– Atmosfera była znakomita, dobrze było wrócić do tej hali. Bardzo mi się podobało, ludzie mnie wspierali, pozdrawiali. Uwielbiam startować w Polsce, Toruń ma wyjątkowe miejsce w moim sercu. – zachwycał się po zakończeniu konkursu skoku o tyczce hegemon tej dyscypliny, rekordzista świata Armand Duplantis, który wywalczył złoty medal wynikiem 6 m 25 cm.
Szwed był jedną z największych gwiazd mistrzostw. Po tytuł najlepszego na świecie pod dachem sięgnął już po raz czwarty. Jedynie fakt, że nie zdecydował się podjąć próby pobicia rekordu świata, nieco rozczarował widownię, która każdego dnia wypełniała toruńską Arenę. – Oddałem dużo skoków, konkurs był trudny, dlatego zrezygnowałem z porywania się na rekord – tłumaczył.
Polska, która z czterema medalami sklasyfikowana została na 9. miejscu, zdobyła jeden złoty krążek. Jakub Szymański był faworytem biegu na 60 metrów przez płotki i stanął na wysokości zadania. Po starcie bardzo długo i chętnie rozmawiał z dziennikarzami w strefie wywiadów.
– To jest najszczęśliwszy dzień mojego życia, czuję się spełniony – mówił. Nawiązywał też do swojej porażki na poprzednich mistrzostwach w Chinach. – Byłem załamany. Nie cieszyłem się bieganiem. Byłem wrakiem człowieka, nie chciało mi się trenować. Codziennie budząc się rano i kładąc się spać, myślałem o tych Chinach, chciałem dokonać zemsty i to się udało. Naprawdę mocno to we mnie siedziało. Po roku zrzuciłem z siebie ciężar. To są chyba moje pierwsze łzy na arenie lekkoatletycznej.
Polską multimedalistką halowego czempionatu jest Justyna Święty-Ersetic, dla której brąz w Toruniu w sztafecie mieszanej 4×400 metrów był już piątym medalem w historii imprezy. – Niektórzy chcieli mnie już wysyłać na emeryturę, ale pokazałam, że chyba się mylą. Kiedy okazało się, że mamy brąz, w jednej chwili zalałam się łzami. Tak bardzo chciałam tego medalu dla siebie, dla drużyny, ale przede wszystkich dla tych wspaniałych kibiców, którzy przyszli nas tu dopingować – mówiła wzruszona.
Równie szczęśliwa była Pia Skrzyszowska, która brąz zdobyła indywidualnie w biegu na 60 metrów przez płotki. – Rzuciłam się na metę wszystkim czym się dało i dzięki temu wywalczyłam medal. Potem był wybuch emocji i ogromna radość. Zrobiłam rundę honorową, która kosztowała mnie wielką zadyszkę, ale widziałam wszystkich kibiców, którzy mnie dopingowali, moją rodzinę. To było wspaniałe – opowiadała po zejściu z bieżni.
Ze srebrem z Torunia wyjechała Natalia Bukowiecka, która rywalizowała w przedziwnym finale biegu na 400 metrów. Po raz pierwszy odbył się on w dwóch grupach po cztery zawodniczki, a o medalach decydowały czasy. Polka wygrała pierwszy bieg, ale do zakończenia drugiego nie mogła być pewna medalu. – To czekanie zabrało mi moment największej radości. A chciałam się cieszyć, bo wiedziałam, że uzyskałam dobry wynik i że pewnie zdobędę medal. Oczywiście po poznaniu ostatecznych rezultatów przyszła radość, ale wcześniej nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. To było dziwne i nie powinno tak wyglądać – utyskiwała.
Mistrzostwa, których formalnym gospodarzem było województwo kujawsko-pomorskie, wyszły swoim zasięgiem poza halę. Toruńskie Stare Miasto tętniło od gości, a pełna atrakcji strefa kibica na Rynku Nowomiejskim cieszyła się olbrzymim powodzeniem. Do tego dopisała pogoda, nie szczędząc pierwszych wiosennych promieni słońca. Wszystko razem spowodowało, że goście opuszczali Toruń i Polskę zadowoleni, zabierając ze sobą pozytywny przekaz.
Toruń
Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 12 (34) 28/03-03/04/2026


