Europa pozostaje atrakcyjnym miejscem docelowym dla migrantów

„Unia Europejska jest w dalszym ciągu bardzo wrażliwa na kwestię powtórki kryzysu migracyjnego z 2015 r., mimo że sytuacja się poprawiła. Na tych obawach społecznych politycy mogą wciąż wygrywać kampanie wyborcze i próbują to robić” – mówi dr Jolanta Szymańska, analityczka z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Czytaj również...

Jarosław Tomczyk: Dziesięć lat temu prognozowała Pani, że presja migracyjna na Europę to tykająca bomba. Będzie rosła, a Unia Europejska nie ma dobrych pomysłów ani rozwiązań. Coś się zmieniło?

Jolanta Szymańska: Gdy porównamy sytuację kryzysu migracyjnego z 2015 r. z obecną, to stwierdzimy, że dzisiaj jest ona znacznie korzystniejsza. Co nie zmiana faktu, że Europa zawsze będzie atrakcyjnym miejscem docelowym dla migrantów, zarówno tych przymusowych, jak i tych poszukujących lepszego miejsca do życia. W ujęciu statystycznym, w 2015 r., w czasie eskalacji kryzysu migracyjnego, mieliśmy prawie 2 mln przypadków nieuregulowanego przekroczenia granic Unii Europejskiej. W zeszłym roku było to 150 tys., więc skala jest zdecydowanie mniejsza niż przed dekadą.

Natomiast poszukiwania recept na to, jak sobie radzić z kryzysami, trwają i trwać będą cały czas, dlatego że jako Unia Europejska mamy bardzo niestabilne sąsiedztwo. Czeka nas wiele wyzwań. Mamy przypadki politycznej chęci instrumentalizacji migracji. Powiedziałabym nawet, że to zjawisko na przestrzeni dekady zyskało na sile, co niestety, może być też lekcją wyciągniętą z kryzysu migracyjnego przez państwa sąsiadujące z Unią Europejską.

30 i 31 lipca w Ceucie, hiszpańskiej eksklawie leżącej w Afryce, doszło do kolejnego incydentu z nielegalnymi migrantami. Co tak naprawdę się tam wydarzyło?

To, co wiemy na pewno, to że ok. 60 tys. osób w ciągu zaledwie dwóch dni przybyło na terytorium Ceuty. Interpretacje tego, co rzeczywiście zaszło, są różne, ale tak naprawdę tego nie wiemy, musimy poczekać na wyjaśnienie przez hiszpańskie służby. W pierwszych godzinach pojawiła się interpretacja, że to wyrok hiszpańskiego sądu stał się przesłanką dla instrumentalizacji migracji przez władze Maroka, które zachęcając potencjalnych migrantów, obiecywały im, że będą mogły na mocy tego wyroku pozostać na terytorium Hiszpanii bezpiecznie i nie zostaną zawróceni. Co zrozumiałe, władze Maroka dementują te doniesienia. Współpracowały też z Hiszpanią w deportacji przybyszów na terytorium Maroka.

Sprawa wymaga dogłębnego wyjaśnienia, czemu służyło m.in. spotkanie ministrów spraw wewnętrznych krajów Unii Europejskiej, do którego doszło 4 sierpnia. Musimy pamiętać, że problemy w Ceucie powracają. Dotychczas mieliśmy do czynienia przede wszystkim z forsowaniem granicy lądowej. Powszechnie znamy obrazki z zasiekami na tej granicy. Teraz mieliśmy przypadek prób przedostania się na terytorium Hiszpanii drogą morską.

Wspomniany przez Panią wyrok mówił, że ci, którzy dostaną się właśnie drogą morską, nie będą mogli być odesłani.

Jak wskazują władze Hiszpanii, wyrok był źle interpretowany, a jego błędna interpretacja stała się zachętą. W praktyce, co zobaczyliśmy, nie blokowało to możliwości deportacji osób. Większość z nich została bardzo szybko zawrócona.

Były też liczne głosy, że to unijny pakt migracyjny jest czynnikiem zachęcającym migrantów.

Tymczasem obowiązujący formalnie od czerwca pakt wzmocnił i przyspieszył procedury graniczne i deportacyjne. Pakt na pewno nie jest problemem, a wręcz pełna jego implementacja do systemów prawnych państw członkowskich może wesprzeć działania przeciw takim próbom forsowania granic. To trzeba podkreślić i pamiętać.

Te fałszywe interpretacje zdają się być celowo propagowane w przestrzeni publicznej, służąc określonym interesom tych, którzy migrację chcą instrumentalizować.

W Unii Europejskiej jesteśmy w specyficznym okresie. W wielu dużych unijnych państwach trwają kampanie wyborcze. Tego typu elementy jak incydenty graniczne są w nich paliwem. Polityka migracyjna od lat jest wykorzystywana do mobilizowania wyborców zwłaszcza przez skrajną prawicę.

Wiemy, że na terytorium unijnym są partie polityczne, które bardzo chętnie grają tym motywem i także tym, co się wydarzyło w Ceucie. Powoduje to panikę, oburzenie i dyskusje. Jest elementem zachęcającym tych, którzy chcą instrumentalizować migrację, by korzystać z tego narzędzia do destabilizowania sytuacji politycznej w wielu krajach, polaryzowania społeczeństwa. Pozwala osiągać cele, które ci aktorzy sobie stawiają. Panika, którą ta sytuacja spowodowała, jest ich zamierzonym celem, pokazuje, że Unia Europejska jest w dalszym ciągu bardzo wrażliwa na kwestię powtórki kryzysu migracyjnego z 2015 r. Na tych obawach społecznych politycy mogą wciąż wygrywać kampanie wyborcze i próbują to robić.

Ceuta-2026-08-08-2-PORTAL
Około 60 tys. osób w ciągu zaledwie dwóch dni przybyło na terytorium Ceuty, hiszpańskiej eksklawy na terenie Maroka. Interpretacje tego, co rzeczywiście zaszło, są różne | Fot. Jalal Morchidi, EPA-ELTA

Warto zauważyć sprzeczności w narracji populistów, która jest zupełnie niespójna. Z jednej strony głoszą, że Ceuta jest marokańska, z drugiej – że islamiści atakują Europę.

Tak zazwyczaj działają kampanie dezinformacyjne i polaryzujące. One niekoniecznie muszą być logicznie spójne, mają wywoływać poczucie zagrożenia, obawy, niepewności. Natomiast jeśli chodzi o współpracę Unii Europejskiej z Marokiem, to niezależnie od tego, czy w tym wypadku doszło do instrumentalizacji, czy nie, wymagany jest jej przegląd. Nawet jeśli założymy, że władze Maroka nie były zaangażowane w proceder w Ceucie, to jednak do incydentu doszło. Oznacza to, że kontrola granicy marokańskiej nie jest odpowiednia, a Unia Europejska współpracuje z Marokiem w tym zakresie od dłuższego czasu. Wymaga to wyjaśnienia i rewizji, ustalenia, co należy poprawić, aby do takich sytuacji nie dochodziło. Pytanie tylko o polityczną motywację, o to, czy Maroko faktycznie chce współpracy i czy jest wiarygodnym partnerem.

Pojawiają się też pytania o to, czy za incydentem w Ceucie mogą stać Stany Zjednoczone i Izrael, wobec których hiszpański rząd premiera Pedra Sáncheza był w ostatnim czasie mocno krytyczny, a które to kraje są w bliskich relacjach z Marokiem.

To są kwestie dla służb, które tę sprawę muszą wyjaśnić. Takie interpretacje faktycznie się pojawiły, potem były dementowane, wymaga to sprawdzenia. Owszem, premier Sánchez faktycznie był tym, który dość odważnie sprzeciwiał się polityce Stanów Zjednoczonych i Izraela, napięć na linii tych krajów nie brakowało. Natomiast pytanie, czy było to przesłanką do inspirowania władz Maroka przez USA bądź Izrael do instrumentalizacji kwestii Ceuty, jest pytaniem otwartym. Ja na nie w tym momencie nie odpowiem, bo nie chciałabym wpisywać się w nurt interpretatorów rzeczywistości bez opierania się na faktach, które dopiero zostaną zbadane, bo to wyłącznie nakręca tę spiralę. Trzeba po prostu spokojnie zaczekać na efekty pracy służb, nie eskalować niepotrzebnie emocji.

Niepokojąca wydaje się reakcja Europy. Zamiast bronić integralności terytorialnej Hiszpanii, państwa unijnego i sojusznika w ramach NATO, Włochy domagały się jej wykluczenia ze strefy Schengen.

W kwestiach migracyjnych brak zaufania między państwami utrzymuje się od czasu kryzysu migracyjnego 2015 r. Od tamtego momentu wiele państw utrzymuje kontrole wewnętrzne w obszarze strefy Schengen w obawie o to, że inne państwo nie kontroluje granicy w odpowiedni sposób. Na przykład Francja, która też krytycznie odnosiła się do sytuacji w Hiszpanii, ma z nią przywrócone kontrole graniczne na granicy lądowej. Natomiast Włochy wprowadziły je na granicach lotniczych i morskich, co był działaniem stricte pod publiczkę.

We Włoszech jest to ewidentnie skrojone na potrzeby działań wyborczych. Premier Giorgia Meloni jest w specyficznej sytuacji. Doświadczyła przypadków instrumentalizacji migracji przez Libię, więc można by się po niej spodziewać większej solidarności z Hiszpanią, ale z drugiej strony nie zapominajmy, że jest przedstawicielką partii skrajnie prawicowej. Potrzeby bieżącej polityki zwyciężyły nad logiką i myśleniem długoterminowym o interesie państwa frontowego jako takiego. Warto przypomnieć – bo pojawiały się doniesienia o wyrzuceniu Hiszpanii ze strefy Schengen – że nie ma takiej prawnej możliwości. Można jedynie przywrócić kontrole graniczne z danym państwem na określony czas. Ten mechanizm jest stosowany w odniesieniu do wielu państw i nie wydaje się mieć jakiejś ogromnej mocy przesądzającej o istnieniu, tudzież nieistnieniu strefy Schengen.

Na granicach polskich czy litewskich kontrole też były przywracane.

Jest to działanie, które bardzo często się powtarza. Polska była w sytuacji eskalacji na granicy polsko-białoruskiej, kiedy Niemcy podjęły decyzję o przywróceniu kontroli. Takie przypadki braku solidarności się pojawiają. Wydaje się, że jest to odpowiedź na pilną potrzebę zaspokojenia swoich potencjalnych wyborców, stworzenia poczucia, że mamy opanowaną sytuację poprzez najszybszą możliwa reakcję, jaką jest przywrócenie kontroli granicznych. Taka reakcja jednak nie powinna się powtarzać, zwłaszcza że wpisuje się w ten cel, który stawiają sobie autorytarne reżimy, decydujące się instrumentalizować migrację w kierunku Europy. Powinniśmy się powstrzymywać przed takimi jednostronnymi działaniami.

Czy wydarzenia w Ceucie możemy przyrównać do zagrożeń migracyjnych, z jakimi Polska i Litwa mierzą się ze strony Białorusi?

Jeżeli chodzi o granicę wschodnią Unii Europejskiej, to wiemy, że ona jest obiektem systemowej wojny hybrydowej i działań nie tylko w obszarze instrumentalizacji migracji. Jest to potwierdzone i udokumentowane. Natomiast sytuacja w Ceucie ma charakter incydentalny. Musimy ją wyjaśnić i wtedy będziemy mogli mówić, czy mamy możliwość porównywania tych zjawisk, czy też nie.

Fakt szybkiego odesłania przez służby migrantów, którzy zalali Ceutę, to jakiś powód do optymizmu?

Z punktu widzenia interesu całej Unii Europejskiej ta szybka reakcja w kwestii powrotu ma znaczenie, bo pokazuje skuteczność służb, w związku z czym może odstraszać czy też zniechęcać do podejmowania takich prób. Nasuwa się jednak wiele pytań o kwestie humanitarne. Doszło do przypadków śmiertelnych, wiele osób zginęło w trakcie przeprawy do Ceuty. W chwili naszej rozmowy ostatnie doniesienia mówią o 88 ofiarach, więc jest to też duży kryzys humanitarny w skali tej przecież małej, 85-tysięcznej miejscowości. Nie zapominajmy o tym.

Co przyniosła nadzwyczajna wideokonferencja ministrów spraw wewnętrznych krajów UE z 4 sierpnia, o której wspomniała Pani na początku naszej rozmowy?

W trakcie konferencji ministrowie spraw wewnętrznych państw członkowskich wyrazili solidarność z Hiszpanią i uznanie, że jej władzom udało się opanować kryzys w tak szybkim czasie. Potwierdzili determinację w walce z przemytnikami ludzi. Zwrócili też uwagę na kwestię komunikacji incydentów tego typu w przyszłości, przestrzegając przed zaangażowaniem zewnętrznych aktorów w dezinformacje na temat migracji.


Dr Jolanta Szymańska

Jest koordynatorką programu Unia Europejska w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, instytucji podległej MSZ RP. Jej zainteresowania badawcze obejmują politykę migracyjną i obszar spraw wewnętrznych UE oraz system instytucjonalny UE. Wykłada na Uniwersytecie Warszawskim i w Krajowej Szkole Administracji Publicznej. Jest autorką licznych publikacji naukowych dot. systemu politycznego Unii Europejskiej oraz polityki migracyjnej UE.


Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 31 (89) 08-14/08/2026

Afisze

Więcej od autora

„Nie smućcie się, bo Ja zawsze będę przy was”. Gietrzwałd odkryty na nowo

Jarosław Tomczyk: Stanisław Jachowicz, charakteryzując Polaków, zawarł w swoim wierszu „Wieś” słynny cytat: „Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie”. Pasuje chyba do Gietrzwałdu?Ewa K. Czaczkowska:...

Nie przeglądam portali

Dziś te wszystkie cuda nie zniknęły, wręcz przeciwnie, namnożyło się ich już tak wiele, że chyba trochę przestaliśmy zwracać na nie uwagę. Tzw. prasa bulwarowa karmi się przede wszystkim...