6
Program wyborczy czy obiecanki cacanki?

Przed wyborami polityce prześcigali się w składaniu obietnic wyborczych tak samo ochoczo, jak dziś starają się od nich odciąć się     Fot. Marian Paluszkiewicz

Przed wyborami politycy prześcigali się w składaniu obietnic wyborczych tak samo ochoczo, jak dziś starają się od nich odciąć się Fot. Marian Paluszkiewicz

W kraju cichną emocje po ostatnich wyborach samorządowych. Na tle tego spokoju coraz częściej okazuje się, że słowa obietnic polityków złożonych wobec wyborców — po wyborach przypominają hasło wyborcze króla Juliana z „Pingwinów z Madagaskaru”: „Nikt wam tyle nie da, co ja wam naobiecuję”.

Najbardziej spektakularnym, a zarazem bliskim sprawom polskiej mniejszości przykładem takiego zachowania było wycofanie się Remigijusa Šimašiusa z przedwyborczych obietnic.
Z poparcia dla polskich postulatów wycofał się on jeszcze przed drugą turą wyborów. Dziś natomiast mer elekt Wilna w udzielanych wywiadach tłumaczy już wszystkim swoim wyborcom, że nie mogą liczyć na spełnienie wszystkiego, co obiecał, a już na pewno nie w ciągu jednej kadencji.
Jedną z kluczowych przedwyborczych obietnic Šimašiusa było wyzwolenie Wilna z zadłużenia, które wynosi tyle, co cały budżet stolicy.
O tym zadłużeniu przyszły mer rozmawiał we wtorek, 24 marca, z prezydent Dalią Grybauskaitė.

Mer elekt Remigijus Šimašius     Fot. Marian Paluszkiewicz

Mer elekt Remigijus Šimašius Fot. Marian Paluszkiewicz

Po spotkaniu Šimašius nie przedstawił jakiegokolwiek konkretnego pomysłu na ratowanie stołecznych finansów. Wyraził tylko nadzieję, że miasto może uratować rządowa decyzja o zwiększeniu asygnowania z budżetu centralnego.
„Nie mam wątpliwości, że rzetelniej wobec wilnian byłoby zostawić Wilnu większą część podatku od osób fizycznych, bo obecnych 48 proc. naprawdę nie wystarcza. Sądzę, że 60 proc. byłoby właściwym rozwiązaniem” — mówił Šimašius. Liczył też, że rząd przejmie na siebie część samorządowego długu oraz udzieli pożyczki na bieżące wydatki.

Ministerstwo Finansów nawet nie skomentowało wypowiedzi i oczekiwań nowego mera Wilna. Zapewniono nas tylko, że rząd i resort bez wątpienia rozpatrzą prośbę, o ile nowy samorząd stołeczny zwróci się z nią oficjalnie. Zauważono też, że Šimašius na razie nawet nie jest merem, więc resort nie może komentować prywatnych oczekiwań polityka.
Tymczasem, jak wynika z dotychczasowej praktyki, rząd nie jest chętny dzielenia się z miastem płaconym przez wilnian podatkiem od osób fizycznych. I chociaż w ciągu ostatnich lat część pozostawianego Wilnu podatku wzrosła z 42 do 48 proc., to jednak prośby wcześniejszych władz o zwiększenie tej części do 60 proc. albo chociażby do 54 proc. były odrzucane.

Być może dlatego po spotkaniu z prezydent optymizm Šimašiusa ws. zmniejszenia zadłużenia miasta nieco wygasł i przyszły mer mówił tylko o możliwości ustabilizowania zadłużenia w ciągu swojej kadencji. Co z pewnością, jak przyznał, też nie będzie łatwe. Šimašius przyznał bowiem, że nowe władze miasta zaraz po przejęciu spraw będą musiały szukać, kto zechce pożyczyć im kolejnych kilkadziesiąt milionów euro.
„Pieniądze te są potrzebne, chociażby na to, żeby nie tylko w maju, ale i do końca roku ulice miasta były oświetlone” — powiedział przyszły mer.

Złożone Polakom przed trzema laty przez premiera Algirdasa Butkevičiusa obietnice spełnienia ich postulatów do dziś pozostają jedynie na papierze  Fot. Marian Paluszkiewicz

Złożone Polakom przed trzema laty przez premiera Algirdasa Butkevičiusa obietnice spełnienia ich postulatów do dziś pozostają jedynie na papierze Fot. Marian Paluszkiewicz

Z powyborczych jego wypowiedzi wynika również, że na razie nici z przedwyborczej obietnicy zmniejszenia kosztów ogrzewania o 20 proc. Šimašius przynajmniej nie wycofuje się z tej obietnicy, mówi jednak, że na jej spełnienie potrzeba będzie sporo czasu.
Z kolei wileńscy Polacy, których przychylność Šimašius próbował zdobyć, obiecując przed wyborami dwujęzyczne nazwy ulic i nabożeństwo po polsku w Katedrze Wileńskiej, z pewnością już mogą czuć się ponownie zawiedzeni. Z tych obietnic przyszły mer wycofał się bowiem jeszcze przed druga turą wyborów. Tłumaczył, że mówiąc o nazwach ulic, miał na myśli poszczególne przypadki, jak na przykład zamieszczenie przy nazwie ulicy Islandzkiej napisu w języku islandzkim, jako wyraz wdzięczności Islandczykom za to, że pierwsi na świecie uznali niepodległość Litwy.

Rys. Edgar Gaiduk

Rys. Edgar Gaiduk

Zaś ws. polskiego nabożeństwa przyszły mer tłumaczył, że było to jego wyłącznie prywatne zdanie, jako członka wspólnoty.
Zwodzenie Polaków przedwyborczymi, a nawet powyborczymi obietnicami nie jest bynajmniej domeną jednego polityka.

Również obecny premier Algirdas Butkevičius i jego rząd wiele obiecał mniejszościom narodowym. W programie jest nawet cały rozdział poświęcony tym obietnicom. W jednym z jego punktów mówi się między innymi: „Przygotujemy projekt Ustawy o Mniejszościach Narodowych”, „uwzględniając konwencję Rady Europy o ochronie praw mniejszości narodowych, rozstrzygniemy problemy pisowni imion i nazwisk w dowodach oraz nazw ulic i miejscowości”, „będziemy dążyli do przesunięcia na dalszy termin składanie ujednoliconego egzaminu z języka litewskiego w szkołach mniejszości narodowych”.
Tyle obietnic programowych rządu uchwalonych przez Sejm w 2012 roku.
Dziś, w 2015 roku, redakcja „Kuriera” nie znalazła informacji potwierdzającej, żeby którakolwiek z tych obietnic została spełniona.

6 odpowiedzi to Program wyborczy czy obiecanki cacanki?

  1. gwoli ścisłości mówi:

    radziłbym autorowi przed napisaniem artykułu zajrzeć do Programu wyborczego Socjaldemokratów, by się przekonać, że wszystkie tzw. “polskie postulaty”zawiera ten Program Wyborczy.Potem część punktów dotyczących spraw mniejszości narodowych, o których wspomina autor, z Programu Wyborczego Socjaldemokratów trafiła do Programu Rządu.Wszystko to zostało zrobione bez łaski AWPL. Rozdział Programu Wyborczego Partii Socjaldemokratów dotyczacy polityki względem mniejszości narodowych, o ile wiem, opracował I.Melianas.Ze Rząd nie wywiązuje się z wykonania swego Programu w tej części, każdemu i tak dawno jest wiadome.Więc nie wiem, jakiej jeszcze informacji to potwierdzającej i gdzie szukała redakcja. O ile się orientuję, AWPL po usunięciu z koalicji rządzącej chyba przeszła do opozycji, więc musiałaby patrzyć na ęce rządzących i codzień napominać socjaldemokratom i Premierowi, że okłamali nie tylko swoich wyborców, ale też łamią Ustawę , na mocy której został zatwierdzony Program Rządowy.Tymczasem polscy posłowie jak wody do ust nabrali.Jedynie Jedziński jakieś tam dziwaczne teksty ogłasza.ale całkiem nie na ten temat.

  2. gwoli ścisłości mówi:

    a co się tyczy R.Šimašiusa, to moe zaczekajmy, aż zacznie pełnić funkcje mera i aż zostanie zawiązana koalicja rządząca. Radziłbym nie uważać Czytelników za głupków.bo każdy wie, że nie od mera zależą polskie tabliczki, jak i polska msza w Katedrze.A może ten artykuł miałby być kolejnym odcinkiem ulotek za Zuokasa, które drukowała gazeta?

  3. jas mówi:

    Jeśli ktoś się łudził co do cwaniaka Simasiusa, to już chyba nie ma złudzeń. Łgał w żywe oczy, tak jak jego liberałowie, jak konserwatyści czy socjaldemokraci. Niemal wszystkich polityków lietuviskich łączy jedno – pogarda i nienawiść wobec polskości, tej polskości na Wileńszczyźnie. Po 25 latach nie należy mieć już żadnych złudzeń.
    A Simasius jeszcze nie został oficjalnie merem, a już biega do panny prezydent na dywanik, jak mały chłopaczek, odbierać instrukcje. To nie jest normalny kraj, tu demokracja okrutnie kuleje.
    Co do kłamliwych obietnic w sprawie (niektórych) polskich postulatów, które przed wyborami składał Simasius, to ciekawe, co ma teraz do powiedzenia jego kumpel, towarzysz i zadoopnik Aleks Radczenko. Czy dalej będą łgali razem w tym fałszującym dueciku?…

  4. Ryś mówi:

    I Šimašius i Radczenko i panna prezydentówna z Lansbergiem,to jeden zespół ideologii antypolskiej.Oni mają jednakowe cele i konsekwentnie do nich dążą. Przed tą zakłamaną machiną bezradna jest nawet Rzeczpospolita z której drwią ci bałamuci niespełniając żadnego punktu traktatu Posko-litewskiego już ponad dwadzieścia lat. Hańba.

  5. Helka mówi:

    Najlepsze hasło całej kadencji nowego mera Šimašiusa: „Nikt wam tyle nie da, co ja wam naobiecuję”! Jak widać na podstawowe swoje hasło wyborcze: jak naprawi finanse samorządowe? Nie miał za wiele do powiedzenie, a skoro z tym startował, to musiał zastanowić się jak naprawić, jakie działanie podjąć, a jeżeli to się nie uda, to mam wariant Nr1, a jak to nie to wariant Nr2 – no ale to mógł zrobić solidny kandydat, a nie kandydat wykreowany na potrzeby kampanii przez firmy PR, które zapewne już swoje zadanie wykonali i teraz Šimašius musi sam się kręci. No już widać, jak sprytnie wycofuje się z obietnic.

  6. K. mówi:

    Simasius jest pionkiem Grybauskaite. On jej posłuchał z kim nie wchodzić w koalicję, a potem ona udzieliła mu poparcia… Teraz Simasius będzie spłacał “dług” wobec Dalii, a co to dla nas znaczy, wiadomo… 1.W Radiu znad Wilii Szimaszius powiedział, że obniżenia ceny ogrzewania trzeba oczekiwać pod koniec kadencji :). Ups coś mi wygląda na to, że robi sobie podkład by nikt mu nie zawracał d. do końca kadencji. A potem się zmyje i już 2. Znowu zaczyna gadać o optymalizacji szkół. Części polskich szkół będą zajmowane przez litewskie a potem możliwe, że całkiem przejęte. Powiedział, że szkoły będą traktowane na tych samych warunkach. Ale przecież mowa też o szkołach mniejszości narodowych o które trzeba dbać trochę bardziej i je wspierać bo w różnokulturowoś ci jest nasze bogactwo. 3. Już się zaczyna bredzenie o zwalnianiu ludzi choć wszyscy wiemy, że zwolni kadry tylko po to by obsadzić swoich. wiadomo przecież że pracy nie brakuje a częsta zmiana personelu skutkuje spadkiem jakości. Zanim nowi się rozpędzą to już znowu będzie zmiana. A myślę, że zmiana będzie bo Szimaszius nie dotrzyma swoich obietnic bo to tylko obiecanki cacanki.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.