Dom pełen rodzeństwa, serce pełne muzyki. Historia Olega Jerochina z Sisters on Wire

Dla fanów jest Olegiem Jerochinem – gitarzystą, wokalistą, kompozytorem i założycielem popularnego zespołu Sisters on Wire. Dla najbliższych pozostaje po prostu Leszkiem. Tak też go nazywali koledzy na korytarzach polskiego Gimnazjum im. Joachima Lelewela, które ukończył z nadzieją rodziców na kontynuowanie edukacji i uzyskanie jakiegoś „porządnego zawodu”. „Kurier Wileński” rozmawia z nim tuż przed kolejnym koncertem.

Czytaj również...

Rodzice dbali o wykształcenie licznej gromadki, a rodzina liczyła niemało, bo aż dziesięcioro dzieci. Wychowywali ich z duchem wiary głęboko zakorzenionej w tradycji katolickiej. Jego mama Maria z d. Wilczyńska, bardzo pragnęła, aby Oleg został księdzem. On nawet rozważał taką możliwość, bo w jego sercu jest również wiara, ale ku „rozpaczy mamy” zwyciężyła w nim muzyka.

– Od dzieciństwa miałem własny gang – śmieje się dziś zapytany przez „Kurier Wileński”, co to znaczy dorastać wśród tak licznego rodzeństwa, gdzie było głośno, tłoczno i… wyjątkowo.

Droga na scenę. Wbrew rodzinie

Muzyka u niego była obecna od zawsze, choć niekoniecznie dominowała nad zwyczajnym życiem. Najpierw był rodzinny hałas, obowiązki i codzienność. Dopiero później pojawiła się gitara, która z czasem stała się jego najwierniejszym towarzyszem. Bywało, że była ważniejsza niż szkolne lekcje, przyznaje Oleg z uśmiechem. Nie była ona jednak rodzajem jakiegoś buntu, lecz stała się nastoletnią fascynacją, a później sposobem wyrażania siebie.

– Mama początkowo nie była zachwycona – wspomina w rozmowie z „Kurierem Wileńskim”. Jak każda mama chciała dla syna stabilnego życia i pewnej przyszłości. Nietrudno ją zrozumieć. Świat muzyki rzadko daje gwarancję bezpieczeństwa.

Kiedy w wieku 14 lat chwycił za gitarę, od razu wierzył, że będzie miał swój zespół i będzie pisał piosenki. Później dopisało szczęście, bo gdy miał 17 lat, został zaproszony do gry na gitarze przez samego Alana Chošnau, jednego z najbardziej rozpoznawalnych litewskich artystów.

Dla nastolatka była to nie tylko ogromna przygoda, ale także cenna lekcja profesjonalizmu. Wtedy po raz pierwszy zobaczył od środka świat dużych scen, prób i koncertów.

– To był moment, kiedy pomyślałem: „To naprawdę się dzieje” – wspomina.

I wtedy też jego kariera nabrała rumieńców. Wszystko poszło bardzo łatwo – bez żadnego wysiłku i tremy stanął pierwszy raz na scenie.

– Byłem zrelaksowany, niemal płynąłem. Chciałem zobaczyć, dokąd mnie ta muzyka zaprowadzi – mówi.

Bardzo szybko stworzył sobie studio nagraniowe i wiedział, że będzie muzykiem i będzie zajmował się tylko muzyką.

Nie był arogancki, rozumiał obawy mamy, która długo nie wierzyła w tę jego pasję – powtarzała, że gra na gitarze może być jedynie hobby, że powinien się kształcić i zdobyć jakiś pewny zawód, bo profesja artysty jest nieprzewidywalna.

I miała się czym niepokoić, bo rzeczywiście oceny, które wcześniej były bardzo dobre, wyraźnie spadły po tym, jak zaczął grać. – Zdarzało się nawet, że matka zabierała mi gitarę i nie oddawała, dopóki nie odrobiłem lekcji – wspomina artysta.

Ale wszystko się zmieniło, gdy zobaczyła w telewizji koncert, na którym jej syn grał z Alanem Chošnau.

– Wróciłem do domu, a mama była cała we łzach. Przytuliła mnie i powiedziała: „Przepraszam, synu, myślałam, że to tylko gra, że zagrasz i będzie po wszystkim. Nie wiedziałam, że to aż tak poważne”. Od tamtej chwili zawsze mnie wspierała, zresztą jak cała rodzina – uśmiecha się.

Mama jest jedną z największych fanek zespołu, śledzi sukcesy syna i kibicuje na każdym kroku zespołowi Sisters on Wire.

Sama nazwa zespołu jest ciekawa i nie oznacza dosłownie żadnej historii o siostrach. To raczej obraz, metafora bliskości, połączeń i relacji, które, podobnie jak przewody, łączą ludzi, emocje i muzykę. Właśnie na emocjach od początku najbardziej zależało muzykom.

Jerochin-2026-08-08-2-PORTAL
Dziś koncerty Sisters on Wire przyciągają tłumy – to prawdziwe widowiska estradowe. Fani szaleją, słuchając ich szlagierów, tańczą i śpiewają | Fot. Gabrielius Jauniškis, materiały prasowe

Historia powstania zespołu Sisters on Wire

Za Sisters on Wire, który powstał w 2014 r., kryje się wesołe i utalentowane trio: wokalista, klawiszowiec i gitarzysta Oleg Jerochin, gitarzysta Filip Gusev oraz perkusista Gintas Gecevičius.

Warto tu wspomnieć, że i powstanie zespołu ma swoje początki w rodzinnym mieszkaniu Olega. Otóż, gdy starsze rodzeństwo już podrosło i wyprowadziło się „na swoje”, rodzice postanowili wynająć pokoje studentom. Tam właśnie pomieszkiwał Filip, tam Oleg poznał swoją przyszłą żonę, która do jego serca dotarła… przez żołądek.

– Wróciłem z próby, a ona powiedziała: „Chcesz, żebym ci coś ugotowała?”. To był pierwszy raz, kiedy nie mama ani siostra dla mnie gotowały, lecz dziewczyna, i to było super! Można więc powiedzieć, że najpierw zamieszkaliśmy razem, a potem po prostu się przyjaźniliśmy – śmieje się Oleg.

Notabene jego mama do dziś wspomina, że takiej pizzy, jaką robiła późniejsza synowa, nie jadła nigdy, w najlepszej pizzerii.

W jego domu mieszkał też przez jakiś czas Filip, z którym stworzyli zespół.

Na początku grupa formowała się zdalnie, bo ponad 10 lat temu wszyscy byli rozrzuceni po różnych miastach. Mieszkali w Londynie, w Szawlach i Wilnie, ale odległości zdawały się nie przeszkadzać w komunikacji. Każdy wnosił własne doświadczenia i muzyczne inspiracje.

– Z Filipem przyjaźnimy się od dawna – opowiada Oleg. – Pokazałem mu, co tworzę, a on pokazał mi swoją twórczość. Zrozumieliśmy, że nasz styl i piosenki są bardzo podobne, przekaz ten sam, więc zaczęliśmy razem pisać.

Filip mieszkał wtedy od 10 lat w Londynie i Oleg zdecydował się nawet na wyjazd do Londynu, planowali tam założyć zespół, ale zdał sobie sprawę, że to zupełnie nie jego miasto.

– Uwielbiam Wilno, mam tu studio i wszystkie warunki do twórczości, więc wróciłem – mówi bez żalu.

Również Filip, choć tam ułożył sobie już życie i wszyscy londyńscy znajomi mu odradzali, że robi największy błąd w swoim życiu, postanowił pojechać na Litwę, żeby tu tworzyć muzykę. Byli więc we dwóch i pilnie poszukiwali perkusisty. Pierwszym był Gintas Gecevičius, perkusista zespołu BIX, ale on mieszkał w Szawlach, więc ciągłe dojazdy na próby zniechęciły go i zrezygnował. Szukali dalej. Trafili na Mariusa Oršauskasa. Zespół był stworzony. Rozkręcał się.

I tak, Oleg, skromny chłopak z wielodzietnej rodziny, zamiast wybrać „porządny zawód”, postawił wszystko na muzykę. Historia zatoczyła piękne koło. Dziś koncerty Sisters on Wire przyciągają tłumy – to prawdziwe widowiska estradowe. Fani szaleją, słuchając ich szlagierów, tańczą i śpiewają. I z zaciekawieniem wyczekują na nowe piosenki, nowe albumy.

Jerochin-2026-08-08-3-PORTAL
Oleg mówi o sobie, że jest szczęśliwym muzykiem. Największą satysfakcję daje mu obserwowanie, jak jego muzyka staje się częścią życia innych ludzi | Fot. Rūta Verseckaitė, materiały prasowe

Dorobek Sisters on Wire

Już 2015 r. powstały pierwsze albumy studyjne zespołu. W 2016 r. zespół wydał swój debiutancki album „Never Turn the Lights Off”, który zyskał największą popularność dzięki utworowi „Parallel World”. W 2023 r. powstał drugi album studyjny „Horizontai”, dostępny w serwisie Spotify, zawierający hity: „Mėlyna Mėlyna”, „Taip Jau Gavosi” i „Teb esi Tu”. W 2025 r. zrealizowano trzeci album studyjny „Siluetai”, wydany na płytach winylowych w kolorach czarnego i czerwonego marmuru. Obecnie grupa pracuje nad czwartym albumem.

Twórczość zespołu została doceniona przez krytyków muzycznych. Zespół został nominowany do nagród MAMA Awards w kategoriach Rockowy Zespół Roku oraz Przełom Roku. W 2018 r. utwory „Parallel World” i „You and I” znalazły się na ścieżce dźwiękowej do filmu dokumentalnego „A Word of Praise for Action” (w reżyserii Aistė Jauraitė i Skaistė Jauraitė).

Budowanie tożsamości

Zespół przechodził różne zmiany personalne i stylistyczne, szukając własnego brzmienia. Przełomem dla grupy okazało się dołączenie do zespołu w 2016 r. Ievy Ščerbinskaitė, znanej z programu „X Factor”. Oleg poznał ją, pracując jako producent muzyczny, tworząc aranżacje dla młodych wykonawców.

Ieva była wtedy członkinią zespołu Original Copy. I po namowach dołączyła do ich zespołu.

– Na początku śpiewała jako gość, wykonaliśmy razem kilka piosenek, później była wokalistką towarzyszącą, a teraz gra na klawiszach, śpiewa i zdajemy sobie sprawę, że bez niej niektórych piosenek już sobie nie wyobrażamy – mówi Oleg.

Jej obecność wniosła nową energię, świeżość i charakterystyczne wokale, które doskonale uzupełniły zespół. Od tamtej pory Sisters on Wire zaczął coraz wyraźniej budować własną tożsamość.

Jak właściwie określić muzykę Sisters on Wire? Jedni mówią o rocku, inni o indie-popie. Sam Oleg unika sztywnych definicji. – Gramy muzykę, która przede wszystkim ma poruszać ludzi – twierdzi wokalista.

I chyba właśnie dlatego ich utwory trafiają do tak szerokiej publiczności. Podczas koncertów setki osób śpiewają razem z zespołem „Mėlyna mėlyna”, „Taip jau gavosi” czy „Nieko nebijok”. Dla muzyków są to chwile, których nie da się porównać z niczym innym.

– Kiedy słyszysz, że cały tłum zna każde słowo twojej piosenki, trudno opisać emocje. To ogromna wdzięczność – mówi Jerochin.

Jednym z najbardziej osobistych utworów pozostaje „Mėlyna mėlyna”. Jak zdradza Oleg, piosenka powstała z myślą o jego żonie. To właśnie takie historie pokazują, że największe przeboje często rodzą się z najbardziej prywatnych emocji.

Droga zespołu nie była jednak pozbawiona trudnych momentów. Każda grupa przeżywa kryzysy – zmęczenie, wątpliwości czy różnice zdań. Tak było również w przypadku Sisters on Wire.

– Najważniejsze było to, że zawsze potrafiliśmy rozmawiać i przypominać sobie, dlaczego właściwie zaczęliśmy razem grać – opowiada wokalista.

To właśnie wspólna pasja okazała się silniejsza od wszystkich przeciwności.

Dziś Oleg mówi o sobie, że jest szczęśliwym muzykiem. Największą satysfakcję daje mu możliwość tworzenia nowych utworów i obserwowania, jak stają się częścią życia innych ludzi.

Marzenia również się zmieniły. Kiedyś były nimi pierwsze koncerty i własne piosenki. Dziś myśli przede wszystkim o tym, by nadal tworzyć muzykę szczerą, która będzie zostawała z ludźmi na długo.

Jerochin-2026-08-08-4
Oleg Jerochin z mamą. Skromny chłopak z wielodzietnej rodziny, zamiast wybrać „porządny zawód”, postawił wszystko na muzykę | Fot. archiwum prywatne

Nie bój się!

Już 15 sierpnia zespół Sisters on Wire ponownie spotka się z publicznością podczas letniego koncertu w Połądze. To jedno z tych wydarzeń, na które fani czekają każdego roku.

– Chcemy po prostu spędzić razem piękny letni wieczór. Będzie dużo energii, emocji i naszych największych utworów. Zapraszamy wszystkich, którzy w tym czasie bawią nad Bałtykiem – zachęca Oleg.

Patrząc na drogę, którą przeszedł – od chłopca ćwiczącego godzinami na gitarze w domu pełnym rodzeństwa do muzyka występującego przed setkami ludzi – trudno nie odnieść wrażenia, że najważniejsze pozostaje w nim niezmienne. Nadal gra z tą samą pasją i wiarą, że muzyka potrafi łączyć ludzi. A skoro sami śpiewają „Nieko nebijok!” (Nie bój się!) – pozostaje życzyć im kolejnych scen, kolejnych tłumów śpiewających razem z zespołem i następnych marzeń, które zamienią się w piękne piosenki.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 31 (89) 08-14/08/2026

Afisze

Więcej od autora

Dobry, zły i niezrozumiany. Wszystko, co warto wiedzieć o cholesterolu

Jeszcze niedawno wydawało się, że wszystko jest proste – wysoki cholesterol to wróg numer jeden. Masło należało zamienić na margarynę, a jajka jeść z umiarem. Dziś coraz częściej słyszymy, że niektóre przekonania sprzed lat wymagają weryfikacji. O tym, co mówi współczesna kardiologia i jak oddzielić naukowe fakty od popularnych mitów, rozmawiamy z dr Dominiką Širvienė – kardiolożką, która na co dzień pomaga pacjentom dbać o zdrowie serca i naczyń.