W 1951 r. przeprowadzono operację MGB „Osen’” („Jesień”) – ostatnią masową deportację ludności cywilnej z terytorium Litwy. W jej ramach w głąb ZSRS wywieziono ponad 20 tys. osób. Wśród ofiar tej operacji znalazła się również rodzina mojej mamy. Syn Wincentego, Aleksander – mój dziadek – został zesłany do obwodu tomskiego wraz z żoną, pięciorgiem dzieci oraz swoją matką. Wśród zesłańców była także moja trzyletnia wówczas mama, Maria.
Po powrocie na Litwę w 1957 r. dziadek własnoręcznie postawił murowany krzyż w miejscu śmierci swojego ojca. W latach 60. rodzina przeniosła się do Wilna. Ojcowizna od dawna nie należy już do naszej rodziny. Mimo to Wołkowszczyzna stała się swoistym miejscem rodzinnych pielgrzymek. Dom dziadka został rozebrany jeszcze w latach 60. Po gospodarstwie pozostały jedynie resztki murowanej piwnicy oraz wspomniany krzyż.
Kilka lat temu, podczas kolejnej wizyty w Wołkowszczyźnie, zauważyłem, że krzyż został opasany biało-czerwoną wstążką. Nie wiem, kto ją tam umieścił ani dlaczego. Być może ktoś uznał, że leśny pomnik upamiętnia poległych żołnierzy Armii Krajowej. Rodzina mojego dziadka była typową, niczym niewyróżniającą się rodziną chłopską, jedną z tysięcy żyjących na Litwie. Ani dziadek, ani pradziadek nie uczestniczyli w działalności konspiracyjnej. W wielkiej polityce, która przez cały wiek XX targała tymi ziemiami, pozostawali raczej statystami niż uczestnikami wydarzeń.
A jednak ta wstążka wydaje mi się w pełni zasłużona. Krzyż postawiony przez dziadka jest świadectwem tragicznych losów naszej rodziny, ale także symbolem ludzi, którzy potrafili zachować pamięć mimo doświadczeń przemocy, wygnania i utraty. Dla mnie osobiście stanowi on przykład indywidualnej pamięci narodowej – tej, która nie rodzi się z wielkich wydarzeń historycznych, lecz z losów zwykłych ludzi i ich rodzinnych wspomnień.
Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 32 (92) 15-21/08/2026

