W dniach 15—21 lipca odbył się tam XX Światowy Festiwal Polonijnych Zespołów Folklorystycznych — wydarzenie, które od lat gromadzi Polaków i osoby polskiego pochodzenia ze wszystkich kontynentów. Organizowany przez Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”, Województwo Podkarpackie oraz Miasto Rzeszów festiwal nie jest jedynie serią koncertów.
W tegorocznej edycji uczestniczyło 27 zespołów z Europy, Ameryki Północnej, Australii i innych zakątków świata. Litwę reprezentował Polski Zespół Artystyczny Pieśni i Tańca „Wilia”. Dla zespołu był to już jedenasty udział w rzeszowskim festiwalu, a dla obecnej grupy tanecznej był to pierwszy wyjazd na tę prestiżową imprezę.

Choć młodzi tancerze od miesięcy przygotowywali się do występów, dopiero na miejscu mogli przekonać się, czym naprawdę jest rzeszowski festiwal.
— O Festiwalu w Rzeszowie słyszałam wcześniej od starszych kolegów z zespołu. Powtarzali, że to wydarzenie, którego nie da się opisać słowami i które powinien przeżyć każdy tancerz. Dziś mogę powiedzieć, że mieli rację — mówi Emilia Skakun.
Jak podkreśla, za kilkoma dniami występów stoją miesiące przygotowań, dziesiątki prób i ogromna praca całego zespołu.
— To bardzo intensywny czas. Długie godziny prób, stały kontakt z organizatorami i zaangażowanie każdego uczestnika. Ale warto. To jedno z najważniejszych wydarzeń dla Polonii z całego świata. Wszyscy są otwarci na nowe znajomości, zespoły zaprzyjaźniają się, a po koncertach można wspólnie tańczyć na imprezie — opowiada.
Festiwal to jednak nie tylko spotkania. To również możliwość zobaczenia poziomu artystycznego zespołów działających poza granicami Polski.
— Koncert Galowy był najbardziej kolorowym i pełnym emocji wydarzeniem całego festiwalu. Hasło tegorocznej edycji „Przez świat do Rzeszowa” doskonale oddawało jego charakter. Każdy zespół, oprócz polskich tańców narodowych, prezentował również tańce swego kraju. To było naprawdę piękne — dodaje tancerka.
Podobne odczucia miał Mariusz Milgewiczius, dla którego udział w festiwalu był jednym z najważniejszych wydarzeń w dotychczasowej działalności artystycznej.
— Każdy dzień przynosił coś nowego — od prób i koncertów po spotkania z ludźmi z różnych zakątków świata. Największą satysfakcję dawało mi to, że mogliśmy zaprezentować „Wilię” i pokazać naszą kulturę oraz tradycję przed tak liczną i różnorodną publicznością — mówi.
Publiczność nie szczędziła zespołowi ciepłego przyjęcia. Każdy koncert kończył się gromkimi brawami, a pozytywna energia widzów dodawała młodym artystom sił mimo niezwykle napiętego programu.
— Staraliśmy się na każdym występie dać z siebie wszystko i pokazać „Wilię” z jak najlepszej strony. Bardzo cieszyło nas, jak serdecznie byliśmy przyjmowani. To dawało ogromną motywację.
Uważam, że „Wilia” zaprezentowała się bardzo dobrze. Nie tylko na scenie, ale też poza nią. Tworzyliśmy zgraną grupę, wspieraliśmy się nawzajem i staraliśmy się godnie reprezentować nie tylko nasz zespół, ale również Wilno i całą polską kulturę na Litwie — wspomina.
Jak podkreślają uczestnicy, festiwal wymagał doskonałej organizacji i ogromnej dyscypliny. Oprócz przygotowanego wcześniej półgodzinnego programu własnego wszystkie zespoły uczyły się wspólnych układów tanecznych i pieśni, które wykonywano podczas koncertów zbiorowych. Każdy dzień wypełniały próby, przemarsze, koncerty i spotkania.
Zmęczenie schodziło jednak na dalszy plan, gdy artyści wychodzili na scenę.
— Największym wyzwaniem było po prostu wytrzymać cały tydzień w takim tempie. Krótkie noce dawały się we znaki, ale adrenalina i emocje koncertów były silniejsze od zmęczenia — przyznaje Patrycja Salmanowicz.
Dla wielu młodych ludzi był to również pierwszy tak bliski kontakt z Polakami i Polonią rozsianą po całym świecie.
— Rozmowy z młodzieżą z Australii, Stanów Zjednoczonych, Kanady czy Niemiec uświadamiają, że choć mieszkamy w różnych krajach, wszystkich łączy ta sama miłość do polskiej kultury i folkloru. To doświadczenie, które zostaje na całe życie — zgodnie podkreślają uczestnicy.

Największy komplement dla „Wilii”
„Wilia” szybko zwróciła na siebie uwagę zarówno publiczności, jak i choreografów oraz tancerzy innych grup. Po koncertach do członków zespołu podchodziło wiele osób, by pogratulować występów i podzielić się swoimi wrażeniami.
Najwięcej słów uznania dotyczyło poziomu technicznego zespołu, precyzji wykonania oraz charakterystycznego stylu.
— Bardzo cieszyły nas opinie o naszej choreografii i samych występach. Wiele osób podchodziło do nas po koncertach, gratulowało i podkreślało wysoki poziom tańca „Wilii”. Chwalono naszą technikę, precyzję wykonania oraz solidne przygotowanie baletowe — opowiada Mariusz Milgewiczius.
Szczególne zainteresowanie wzbudzał taniec „Koziery”, który publiczność nagradzała wyjątkowo gorącymi brawami. To właśnie o nim najczęściej rozmawiano po koncertach.
— Niektórzy żartobliwie mówili nawet, że jesteśmy zespołem zawodowym. To był dla nas chyba największy komplement i dowód, że ciężka praca została zauważona nie tylko przez publiczność na Litwie, ale również przez widzów i specjalistów z różnych krajów — dodaje tancerz.
Festiwal okazał się także miejscem nowych przyjaźni i artystycznych kontaktów. Młodzi ludzie szybko odnaleźli wspólny język, choć na co dzień mieszkają na różnych kontynentach.
— Udało nam się nawiązać bliższe relacje z członkami zespołów z Czech, Niemiec i Kanady. Wspólne rozmowy i integracja pokazały, że mimo różnych kultur wszystkich nas łączy ta sama pasja — miłość do tańca i folkloru. Co więcej, otrzymaliśmy zaproszenia do wspólnych koncertów z zespołami z Czech i Niemiec. To znak, że nasza praca została naprawdę doceniona — mówi Mariusz.
Podobne wspomnienia zachowali pozostali uczestnicy wyjazdu.
— Chciałabym pojechać na festiwal jeszcze raz. To cudowna możliwość sprawdzenia siebie, ale także obejrzenia wielu różnych form tańca. Można zobaczyć nie tylko suity z różnych regionów Polski, lecz także inne style, jak choćby charleston czy swing. Bardzo ciekawe było również poznanie Polaków mieszkających w Stanach Zjednoczonych czy Australii i wysłuchanie ich historii — mówi Patrycja Salmanowicz.
Największe wrażenie zrobiła skala wydarzenia.
— Uświadomiłam sobie, jak wielkim przedsięwzięciem jest ten festiwal. Zespoły przyjeżdżają nawet z Australii, nie zważając na ogromne koszty, pokonując ogromne odległości. Imponująca była także praca choreografów i reżyserów, którzy z tak wielu występów stworzyli jeden spójny program — dodaje.
Także Wiktoria Proczuchanowa podkreśla, że udział w festiwalu był dla niej ważnym doświadczeniem.
— Najbardziej wzruszyło mnie to, że w jednym miejscu spotkało się tak wielu młodych ludzi pielęgnujących swoją polską tożsamość. Można było zobaczyć, jak wysoki poziom prezentują inne zespoły, zainspirować się i zmotywować do dalszej pracy — mówi.
Dla Wiktorii był to pierwszy wyjazd z „Wilią”, dlatego największym wyzwaniem okazało się opanowanie tremy.
— Czułam dużą odpowiedzialność i nie chciałam zawieść zespołu. Na szczęście bardzo pomogła mi atmosfera panująca w „Wilii”. Dzięki wsparciu kolegów i koleżanek stres szybko minął — wspomina.
Szczególnym wydarzeniem dla zespołu był również udział Emilii Karpowicz w Koncercie Galowym jako solistki. To właśnie choreograf Marzena Suchocka zaproponowała jej udział w przesłuchaniach, wiedząc, że oprócz tańca od lat śpiewa podczas koncertów i uroczystości.
Po kwalifikacjach rozpoczęły się intensywne próby z pozostałymi solistkami.
— Byłam bardzo szczęśliwa, gdy dowiedziałam się, że będę mogła wystąpić podczas koncertu galowego. Śpiewałam razem z dwiema solistkami z innych zespołów, między innymi z Ameryki. Podczas prób zdążyłyśmy się bardzo zaprzyjaźnić i stworzyć zgrany zespół. Choć moja partia była krótka, było to ogromne przeżycie. Jestem dumna, że mogłam zaśpiewać utwór poświęcony mojej małej ojczyźnie — Wileńszczyźnie („Wileńszczyzny drogi kraj”). Ten moment pozostanie w mojej pamięci na zawsze — opowiada Emilia Karpowicz.

Ogrom pracy i pomoc przyjaciół
Po raz pierwszy od wielu lat choreograf zespołu Marzena Suchocka nie mogła towarzyszyć swoim tancerzom w Rzeszowie. Z powodu poważnych problemów zdrowotnych została w Wilnie, jednak do ostatnich chwil przed wyjazdem koordynowała wszystkie przygotowania.
To właśnie na niej spoczywały formalności związane z udziałem zespołu w Festiwalu, kontakt z organizatorami oraz przygotowanie programu. Mimo choroby nie przestała żyć tym wydarzeniem ani na moment. Była obecna na próbach, pozostawała w stałym kontakcie z zespołem i z Rzeszowa niemal bez przerwy konsultowała się z Jolantą Nowicką, która podczas wyjazdu pełniła funkcję opiekunki grupy.
Dla Marzeny Suchockiej Rzeszów to miejsce szczególne. Najpierw uczestniczyła w festiwalu jako tancerka „Wilii”, później wielokrotnie jako choreografka zespołu.
— Dotychczas za każdym razem, gdy słyszę hejnał festiwalu, mam ciarki i łzy wzruszenia. Jako tancerka „Wilii” uczestniczyłam w pięciu festiwalach, a jako choreograf w czterech. Dla mnie każdy z nich był ogromną motywacją do dalszej pracy i dowodem na to, że polski folklor wciąż fascynuje młodzież na całym świecie, która kultywując tradycje przodków czerpie dużo radości i świetnie się bawi. Emocji i doświadczeń zdobytych w Rzeszowie nie da się porównać z żadnym innym przedsięwzięciem — mówi choreografka.
Jak podkreśla, tegoroczny wyjazd był wyjątkowy również dlatego, że dla obecnej generacji tancerzy był to pierwszy udział w światowym święcie Polonii.
— Zespół ćwiczy systematycznie, ale przygotowania nigdy nie są łatwe. Tancerze się zmieniają, dochodzą nowe osoby, a okres egzaminów szkolnych i akademickich dodatkowo utrudnia pracę. Tym bardziej cieszę się i jestem dumna, że poradzili sobie z tak intensywnym programem, wieloma wyzwaniami, różnymi emocjami i i godnie reprezentowali „Wilię” — podkreśla.
Nie zapomina także o osobach, które pomogły jej przygotować zespół do wyjazdu.
Dziękuje swoim byłym wychowankom Ewie i Mirosławowi Marszewskim, Robercie Masewicz, Ewelinie Kutysz, Łukaszowi Kamińskiemu, Patrycji Kostiukiewicz za przygotowanie części wokalnej oraz Jolancie Nowickiej, która podczas festiwalu zastąpiła ją w pracy z zespołem.
Ogrom pracy Marzeny Suchockiej dostrzegali przede wszystkim sami tancerze, którzy doskonale wiedzieli, ile miesięcy przygotowań i zaangażowania kosztował ten wyjazd.
— Chciałbym bardzo serdecznie podziękować naszej pani choreograf Marzenie Suchockiej. Jej zaangażowanie, cierpliwość podczas prób oraz ogrom pracy włożonej w przygotowanie każdego tańca sprawiły, że mogliśmy zaprezentować się na tak wysokim poziomie. To właśnie dzięki jej wiedzy, doświadczeniu i dbałości o każdy, nawet najmniejszy szczegół, usłyszeliśmy tak wiele pozytywnych opinii o naszej technice i występach.
— Pani Marzena wykonała również ogrom pracy organizacyjnej. Załatwienie wszystkich formalności, dokumentów i spraw związanych z wyjazdem wymagało wielu godzin poświęcenia i cierpliwości. Dziękuję także za zaufanie, możliwość zdobycia nowych doświadczeń oraz wsparcie, które odczuwaliśmy przez cały pobyt na Festiwalu. Jestem bardzo dumny, że mogłem reprezentować zespół „Wilia” właśnie pod jej kierownictwem — podkreśla Mariusz Milgewiczius.
Jolanta Nowicka wieloletnia tancerka Wilii oraz choreografka, która podjęła się funkcji opiekuna zespołu i która doskonale zna kulisy tego tak ważnego wydarzenia, przyznaje, że choć sama uczestniczyła już w sześciu edycjach Festiwalu, Rzeszów za każdym razem robi na niej równie wielkie wrażenie.
— Atmosfera była cudowna. Koncert Galowy to prawdziwa pigułka folkloru, historii i wspaniałych emocji. „Wilia” odniosła ogromny sukces. Byliśmy wręcz rozchwytywani. Choreografowie i tancerze innych zespołów nie szczędzili nam słów uznania. To nie było przypadkowe — nasi tancerze wykonali przed wyjazdem ogromną pracę i efekty było widać na scenie — mówi.
Jak podkreśla, podczas Festiwalu najważniejsza była współpraca całego zespołu.
— Byłam opiekunką grupy, pomagałam tancerzom we wszystkim, ale przez cały czas pozostawałyśmy z Marzeną Suchocką w kontakcie. Konsultowałyśmy kolejne występy i wszystkie ważniejsze decyzje. Mimo że nie mogła być z nami osobiście, była z nami każdego dnia — zaznacza.
Ogromne wrażenie zrobiła na niej także publiczność.
— Rzeszowianie kochają ten festiwal. Podczas korowodu i koncertów na rynku są tysiące ludzi. Śpiewają razem z zespołami, przeżywają każdy występ. Pamiętam, że na początku jednego z naszych koncertów zaczął padać deszcz, ale nikt z publiczności nie odszedł. Wszyscy cierpliwie czekali na nasz występ. To naprawdę niezwykły widok — wspomina.
Jej zdaniem Festiwal ma dziś szczególne znaczenie.
— W jednym miejscu spotykają się setki młodych ludzi zakochanych w folklorze. Pracują z nimi znakomici instruktorzy, muzycy i choreografowie. Rzeszów potrafi ich wszystkich zjednoczyć. Takie spotkania są niezwykle potrzebne.

Zespół „Wilia” dziękuje za wsparcie finansowe wyjazdu na XX Światowy Festiwal Polonijnych Zespołów Folklorystycznych w Rzeszowie, firmie VšĮ Vilnvarsa, Ambasadzie RP w Wilnie (przedsięwzięcie jest współfinansowane ze środków Ambasady Rzeczypospolitej Polskiej w Wilnie).
Światowy Festiwal Polonijnych Zespołów Folklorystycznych odbywa się w Rzeszowie od 1969 r. Jego historia nierozerwalnie związana jest z Rzeszowskim Oddziałem „Wspólnota Polska” Domem Polonii pełniącym funkcję Biura Organizacyjnego oraz z Wojewódzkim Domem Kultury, w którym zrodziła się idea festiwali polonijnych i który od początku uczestniczy w ich organizacji.
Festiwal odbywa się co trzy lata (ostatnia, 19. edycja, wyjątkowo została opóźniona o rok z powodu pandemii COVID-19) i co roku przyciąga polonijną młodzież z najdalszych zakątków świata. W ponad 50-letnią historię Festiwalu wpisało się ponad 190 zespołów z 24 krajów i 5 kontynentów. Wiele z nich odwiedziło Rzeszów wielokrotnie, a łączna liczba tancerzy, którzy wystąpili na festiwalowych scenach wyniosła ponad 20 tysięcy.

Przedsięwzięcie było współfinansowane ze środków Ambasady Rzeczpospolitej Polskiej w Wilnie.










