Więcej

    The Best of Justyna Steczkowska! Wspaniale zapowiada się koncert polskiej gwiazdy pop w Wilnie

    Jej występy sceniczne zawsze wzbudzają ogromne emocje. To artystka znana z hipnotyzującego czterooktawowego głosu i teatralnych, często eksperymentalnych występów scenicznych. „Kurier Wileński” rozmawia z menedżerem Justyny Steczkowskiej, a jednocześnie jej synem – Leonem Myszkowskim.

    Czytaj również...

    Ostatnio mieliśmy okazję oglądać Justynę Steczkowską podczas 69. Konkursu Piosenki Eurowizji 2025 w Bazylei, gdzie wystąpiła z utworem „Gaja”. Był to spektakularny występ z elementami akrobacji powietrznych i wspięcia się na wyżyny zdolności wokalnych. Artystka łączy bowiem nowoczesny pop, muzykę etniczną i folkową z niesamowitym zacięciem artystycznym, tworząc spektakularne widowiska muzyczne. I takie też zapowiada się jej występ w Wilnie!

    Wydarzenie planowane jest w listopadzie tego roku i stało się powodem wizyty w naszym mieście organizatorów imprezy: Kamila Bernackiego oraz Leona Myszkowskiego, syna Justyny – reprezentujących management artystki. Leon od zeszłego roku pełni oficjalną funkcję menedżera swojej matki i zdecydował się specjalnie dla „Kuriera Wileńskiego” zdradzić kulisy rodzinno-muzycznych koneksji.

    Brenda Mazur: Leonie, więzy rodzinne się zacieśniają. Zostałeś menedżerem mamy i wygląda na to, że muzyka stała się mocnym spoiwem łączącym pokolenia.

    Leon Myszkowski: Pochodzę z bardzo muzycznego domu. Dziadek, ojciec mamy, przewodził chórowi kościelnemu, a babcia była chórzystką i nauczycielką muzyki. Mama jest jedną z dziewięciorga rodzeństwa, z których wszyscy, w mniejszym czy większym stopniu, są związani z branżą muzyczną. Agata Steczkowska to dyrygentka, wiolonczelistka i kompozytorka. Magda Steczkowska jest wokalistką oraz skrzypaczką. Paweł Steczkowski to basista, kompozytor i wokalista. Jacek Steczkowski gra na saksofonie. Maria, Cecylia i Krystyna również śpiewają i grają na skrzypcach. To prawdziwy klan Steczkowskich!

    Dokąd tylko sięga moja pamięć, pamiętam mamę śpiewającą, a cały jej zespół znam od dziecka. Np. kierownik muzyczny, Grzesiu, uczył mnie grać na perkusji, przez nasz dom przewijali się różni ludzie związani z muzyką. Tak więc dla mnie to środowisko to było coś normalnego. Dość wcześnie też zostałem włączony w życie ekipy. Jako nastolatek jeździłem w trasy pomagać przy koncertach, uczyłem się wszystkiego od podszewki. I dziś doszedłem do tego etapu, że Justyna zdecydowała, że mogę zająć się jej managementem. Choć tak do końca nie nazwałbym siebie menedżerem. Przez to określenie rozumiem kogoś, kto kieruje całością kariery, jest odpowiedzialny za kurs artystyczny, zarządza strategicznie. W przypadku Justyny jest tak, że ona nie potrzebuje kogoś takiego.

    Ja mam nowoczesne podejście do managementu polegające na współpracy, odpowiedzialności grupowej i zadowoleniu pracowników. Zajmuję się głównie obsługą imprezy, jej sprzedażą i całą logistyką związaną z wydarzeniem. Odpowiadam na mejle, których w przypadku organizacji jakiegoś koncertu jest naprawdę sporo.

    A tak na marginesie, to słowo „menedżer” dzisiaj jest nadużywane, bo jest: booking manager, event manager, menedżer zmianowy, dedykowany poszczególnym projektom, tour manager, manager od każdej najdrobniejszej czynności. U nas tak to nie działa!

    Takim momentem twojego wejścia „na całego” w muzyczne życie Justyny Steczkowskiej była Eurowizja 2025. Justyna Steczkowska reprezentowała nasz kraj piosenką „Gaja”. I jak zwykle nie zaskoczyła, bo występ był fenomenalny, a ona sama – zjawiskowa. Nie wygrała jednak i nie zdobyła satysfakcjonującego miejsca. Było to też jej drugie (po latach) podejście.

    Nad Eurowizją pracuje cały sztab ludzi. Na miejscu, w Bazylei, było nas 19 osób, ale w samych przygotowaniach w Polsce bierze udział wielu ludzi, specjalistów w różnych branżach, których nawet trudno mi zliczyć. Są ludzie, którzy szyją kostiumy, którzy robią wizualizacje, ludzie, którzy projektują ten występ w programach komputerowych i inni. Choćby wizja artystyczna wymaga specjalistów. Za stronę wizualną i reżyserską występu Justyny na Eurowizji odpowiadał dyrektor artystyczny Rafał Tylicki, współtwórca teledysku „Gaja”. On odpowiadał za koncepcje sceniczne. Za choreografię zaś odpowiadał Kuba Walica.

    Co do Eurowizji jako wydarzenia muzycznego, to rządzi się ono swoimi specyficznymi prawami i czasami trudno zrozumieć, dlaczego dany artysta uplasował się tak wysoko. Po pierwsze, oceny mają niewiele wspólnego z czysto muzyczną rywalizacją. Ponad muzykę, niestety, stawia się politykę, głosowania często odzwierciedlają sojusze polityczne, jakieś geopolityczne napięcia. Po drugie, nadal panują głosowania sąsiedzkie czy przejawiające sympatie blokowe. Po trzecie, coraz częściej wyczuwa się specyficzne gusta, akceptowalne dla jakiejś grupy. No i najważniejsze – to kontrowersje wokół systemu głosowania, co dotknęło mamę.

    Justyna Steczkowska zachwyciła publiczność Eurowizji 2025 emocjonalnym występem i zdobyła od widzów aż 139 pkt! Niestety, entuzjazm widzów nie został podzielony przez jurorów. Polska otrzymała zaledwie 17 pkt od komisji jurorskiej. Mimo ogromnego wsparcia fanów ta surowa ocena zepchnęła Polskę na 14. miejsce i wywołała wielką burzę w sieci i poczucie niesprawiedliwości. Można sobie tylko wyobrazić, które miejsce zajęłaby mama, gdyby liczyły się jedynie oceny publiczności. Dla wielu z nich wynik był krzywdzący i z góry ustalony przez układy, a nie talent!

    Zwróciłam uwagę, że opowiadając o twojej pracodawczyni, raz mówisz „Mama”, a następnie „Justyna”. Jak się zwracasz do niej w pracy?

    Gdy wpadam do garderoby, to rzucam „Mamuś”. Ale jeśli jestem wśród pracowników, z ekipą coś omawiamy, staram się mówić w trzeciej osobie. Czasami wyrwie mi się „Mamo”, ale to wygląda niepoważnie. Często mówię po prostu „Justyna”. Wspominając Eurowizję, podszedłem bardzo emocjonalnie, obrończo i opiekuńczo, więc oceniałem „Mamę” [śmiech].

    Zarówno mama, jak i ojciec dawali Ci dużo wolności twórczej, mogłeś dość wcześnie decydować o swoim życiu.

    Z domu mogłem wyprowadzić się pod pewnymi warunkami – najważniejszym było zdanie matury [śmiech]. Tak też się stało i było to przed siedmiu laty. Opuszczenie przeze mnie gniazda nie było dla rodziców łatwe, lecz przedstawiłem argumenty i przekonywałem, że chcę zająć się życiem sam, robić to, co lubię. Od dziecka, można powiedzieć, lubiłem słuchać muzyki. Wtedy były czasy, że wytwórnie holenderskie wchodziły na rynek, jak Spinnin’ Records specjalizująca się w szeroko pojętej muzyce tanecznej i elektronicznej (EDM), wspierającej największe nazwiska z tej branży. To była taka nowoczesna muzyka, która mi bardzo przypadła do gustu.

    Gdy miałem 11–12 lat, zaczęli mnie fascynować ludzie prowadzący eventy muzyczne, słynni didżeje. Zachwycałem się francuskim gigantem muzyki elektronicznej, wygrywającym prestiżowe rankingi DJ Mag, dla mnie numer jeden na świecie – Davidem Guettą czy słynnym Tiësto. I sam postanowiłem zostać didżejem.

    Pamiętam, jak dostałem pierwszy taki mały kontroler do nauki dla didżejów. To nie było coś z wyższej półki, podpinało się go do komputera i można było się bawić w didżejkę. Bardzo mnie to wciągnęło, zacząłem podglądać starszych kolegów z branży. I postanowiłem się uczyć na poważnie, poznać cały system produkcji muzyki (nie tak jak dziś, że delikwent kończy sześciogodzinny kurs i zostaje didżejem). Chciałem wyjść ponad kluby, imprezy okolicznościowe, chciałem robić festiwale, duże eventy plenerowe (dlatego też później mogłem wziąć udział w „Sylwestrze marzeń”, Zakopane 2022).

    Podszedłem do tego profesjonalnie, kończąc prestiżową szkołę didżejów, słynną WSDJ Studio w Warszawie. Zrobiłem tam certyfikat pierwszego, potem drugiego stopnia. Naprawdę przyłożyłem się do nauki, aby nabyć jak największe umiejętności. Równocześnie też „trenowałem na żywo”, prowadząc różne imprezy okolicznościowe, grywałem w klubach. To wszystko było bardzo absorbujące – szkoła, przygotowywanie tych eventów. To zajmowało sporo czasu, gdyż w tym, co robię, zawsze staram się być perfekcyjny (mam to po mamie) i wszystko musi grać, aby klient był zadowolony czy grupa rozbawiona. Poza tym organizowanie jakiejś imprezy, np. plenerowej, wiązało się z tym, że przyjeżdżałem incognito na miejsce, planowałem wszystko, spędzając tam godziny.

    Poza tym imprezy mają to do siebie, że się przedłużają, kończą często nawet nad ranem – miejsce zamieszkania miało więc znaczenie. I to było głównym powodem mojej decyzji opuszczenia domu rodziców, który jest w Radziejowicach, prawie 50 km od Warszawy. Zamieszkałem więc sam w stolicy, choć sytuacja szybko się zmieniła. Dziś mieszkam razem ze swoją dziewczyną Ksenią, obecnie narzeczoną. Ksenia jest Białorusinką i przyjechała do Polski na studia. Obecnie ma swoją firmę w branży beauty.

    Steczkowska-2026-03-21-2-PORTAL
    Justyna Steczkowska jest osobą bardzo rodzinną i rodzina jest dla niej bardzo ważna | Fot. materiały prasowe

    Jak poznałeś swoją dziewczynę? Czy została zaakceptowana przez mamę, dla której jako pierworodny syn jesteś pewnie oczkiem w głowie?

    Ksenię zobaczyłem w Walentynki 2019 r. w klubie, gdzie poszliśmy z paroma kolegami świętować radosny stan singli. Jedno spojrzenie w jej stronę zmieniło wszystko, niemal od razu poczułem motylki w brzuchu. Gdy jednak zaczęliśmy rozmawiać, chcąc się pokazać doroślejszym, skłamałem, że mam 21 lat, a w rzeczywistości miałem wtedy 19. Ksenia wybaczyła mi jednak to drobne oszustwo. Szybko okazało się, że nadajemy na jednych falach.

    Niestety, nadeszła pandemia 2020 r. i musiałem zmierzyć się z zawodowym załamaniem – straciłem wszystko, co budowałem tak mozolnie, i musiałem wrócić do rodziców. Nie był to dla nas z Ksenią łatwy czas. Ale miał swoje plusy, pokazał, że w życiu nie jest zawsze różowo, że trzeba przetrwać i starać się iść do przodu. Miał też i tę dobrą stronę, bo Ksenia bywała w domu rodziców i oni mogli ją lepiej poznać, z biegiem czasu polubić. Mama wydawała się być zadowolona z mojego wyboru i traktowała moją dziewczynę jak członka rodziny.

    Ksenia zaś dodatkowo szlifowała język polski, bo choć wydaje się, że oba języki, białoruski i polski, są spokrewnione, mają wiele podobieństw wynikających ze słowiańskiego pochodzenia, to nauka naszego języka sprawiała jej ogromne trudności. Na studiach miała zajęcia z fizjologii, histologii, chemii organicznej. Tłumaczyła wszystko na białoruski i z powrotem na polski. Przeszła gehennę.

    Dziś obie panie mają na tyle dobrą relację, że zdarza im się wspólnie nagrywać materiały na TikToka, co pokazuje ich niemal koleżeńskie stosunki. Obie są bardzo eleganckie i kobiece – ta cecha u Kseni zwróciła moją uwagę na nią.

    Justyna Steczkowska jest powszechnie uważana za ikonę elegancji w polskim show-biznesie. Zawsze w pięknych sukienkach i wysokich szpilkach. Jaką mamą jest gwiazda piosenki w domu?

    Jest osobą bardzo rodzinną i rodzina jest dla niej bardzo ważna. Sama dorastała w latach komuny, wśród licznego rodzeństwa i sytuacja ich domu nie była najlepsza. Często wspomina się przy świątecznym stole, jak im brakowało od pierwszego do pierwszego, jak żyli na pożyczkach i jak trudno było wyżywić dziewięcioro dzieci. Dziś to liczne rodzeństwo ma swoje dzieci, rodzina się rozgałęzia. Gdy spotykamy się na jakichś uroczystościach, to z samych najbliższych jej członków robi się prawdziwa armia.

    Myślę, że to surowe wychowanie w dzieciństwie wpłynęło na nią. Mama jest osobą bardzo praktyczną, gospodarną, lubiącą w domu porządek, wymagającą i uczącą nas szacunku wobec siebie i innych. Ceni też niezależność. Może dlatego pozwalała nam na różne eksperymenty i w domu i poza domem.

    Steczkowska-2026-03-21-3-PORTAL
    Mimo ogromnego wsparcia fanów surowa ocena podczas Eurowizji 2025 zepchnęła Polskę na 14. miejsce i wywołała wielką burzę | Fot. materiały prasowe

    Słyszałam w którymś z wywiadów mamy, że w domu czuje się rozpieszczana przez synów, przez Ciebie i twojego brata. To wy przewodzicie w kuchni.

    Miałem taki okres w dzieciństwie, że kulinaria mnie bardzo interesowały. Jako nastolatek prowadziłem bloga oraz kanał na YouTubie, na którym dzieliłem się swoimi eksperymentami w kuchni, wydałem też książkę kulinarną. W 2015 r. zostałem nawet zaproszony do telewizji, gdzie poprowadziłem warsztaty kulinarne w programie „Hell’s Kitchen”. Ale prawdziwą frajdą było gotowanie dla najbliższych. Do tego dołączył później mój młodszy brat Stasiek.

    Mnie ten wczesny entuzjazm kulinarny minął, natomiast rozwinął się u Stasia. On zaczął brylować w kuchni. I poszedł edukacyjnie w tym kierunku, uczy się w Szkole Technologii Żywności, dostał stypendium, po drodze wygrywa wiele konkursów, jeździ na jakieś olimpiady, naprawdę jest pasjonatem kulinarnym. I mama wraz z ojcem to popierają. Troszkę tylko było im przykro, bo Stasiek ukończył podstawową szkołę muzyczną gry na fortepianie. Uczył się osiem lat i podjął decyzję, że nie będzie dalej kontynuował nauki w tym kierunki. Wytłumaczył, że to nie jest dla niego! I mama to zaakceptowała. Spełnia się w kulinariach. Teraz nasza młodsza siostra Helena szuka swojej drogi.

    Chciałem dodać, że wszystkie święta przygotowujemy całą trójką rodzeństwa: ojciec zakupy, a my z bratem i z siostrą – stół świąteczny. A miłość do gotowania wzięła się od wujka Miszy, który z pochodzenia jest Łotyszem, mieszka w Polsce i bywa w naszym domu na każdych świętach i nie tylko. Zawsze instalował się w kuchni i coś pichcił. My z bratem go uwielbialiśmy, bo był śmiesznym gościem i wciągał nas też we wszystkie prace kuchenne, w zachęcający sposób, zarażając gotowaniem. Od tego czasu ja ogólnie lubię spędzać święta w kuchni, bo mnie to bardzo odstresowuje. Tam odpoczywam.

    Skoro już mówimy o zainteresowaniach, to Ty po tacie, który jest z zawodu architektem, ale też występował z sukcesami w modellingu, poszedłeś jego tropem.

    Jak widać, zawód modela nie jest nam pisany. Tato po studiach architektonicznych na Politechnice Warszawskiej i Uniwersytecie w Detroit podjął decyzję o zakończeniu kariery w modellingu i skupieniu się na rozwoju w architekturze. Dziś jest wziętym architektem, zaprojektował m.in. nasz dom w Radziejowicach.

    I ja miałem taki epizod z modellingiem, ale uczciwie podszedłem do tego – nie nadaję się, jestem za niski i nie czułem się w tym dobrze. W modellingu jest za nudno, drętwo, chodzenie po wybiegu – lewo, prawo, przód i tył – to nie dla mnie.

    Muzyka to mój żywioł. Ja lubię, jak się cały czas coś dzieje, jest energia, spotyka się ogrom bardzo różnych ludzi. Koncerty dają taką możliwość. Nie ma nigdy dwóch takich samych koncertów.


    Zapraszają Kamil Bernacki i Leon Myszkowski:

    Już dziś zapraszamy na koncert w Wilnie – pierwszej stolicy europejskiej naszego tournée. Nie tylko z powodu, że jest dość blisko Warszawy, ale dlatego, że jest blisko serc wszystkich Polaków. Jest to koncert, który wchodzi w skład trasy z okazji jubileuszu 30-lecia działalności artystycznej Justyny Steczkowskiej i 10-lecia jej ostatniego koncertowania w tym mieście.

    Będzie to repertuar „The Best of”, prezentujący przekrój największych przebojów, z wyjątkowymi wizualizacjami wideo na ekranach multimedialnych, barwnymi kostiumami, wybitnymi muzykami towarzyszącymi Justynie Steczkowskiej na scenie, tancerzami i z wysmakowaną oprawą świetlną. Nie zabraknie też muzycznych niespodzianek – wszystko z myślą o wileńskiej publiczności.


    Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 11 (31) 21-27/03/2026

    Afisze

    Więcej od autora

    Elżbieta Tolokonikova, kreatorka mieszkań

    Home staging nie jest nowym pojęciem czy zawodem, ma już 54-letnie tradycje. Wdrożyła go w Stanach Zjednoczonych Barb Schwarz. Do krajów Europy dotarł znacznie później. Zaczął zyskiwać popularność i...