8
Wołyń — trudna pamięć o zbrodni

 Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko złożył kwiaty przed pomnikiem upamiętniającym ofiary rzezi wołyńskiej. Wraz z prezydentem Ukrainy byli pilotka i deputowana Nadia Sawczenko oraz attaché obrony przy ambasadzie Ukrainy w Polsce, Serhii Yatsulchak. Fot. TWITTER@UKRINPL
image-78672

Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko złożył kwiaty przed pomnikiem upamiętniającym ofiary rzezi wołyńskiej. Wraz z prezydentem Ukrainy byli pilotka i deputowana Nadia Sawczenko oraz attaché obrony przy ambasadzie Ukrainy w Polsce, Serhii Yatsulchak. Fot. TWITTER@UKRINPL

„Nie ma zgody na to, aby polityka historyczna istniała w kłamstwie — podkreśla historyk i senator RP Jan Żaryn. — Czystka etniczna, która dokonała się na Kresach południowo-wschodnich rękami ukraińskich nacjonalistów, bez wątpienia, wypełnia definicję ludobójstwa”. Tymczasem takie określenie rzezi wołyńskiej nadal budzi sprzeciwy na Ukrainie.

Senat RP przyjął niedawno uchwałę na podstawie projektu klubu PiS, w której tekście znalazł się postulat, by „Sejm ustanowił dzień 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP”. W uchwale Senatu zaznaczono, że „w wyniku ludobójstwa w latach 1939-1945 zamordowanych zostało sto kilkadziesiąt tysięcy obywateli II RP oraz że ich dokładna liczba do dziś nie jest znana”. Podkreślono, że wielu z nich wciąż nie doczekało się godnego pochówku i upamiętnienia.

Tymczasem określanie rzezi wołyńskiej jako ludobójstwo nadal budzi kontrowersje na Ukrainie. Podstaw prawnych do takiego zakwalifikowania zbrodni nie widzi również szef ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej Wołodymyr Wiatrowycz. Jego zdaniem, uchwała jest przykładem polityzacji historii. Powiedział, że dokument to rewizja wcześniejszych aktów pojednania dokonywanych przez polityków.

Termin „ludobójstwo” wprowadził po wydarzeniach II wojny światowej polski prawnik Rafał Lemkin. Do języka prawnego wszedł on w grudniu 1948 za sprawą Konwencji ONZ w sprawie Zapobiegania i Karania Zbrodni Ludobójstwa, której wstępny projekt był współtworzony przez Lemkina. Ludobójstwo w sensie właściwym różni się od zwykłej rzezi przede wszystkim celowością. Stawia sobie za cel unicestwienie części ludzkości (jakiejś grupy narodowej, etnicznej lub religijnej) dla wprowadzenia własnej koncepcji dobra, uzasadnionej konkretną ideologią.

„Nie ma cienia wątpliwości, że zbrodnia dokonana przez oddziały OUN-UPA od poziomu kurenii (kureń — ukraiński pododdział wojskowy, odpowiadający wielkością samodzielnemu batalionowi — od aut.) po dowództwo, wzmocnione jeszcze przedwojenną ideologią Dmytro Doncowa odpowiada definicji ludobójstwa — powiedział w rozmowie z „Kurierem” senator Jan Żaryn. — Paradoksalnie miała ona bardzo szczytny cel — stworzenie samodzielnej Ukrainy. Zdaniem członków UON-UPA tej wolnej Ukrainy nie mogło być, dopóki na tych terenach zamieszkiwali Polacy. Zgodnie z ideologią „Lachów” należało albo mordować, albo doprowadzić do ich ucieczki”.

Skąd więc wątpliwości Ukraińców co do klasyfikacji zbrodni? „Strona ukraińska ma niewątpliwie rację co do tego, że nie ma dokumentacji jednoznacznego dowództwa, które by wydało serię rozkazów, organizując w ten sposób czystkę etniczną — wyjaśnia prof. Żaryn. — Celowość była jednak widoczna poprzez działania cząstkowe, w ramach których dowódcy OUN-UPA pozostawiali jednoznaczną informację, jaki jest cel ich działań, o czym zaświadczali uratowani Polacy”.

Prof. Żaryn zwraca uwagę na jeszcze jeden element — przymuszanie ludności ukraińskiej do udziału w aktach ludobójstwa. „Miał to być dowód na przynależność do narodu z prawem do posiadania własnego państwa. Ten czynnik sprawdzania patriotyzmu, którego dowodem miała być polska krew na rękach, jest również pośrednim świadectwem celowości działań dowództwa, które poprzez tę zbrodnię chciało budować niepodległą Ukrainę — zauważa senator. — Ta zbrodnia, z której nikt nie był zwolniony, miała w przyszłości wiązać naród”.

Sprawa rzezi wołyńskiej i jej wyjątkowego okrucieństwa od lat była przedmiotem badań polskich i ukraińskich historyków, jednak jak dotąd nie udało się dojść do porozumienia. „Miałem okazję obserwować te próby wspólnych badań i niestety tendencja była taka, że z roku na rok coraz trudniej było się dogadać — opowiada prof. Żaryn. — Problemy dotyczyły głównie szczegółów zbrodni, dotyczących konkretnych świadectw, wyjątkowego okrucieństwa sprawców zbrodni. Te konkrety sprawiały, że strona ukraińska zaczynała się wycofywać”.

Prof. Żaryn podkreśla, że prawdy historycznej nie można poświęcać w imię bieżących kontekstów politycznych. „Przez długie lata takim kontekstem była rzekoma słabość narodu ukraińskiego. Ostatnio milczenie w sprawach polsko-ukraińskiej historii było argumentowane zagrożeniem ze strony tendencji pro rosyjskich” — mówi.

„Takie poglądy nie mają przyszłości w relacjach między narodami. Na przeszkodzie stoi przede wszystkim polska wrażliwość i pamięć o traumie historycznej, która przez lata była przemilczana — zauważa senator. — Drugim czynnikiem, który podkreślał śp. Janusz Kurtyka, jest to, że jeśli Ukraina widzi swoją przyszłość w kręgach europejskich i NATO, to nie może swojej pamięci historycznej budować na pozytywnym wizerunku Bandery, bo nie mieści się to w pojęciu naszego bezpieczeństwa”.

O tym, że ukraińska polityka historyczna nie chce zmierzyć się z prawdą o zbrodni wołyńskiej, świadczyć może choćby fakt, że tuż przed rocznicą radni Kijowa zdecydowali o nadaniu jednej z głównych ulic miasta imienia Stepana Bandery. Zmiany zostały umotywowane „akcją desowietyzacyjną”. Kult Bandery wzmocnił prezydent Wiktor Juszczenko, odznaczając go pośmiertnie w 2010 roku tytułem Bohatera Ukrainy. Obecnie na Ukrainie obowiązuje zakaz propagowania komunizmu, można natomiast bez przeszkód kultywować poglądy ukraińskich nacjonalistów.

Czy w sprawie historii Polska i Ukraina dojdą kiedyś do porozumienia? Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko na szczycie NATO oddał hołd ofiarom zbrodni wołyńskiej. W ukraińskiej delegacji była także pilotka i ukraińska deputowana Nadia Sawczenko.
„Uważam, że to bardzo dobry znak — podkreśla prof. Żaryn. — Może być przede wszystkim przyczynkiem do dyskusji toczącej się na ten temat wewnątrz państwa ukraińskiego”.

***
Zbrodnie popełnione w latach 1943-1944 przez OUN i UPA na ludności polskiej na Wołyniu, w Galicji Wschodniej i terenach południowo-wschodnich województw II RP określane są mianem rzezi wołyńskiej. Jej moment kulminacyjny nastąpił 11 lipca 1943 r., gdy oddziały UPA zaatakowały około 150 polskich miejscowości. Ogółem w wyniku działań ukraińskich nacjonalistów zostało zamordowanych przeszło 100 tys. Polaków.

8 odpowiedzi to Wołyń — trudna pamięć o zbrodni

  1. Kris mówi:

    Ten fałszywy noebanderowiec Poroszenko poszedł zapalić znicz, a dzień wcześniej nazwano w Kijowie ulicę nazwiskiem tego faszysty bandery. Czarnopodniebienne chachły udają przyjaciół bo Polska wspiera ich finansowo.

  2. Pingback: Wołyń — trudna pamięć o zbrodni – Senator RP w okręgu wyborczym nr 40

  3. schlange mówi:

    a te chachały twierdzą – czytałem u znajomych na facebook nie które ich komentarze, że Polska wzbogaca się sprzedając broń dla chachałów. której oni używają w walce z Rosją.
    Oni twierdzą, że stąd bierze się wzrost gospodarczy w Koronie. Mają jeszcze żal.

  4. Jur mówi:

    Kiedy wreszcie Pani Prezydent Grybauskaitie poprosi o przebaczenie za masowy mord w Ponarach
    przeprowadzony na ok 100 000 ludziach przy pomocy Litwinów ?

  5. Kris mówi:

    Ta wypłowiała blondyna gdyby tylko mogła to by otworzyła Ponary na nowo, żeby do końca zapełnić doły Polakami.

  6. Maur mówi:

    Ostatnio na portalu S24 było dużo na ten temat.
    Ukraińscy oficjele co i rusz odkrywają „nowe” dokumenty, rzucające zupełnie inne światło na owe tragiczne wydarzenia. Tyle, że żadnego nowego światła tu nie ma. Dokumenty wyprodukowane post factum i stojące w jawnej sprzeczności z dokumentami oryginalnymi.
    Ludobójstwo zostało zaplanowane przez OUN/UPA i wykonane na ile dali radę. Przy wykonaniu pobito swoisty rekord świata w okrucieństwie mordów. Odrąbywanie głów siekierą to już klasyka na tle innych wynalazków. Rżnięcie piłą do drewna na pół człowieka, zakopanie w ziemi po szyję i ścinanie głów kosą, nabijanie dzieci na sztachety płotu, przybijanie gwoździami do wrót stodoły, rozrywanie końmi, obcinanie: uszu, warg, nosa; podrzynanie gardeł i wyciąganie języków przez przecięte gardło, itp. Wrzucanie dzieci w ogień czy do studni jawi się na tym tle niewinną igraszką. Kobietom, w dowolnym wieku, poza powszechnym gwałtem fundowano swoiste „atrakcje”: obcinanie piersi sierpem, wsadzenie butelki w waginę i jej stłuczenie, włożenie tam szyszki świerkowej, włożenie sierpa i rozcięcie aż po głowę, wypatroszenie w ten sposób macicy z noworodka, wypatroszenie wnętrzności i nawijanie ich na korbę od studni…

    Szokujące, prawda? Nie do wiary? A jednak musi być prawdziwe skoro człowiek słyszy o takich zwyrodnieniach od dzieciństwa.
    Ten opis wstawiam celowo by chcący dać UPA-owcom alibi widzieli jaką trzeba być kanalią by próbować takie okrucieństwo usprawiedliwiać.

    Lietuvisy mają swój rekord. Też potrafili być okrutni – lecz nie aż tak.

    Teraz z Ukrainy płyną zapewnienia o wybaczeniu Polakom i prośby o wybaczenie. Ma to być odpowiednikiem listu naszych biskupów do niemieckich.

    Tyle, że w tamtym przypadku to Polacy jako ofiary wystąpiły z taką inicjatywą. W tym przypadku pogrobowcy oprawców próbują wmówić symetrię krzywd i pokazać przed światem swoją dobrą wolę pojednania a jednocześnie organizatorów ludobójstwa czynią bohaterami narodowymi. Tym samym zostawili kolejnym pokoleniom głębszą przepaść do pokonania…

  7. deratyzator mówi:

    „Lietuvisy mają swój rekord. Też potrafili być okrutni – lecz nie aż tak.”
    A jaki to rekord?
    Czy to ulica REKORDZISTY?

    Litwini nadal migają się od zmiany nazwy ulicy w centrum Wilna – noszącej imię kolaboranta hitlerowskiego Kazysa Škirpy. Ten ohydny śmierdziel – współodpowiedzialny za wymordowanie 150.000 Żydów – był autorem litewskiego odpowiednika „Mein Kampf”. W polskiej notce w wiki nie ma o tym ani słowa. Wczoraj komisja mająca zmienić nazwę wileńskiej ulicy odroczyła decyzję w tej sprawie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.