Polski sierpień

Czas jest nieubłagany. Coraz mniej wśród nas powstańców warszawskich, ale wciąż jeszcze są, a kiedy zabierają głos, potrafią chwycić za serce tak, że łzy same napływają do oczu.

Anna Przedpełska-Trzeciakowska ma 99 lat. W Powstaniu Warszawskim była sanitariuszką „Grodzką”, po wojnie – cenioną tłumaczką literatury amerykańskiej i angielskiej, szczególnie powieści Jane Austen. Jednej ze stacji telewizyjnych dała się kilka dni temu namówić na wspomnienia tamtych sierpniowych dni. Przypomniała postać ukochanego, jedynego brata Andrzeja, który poległ na jej oczach na barykadzie. Mówiła o tym, jakby zdarzyło się wczoraj: „Dostał kulę w skroń. Z tym że ja byłam przy nim do końca. Byliśmy razem. To brzmi dramatycznie, ale myśmy razem umierali po prostu. Jędrek był tym cudownym dzieckiem, tym moim wspaniałym bratem, bardzo dobrym strzelcem. Trzeba było go jakoś pochować. To wcale nie jest mała rzecz. Zawinęliśmy Jędrka w sztandar. To była jedyna rzecz. Nie wiem, czy to wolno, bo zasadniczo sztandar nie powinien iść do ziemi, ale myśmy to zrobili i tak się skończył naprawdę największy, najsilniejszy, najmocniejszy związek na tej Ziemi”.

Historia powstańczego zrywu przepełniona jest ludzkimi dramatami; nadal spieramy się i pewnie już zawsze będziemy o jego sens. Przedpełska-Trzeciakowska, mimo tak bolesnych i wciąż niezagojonych ran, nie ma wątpliwości, że ono musiało wybuchnąć. Jednocześnie z jej wypowiedzi wybrzmiewa inne pytanie. Ważniejsze, bo wciąż aktualne: czy potrafimy właściwie docenić i wyciągać wnioski? Pani Annie nie chodzi o patetyczne gesty i dumne uroczystości, ale nasze, jako społeczeństwa, codzienne zachowania. Ze smutkiem konstatuje, że patrząc na nie, łamie się jej wiara i zaufanie do tego, że dla tego społeczeństwa warto wiele poświęcić. Bardzo to gorzka konstatacja u schyłku życia, co gorsza, nie mam żadnych złudzeń, że pędzący świat zechce jej posłuchać.

Polski Sierpień to nie tylko Powstanie ’44, to za chwilę rocznica Cudu nad Wisłą, a na jego koniec – Porozumień Sierpniowych. No właśnie, porozumień. Szafujemy dziś tym słowem w przestrzeni publicznej, ale trudno dać wiarę, że ktokolwiek z używających go faktycznie o porozumieniu myśli. Nurzamy się w naszej polsko-polskiej wojence, dzielimy, polaryzujemy, obarczamy winą wszystkich, widzimy drzazgi w ich oczach, tylko w naszej źrenicy nie dostrzegamy żadnej belki. Sami prosimy się o kolejne dramatyczne Sierpnie, jakby tych, które za nami, nam nie wystarczało. Nadzieja tylko w Najwyższym. W stronę Częstochowy kroczą już pielgrzymki. „Zwycięska Pani Jasnogórska – módl się za nami”.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 31 (89) 08-14/08/2026