0
Valerian Romanovski: Podchodzimy do mrozu jak do rywala

Kąpiele w przerębli działają jak szczepionka – uaktywniają nasz system odpornościowy

Polak pochodzący z Wileńszczyzny, Valerian Romanovski, jest kilkakrotnym rekordzistą Księgi Guinnessa. Jak mówi jednak, nie chodzi o rekordy, ale o poznanie możliwości ludzkiego organizmu. Aby zaprzyjaźnić się z mrozem, zamierza spędzić w komorze termoklimatycznej, w temperaturze – 50 stopni Celsjusza, 100 godzin. W rozmowie z „Kurierem Wileńskim” opowiada o swojej pasji, a także o tym, jak poradzić sobie z zimnem.


Zamierza Pan spędzić 100 godzin w komorze termoklimatycznej…

Wcześniej realizowałem projekty letnie, pobijałem rekordy Guinnessa innych zawodników w letnich warunkach. Teraz skupiliśmy się na mrozie. Rok temu byliśmy w Jakucji, gdzie realizowaliśmy projekt przy temperaturze -40 stopni Celsjusza w najzimniejszym punkcie, jaki zamieszkują na ziemi ludzie, czyli w Ojmiakonie. Wtedy rywalizowaliśmy z mrozem, teraz chcemy z nim zacząć współpracę, żeby zrozumieć, jak zimno wpływa na człowieka i jakie czynniki pozytywne możemy z niego czerpać. Można więc powiedzieć, że tym razem chcemy zaprzyjaźnić się z mrozem. Ten projekt składa się z dwóch części. W pierwszej wejdziemy do termokomory na 100 godzin. Będzie tam panowała temperatura – 50 stopni, jednak odczuwalna będzie znacznie niższa. Za rok znów wyjeżdżamy do Jakucji, jednak wcześniej chcemy wszystkie czynniki przeanalizować w Krakowie w bezpiecznych warunkach.
W tym projekcie może pan liczyć na bardzo poważne zaplecze naukowe. Wspiera Pana Politechnika Krakowska i Akademia Wychowania Fizycznego w Krakowie.
Tak, na co dzień studiuję i pisze pracę doktorską, nauka mnie fascynuje. Nie chodzi tylko o bicie rekordów, ale również o przeprowadzenie konkretnych badań, dlatego w tym projekcie zaangażowani są pracownicy naukowi Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie, jak i lekarze. Chcemy zdobyć jak najwięcej mierzalnych informacji, dlatego będziemy robić przed i po wejściu do komory badania krwi, testy psychologiczne i szereg innych badań. Chcemy wszystko jak najlepiej udokumentować. W najbliższym czasie wejdzie do komory 6 osób na dobę – to minimalna liczba uczestników badań, na podstawie której można wyciągać wnioski i publikować je w czasopismach naukowych. Dwie osoby – ja i Wawrzyniec Kuc, wejdziemy na 100 godzin. To pierwszy projekt, który chcemy maksymalnie wykorzystać w celach badawczych, ale poprzednie projekty, realizowane latem, w pewnym sensie również będą wykorzystane. Zawsze prowadziłem pełną rejestrację reakcji organizmu, miałem na sobie pulsometr. Te dane będą wykorzystane w pracach dyplomowych na AWF w Krakowie, na temat wysiłku w warunkach letnich i zimowych. Niestety, rejestracja danych w warunkach zimowych często bywa bardzo trudna. Zdarza się, że sprzęt elektroniczny zawodzi przy tak niskich temperaturach.
Czy ubiegłoroczny wyjazd do Jakucji był pierwszy, czy też wcześniej miał Pan już okazję odwiedzić to miejsce? Jak wyglądały przygotowania do wyjazdu?
Byłem w Jakucji po raz pierwszy. Mieliśmy wcześniej testy w komorze, ale o wiele krótsze, z przerwami, w czasie których wychodziliśmy na posiłki. Teraz będziemy musieli sobie poradzić bez wsparcia z zewnątrz przez cały czas. Długo przygotowywaliśmy się, szukaliśmy informacji. Interesowaliśmy się warunkami atmosferycznymi w Ojmiakonie, ale także tym, jak funkcjonują tam ludzie. O wiele więcej dowiedzieliśmy się na miejscu. Mamy w Warszawie znajomą Kunnej Taaahaj, która pochodzi z Jakucji. Była to osoba, od której dowiedzieliśmy się bardzo dużo, nawiązaliśmy także kontakt z kilkoma osobami na miejscu. Najwięcej jednak dał nam pobyt na miejscu, spotkania z ludźmi, którzy w takich warunkach żyją na co dzień. Ta wiedza była naprawdę bardzo pożyteczna i na pewno nie moglibyśmy jej zdobyć w Polsce. Byliśmy tam przez prawie 3 tygodnie. Samo dotarcie do Ojmiakonu wymagało dużego wysiłku logistycznego, bo komunikacja jest tam dosyć ograniczona. W samym Ojmiakonie przebywaliśmy około tygodnia i w tym czasie ustanowiliśmy rekordy Guinessa.
Który to już rekord w Pana życiu?
Nie podchodzę w ten sposób do bicia rekordów. Sama ilość rekordów niewiele jeszcze mówi. Ważny jest przede wszystkim stopień trudności. Teraz, jeżeli zostaną zarejestrowane wszystkie moje rekordy, będzie ich razem 9. Ale trzeba pamiętać, że sama procedura rejestracji jest bardzo skomplikowana. Będąc w Jakucji, nie biliśmy ustanowionego już rekordu, ale wprowadzaliśmy nową kategorię. To znacznie utrudnia procedurę rejestracji. Na bieżąco jesteśmy w kontakcie z Księgą rekordów Guinnessa, niektóre spośród moich rekordów mają już certyfikaty, inne są w trakcie rejestracji.

Rok temu w Ojmiakonie Valerian Romanovski ustanowił rekord Guinnessa w ciągłej jeździe na rowerze w niskich temperaturach

Czy, pomimo przygotowań, mróz w Jakucji Pana zaskoczył?
Takich momentów było wiele, czasami zaskakiwały reakcje organizmu. Czytaliśmy wcześniej książki o pobycie w Jakucji, ale to nie to samo, co doświadczenie. Najbardziej chyba zaskoczyło mnie to, jak ogromne funkcje obronne, które pozwalają przetrwać w ekstremalnych warunkach, ma nasz organizm. Gdy żyjemy w warunkach stworzonych przez naszą cywilizację, niejako pod ochroną, te funkcje pozostają uśpione. W naszych projektach poznajemy te możliwości i staramy się je uaktywnić poprzez treningi. Zaskoczyło mnie również to, że wysiłek w zimnie jest zupełnie inny. Podczas jazdy na rowerze potrzebujemy znacznie więcej energii na samo ogrzanie organizmu. Dopiero, gdy organizm ogrzeje się, pozostałą część energii wykorzystujemy na wytworzenie wysiłku. Może zdarzyć się tak, że cała energia przeznaczana jest na ogrzanie organizmu i po prostu brakuje jej na to, by jechać na rowerze. Człowiek jest ogrzany, ale nie ma siły na to, żeby się ruszyć. To bardzo niebezpieczna granica, bo po jej przekroczeniu po prostu zamarzamy. Przed wyjazdem do Jakucji robiłem próby 48 godzinne, jednak w Jakucji byłem zmęczony o wiele szybciej, właściwie porównywalnie już po 1 dobie.
Jakie czynniki są najważniejsze, by poradzić sobie z mrozem?
Właśnie, żeby to odkryć realizujemy nasz projekt. Chodzi o to, by dobrze poznać wszystkie czynniki. To nigdy nie jest tylko jeden czynnik: ubranie, jedzenie czy wysiłek fizyczny. Na to składa się wiele czynników, nawet kilkanaście. To bardzo złożone. Chodzi na pewno o właściwe ubranie, niekoniecznie musi go być bardzo dużo. W czasie bicia rekordu jadę na rowerze, a więc wytwarzam ciepło. To ciepło musi być odpowiednio odprowadzone, bo jeśli się spocę – tracę ciepło i zamarzam. Poradzenie sobie z mrozem wymaga dużej elastyczności i wiedzy. Inaczej jest na przykład po posiłku, czasem trzeba się przebrać, coś zdjąć, pomimo, że jest -40 stopni. Ważne jest jedzenie, także picie. Dieta jest całkowicie inna niż w warunkach letnich, gdy skupiamy się na węglowodanach. Przy niskich temperaturach trzeba jeść zupełnie inne produkty, do których nasz organizm często nie jest przyzwyczajony. Opieramy się wtedy na tłuszczach i na białkach. Jedliśmy bardzo tłusto, podstawowe produkty było to mięso renifera i różnego rodzaju tłuste buliony. Chciałbym podkreślić, że przy takim mrozie człowiek zużywa 10 razy więcej energii niż w warunkach letnich. Nasz organizm musi się więc także nauczyć przetwarzać pewne produkty w takich ilościach, które najpierw pozwolą na wytworzenie ciepła. Trzeba znaleźć również kompromis między jedzeniem, ubraniem a wysiłkiem. Wysiłek przy dużym mrozie jest nieco inny niż w naszych warunkach. Przyglądaliśmy się Jakutom, jak poruszają się w czasie polowania lub przy wypasaniu zwierząt. Poruszają się bardzo powoli. To taki wysiłek „na niskich obrotach”. Po prostu nie można szybciej, bo człowiek zacząłby się pocić. Zresztą, w ciągu wielu pokoleń, u Jakutów natura nieco już uregulowała sprawę poprzez genetykę. Jakuci prawie się nie pocą. Po prostu ci, którzy się pocili nie przetrwali i nie mogli dalej przekazać swoich genów.

W czasie pobytu w Jakucji uczestnicy projektu starali się korzystać z doświadczeń miejscowej ludności

Patrząc na Pana osiągnięcia widać wyraźnie, że poświęca Pan bardzo wiele czasu i wysiłku kolejnym wyzwaniom. Czy jest to w tej chwili Pana sposób na życie?
To jest pasja, a z pasją się nie dyskutuje. Dla mnie jest to po prostu praca nad sobą. Fascynuje mnie poznawanie możliwości ludzkiego organizmu, tego, na co nas stać. Taki jest cel naszych projektów, jakie od lat realizujemy razem z Wawrzyńcem Kucem, kierownikiem zespołu. Pokazujemy, że stać nas na o wiele więcej, niż możemy przypuszczać. Poprzez projekty, jakie realizujemy, chcemy również pokazać, że wysiłek jest potrzebny, że zdrowy tryb życia jest bardzo istotny. Może się wydawać, że lubię zimno, ale to nie prawda, nie lubię zimna, ale jestem zafascynowany działaniem zimna oraz reakcją organizmu na zimno. Po mimo że nie przepadam za zimnem, nie przeszkadza mi to siedzieć pół godziny w przeręblu. Po prostu wiem, że mróz może mieć pozytywny wpływ na nasz organizm. Teraz prowadziliśmy treningi morsowania. To działa trochę jak szczepionka, uruchamia możliwości, które były w naszym organizmie uśpione.

***
Do projektu „Oswajamy mróz 2018” powrócimy na łamach „Kuriera Wileńskiego” po zakończeniu testów z komory termoklimatycznej. O tym, jak można przeżyć przy 50-stopniowym mrozie opowie Valerian Romanovski, a także wilnianin, dziennikarz LRT – Dariusz Malinowski, który w komorze zamierza spędzić 24 godziny.
Rozmawiała Ilona Lewandowska

PROJEKT VR OSWAJAMY MRÓZ – CZŁOWIEK vs NISKIE TEMPERATURY

Projekt VR Team powstał w 2016 r. z inicjatywy Valeriana Romanovskiego i Wawrzyńca Kuca, obierając za cel doskonalenie kondycji fizycznej i psychicznej Valeriana oraz badania zachowania się organizmu człowieka w ekstremalnych warunkach. Dotychczasowe przedsięwzięcia, organizowane pod nazwą Projekt VR uwieńczyło zarejestrowanie rekordu 12, 24, 48 h w jeździe ciągłej na rowerze w lutym 2017 r. w Jakucji.
Pod patronatem naukowym JM Rektora Politechniki Krakowskiej oraz JM Rektora Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie, w lutym 2018 roku zostanie przeprowadzony eksperyment z wykorzystaniem komory termoklimatycznej PK. Przedsięwzięcie jest kontynuacją dokonanych w styczniu ubiegłego roku badań na temat zachowania się człowieka i sprzętu w skrajnie niskich temperaturach, jednak tegoroczna edycja obejmuje o wiele szerszy zakres testów. Do udziału i badań zostali zaproszeni przedstawiciele różnych środowisk: naukowców, ratowników, lekarzy, psychologów, sportowców producentów branży odzieżowej, specjalistów z zakresu telemedycyny, przedsiębiorców z branży pomiarowej (diagnostyka termograficzna) itp.
Testy w komorze termoklimatycznej, stanowią pierwszą fazę przygotowań do planowanej na styczeń 2019 r. wyprawy rowerowej Valeriana Romanovskiego z zespołem do Jakucji.

Fot. archiwum

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.