„Litwie powinno zależeć na dobrym wizerunku swojego kraju w Europie”

Artur Górski
Artur Górski

Rozmowa z Arturem Górskim, posłem na Sejm RP, wiceprzewodniczącym Polsko-Litewskiej Grupy Parlamentarnej, członkiem Zgromadzenia Parlamentarnego Sejmu i Senatu RP i Sejmu RL

Girl in a jacket

— Niedawno obchodziliśmy 440. rocznicę Unii Lubelskiej. Dzisiaj oba kraje  — Polska i Litwa są członkami UE. Jaka unia łączy te państwa obecnie?

— Jest to związek państw o wiele luźniejszy niż ta historyczna unia. Polska i Litwa to dwa suwerenne państwa, które jednak, ze względu na położenie geograficzne i wspólną historię, powinny uzgadniać swoją politykę zarówno względem Unii Europejskiej, jak i Rosji. Chodzi tu o Rosję, która chciałaby odbudować swoje wpływy w tej części Europy i która może szantażować nasze kraje polityką energetyczną. Dlatego obydwa nasze kraje pragną być jak najmniej zależne od Rosji gospodarczo. A jeśli chodzi o Unię, to wspólnie możemy przeciwstawiać się prądom dechrystianizacyjnym, czy choćby demoralizacji młodego pokolenia.

Należy pamiętać także, że Polska jest czołowym inwestorem na Litwie. PKN Orlen, który jest właścicielem litewskich Możejek, w ubiegłym roku był największym płatnikiem podatków na Litwie. Wpłacił do litewskiego budżetu 1,2 miliarda litów, co stanowi 4,7 proc. przychodów litewskiego budżetu. Jest taka opinia, że gdyby nie te pieniądze, Litwa stanęłaby na skraju bankructwa, jak jej północny sąsiad — Łotwa. To chyba teraz czas na spłatę tego długu, który Litwa ma wobec Polski. Litwini powinni mieć świadomość tej sytuacji i szanować Polaków mieszkających na Wileńszczyźnie. Tymczasem Litwa nie przestrzega Konwencji Ramowej Rady Europy o Ochronie Mniejszości Narodowych, co powinno być standardem w Unii Europejskiej. Dobrze przynajmniej, i to jest zasługa integracji europejskiej, że Polacy mogą swobodnie przekraczać granicę litewską i odwrotnie, Litwini i Polacy z Wileńszczyzny odwiedzać Polskę. Wiemy, że w okresie międzywojennym do 1938 r. Litwa w ogóle nie wpuszczała Polaków na swoje terytorium.

Kilka miesięcy temu minister spraw zagranicznych RP Radosław Sikorski dyplomatycznie uchylił się od odpowiedzi na pytanie, czy Polskę i Litwę wciąż łączy partnerstwo strategiczne, Litwini po raz pierwszy też je podważyli. Czy stosunki polsko-litewskie przechodzą kryzys?

— Polska do tej pory traktowała Litwę jako swojego głównego partnera w tej części Europy. Świadczyły o tym liczne wizyty głowy państwa i przedstawicieli naszego rządu na Litwie. Ale okazuje się, że ostatnio Litwa nie uważa Polski za swego strategicznego partnera, skoro Polska nie stała się pierwszym krajem, który odwiedziła nowa prezydent Litwy. Nie to jest jednak główną przesłanką, która każe stwierdzić, że Litwini nie traktują Polaków poważnie. Mimo licznych spotkań na różnym szczeblu, także zgromadzenia parlamentarnego, w którym uczestniczę, w zasadzie niczego istotnego nie udało się z Litwinami uzgodnić, a ostatnio nawet nie udało się przyjąć wspólnego dokumentu. To znaczy, niekiedy w przeszłości uzgodnienia czyniono, tylko strona litewska nigdy nie dotrzymuje swoich zobowiązań, szczególnie tych, dotyczących sytuacji polskiej mniejszości na Litwie. Dużo pięknych słów o współpracy, liczne zapowiedzi zmiany polityki, i nic, zero efektów, a niekiedy wręcz przeciwnie — ograniczanie możliwości rozwoju mniejszości i głupie, niczemu niesłużące nagonki medialne na litewskich Polaków, choćby za posiadanie Karty Polaka.

Skoro podajemy w wątpliwość korzyści strategiczne, jakie oba kraje czerpią z dwustronnej współpracy, dlaczego  — nadal — Polacy na Litwie znajdują się na ołtarzu tzw. celów wyższych, strategicznych? Ostatnio słyszeliśmy zapowiedzi rządu RP o zmianie kursu wobec Rodaków na Litwie. Widocznego zwrotu na razie nie widać. A może się mylę?

— Te korzyści z relacji bilateralnych mogą być bardzo duże, choćby w dziedzinie współpracy gospodarczej. Nie ma też wątpliwości, że w naszym wspólnym interesie leży rozwój infrastruktury transportowej. Mam tu na myśli trasę drogową Via Baltica oraz linię kolejową Rail Baltica. Tylko nie możemy godzić się na litewską politykę, która polega na zapowiedzi zmiany podejścia do polskiej mniejszości na Litwie w zamian za np. polskie inwestycje w korytarz energetyczny czy przestarzałą litewską elektrownię jądrową w Ignalinie.

Jeśli chodzi o zmianę polityki rządu polskiego, to jednak już od pewnego czasu można zaobserwować, że strona polska głośno upomina się o poprawę losu Polaków na Wileńszczyźnie. Oczywiście, jest posyłana pomoc materialna, choćby wsparcie przy remoncie polskich szkół; ostatnio m. in. zakończono remont gimnazjum im. Śniadeckiego w Solecznikach. Jednak przede wszystkim chodzi o zmianę podejścia Litwinów. I tu pojawia się problem. Bo z jednej strony nie mamy za bardzo instrumentów nacisku na Litwinów, a z drugiej na nasze pytania Litwini odpowiadają, że o co nam chodzi, bo przecież polska mniejszość na Litwie ma się świetnie. Oczywiście ich punkt widzenia jest inny, litewski, i dla nich nie ma problemu, że kurczy się polska oświata na Litwie, że nie zwrócono ziemi Polakom, że często nasi Rodacy są traktowani na Litwie jako obywatele drugiej kategorii. W każdym razie nie możemy wykluczyć sytuacji, że jeśli Litwini będą nadal brnęli w ślepy zaułek ograniczania praw Polaków mieszkających na Wileńszczyźnie, czyli nadal łamali prawo międzynarodowe i traktat polsko-litewski, polski rząd rozważy możliwość złożenia skargi międzypaństwowej przeciwko Republice Litewskiej. Jednak nasz minister spraw zagranicznych uważa ten krok za ostateczny.

Jak Pan uważa: Polacy na Litwie mogą liczyć na wsparcie Macierzy czy powinni zdać się na własne siły, możliwości i 1 głos w Parlamencie Europejskim?

— Polacy mieszkający na Litwie są świetnie zorganizowani. Mają swoich przedstawicieli w samorządzie, Sejmie, a nawet ostatnio Waldemar Tomaszewski, lider Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, zdobył mandat do Parlamentu Europejskiego. Przede wszystkim powinni liczyć na własne siły i korzystać z instrumentów, jakie posiadają jako obywatele litewscy. Wiemy, że Polacy z Wileńszczyzny już pierwsze skargi skierowali do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Oczywiście trudno o bezpośrednią pomoc polskiego rządu dla, jakby nie było, obywateli innego kraju, ale przecież w przypadku takiej skargi przedstawiciel polskich władz może zwrócić się do Trybunału z umotywowanym wnioskiem o udzielenie zgody na tzw. interwencję strony trzeciej. Interwencja taka zawsze będzie istotnym wzmocnieniem skarżących, a także pozwoli monitorować całe postępowanie. Mam też nadzieję, że nowo wybrani posłowie do Parlamentu Europejskiego, poruszą problem polskiej mniejszości na Litwie w instytucjach międzynarodowych. Może właśnie nacisk instytucji unijnych skłoni Litwę do zmiany polityki względem swoich obywateli narodowości polskiej. Przecież Litwie powinno zależeć na dobrym wizerunku swojego kraju w Europie.

Wielkim zagrożeniem dla tożsamości Polaków na Litwie jest niedosyt słowa polskiego w obliczu ogromu mediów litewskich i rosyjskojęzycznych.  Jakie wyjście widzi Pan z tej impasowej sytuacji?

— Należy zauważyć, że bardzo nieliczne media polskie na Litwie praktycznie nie otrzymują żadnych subwencji z budżetu państwa litewskiego, a możliwość prezentowania informacji z życia mniejszości w mediach litewskich w języku narodowym jest bardzo ograniczona. W dniu 1 lipca 1992 r. zaczęło nadawać „Radio Znad Wilii”, które jest jedyną rozgłośnią radiową, nadającą całodobowy program w języku polskim. Niestety, faktyczny zasięg rozgłośni wynosi ok. 60 km, toteż Polacy, mieszkający poza zasięgiem fal „Radia Znad Wilii”, są skazani wyłącznie na bardzo liczne rozgłośnie litewskie lub rosyjskie. Szczególnie te ostatnie rozgłośnie bardzo ekspansywnie wchodzą na medialny rynek litewski, oferując nawet kilkadziesiąt programów w języku rosyjskim. Tymczasem dowiadujemy się, że nawet byt TVP Polonia jest zagrożony z przyczyn finansowych. Gdyby faktycznie została wstrzymana naziemna retransmisja sygnału tej stacji, dla wielu Polaków mieszkających na Kresach dawnej Rzeczypospolitej zostanie odcięty jedyny kontakt z Polską i rodzimą kulturą. Niewątpliwie w dłuższej perspektywie czasowej przyczyni się to do depolonizacji Wileńszczyzny. Może być sytuacja taka, jak w Kownie. W 1939 r. w dawnej stolicy Litwy mieszkało 20 proc. Polaków, dziś ledwie 0,5 procent przyznaje się do polskości. Dziś co piąty mieszkaniec Wilna przyznaje się do polskich korzeni. Jaka będzie sytuacja na Wileńszczyźnie za lat 50, jeśli zabraknie polskich mediów, skurczą się polskie szkoły i wymrą polscy księża? Po prostu nie będzie Polaków.

Jaka powinna być nasza odpowiedź? Jeśli Polacy mieszkający na Wileńszczyźnie mają przetrwać jako mniejszość polska, na całej Litwie powinni mieć możliwość odbierania programów TVP 1, TVP 2, TVP Kultura, Filmpolski, Puls, Historia, programy dla dzieci, ewentualnie programy stacji komercyjnych. Dodatkowo najpopularniejsze programy międzynarodowe powinny mieć menu w języku polskim. To jest możliwe, ale to kosztuje. Mam nadzieję, że gdy na dobre minie kryzys finansowy, strona polska z większą uwagą pochyli się nad kwestią obecności polskich mediów na Litwie. Dziś przede wszystkim musimy uratować to, co mamy, czyli TVP Polonię. Od tego w znacznej mierze zależy przyszłość Polaków mieszkających na Wileńszczyźnie.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Beata Naniewicz