Więcej

    Stary Sącz, miasto Sądeckiej Pani – węgierskiej księżniczki, która została świętą

    Stary Sącz to malownicze miasteczko z XIII w., jedno z najstarszych w Polsce, leżące na dawnym szlaku bursztynowym, w Kotlinie Sądeckiej, w widłach rzek Popradu i Dunajca. Odwiedziłam je w tym roku, rozpoczynając mój sezon turystyczny, z postanowieniem, że muszę nadrobić zaległości. W tym celu będę udawać się w miejsca mało reklamowane, mniej oczywiste niż te, które szlifują turyści – wierna zasadzie: „cudze chwalicie, swego nie znacie”.

    Czytaj również...

    Już patrząc z daleka na miasto skryte w zieleni pól i łąk, wiedziałam, że czeka mnie niezwykła przygoda, którą zapowiadały wieże świątyń i mury obronne wokół ogrodu klasztornego, urocze kamieniczki, brukowane uliczki, no i wszechobecne ślady św. Kingi, Sądeckiej Pani. Całe miasto zdaje się być sanktuarium św. Kingi, a jego mieszańcy, o czym mogłam się później przekonać, są prawdziwymi kustoszami jej pamięci.

    Całe miasto zdaje się być Sanktuarium św. Kingi, a jego mieszańcy są prawdziwymi kustoszami jej pamięci
    | Fot. Wiktor Baron

    Papieskie centrum pielgrzymowania

    Zatrzymałam się w Domu Pielgrzyma „Opoka”, nowoczesnym ośrodku o standardzie hotelu, mającym wspaniałą lokalizację i bliskie związki z papieżem Janem Pawłem II (do dziś stoi tam okazały, jedyny zachowany w Polsce, ogromny ołtarz papieski) i oczywiście ze św. Kingą. Mój pobyt zbiegł się z Diecezjalnym Świętem Rodziny, które obchodzone jest tu cykliczne, ale i z przypadającym w tym roku jubileuszem 25. rocznicy kanonizacji św. Kingi oraz wizyty papieża Jana Pawła II w Starym Sączu. 

    A miało to miejsce 16 czerwca 1999 r. W tymże dniu, jak wspomina ks. Paweł Broński, dyrektor Diecezjalnego Centrum Pielgrzymowania im. Jana Pawła II, na uroczystą mszę do Starego Sącza przybyło ponad pół miliona pielgrzymów. On sam, wówczas jako student drugiego roku tarnowskiego seminarium, śpiewał w chórze. I do dziś pamięta, jakim echem po sądeckich łąkach rozniosła się śpiewana przez kilkaset głosów pieśń „Tu es Petrus”. 

    – Ciarki szły po plecach. Jadąc do Starego Sącza na uroczystość, nie byliśmy pewni, że papież przyjedzie. Pamiętam niepokojącą wiadomość o jego chorobie, nieobecności w innych miastach, wiedzieliśmy, że nie celebrował mszy św. na krakowskich Błoniach. Mieliśmy duże wątpliwości, czy tak samo przypadkiem nie będzie w Starym Sączu. Jakież było zaskoczenie i zarazem ogromna radość, gdy zobaczyliśmy Jana Pawła II – wspomina ks. dyrektor. – Papież był słaby i miał wysoką gorączkę, jednak jak to on, często uparty, powiedział: „Jedziemy!”. Pamiętam tę radość i wzruszenie wszystkich ludzi patrzących na niego. Papież po prostu na mszy św. otrzymał jakieś siły z wysoka. Czuł się dobrze, wygłosił długą homilię. Żartował. Robił nam powtórkę z geografii…

    – Dziś, gdy patrzę na ten ołtarz, mam świadomość, że to miasto i to miejsce modlitwy tłumów ludzi było świadkami spotkania ludzi świętych: Kingi i Jana Pawła II. Kiedy się o tym pomyśli, trudno nie czuć wzruszenia – mówi ks. Bromski.

    Papież odjechał, ale został ołtarz. Ks. Bromski widzi w tym opatrzność Bożą. Tego też chcieli górale. Później ta łąka z ołtarzem potrzebowała jakiegoś dopełnienia. I tak powstał dom rekolekcyjny – strażnik ołtarza, a zarazem miejsce gromadzenia się pielgrzymów, którzy przyjeżdżają tu dziękować za łaski otrzymane za wstawiennictwem św. Kingi i św. Jana Pawła II, ale też turystów, zaciekawionych miejscem i jedynym w całości zachowanym ołtarzem na świecie, świadkiem papieskiej wizyty. Pod ołtarzem znajduje się muzeum pamiątek po Janie Pawle II.

    – Z okazji 25. rocznicy wizyty Jana Pawła II w naszym mieście założyliśmy nową księgę gości, którą rozpoczęli swoimi wpisami dwaj prezydenci, Polski i Węgier – podkreśla ks. dyrektor.

    Bo św. Kinga to Węgierka z pochodzenia.

    Papież Jan Paweł II odjechał, ale został ołtarz

    Święta Kinga – jej historia

    Aby poznać ją bliżej, udałam się do klasztoru, gdzie żyją w odosobnieniu, realizując powołanie do życia kontemplacyjnego na wzór Świętej Matki Klary, siostry klaryski. Zakon wywodzi swój początek z Asyżu. 

    – Do Polski sprowadziła go bł. Salomea w 1245 r., córka Leszka Białego, księcia krakowskiego. Z kolei klasztor starosądecki ufundowała św. Kinga w 1280 r. – rozpoczyna opowieść o św. Kindze wieloletnia ksieni zgromadzenia klarysek w Starym Sączu, s. Teresa Anna Izworska.

    Kinga Kunegunda (dwojga imion) urodziła się 4 marca 1234 r. w Ostrzyhomiu (węg. Esztergom) jako córka króla węgierskiego Beli IV i Marii, córki cesarza bizantyjskiego Teodora I Laskarisa. Mając pięć lat, posłuszna woli rodziców, w roku 1239 przybyła do Polski, by po osiągnięciu odpowiedniego wieku (wówczas uznawano za taki 12 lat!) poślubić księcia krakowsko-sandomierskiego Bolesława, syna Leszka Białego. Była majętną księżniczką – od swojego ojca otrzymała olbrzymi posag, który już w Polsce przekazała mężowi na walkę z Tatarami, nękającymi wówczas kraj podczas najazdów. 

    Zaślubiny miały miejsce w 1246 r. w Krakowie. Było to małżeństwo zawarte ze względów politycznych. Chodziło bowiem o wzmocnienie narodów, polskiego i węgierskiego, w obronie przed najazdami tatarskimi. 

    Kinga i Bolesław żyli w małżeństwie niespełnionym. Ojciec Święty Jan Paweł II w homilii kanonizacyjnej wyjaśnił, że: „Ten sposób życia, dziś może trudny do zrozumienia, a głęboko zakorzeniony w tradycji pierwotnego Kościoła, dał św. Kindze tę wewnętrzną wolność, dzięki której z całym oddaniem mogła troszczyć się o sprawy Pana, prowadząc głębokie życie religijne”.

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Tak więc młoda księżniczka pogardziła bogactwem oraz zaszczytami i wybrała proste, skromne życie. Kinga wspierała męża w sprawowaniu władzy, a dla poddanych miała serce i dłonie matki: opiekowała się chorymi, niosła pomoc moralną i materialną potrzebującym. Ofiarowała swój bogaty posag na potrzeby księstwa spustoszonego przez Tatarów. Książę Bolesław, wdzięczny Kindze, oddał jej w 1257 r. ziemię sądecką w wieczyste posiadanie. I tak powstał Stary Sącz. Klasztor i kościół św. Elżbiety.

    Kiedy jechała do swojej nowej ojczyzny, nie wiedziała, że Bóg złączy jej historię z tą ziemią na wieki. Warto w tym miejscu przytoczyć fragment aktu fundacyjnego, który pielęgnują siostry klaryski: „My, Kunegunda, Pani i właścicielka Sącza (…) postanawiamy: we wspomnianej wyżej miejscowości Sącz ma być założony i wzniesiony Klasztor Panien Zakonu Świętej Klary, ku chwale Boga i świętej Bogarodzicy Maryi (…). W tym domu mają zamieszkać Ksieni i wspólnota sióstr tego zakonu i służyć Panu w bojaźni dniem i nocą, a wyzbywszy się woli własnej, niech wyrzekną się siebie i swego mienia i kroczą przed Bogiem w świętości i sprawiedliwości, postanowiwszy wejść do życia, idąc ciasną drogą i wąskim przejściem, i słusznie trzeba je wesprzeć w ich doczesnych potrzebach, bo w ten sposób w pokoju i z oddaniem będą służyły Panu, otrzymają nagrodę pobożnego życia, a bliźnim przyniosą owoce modlitw i dobry przykład. Chcemy zatem, by nie cierpiały niedostatku, a natomiast postępowały w życiu duchowym”.

    – Na rzecz klasztoru fundatorka zapisała miasto Sącz, 29 wsi i przez kilka lat administrowała tymi dobrami. 24 kwietnia 1289 r. złożyła śluby zakonne. Wreszcie mogła realizować swoje powołanie do całkowitego oddania się Bogu – podkreśla matka przełożona.

    Św. Kinga na wizerunku z klasztoru klarysek i na ołtarzu dostępnym powszechnie

    Kult św. Kingi

    Muszę się przyznać, że byłam pod ogromnym wrażeniem spotkań z ludźmi, dla których św. Kinga jest ważna. Miałam sposobność poznać i posłuchać ciekawych opowieści starszego dziś wiekiem kościelnego i przewodnika po klasztorze klarysek, pasjonata św. Kingi, pana Stefana Bożka, który zamieszkuje na terenie klasztoru. Sam za św. Kingą podążył z Bochni, w której się urodził i spędził wiele lat, by u schyłku życia być w niegdysiejszym centrum jej bytowania.

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    A co ma wspólnego Bochnia ze św. Kingą? Otóż Bochnia (wraz z Wieliczką) to miasto kopalni soli. A św. Kinga to patronka górników solnych. Do dziś historyczne źródła kopalni podają, jak to sól wraz z Kingą „przywędrowała” do Polski. 

    Pan Stanisław Bożek opowiedział mi piękną legendę, która głosi, że Kinga, kiedy była jeszcze bardzo młodą dziewczyną, otrzymała od księcia Bolesława cenny pierścień zaręczynowy. Jej ojciec, sądząc, że kraj, do którego wybierze się jego córka, jest bardzo bogaty, długo rozmyślał nad posagiem, jednak nic nie przychodziło mu do głowy. Zapytał więc córkę, jakiego posagu sama oczekuje. Królewna chwilę pomyślała i poprosiła ojca, by obdarował ją bogactwem soli kamiennej, gdyż w Polsce kopalń nie było i wiedziała, że zyska tym wdzięczność przyszłego męża i jego poddanych. 

    Ojciec, chcąc spełnić prośbę córki, zabrał ją do największej węgierskiej kopalni w Marmarosz (węg. Maramuresz), a zatroskana Kinga podniosła wzrok ku niebu, zastanawiając się, jak przenieść całą kopalnię do Polski. Wówczas z palca stoczył się jej zaręczynowy pierścień i wpadł do szybu kopalni. 

    Jadąc do Polski, wzięła więc tylko węgierskich górników. Kiedy orszak był w okolicach Bochni i Wieliczki, nakazała im kopać, czując, że to jest to miejsce, gdzie może być ten kruszec. Gdy górnicy dokopali się kawałka solnej skały, zauważyli, że z jej środka wydobywa się niesamowity blask – był to pięknie świecący zaręczynowy pierścień, ten sam, który wpadł do szybu na Węgrzech. Wszyscy uklękli przed takim cudem, bo zrozumieli, że posag, o jaki Kinga prosiła ojca, to była sól, a pierścień w cudowny sposób sprowadził ten skarb do Polski.

    Po śmierci Kingi w 1292 r. górnicy zaczęli otaczać księżną wyjątkowym kultem. Wierzyli, że przynosi im ona szczęście w poszukiwaniach soli i otacza ich opieką w codziennej pracy, pełnej niebezpieczeństw. Scena górnika z bryłą soli, klęczącego przed Kingą, stała się częstym motywem obrazów i rzeźb, tworzonych przez górników.

    Przeszłość Starego Sącza sięga czasów zamierzchłych, pierwszego okresu polskiej państwowości
    | Fot. Wiktor Baron

    Św. Kinga – kobieta biznesu 

    Dziś wszyscy myślą o św. Kindze jako klarysce, patronce górników, ale ona przez 10 lat, zanim wstąpiła do zakonu, mieszkała obok klasztoru i jako księżna sądecka zarządzała swoimi dobrami. Pamiętajmy, że wwiozła jednak kosztowny posag i umiała nim gospodarować. 

    Gdyby żyła w dzisiejszych czasach, mogłaby być menedżerem jakiegoś wielkiego przemysłowego konsorcjum. Ale w XIII w. kobieta zajmująca się ekonomią i gospodarką to było nadzwyczajne! Ona miała niezwykły talent i zmysł ekonomiczny. Dbała o rozwój gospodarczy swych ziem: zakładała wsie, ustanawiała parafie, fundowała kościoły i klasztory, sprowadzała osadników, ucząc ich pracy i rzemiosła. W centrum Starego Sącza, obok klasztoru, wybudowała kościół parafialny i postanowiła, by był on pod wezwaniem jej ciotki, św. Elżbiety Węgierskiej, siostry jej ojca, Beli IV. To świadczyło, że pochodziła z rodziny świętych, co podkreślał 25 lat temu papież Jan Paweł II. I sama umiała łączyć pracę z żywą wiarą i religijnością.

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Pan Stefan Bożek uważa, że w pamięci ludzi zostawiła głęboki ślad. Jeszcze za życia uważano ją za świętą i było tak przez setki lat po jej śmierci – Kingę beatyfikowano w 1690 r., ale sądeczanie „kanonizowali” ją wiele wieków wcześniej. Była w ludziach świadomość, że Kinga czuwa nad miastem i okolicami, opiekuje się nimi, chroni je od złego.

    Stary Sącz, to miasto jakby zatrzymane w czasie. Wrażenie robi ryneczek w kształcie kwadratu, wyłożony kocimi łbami, z niskimi kamieniczkami o szerokich spadających dachach. Wśród nich wyróżnia się Dom na Dołkach. Mieści się w nim bogate i warte obejrzenia Muzeum Regionalne, w którym już w pierwszej sali można zobaczyć przedmioty i dzieła związane ze św. Kingą oraz wizytą Jana Pawła II, m.in. drzeworyty Jana Matejki z 1872 r. przedstawiające księżną Kingę i męża Bolesława Wstydliwego. Jest obraz wydrukowany z okazji 600. rocznicy śmierci bł. Kingi z 1892 r. Ekspozycję uzupełniają pamiątki po wizycie Jana Pawła II w Starym Sączu. Najwartościowszą pamiątką jest własnoręczny podpis papieża oraz pióro, którym go złożył.

    W mieście i okolicach jest wiele pamiątek po św. Kindze. Wielbiona jest przez niemal wszystkich artystów beskidzkich i pienińskich, ale chyba nie ma większej jej adoratorki niż 95-letnia dziś Krystyna Aleksander, która sławi Panią Ziemi Sądeckiej w swoich wierszach i obrazach. Powstał również piękny wiersz z okazji beatyfikacji św. Kingi, zaczynający się od słów: „Witaj wśród świętych, Mateńko Kochana,/Tak Cię nazywam, bo jesteś tuż przy mnie,/Gdy czasem smutku przechyla się szala,/Przynosisz mi światło w szarej godzinie”.

    | Fot. Wiktor Baron

    I góry pamiętają św. Kingę

    Jak mówią stare podania, św. Kinga chodziła często pieszo przez Obidze do Pienin. Idąc, podpierała się kijem, a na śladach kija wyrosły potem lipy. Wytchnienia szukała, przysiadając na kamieniach przydrożnych, które nazywano tronami św. Kingi. I ja również podążałam jej śladami. Ze Starego Sącza bowiem do Rytra, Kosarzysk, Piwnicznej jest rzut beretem, a stamtąd zaś prowadzą szlaki turystyczne. Zauroczony nimi był św. Jan Paweł II, który podczas swojej pielgrzymki w 1999 r., w słynnej „powtórce z geografii” mówił: „Jesteśmy w Starym Sączu. Stąd wyruszamy ku Dzwonkówce, Wielkiej Raczy, na Przehybę. Z Przehyby do Szlachtowej, do Krościenka (…)”.

    Jest wiele ciekawych tras: na Obidzę, Eliaszówkę z wieżą widokową, na Radziejową. Serdecznie polecam.

    Czytaj więcej: Polska czeka na gości [Z GALERIĄ]


    Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” Nr 25 (73) 29/06-05/07/2024

    Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Afisze

    Więcej od autora

    Nowa Huta – jak powstawała duma PRL-u

    W czerwcu 1949 r. rozpoczęła się budowa Nowej Huty, najbardziej reprezentatywnego dzieła socrealizmu w Polsce. Miasto powstało nieopodal starego Krakowa i mimo tej bliskości przez lata dzieliła je „przepaść”. Dziś Nowa Huta jest dzielnicą Krakowa i odzyskuje utraconą pozycję. Powstało...

    Czy Wilno pokocha pisarkę, która to miasto ukochała?

    Brenda Mazur: Pani książki same przez siebie mówią o tym, że Wilno i Wileńszczyzna zauroczyły Panią. Jak to się zaczęło? Ewa Sobieniewska: Sama pochodzę z małego polskiego miasteczka w województwie świętokrzyskim, ale w moim rodzinnym domu pełno było Wilna i...

    Każdy dzień na wagę złota: o tych, którym śpieszno na świat, czyli o wcześniakach

    Pod wpływem tego radosnego, ale i zarazem dramatycznego wydarzenia, uświadomiłam sobie, jak ważny jest każdy dzień bycia „dłużej w brzuchu mamy”, jak istotne jest każde 100 gramów wagi noworodka, gdyż to właśnie do samego końca całego procesu ciąży kształtuje...

    O miłości do dwóch kółek i o najpiękniejszych trasach rowerowych w Polsce

    Rower uznawany jest za najbardziej ekologiczny i ekonomiczny środek transportu – nie emituje spalin i jednocześnie daje jego właścicielowi możliwość zadbania o kondycję fizyczną. Poza tym tempo rowerowe jest idealne do spokojnego oglądania nowych miejsc. Na dwóch kółkach można...