6
Ks. Andrzej Szuszkiewicz prorektorem Wileńskiego Seminarium Duchownego

Do wyboru drogi kapłaństwa w dużej mierze przyczyniły się modlitwy mojej rodziny – mówi ks. Andrzej Fot. Marian Paluszkiewicz

 .

Rozmowa z nowo mianowanym prorektorem Wileńskiego Seminarium Duchownego ks. Andrzejem Szuszkiewiczem


Bóg pociąga ludzi do siebie na różne sposoby. Jednych prowadzi od dzieciństwa, bardzo cicho i powoli, innych poprzez jakieś wydarzenia, większe wstrząsy, jeszcze innym najpierw pozwala pochodzić ciemnymi zaułkami i dopiero potem powołuje, jak to było w przypadku św. Augustyna i wielu innych świętych. Jak było w przypadku księdza powołania? Jaka była reakcja rodziców?

Nie odczułem jakiegokolwiek wstrząsu, lecz czułem, że Bóg prowadzi. Powołanie dojrzewało we mnie od dzieciństwa, cicho i powoli. Zaraz po pierwszej Komunii zacząłem w swojej parafii w Pavilnysie służyć do Mszy św. Proboszczem był wtedy ks. Končius, u którego często bywali księża z Polski. Byłem naocznym świadkiem wielu pięknych momentów z ich życia, pięknej posługi bliźnim i to mi się bardzo podobało.

Następnie w pewnym momencie przy kościele zorganizowała się grupka nastolatków. Wspólnie modliliśmy się, bawiliśmy się. Były to, jak je sami nazywaliśmy, spotkania modlitewno- rozrywkowe. Najpierw modlitwa, potem zabawa, zabawa taka jak przystoi chrześcijanom. Często chodziliśmy po domach swoich rówieśników, gdzie bardzo przychylnie przyjmowali nas ich rodzice. Najpierw była wspólna modlitwa, potem zwykle rodzice nas czymś smacznym częstowali.

Początkiem spotkań były w Polsce rekolekcje oazy „Światło — Życie”. Przez kilka lat jeździliśmy na takie rekolekcje, które zwykle odbywały się przy parafiach. Właśnie ta wspólna modlitwa nas, nastolatków, miała duży wpływ na moje powołanie. Dużo też zawdzięczam moim rodzicom, którzy byli bardzo religijni i nas tego uczyli. Nigdy nie mówili, że chcieliby mnie widzieć w sutannie, ale wiem, że bardzo szczerze się modlili oni i inni moi krewni, żebym wybrał jakąkolwiek, ale tę najlepszą dla siebie i Boga drogę. W ciągu kilku lat myślałem o kapłaństwie, ale były to myśli raczej przelotne. Decyzja na twardo zapadła w klasie maturalnej, a rodzicom powiedziałem dopiero wtedy, gdy otrzymałem list, że jestem przyjęty. Jak zareagowali rodzice? Pozytywnie. Tylko mama wtedy spytała mnie, czy na pewno tego chcę i wiem co wybieram. Powiedziała też wówczas, że jest to bardzo trudna i ciernista droga, ale skoro właśnie ją wybrałem, to chyba Bóg tak chciał. Dziś myślę, że chyba rzeczywiście Bóg tak chciał, a do tego, bym wybrał przez Boga wyznaczoną mi drogę, z pewnością w dużej mierze przyczyniły się modlitwy mojej rodziny.

Po święceniach ksiądz stosunkowo krótko był w parafii. Po paru latach był Rzym i studia tam. Co ksiądz studiował i co to w ogóle księdzu jako kapłanowi dało?

W Rzymie byłem 7 lat, a studiowałem teologię dogmatyczną i naukę o Kościele na Uniwersytecie Laterańskim. Najpierw były dwa lata licencjatu, potem robiłem pracę doktorancką, ale jeszcze jej nie obroniłem. Co te studia dały? Bardzo wiele. Po pierwsze, pogłębiłem swoją wiedzę teologiczną. Ale chyba najbardziej sobie cenię to, że właśnie tam, w Rzymie, poczułem prawdziwe bicie serca Kościoła Powszechnego, Jego jedność i powszechność aż po krańce Ziemi, co jest niezwykle cennym darem. Odczułem też różnorodność Kościoła, narodowości, kultury. Poczułem to prawdziwie Boże dzielenie się wiedzą chrześcijańską. Tam poczułem i lepiej zrozumiałem skarb Kościoła — niby każdy człowiek jest różny, ale chwali i wyznaje jednego i tego samego Boga.
Bardzo pomocnym w życiu duchowym był coniedzielny Anioł Pański z papieżem, częste bliskie widzenie i słyszenie następcy św. Piotra. Słowem, Rzym bardzo dużo mi dał pod każdym względem: zarówno pod względem poszerzenia swego światopoglądu, szerszego spojrzenia na świat, ludzi, ich kulturę. Duchowo pozwolił mnie bliżej poznać i poczuć Boga. Nauczył większej tolerancji i pozwolił lepiej zrozumieć, że ludzie różnych kultur, tradycji i obyczajów religijnych mogą wspólnie i zgodnie wychwalać tego samego Boga, mogą wspólnie robić wiele dobrego dla świata.

Księdza nominacja na prorektora była zaskoczeniem, czy nie bardzo? Czy cieszy to księdza, bo wiem, że parafianie z tej okazji i cieszą się (bo to jednak pewne wyróżnienie) i smucą się. Kalwaria ma wyjątkowo dobrych duszpasterzy, ksiądz jest jednym z nich — i wiernym żal księdza tracić. Co będzie teraz wchodziło w księdza obowiązki?

Czy było to dla mnie zaskoczeniem? Poniekąd tak. Zawsze chciałem być w parafii i prowadzić tam pracę duszpasterską. Mówiłem to nawet biskupowi, ale jego decyzja była inna i zapewne też słuszna. Wszak praca w seminarium to też wielkie duszpasterstwo, tylko w mniejszym gronie. Żeby były dobre parafie, powinni być dobrzy księża, a ich przecież też musi ktoś uczyć, kształtować ich charaktery.

Za chwilę leżący krzyżem alumni usłyszą sakramentalne słowa: „Tyś kapłan na wieki” Fot. archiwum

Jeśli chodzi o obowiązki prorektora, to do końca jeszcze nie jestem dobrze zorientowany. Pewnie, że będzie trochę roboty papierkowej, organizacyjnej, konferencje, ale będzie też stały kontakt z alumnami i własnym przykładem będę się starał przyczynić do kształtowania ich sumienia i serca. Jeśli chodzi o Kalwarię, to na razie będę tu pomagał. Myślę też, że was nigdy nie stracę, bo wasza parafia głęboko zapadła mi do serca. Jesteście jak jedna zgodna rodzina. W wielkich miastach rzadko to się zdarza. Zwykle w parafiach wielkich miast panuje tak zwana anonimowość, a w Kalwarii bardzo się wyczuwa tę wspólnotę Bożą, co bardzo cieszy. Wszak kościół parafialny jest, a przynajmniej musi być, Matką życia duchowego każdego z nas. I Kalwaria właśnie to w sobie ma. Dobrze jest i wtedy, jeśli ludzie chodzą stale do swojej parafii, co całkiem nie oznacza, że czasem mogą być też w innej, gdzie też mogą coś podpatrzyć, przejąć jakiś dobry przykład. Jednak żeby poczuć prawdziwego ducha wspólnoty, trzeba się trzymać jednego kościoła i jednej parafii. Tylko w takim przypadku powstanie prawdziwa rodzina.

Ksiądz od kilku już lat jest wykładowcą w Seminarium Duchownym. Jaka jest teraz sytuacja? Jaki jest kontyngent? Czy często zdarza się, że kleryk odchodzi z seminarium?

Pierwszych seminarzystów Wileńskie Seminarium Duchowne przyjęło we wrześniu 1998 roku Fot. Marian Paluszkiewicz

Kiedy ja wstępowałem do seminarium, to najczęściej przychodzili młodzi z rodzin o głębokich korzeniach religijnych. Teraz coraz więcej młodych chłopców przychodzi z tak zwanych rodzin mniej pomyślnych. Nie mają należytego przygotowania, ale się garną do tego co najwartościowsze, szukają po prostu Boga i najczęściej Go odnajdują. Zdarza się, że czasem ktoś odchodzi, bo się zorientował, że to nie jest jego droga. Odchodzą jednak zwykle już po pół roku, czasem po roku. Jest to zresztą zjawiskiem całkiem normalnym. Lepiej niech odejdzie niż ma być złym kapłanem i całe życie z tym się męczyć. Generalnie jednak uważam, że mamy dobrych kandydatów na księży. Księży, którzy będą się starać pracować dla chwały Boga i ludzi.

Wiemy, że na Litwie wciąż jeszcze brakuje księży, powołań do kapłaństwa. Jaka jest teraz sytuacja w seminarium?

Tak, księży rzeczywiście wciąż brak, za mało jest także powołań, a to w dużej mierze zależy od nas samych, czyli od społeczeństwa. W ubiegłym roku mieliśmy rok modlitwy za kapłanów i o powołania kapłańskie. Cały Kościół o to się modlił i myślę, że modlitwy zostały wysłuchane, bo w tym roku mamy już 8 kandydatów, zresztą w ubiegłym też tylu było. Wcześniejsze zaś lata były o wiele uboższe w powołania.
I tu chciałbym podkreślić, jak bardzo ważna i skuteczna jest modlitwa zbiorowa ludu bożego. Ważne jest nie tylko modlić się o powołania, ale także za nas, kapłanów, żebyśmy nie zbłądzili i godnie pełnili swoje zadanie, dobrze służyli Bogu i ludziom. Kochani, wierzcie, my bardzo potrzebujemy waszej modlitwy, bardzo czujemy to, kiedy za nas się modlicie. My też stale za was się modlimy. Tylko wspólna modlitwa i wzajemne wsparcie pomoże nam przetrwać krocząc drogą Bożą. Wszak my też jesteśmy ludźmi, pochodzimy z tych samych rodzin, a więc jakie jest społeczeństwo, tacy są kapłani.

Ktoś kiedyś powiedział, że my tak często chodzimy do kościoła, a tak rzadko w nim bywamy. Jak z tym jest?

To bardzo trafne i aktualne powiedzonko. Rzeczywiście bardzo często modlimy się tylko ustami, zewnętrznie, a nie sercem. Ale wszak jesteśmy tylko ułomnymi ludźmi, jednak jeśli szczerze będziemy prosić Boga o dar dobrej modlitwy, to Bóg nam go da. Źle jest, że często upadamy, ale nie to jest najgorsze. Najgorsze jest, kiedy nie chcemy i nie staramy się poprzez sakramenty z tych upadków powstać. Życie to ciągła walka i zmaganie się ze wszystkim, w tym z samym sobą i to ostatnie jest najtrudniejsze, bo najtrudniej jest właśnie zwalczyć swoje złe przyzwyczajenia, nałogi. Jednak w jedności jest siła. Jeśli będziemy modlić się jedni za drugich, wspólnie się wspierać, to naprawdę lepiej się będzie dziać w naszych rodzinach, otoczeniu, społeczeństwie i na świecie. Nie będzie tylu wojen, nienawiści, zazdrości itp. Tam, gdzie jest taka wspólnota modlitewna, tam zawsze wszystko lepiej i po Bożemu się układa. Cieszy mnie, że wśród młodzieży jest dużo wierzących, bardzo wielu wprawdzie ciągle jeszcze poszukuje Boga, ale skoro poszukują, to Go znajdą.

Dziękujemy księdzu za rozmowę i życzymy dużo łask Bożych oraz owocnej pracy na nowej niwie powołania.

 

Rozmawiała Julitta Tryk

6 odpowiedzi to Ks. Andrzej Szuszkiewicz prorektorem Wileńskiego Seminarium Duchownego

  1. von Zadenstein mówi:

    Dla ludzi ze wsi, prostych, wielkim awansem spolecznym jest miec w rodzinie kogos w sferze niebieskiej. Mlody chlop, fach dobry.

  2. Karolina mówi:

    Przed laty mialam okazje poznac Mame ks. Andrzeja, wowczas kleryka. Rok pracowalismy razem. Bylo w niej cos wielkiego, madra, wspaniala osoba. Czesto ja pozniej wspominalam. Po latach zrzadzeniem losu Kalwaria stala sie moja parafia i wowczas poznalam ks. Andrzeja. Przed oczyma mialam jego mame, ktora mowila: “wie pani, modle sie za syna, jest w seminarium (…)”. Modlitwa zostala wysluchana – ks. Andrzej jest wspanialym kaplanem. Smutno, ze odchodzi z parafii, dobrze, ze ktos taki bedzie ksztaltowal przyszlych kaplanow. Niech Bog ma Ksiedza w swej opiece!!!

  3. Budzik mówi:

    do von Zadenstein 1

    Tak chyba było dawniej, kiedy bycie osobą duchowną było czymś nobilitującym. Dziś pod lewicową presją zachodzą duże zmiany społeczne, które skutkują między innymi mentalnym “uzawodowieniem” kapłaństwa. Z mojego doświadczenia wynika, że wielu księży to osoby inteligentne, nastawione na naukę o człowieku, posiadające dużą wiedzę oraz empatię (dziś to coraz rzadsza cecha). Dla mnie osobiście pasjonujące zawsze były rozmowy z duchownymi na tematy świeckie. O ile osobie duchownej nie załącza się wyniesiony z seminarium aparat pojęciowy i językowy, to rozmowy potrafią być niezwykle żywiołowe interesujące.
    Dzięki temu można “skalibrować” tryb swojego myślenia na wiele istotnych spraw, których w naszym codziennym pędzie życiowym nie dostrzegamy, bądź dostrzegamy je mylnie. Często zapominamy, że w centrum naszych działań, czy zaniechań zawsze stoi człowiek. Człowiek jako istota posiadająca swoją świadomość, marzenia, pragnienia ale także swoją dumę, godność i światopogląd. Żyjąc niefrasobliwie odhumanizowujemy między innymi naszych adwersarzy. Czyniąc to depczemy człowieczeństwo zarówno ich, jak i swoje własne.

  4. pani mówi:

    “…Naujai paskirtas prorektorius Vilniaus seminarijoje, kun interviu. Andrzejem Szuszkiewiczem. Andrew Shushkevich …” – tlumaczenie tytulu na litewski przez Google.

  5. Sikorka mówi:

    Struktury Kościóła katolickiego na Litwie są również przeżarty antypolonizmem, dlatego uważam,że kandydaci do stanu duchownego z Wileńszczyzny powinni kształcić się w Polsce.

  6. Zbyszko mówi:

    Pavilnys – co to?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.