Dziś te wszystkie cuda nie zniknęły, wręcz przeciwnie, namnożyło się ich już tak wiele, że chyba trochę przestaliśmy zwracać na nie uwagę. Tzw. prasa bulwarowa karmi się przede wszystkim tego typu sensacjami, pełne są ich także internetowe portale, te największe mają całe działy tanich plotek.
Przyznaję, od jakiegoś czasu nie zaglądam do portali na dłużej niż trzy, cztery minuty dziennie. Szukanie w nich rzetelnych informacji – jak ujął to pewien znajomy operator telewizyjny – coraz bardziej przypomina łowienie w szambie. Wszystko wrze, huczy, jest niezwykłe, niesamowite, niesłychane i doprawdy niewiarygodne. Nie ma bynajmniej na celu poinformować czytelnika, a jeśli już – to w ostatniej kolejności. Celem jest przyciągnąć jego uwagę i jak najdłużej utrzymać na stronie. Oczywiście po to, by obejrzał na niej jak największą ilość reklam. Tak naprawdę tylko to się liczy.
Redaktorzy działów mają swoje plany sprzedażowe, które muszą zrealizować. W każdym miesiącu muszą wytworzyć określoną ilość informacji, które muszą uzyskać określoną liczbę unikatowych odsłon. Z tego są rozliczani, a nie z tego, czy kogoś o czymś należycie poinformowali. Nie ma żadnego problemu, jeśli w tytule będzie błąd ortograficzny albo merytoryczny wielbłąd. Tym dziennikarz portalu martwić się nie musi. To może nawet lepiej, bo taki błąd może zwrócić większą uwagę, czyli wywołać więcej kliknięć. Dziennikarz w portalu nie jest dobry, jeśli pisze świetne teksty; jest dobry, jeśli się klika, a to raczej nie idzie ze sobą w parze.
W jednym z popularnych polskich portali jest oficjalna wytyczna, że na głównej stronie muszą być każdego dnia przynajmniej trzy newsy o Robercie Lewandowskim. Nawet jeśli ten kompletnie nic nie zrobił, bo również wtedy klika się najlepiej. Czy powielane o nim w ten sposób plotki są choć w części prawdziwe, nie ma oczywiście żadnego znaczenia. Pewien wysoce ceniony dziennikarz sportowy po kilkunastu miesiącach pracy w tym trybie zwolnił się z redakcji i poszedł na pocztę, gdzie zatrudnił się jako listonosz. Chyba się nie dziwicie?
Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 29 (83) 25-31/07/2026

