39
„Bez konserwantów” — ten napis może kłamać

Czasami etykiety z nadpisami „bez konserwantów“ mogą okazać się kłamliwe Fot. Marian Paluszkiewicz

Na ladach w sklepach pojawia się coraz więcej produktów spożywczych, z dużymi i jaskrawymi nadpisami „bez konserwantów” lub „konserwowane metodami naturalnymi” — bez „E”. Dlaczego? Ponieważ konsumenci chętniej sięgają po produkty bez dodatków konserwujących. Tymczasem Państwowa Służba Kontroli Żywności i Weterynarii wykryła kilka przypadków, gdy w produktach z napisami „bez konserwantów” znaleziono związki „E”.

— Czy kupuję żywność bez tej całej chemii? Tak, kupuję. Gdy jestem w supermarkecie na zakupach, szukam produktów bez konserwantów. Córce również poradziłam, aby kupowała żywność bez „E” — powiedziała „Kurierowi” Janina, emerytowana nauczycielka z Wilna.

Niestety, nawet kupując produkty bez konserwantów, możemy paść ofiarą oszustwa ze strony producentów. Sugestywne napisy na etykietach o braku związków „E” w składzie produktów czasami są kłamliwe. Państwowa Służba Kontroli Żywności i Weterynarii po analizie jednej z partii majonezu „Veiverių majonezo be konservantų” wykryła, że w składzie tego produktu występują konserwanty, a tłuszczów w produkcie jest nie 53,5 proc. jak podaje etykietka a 65 proc. Służba nakazała wycofanie ze sprzedaży całej partii majonezu. Jak dowiedzieliśmy się w Służbie, przedstawiciele zakładu, w którym wyprodukowano majonez, zapewniali, że konserwanty w jego składzie pojawiły się przypadkowo. Ta próba usprawiedliwienia się, zdaniem Inspekcji, jest równie „prawdziwa”, jak etykieta „bez konserwantów” na opakowaniu majonezu. Zdaniem przedstawicieli służby, jest to dopiero początek prób manipulacji producentów żywności z rzeczywistym i fałszywym podaniem składu produktu na etykietkach. Właściciele zakładów, gdzie są wytwarzane produkty spożywcze, próbują manipulować nie tylko przy podawanym na etykietce składzie produktu, ale również używają nieodpowiedniej wielkości czcionki.

— Druczek na etykietkach czasami jest taki drobny, że chociaż mam dobre okulary, to często muszę prosić o pomóc ekspedientki lub innych kupujących. Kilka razy zdarzyło mi się, że nawet młoda ekspedientka nie potrafiła odczytać, jakie tam konserwanty „wpompowano” w ser — powiedziała Janina. Z pytaniem, czy podobne praktyki producentów nie naruszają dobra konsumentów, zwróciliśmy się do Urzędu Ochrony Praw Konsumentów na Litwie.

— Oznakowanie produktu ma być dobrze widoczne. Wymiary etykietki mają być takie, aby informacja na nich zawarta była łatwa do odczytania i zrozumiała — powiedział „Kurierowi” Vitas Jonas Ūsas, rzecznik prasowy Urzędu Ochrony Praw Konsumentów. Rzecznik również zaznaczył, że chociaż akty prawne w naszym kraju wymagają, aby informacja wydrukowana na etykietkach była dobrze widoczna i czytelna, ale nic nie mówią o rozmiarach czcionki.

— Odnotowujemy coraz więcej wypadków, gdy producenci dopuszczają się naruszeń podczas produkcji żywności. Również często występują próby sfałszowania informacji podanej na etykietce produktowej. Znane są wypadki, gdy produkty żywnościowe o gorszej jakości próbowano sprzedawać na rynku, podając i myląc konsumenta, że są wysokiej jakości — powiedziała „Kurierowi” Elena Nalivaikienė, rzeczniczka prasowa Państwowej Służby Kontroli Żywności i Weterynarii.


(NIE) GROŹNE KONSERWANTY

WHO — Światowa Organizacja Zdrowia podzieliła konserwanty, na szkodliwe i nieszkodliwe dla organizmu człowieka. Te pierwsze mają najczęściej charakter rakotwórczy z racji na swój skład chemiczny: azotany i azotyny. Możemy je spotkać w takich produktach jak napoje gazowane, wszelkie marynaty w słoikach, a nawet w majonezach. Ich symbolika mieści się w przedziale od E210 do E219. Kolejna grupa konserwantów o właściwościach rakotwórczych mieści się w przedziale od E249 do E252. Te natomiast możemy spotkać w żółtych serach oraz wędlinach. I to właśnie tych konserwantów powinnyśmy się najbardziej wystrzegać. Kolejna grupa konserwantów to takie, które mogą wywoływać wszelkie reakcje alergiczne w postaci uczuleń i podrażnień skóry. Najczęściej możemy je spotkać na skórkach owoców cytrusowych, ponieważ to właśnie tymi konserwantami są one impregnowane. Trzecia grupa konserwantów to te, które są całkowicie zabronione w stosowaniu. WHO zabroniło stosowania ich we wszelkich produktach. Należą do nich: E222, E223, E224 oraz E232, E234, E241. W Unii Europejskiej istnieje tzw. lista E, na której zgromadzone są wszystkie dodatki do żywności, uznane na jej obszarze za bezpieczne w użyciu. Związki na tej liście posiadają oznaczenia kodowe zaczynające się literą „E”, np. zamiast chemicznej nazwy benzoesan sodu podaje się symbol E211. Aktualnie na liście tej znajduje się przeszło 2000 różnych związków. Mimo że Komitet Naukowy Technologii Żywności Unii Europejskiej wszystkie dodatki na liście uważa za bezpieczne, istnieją na ten temat liczne kontrowersje.


39 odpowiedzi to „Bez konserwantów” — ten napis może kłamać

  1. ViP mówi:

    Prezentowane na zdjęciu parówki to tak zwany uboczny produkt w masarstwie. W ich skład wchodzą np. świńskie jądra, wszelkie podroby etc.ect. Stąd ich niska cena i …. popularność. Nawet te odpady mają swoją trwałość do spożycia. Dlatego by ją wydłużyć dodawane są konserwanty z grupy “E”. Inaczej parówki szlag by trafił na drugi dzień po ich wyprodukowaniu.
    Też trzeba zwrócić uwagę i na inne tanie wyroby masarskie. Ot chociażby pasztety, czy w garmażerce na mięso mielone. Tam to dopiero skład chemi, spulchniaczy. Króluje kazeinian sodu. Smacznego!

  2. zozen mówi:

    Chcemy mieć tanią żywność- trzeba się pogodzić z obecnością chemii. Albo tania szyneczka z E albo po 100lt ekologiczna.

  3. Czytelnik mówi:

    Normalna szynka nie kosztuje 100lt,

  4. andrzej mówi:

    W słoninie kupionej pod Halą znalazłem coś wyglądającego jak postrzępiona błona z polietylenu , najpierw to wyglądało jak jakieś włoski , kiedy przeciąłem słoninę między warstwami , równolegle do skórki , do było tam coś , jak kawałek błony , to jak by to coś wrosło do wnętrza tego zwierzęcia 🙂 . Może już nauczono się produkować sztuczną słoninę ? 🙂

  5. andrzej mówi:

    A z tymi E , to jakaś paranoja . Dla czego nie można pisać na produktach tak , aby każdy mógł zrozumieć co kupuje i jaki to ma wpływ na zdrowie ? Jeżeli już pisze się te E , to warto w każdym większym sklepie wywiesić dużą tablicę ze spisem tych różnych dodatków ich właściwościami .

  6. zozen mówi:

    Produkcja szynki Hiszpańskiej dzieli się na 5 etapów:
    1. Wyprodukowanie odpowiedniego mięsa. Świnie pasa się na wolności na terenach lekko górzystych pokrytych karłowatą odmiana dębu , i drzewami migdałowymi,pokryte trawami i ziołami takimi jak
    rozmaryn i tymianek. To stanowi podstawę żywienia 6-10 kg dziennie żołędzi, migdałów i ok.3 kg traw
    2.Mycie i solenie- Soli sie szynki sola morska i pozostawia w temp.1-5 st.C i 80-90%
    wilgotności, na okres 6-10 dni.
    3. Trzeci etap ,szynki umyte pozostawia sie w chlodniach przez 30 do 60 dni w wilg. 80-90%
    4. Czwarty etap to suszenie i dojrzewanie. Temperatura w tym okresie czasu wynosi miedzy 15-30stopni ,proces ten trwa 6-9 miesiecy.
    5- Piaty etap to starzenie sie.
    Szynki wiesza sie w pomieszczeniach zwanych” bodegami” na okres czasu
    minimum 6 i maxim.30 miesiecy w tem, 10-20 stopni i wilg.60-80%.

    no i mamy gotowa szynke de “pata negra de bellota”,jezeli wazy ponad 7.5 kg dostaje dodatkowo znak” Cinco Jotas” Taka szynka kosztuje ok.480 euro

  7. ViP mówi:

    Do zozen
    100 proc. prawdy. Co do ceny, ? kupiłem nieco taniej na Grune Woche w Berlinie ( targi spozywcze)

  8. Czesiek mówi:

    zozen
    nie mamy gorszych wyrobów wędliniarskich, szkoda,że tylko na konkursy, bo cena z pewnością nie byłaby 480 euro/kg ale nawet nie 48 zł/kg. Jadłem nie tak dawno polędwicę jabłonką kopcone na zimno przez 2 tygodnie w/g staropolskiego przepisu, która utrzymuje świeżość przez 6 miesięcy, palce lizać, prawdziwie niebiańskie doznanie!

  9. Kris mówi:

    Uwielbiam wileńskie białe sery. W Polsce niestety ale po tych serach została tylko nazwa …

  10. Broda mówi:

    z staropolskimi wedlinami to cos wspolnego ma tzw. “polski stol” co prawda cena jest srednio 2 razy wyzsza niz “marketowa” ale mozna tam jeszcze poczuc smak polskiej kielbasy. Reszta po wejsciu do UE poprostu mne przestala smakowac jak kiedys. Jakis poziom trzyma JBB ale to nie to co kiedys

  11. VILKAS mówi:

    Najlepsze zarówno w Polsce jak i na Litwie ,to swojskie ,”ekologiczne” produkty np samogon czy też wędlinki zrobione ze świni z chłopskiej chodowli własnorecznie zrobione i uwędzone.

  12. VILKAS mówi:

    “Hodowli” przez samo “h” oczywiscie

  13. Kmicic mówi:

    Przecież trucicieli każe się jak świat światem.Lobby przemysłowo trucicielskie powinno wylądować w kryminale.Na papierosach już są napisy o szkodliwości palenia, pora na takie same napisy na “produktach” żywnościowopodobnych.

  14. andrzej mówi:

    Dobry pomysł , mości Kmicic .

  15. Piotr mówi:

    VILKAS-owi przyznaję rację. On już przeszedł etap zdumienia i oburzenia i jest na etapie radzenia sobie z problemem.

    Piszę z Polski, ale i u nas jest podobnie: w I połowie lat 90-tych produkty spożywcze były dobre (lepsze niż za komuny – wtedy wiadomo – mięsem trzeba się było dzielić z sowietami – do wyrobów wędliniarskich szło wszelkie badziewie) ale mięsko przeważnie z hodowli półnaturalnych lub wręcz od rolników indywidualnych.

    Było super – umiarkowane ceny, dość dobra jakość.

    I co ważne – niezależnie, gdzie mieszkałeś (małe miasteczko, duże miasto) znałeś sprzedawcę, on Ciebie i wiadomo – trzeba się było szanować. Przypominam sobie, jak z rodziną z Warszawy chodziłem po “stolycy” po różnych sklepach w różnych częściach miasta – przeważnie (mimo, że rodzina ani zbytnio nie była zamożna, ani nie robiła wielkich zakupów – wszędzie raczej byli witani
    – “dzień dobry Panie …, Pani … , czy dzisiaj jak zwykle tylko szyneczka, czy coś jeszcze? Polecam to i to. – A, widzę, że goście przyjechali – to może do kolacyjki to i tamto?”

    Bagno zaczęło się, kiedy na polski rynek pr. spoż. zaczęły wchodzić sieci handlowe ze swoimi ersatz-produktami spożywczymi..

    Najpierw zaczęła się, z góry skazana na niepowodzenie drobnych sklepów, konkurencja między małymi sklepikami a marketami: drobnym polskim handlowcom często niemal z dnia na dzień waliło się całe życie, w które zainwestowali resztkę majątku rodzinnego pozostałą po “operacji Balcerowicza”. Niektórzy – bardziej zdemoralizowani, dla ratowania się uciekali się do najprzeróżniejszych metod kantowania.

    Markety zresztą (ich “personel managerski”) przeważnie były zresztą prekursorami wszelkich niecnych metod – poprzez zatrudnionych w marketach przenikały one na zewnątrz (stare ryby i mięso zmywane wodą utlenioną, później zamieniane w mrożonki, sałatki z furą pieprzu, innych pikantnych dodatków zabijających smak i zapach – najczęściej “skarmiane” zresztą na miejscu w markecie – gdzie ma sie “swoje” służby sanitarne.

    Wówczas też położono wielki nacisk na wywołanie (szczeg. u młodych) mody na spędzanie czasu w marketach, w tym również w niedziele i święta (widom, ludzi trzeba zniechęcić do kościoła, który głosi między innymi >Nie kradnij<).

    Teraz wchodzi jeszcze jedna metoda – produkty spożywcze dostają sztuczny zapach i kolor, zresztą zapach nie tylko idzie do produktów, ale również jest rozpylany przy stoisku, a nawet przy wejściu do marketu.

    Przypomnę, że jednym z pierwszych czasopism, jakich społeczeństwo się domagało był (nazwę mogę trochę pokręcić) tygodnik konsumentów Veto – tam omawiano te wszystkie szwindle, wymieniano nierzetelnych handlowców itp. Pismo błyskawicznie zlikwidowano.

    Co polecam:

    Trzeba się organizować w małe grupy sąsiedzkie – jeden kupuje dla całej grupy jaja, inny np. przywozi świnki od zaprzyjaźnionego, uczciwego rolnika, kolejny ser, mleko.

    Marketów unikać programowo – omijać je szerokim łukiem – chyba, że bardzo przypili.

    Własne przetwory – kiedyś w Polsce b. popularne – obecnie znowu wracają.

    Zamiast trwonic czas na bzdetnych masońskich "festynach" "kultury" iin. – pojechać z rodziną na wieś – nawet w nieznane – pogadać, popytać, dzieciom pokazać zwierzątka, kupić owoców, warzyw, umówić się na przetwory. Będzie taniej, zdrowiej, z pożytkiem dla wszystkich, w tym dzieci zobaczą, że o żywność trzeba zadbać, a nie tylko pędem do marketu. Zbudować wokół siebie niezależną sieć zaopatrzenia – wciągać w to znajomych.

    Wymyśliliśmy jeszcze coś nowego, ale podzielę się tym, jak to ruszy, żeby nie spalić tematu przed inauguracją – jest to super.

    Markety zostawić komuchom, liberałom i ich "managerom".

    Swoją drogą, jak widzę w markecie udręczoną ekspedientkę, i pomyślę, że jakiś cham kazał jej zakładać pampersa jak chce pracować i utrzymać rodzinę, to scyzoryk sam się otwiera w kieszeni.

    Ciekaw jestem, ile ta inf. powisi na stronie?

    Pozdrawiam wszystkich – w zasadzie wszyscy jesteśmy zgodni.

  16. zozen mówi:

    no ciekawe uogólnienie – kto korzysta z marketu ten komuch i liberał. Bo prawdziwy prawicowiec (pisowiec ??) to spędza pół dnia na lataniu po okolicznych wioskach i szukaniu jedzenia (jak w paleolicie).
    ciekawi mnie jak wielu wielbicieli ekologicznej żywności własnoręcznie spróbowało cokolwiek wyhodować i przechować bez użycia jakichkolwiek nawozów czy innej chemii.

  17. Basia mówi:

    Słabiutki artykuł, widać autor się tym mało interesuje i robi zakupy w marketach…
    Dla tych, którzy nie widzą, co znaczą te wszystkie mistyczne “E” jest litewska strona http://beta.sveikasvaikas.lt/spring/index?execution=e1s1 , gdzie jest wskazane mnóstwo produktów, skład, znaczenie itd. Z tejże strony można wydrukować tabelkę z zakazanymi, szkodliwymi i podejrzanymi dodatkami, jedną zawsze mam w torebce, druga jest na lodówce. Słowem, kto się interesuje, ten wie. Polacy, co nie czytają po litewsku, mogą skorzystać z cudownej technologii “google” i też znaleźć odpowiedzi na swoje pytania w języku polskim.
    Zozen może robić zakupy w markecie, mnie twoja wątroba nie boli, ja żyję w paleolicie 🙂
    Pan Piotr(komentarz nr.15) 10+

  18. Basia mówi:

    Dla zainteresowanych tych tematem i znających język rosyjski film o jedzeniu :
    http://video.google.com/videoplay?docid=7132938180745678336#

    druga część:
    http://video.google.com/videoplay?docid=-2161035566781012115#

  19. zozen mówi:

    jedzenie szkodzi zdrowiu, kto je ten umiera.

  20. Basia mówi:

    Spotykam takich Zozenów każdego dnia. TAK, choroba jest na dnie talerza, twego, mego i każdego z nas…
    Zastanów się, Dlaczego każdy z nas doskonale rozumie, że własne ukochane auto nie można tankować złym paliwem, bo będzie źle pracowało albo się zepsuje.
    A we własne ciało pakujemy i zalewamy byle co, bele kiedy i byle jak, jakoby nie mamy żadnego szacunku do własnego ciała.. A potem “a skądże ten rak, alergie, cukrzyce?…”
    Więc życzę wszystkim czytelnikom KW trochę się nad tym zastanowić i może coś zmienić w swoim życiu na lepsze 🙂
    Serdecznie pozdrawiam

  21. andrzej mówi:

    Basiu , w retoryce masz najwyższą ocenę , ze zwykłej pyskówki też wyszłabyś z klasą , ale pozwól zauważyć , że samochód potrzebuje tylko benzyny , człowiek potrzebuje więcej ilości substancji , no i złe paliwo daje skutek natychmiastowy , silnik nie toleruje złego paliwa . Jak można określić czy “ekologiczne” mleko kupione od babci nie pochodzi od Krasuli , która całe swe życie spędza uwiązana na paliku przy autostradzie ? Jesteśmy skazani na ( może nie Supermarkety ) , ale na takie Markeciki i na to nie ma rady , więc chodzi o rzetelną informację i to na miejscu , bo przy takiej ilości podaży , przy częstej zmianie logo itp . trudno się jest połapać w tym wszystkim . Chciał bym wiedzieć co tak kupuję na prawdę i nie chodzić po zwykłe zakupy uzbrojony internetem , aby sprawdzać w sieci , co znaczą te wszystkie kody .

  22. andrzej mówi:

    przepraszam za błędy , pośpiech

  23. Kmicic mówi:

    Czyli kontynuacja przyzwolenia na trujące, podbarwiane i perfumowane śmieci żywnosciowopodobne? I to mają jeść nasze dzieci?

  24. zozen mówi:

    tez spotykam takie nawiedzone miłośniczki zdrowego żywienia. Jeszcze pół biedy, gdy katują tylko siebie, ale bardzo często zabierają się za męża i dzieci. Okazuje się wkrótce, że dziecko jest bardzo osłabione i chore. Rzuca się taka nawiedzona do internetu i znajduje tam porady różnych “specjalistów” i zaczyna je stosować. Zamawia również za ciężkie pieniądze uzdrawiające mieszanki na robaki w jelitach ( powodują one wszystkie choroby) i poi tym biednego dzieciaka.

  25. Piotr mówi:

    andrzeju (Andrzeju): wydajesz się być lekko zaniepokojony tym, o czym piszę i co popiera Basia. Tak jakby: no, może teoretycznie macie rację, ale w praktyce tego nie da się zrobić. Zaręczam Ci – da się to zrobić – trochę inteligencji, trochę zmiany złych przyzwyczajeń, trochę postudiowania internetu – i to zrozumiesz.

    Nie jest to teoria, nie jest to niemożliwe. Tak naprawdę żyję (wielu ludzi już tak żyje, i jest nas coraz więcej).

    droga:
    – zerwać z anonimowością (w tym producentów żywności) – nie ma wtedy, że krówka się pasie przy autostradzie: ty i twoi znajomi przy okazji wyjazdów służbowych, weekendowych, wakacyjnych po prostu widzicie, gdzie krówka się pasie – bez zapowiedzenia przez jakiś czas dyskretnie kontrolujecie a i tym samym upewniacie się, że wasz dostawca mleka jest przyzwoitym, uczciwym człowiekiem. Dla niego to też dobry interes i będzie on Was szanował
    – zmienić złe przyzwyczajenia
    – zadbać o zdrowie

    Nie wyobrażasz sobie po prostu – że żyjąc nowocześnie, w dużym mieście, można sobie zbudować własny, zdrowy system zaopatrzenia i – per saldo – wtedy masz:
    – taniej
    – niemal na twoich oczach Ty i domownicy odzyskują zdrowie, lepsze samopoczucie
    – żywność kupujesz taniej, jesteś jej pewny
    – oszczędzasz (teraz i “w przyszłości) na lekach i lekarzach
    – więcej zarabiasz – bo jako zdrowszy, możesz więcej pracować – ale nie przesadzaj z tymi pieniędzmi – dłuższy i lepszy kontakt z najbliższymi (wspólne wyjazdy)odda Ci z nawiązką poniesione przez Ciebie (jako głowę rodziny)”wyrzeczenia”, które z czasem nie będziesz mógł zrozumieć, jak mogłeś wcześniej tak źle traktować swoich najbliższych, jak mogłeś np. narażać siebie, żonę , dzieci na jedzenie rzekomo świeżych rybek maczanych całe noce w miksturze (dopuszczonej do kontaktu z żywnością), powodującej zatrzymanie w mięsie wody – ważą wtedy więcej i markeciarze mają większy zysk – szkopuł w tym, że ta mikstura zawiera metal, odpowiedzialny za chorobę Parkinsona.

    Chcesz sobie to sprawdzić? Kup w markecie kurczaka (ostatniego w swoim życiu), włóż do żeliwnego garnka i żeliwną pokrywką i wlej szklankę wody: następnie piecz to anemiczne zwierzątko, które w życiu nie widziało słońca, może nawet nie biegało po fermie 1,5 godziny (może trochę dłużej- tak jak to robi Twoja żona (mama)) i po tym pieczeniu wylej wszystko z garnka do naczynie – wylewałem około 3/4 litra płynu, a przecież garnek nie był szczelnie zamknięty i para swobodnie uchodziła. To sztucznie zatrzymana w mięsie woda. Metal został w mięsku. Smacznego?

    Jak zorientujesz się, że Twoje dotychczasowe nawyki Cię zbijały, przestaniesz tak zabiegać o zyski markeciarzy.

  26. Piotr mówi:

    Przepraszam – zapomniałem – Pani Basiu, dziękuje za ocenę. Jestem trochę zażenowany, ale pochlebia mi Pani. Dziękuję.

  27. Patrycja mówi:

    Dziś wielu zna co to jest marketing i jakie są jego metody,szczególnie niebezpieczne w branży spożywczej,np.market szykuje akcje na kiełbaskę,ale przdtem umawia śię z masarnią,napełniają kiełbasę czymś mniej wartościowym albo zmnijszają opakowanie,zmęczony człowiek nawet nie zauważy że jest oszukany.Przed laty kupiłam farsz mięsny,poczęstowany kotek długo węszył ale nie zjadł,póżniej dowiedziałam śię że stosują bardzo dużo chemii.Np.do naturalnego jogurtu dodajcie świeże jagody i jak długo będzie jadalny… Pozdrawiam wszystkich,a szczególnie tych co myślą o propozycjach marketów.

  28. Piotr mówi:

    do Patrycji: mój kolega (nawiasem mówiąc niezły model – inżynier technolog specj. mleczarstwo 51 lat wszędzie jeździ tylko rowerem) pokazał kiedyś mi, jak produkuje się jogurt w domu:

    Czy to miałaś Patrycjo na myśli pisząc jogurt naturalny?

    przepis: 100 gramowe opakowanie jogurtu naturalnego, 5 litrów mleka od krówki – nie ze sklepu, bez tych wszystkich chemikaliów dodawanych przez dostawców dla marketów. Mleko zagotować, i odstawić aż będzie letnie. Do letniego mleka wlać opakowanie jogurtu naturalnego, zamieszać, przykryć czysta szmatką i odstawić na ok. 3 dni (pomieszczenie mysi być ciepłe 15-20 st C.

    Po trzech dniach – 5 litrów jogurtu macie gotowe.

    Nie musicie wstawiać do lodówki – on się świetnie przechowuje tygodniami w temperaturze pokojowej.

    Codziennie innych świeżych owoców dosypać do litra jogurtu, zmiksować i dzieciakom po szkole dać do wypicia.

    Jakby ktoś był taki dobry i policzył, ile to obecnie kosztowałoby w Wilnie – powiedzmy mleczko kupione na wsi 10 km od Wilna?

    Litwa przed wojną słynęła min. z doskonałych wyrobów mleczarskich?!

    Smacznego!

  29. zozen mówi:

    kupuje mleko od krówki po 2lt za litr. Warunków krówki nie znam, ale mleko jest niezłe, bo jak postoi troche to niezła warstwa śmietanki się zbiera.

  30. Patrycja mówi:

    Przepraszam za niedokończoną myśl,musiałam odejść od komputera…miałam na myśli gotowe owocowe jogurty z długim terminem ważności,ileż tam jest farbników,zapachowych esensji i konserwantów…i jak często podawane są dziecim z nadzieją że to zdrowe.
    Panie Piotrze,dziękuje za receptę,napewno skorzystam.Zagonionym młodym ludziom oczywiście wygodniej kupować w marketach,lecz wiedza o produktach nie zaszkodzi.Jako motto pozwolę wziąć myśl pewnego księdza…bądźcie mądrzy,kształćcie swe dzieci i wówczas trudno im będzie was oszukiwać…Oczywiście ta myśl dotyczy również polityków,twórców monopolii,to od nich otrzymują ogromne pieniądze-łapówki,a my płacimy im ciężko zarobione pieniądze za trucizno-produkty i.t.p.
    Panie ZOZEN,bardzo dobże,napewno pan nie utyje od dobrego mleka,i nie potrzebne będą minerały z apteki.Właśnie pod Wilnem mleko kosztuje 2 lt za litr.

  31. andrzej mówi:

    Większość ludzi i tak kupuje w marketach , bo takie są realia , więc chodzi tylko o rzetelną informację , o którą niestety trudno . Uganiać się za krówką i sprawdzać , jaką ona stosuje dietę , to nie każdego stać na taki luksus . Na naszej ulicy też można kupić wprost z samochodu ekologiczne (?) mleczko , ale jakoś wolę ze sklepu , szkoda tylko , że informacja bywa bardzo mglista . Zdrowym pokarmem mógł bym żywić się być może tylko na wczasach u konkretnego gospodarza , bo widziałem te krówki przy drodze , plantacje truskawek przy torach kolejowych itd.

  32. Piotr mówi:

    do andrzej: zwróć uwagę, że jeśli masz za swój cel (skądinąd szczytny) walkę o pełną informację, to, jeśli wszystko Ci sie uda, dojdziesz (po 20-30 latach)- do absurdu: każdy kartonik mleka będzie sprzedawany z książeczka, mówiąca kto, kiedy i ile jakiego świństwa do mleka dodał, komu i na co to zaszkodzi. Mało tego – gdzie to mleko zostało (przez krówki) wyprodukowane – przecież są obszary, w których trawka pobiera z gleby … pierwiastki radioaktywne (po_czernobylskie). Itd., itp.

    A podwileńska krówka jest wolna od tego.

    Nie potrafię niestety przekonywać – kończę więc najbardziej liberalnym stwierdzeniem: wybór należy do Ciebie.

  33. Piotr mówi:

    Ale jeszcze jedna uwaga końcowa – nie zapominajmy, że żywność z marketów to również GMO. Coraz więcej laboratoriów na świecie alarmuje: zwierzątka karmione GMO zdychają, zmiany genetyczne (choroby) pojawiają się masowo.

    TO będzie naprawdę wielki skandal ogólnoświatowy.

  34. zozen mówi:

    wczoraj oglądałem w litewskiej TV reportaż o żywności. Wypowiadała się między innymi jakaś pani (podobno chemik), która twierdziła stanowczo, że kwasek cytrynowy jest rakotwórczy i że wiele laboratoriów to podtwierdziło. A dziennkarka dodatkowo postraszyła widzów stwierdzeniem, że produkuje się go z pleśni znadującej się w łazienkach.
    Ręce po prostu opadają, gdy posłuchasz niektórych propagatorów “zdrowej żywności” i dziennikarzy opisujących ich poczynania.

  35. Jura mówi:

    do Piotr: ale Polska właśnie teraz (Po i PSL) zgadza się na GMO!

    do zozen: kwasek cytrynowy z plśni? A nie lepiej kupić świeżych cytryn?

  36. Piotr mówi:

    No właśnie – taka dyskusja z funkcjonariuszami liberalizmu na tym forum. Ty im swoje, a oni w obronie zysków właścicieli marketów staną nawet na głowie, żeby nie przyznać Ci racji.

  37. patryk mówi:

    chce kłamać

  38. Maria mówi:

    Witam jestem jedna z tych osob ktora stara sie jadac ekologicznie mam dostep do produktow mlecznych chleba oraz wedlin i warzyw i owocow .W Kołobrzegu jest targowisko miejskie takie jak by czas sie nim zatrzymal przyjezdzaja kobiety z mlekiem prosto od krowy twarogiem swojskim maslem smietana kurami kogutami kaczkami indykami oraz sa takie kobiety ktore robia nawet same chleb oraz rolnicy ( ale kupuje tylko owoce i warzywa w okresie zimowym latem mam swoje z dzialki )mam taka akurat mozliwosc kupowania tych produktow wiec jezdze i wole to niz te zielone wymoczone wedliny z marketow.Na targowisku rowniez mozna dostac mieso z uboju gospodarczego i inne produkty ( jest nawet pchli targ z uzywanymi rzeczami ).Jestem za tym by powstawaly takie ryneczki i promowanie wlasnie takiej zywnosci od rolnikow ale senepid i inne sluzby tylko uniemozliwiaja takim ludziom prowadzenia wlsnie takiej dzalalnosci .Pol roku temu przyjezdzala dziewczyna ze swojska kielbaska mila szynke schab kasznke “niebo w gebie “to dotad ja scigali i nagradzali mandatami bo nie spelniala rzekomo warunkow( powinna miec chlodnie i przystosowany samochod) az dala sobie spokuj i wiecej nie przyjedza .Kiedys jeszcze za komuny zawijali kielbase w gazety muchy na to robily i nikomu to nie przeszkadzalo teraz w kielbasie jest samo barachlo ale opakowane musi byc w zloty papierek .Gdzie tu logika ?

  39. Jan mówi:

    Teraz ludzie są w stanie zaplacić drożej za produkt byle by były zdrowe. Świadomość tego ile kosztuje nas leczenie jest coraz wieksza. A utrata życia lub skrucenie takowego powodowane złym odrzwianiem to domena dzisiejszych czasów.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.