu. Podejrzewał, że część zdjęć może pochodzić z Dusznik-Zdroju. Wśród nich znajdowała się jednak wyjątkowa fotografia – piękny portret ks. Karola Lubiańca z własnoręczną dedykacją dla rodziny Dulków.

Wówczas niewiele wiedziałem o ks. Lubiańcu. Zacząłem więc szukać informacji i szybko okazało się, że był wybitnym kapłanem związanym z Wilnem. Jeszcze bardziej zaintrygowała mnie rodzina Dulków. Wszystkie odnalezione negatywy przedstawiały właśnie ich.

Najprawdopodobniej byli to niemieccy mieszkańcy Wilna, którzy po odzyskaniu przez Polskę niepodległości opuścili miasto i wyjechali do Niemiec. Ich dalsze losy pozostają w dużej mierze nieznane, ale właśnie od tej fotografii rozpoczęła się moja przygoda z odkrywaniem wileńskich śladów w zbiorach muzeum.

Duszniki-2026-07-25-2
Ks. Karol Lubianiec | Fot. archiwum prywatne

Jedno zdjęcie uruchomiło lawinę kolejnych odkryć.

Dokładnie tak. Im więcej czytałem o ks. Karolu Lubiańcu, tym więcej pojawiało się nowych tropów. Niedługo później zupełnym przypadkiem trafiłem w antykwariacie na pamiątki po ks. Droździe z Parafii w Lewinie Kłodzkim, który pochodził z okolic Wilna, z Mejszagoły. Po jego śmierci rodzina wyprzedawała pozostawione dokumenty. Udało mi się odkupić blisko tysiąc kopert oraz około dwustu listów. Około osiemdziesiąt procent tej korespondencji pochodzi z Wilna lub jest z nim bezpośrednio związana.

To był kolejny moment, w którym Wilno zaczęło coraz mocniej wpisywać się w historię muzeum.

Co znajduje się w tej korespondencji?

Jeszcze nie wszystko zostało dokładnie opracowane. To ogromny materiał badawczy. Są tam zwykłe listy z pozdrowieniami i zapowiedziami odwiedzin, ale także korespondencja osób niezwykle ważnych dla życia religijnego i kulturalnego Wileńszczyzny.

Znajdują się między innymi listy Jana Mincewicza – znanego muzyka, założyciela zespołów folklorystycznych na Wileńszczyźnie. Jest również korespondencja ks. prałata Józefa Obrembskiego. Wszystkie te dokumenty kierowane były do ks. Drozda.

Dzisiaj trudno jeszcze powiedzieć, jakie informacje kryją wszystkie listy. Ich opracowanie wymaga czasu, ale jestem przekonany, że znajdziemy w nich wiele nieznanych dotąd faktów dotyczących życia Polaków na Wileńszczyźnie.

Duszniki-2026-07-25-3
Małżeństwo Dukle, z którymi korespondował ks. Karol Lubianiec | Fot. archiwum prywatne

Poszukiwania doprowadziły również do kontaktu z rodziną ks. Lubiańca.

Tak i był to jeden z najpiękniejszych momentów tej historii. Opublikowałem informacje o odnalezionej fotografii. Odezwali się do mnie krewni ks. Lubiańca, którzy przyjechali do Dusznik-Zdroju zobaczyć zdjęcie swojego przodka. To właśnie podczas tego spotkania dowiedziałem się o siostrzenicy księdza i jego siostrze, które były zakonnicami. Rozpoczęły się kolejne poszukiwania archiwalne.

Dzisiaj wiem już, gdzie żyły po wojnie, gdzie zostały pochowane, udało się odnaleźć ich fotografie oraz obszerne biogramy. Otrzymałem także materiały z archiwów zakonnych, które pozwalają odtworzyć losy całej rodziny. Okazało się również, że potomkowie ks. Lubiańca wydali okolicznościową pocztówkę oraz znaczek upamiętniający 160. rocznicę jego urodzin.

Wśród muzealnych zbiorów znajduje się także wyjątkowy relikwiarz związany z Wilnem.

To kolejna historia, która pokazuje, jak nieprzewidywalne bywają losy zabytków. Kilka lat temu zaprzyjaźniony kapłan przekazał mi kilka relikwiarzy. Przez dłuższy czas leżały w zbiorach, dopóki nie przyjrzałem im się dokładniej. Okazało się, że jeden z nich zawiera relikwie pierwszego stopnia świętego Jozafata Kuncewicza. To XIX-wieczny relikwiarz kapsułkowy z zachowanym opisem relikwii i oryginalną konstrukcją zabezpieczającą zawartość. Święty Jozafat przez wiele lat był związany z Wilnem, dlatego również ten zabytek naturalnie wpisał się w rozwijającą się opowieść o wileńskich śladach obecnych w muzeum.

Dzisiaj widzę, że fotografia ks. Lubiańca, korespondencja z Wilna i relikwie św. Jozafata tworzą jedną, zaskakująco spójną historię. Nigdy nie planowałem budowania kolekcji związanej z Wilnem. Wszystko wydarzyło się przypadkiem. Każde kolejne odkrycie prowadziło jednak do następnego.

Dzisiaj utrzymuję kontakty z osobami z Wilna, otrzymuję kolejne materiały i zaproszenia do odwiedzenia miasta. Myślę również o przekazaniu części dokumentów i fotografii do jednej z tamtejszych instytucji muzealnych. Dzięki temu Wilno i Duszniki-Zdrój będą jeszcze bliżej siebie.

Duszniki-2026-07-25-4
Fotografia ks. Lubiańca, korespondencja z Wilna i relikwia św. Jozafata tworzą jedną, zaskakująco spójną historię | Fot. archiwum prywatne

Drugim ważnym nurtem pańskich badań są losy dzieci z powojennego sierocińca w Dusznikach-Zdroju. Jak rozpoczęły się te poszukiwania?

To również był przypadek. Starszy pan opowiedział mi, że jako dziecko przebywał w sierocińcu w Dusznikach-Zdroju. Byłem przekonany, że się myli, ponieważ w dostępnych opracowaniach nie znalazłem żadnych informacji o takiej placówce. Odnalazłem jednak zeszyt z nazwiskami piętnastu dzieci oraz informacją, skąd zostały przywiezione. Był to rok 1948. To wystarczyło, aby rozpocząć poszukiwania w archiwach polskich i niemieckich. Z czasem udało się ustalić dwieście nazwisk dzieci, które po wojnie trafiły do Dusznik-Zdroju.

Kim były te dzieci?

Ich losy były bardzo różne. Część stanowiły niemieckie dzieci ewakuowane pod koniec wojny na bezpieczne tereny. Nikt wtedy nie przypuszczał, że kilka miesięcy później Duszniki-Zdrój znajdą się w granicach Polski. Były także dzieci polskich robotnic przymusowych oraz dzieci przewożone specjalnymi transportami organizowanymi przez niemieckie rodziny. Po wojnie wiele z nich otrzymało nowe polskie nazwiska i zostało oddanych do adopcji. Często całkowicie tracono informacje o ich pochodzeniu.

Od 2018 r. udało mi się odnaleźć ok. 30 osób oraz połączyć wiele rodzin rozdzielonych nawet na 80 lat.

Duszniki-2026-07-25-7
Rodzina państwa Dulke mieszkała w Dusznikach-Zdroju prawdopodobnie od lat 20. do końca wojny | Fot. archiwum prywatne, opr. A.K.

Czy wśród nich były również dzieci z Wileńszczyzny?

Nie mam jeszcze pełnej dokumentacji, ale natrafiłem na trop wskazujący, że w transportach mogły znajdować się również dzieci urodzone w Wilnie.

Wiadomo, że po wojnie Kłodzko było ważnym punktem przeładunkowym transportów repatriacyjnych, a na ziemi kłodzkiej działało około trzydziestu domów dziecka. Jest więc bardzo prawdopodobne, że także dzieci z Wileńszczyzny trafiały do tego regionu. To temat, który wymaga dalszych badań.

Co daje Panu największą satysfakcję z tych wieloletnich poszukiwań?

Największą nagrodą są spotkania ludzi po latach. Czasami rodzeństwo odnajduje się po osiemdziesięciu latach rozłąki. Innym razem ktoś po raz pierwszy otrzymuje fotografię swojej matki albo poznaje prawdziwą historię własnego pochodzenia. To pokazuje, że historia nie jest tylko zbiorem dat i dokumentów. Za każdym zdjęciem, listem czy relikwiarzem kryje się człowiek i jego losy.

Tak właśnie patrzę na zbiory naszego muzeum. Najcenniejsze nie są same przedmioty, lecz opowieści, które dzięki nim można odzyskać. A historia Wilna obecna w Dusznikach-Zdroju jest najlepszym dowodem na to, że czasem jedno przypadkowo odnalezione zdjęcie potrafi otworzyć drzwi do świata, którego istnienia wcześniej nawet się nie przeczuwało.


Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 29 (83) 25-31/07/2026

Afisze

Więcej od autora

Pamięci major Wandy Kiałki ps. „Mariki” — ostatniej łączniczki wileńskiej AK

Ilona Lewandowska: Życie Wandy Kiałki obejmuje niemal cały dramatyczny XX w. Które wydarzenia z jej biografii najlepiej pokazują drogę, jaką przeszła, i pozwalają zrozumieć, kim była?Magda Wysocka: W życiu...

Śladami babci Anny. Z Łomży do Wilna — niezwykła wędrówka przez historię

Tegoroczna trasa prowadzi z Łomży do Wilna — drogą, którą niemal sto lat temu młoda Polka pokonała pociągiem, wyjeżdżając za pracą na Łotwę. Wyprawa jest nie tylko sportowym wyzwaniem,...