Waldemar Tomaszewski: Lwią część mojego zaangażowania zajmuje nadal Litwa

Waldemar Tomaszewski na zjeździe AWPL-ZChR w 2016 roku Fot. L24

Rozmowa z liderem AWPL-ZChR, europosłem Waldemarem Tomaszewskim, o jego zaangażowaniu na Litwie i pracy w Parlamencie Europejskim.


Na Litwie jest Pan zdecydowanie bardziej znany jako lider AWPL-ZChR niż europoseł. Jak wygląda Pana praca w Europarlamencie?

Ta praca nie różni się bardzo od pracy posła litewskiego parlamentu. Pracuję oczywiście w komisjach. Jestem członkiem Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych, członkiem Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
Te komisje są ważne dla naszego regionu, gdyż rozmawiamy w nich o sprawach, które bezpośrednio dotyczą Litwy, jak prawa mniejszości czy sytuacja wsi. Jestem również członkiem zarządu Sojuszu Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. To w tej chwili trzecia co do wielkości frakcja. Udało się mi zorganizować kilka konferencji o ochronie praw mniejszości narodowych oraz wyjazdowe posiedzenie naszej frakcji EP. Dotychczas żadna frakcja EP nie obradowała na Litwie. Na pewno ważna jest też możliwość spotkań z najwyższymi politykami EP, jak na przykład ówczesnym premierem Wielkiej Brytanii, Davidem Cameronem, któremu przedstawiłem sprawę polskiej mniejszości na Litwie. W Brukseli spędzam zwykle 5-6 dni w miesiącu. Lwią część mojego zaangażowania zajmuje nadal Litwa.

Tymczasem AWPL-ZChR zapraszany jest do koalicji, tak na szczeblu lokalnym, jak i centralnym, wydaje się więc, że pozycja partii na litewskiej scenie politycznej jest coraz bardziej stabilna?

Tak. Na pewno nasze wysiłki, uczciwość, pryncypialność, przynoszą konkretne wyniki. Nasi samorządowcy i posłowie cieszą się wielkim zaufaniem. Ale czym jesteśmy mocniejsi, tym więcej spotyka nas ataków. Teraz rzeczywiście na wielu płaszczyznach nasza pozycja się wzmocniła. Jest to widoczne w Wilnie, gdzie mamy teraz wicemera – Edytę Tamošiūnaitė i wicedyrektora – Danutę Narbut. Ale nie chodzi tylko o sprawy personalne. W stolicy udało nam się przede wszystkim osiągnąć porozumienie co do założeń programowych, jak choćby zwiększenie nakładów na rozwój dzielnic podmiejskich, które są naprawdę bardzo zaniedbane. Udało się nam także doprowadzić do uporządkowania sytuacji szkół wileńskich, polskich i nie tylko.Mamy jeszcze dużo do zrobienia, choćby w kwestii zwrotu ziemi. Możliwości ku temu są, np. w Wace Trockiej można zaprojektować ok. 3 000 działek dla prawowitych właścicieli. Jeśli chodzi o inne samorządy – oczywiście nasza pozycja jest najmocniejsza w rejonach wileńskim i solecznickim, ale nie tylko. Jesteśmy w koalicji w samorządach w rejonie trockim i święciańskim. Otrzymaliśmy również propozycję wejścia do koalicji w Szyrwintach. To wszystko pokazuje, że inne partie cenią nas jako potencjalnych współpracowników. Otrzymaliśmy także zaproszenie do koalicji na szczeblu centralnym.

Jednak AWPL-ZChR nie zdecydowała się do wejścia do koalicji rządzącej….

Jak mówiłem już wielokrotnie, na tego rodzaju propozycje patrzymy bardzo sceptycznie. Doświadczenia z poprzedniej koalicji rządzącej przekonało nas, że na litewskiej scenie politycznej brakuje jednak solidności, konsekwencji w dotrzymywaniu zobowiązań. Pozostajemy więc w mniejszości sejmowej, ale nie oznacza to, że rezygnujemy z wpływu na udział w rozstrzyganiu ważnych wydarzeń. Głosy naszej frakcji w wielu sprawach, zwłaszcza w obecnym rozkładzie sił w sejmie, mogą być decydujące.

Jedną z najbardziej bolesnych spraw dla Polaków na Litwie w ostatnim czasie było przeniesienie szkoły im. Joachima Lelewela z Antokola. Czy teraz, gdy pozycja AWPL-ZChR się wzmocniła, będą podejmowane próby powrotu do tej sprawy?

Na pewno tak. Nasza społeczność nie pogodziła się i nie może się pogodzić z tym oczywistym rabunkiem w biały dzień, gdy warunki szkoły litewskiej pod względem lokalizacji, dojazdu miejskim transportem, poprawiły się kosztem szkoły polskiej. Na pewno będziemy więc działać w tym kierunku, by na Antokolu znów działała polska szkoła.

Niekoniecznie chodzi więc o powrót „Lelewela”, ale, być może, o utworzenie nowej, polskiej szkoły w tej dzielnicy?

To są niuanse. Generalnie chodzi o działanie polskiej placówki oświatowej w tak ważnej dzielnicy jak Antokol. Podobnie jak z przedszkolem. Jeszcze kilkanaście lat temu nie było w tej dzielnicy żadnego polskiego przedszkola, obecnie, dzieki staraniom przedstawicieli AWPL-ZChR, są polskie grupy. Polskie placówki powinny działać, zarówno na Antokolu, jak i na Żyrmunach, zresztą zgodnie z decyzją sądu. To, jakie to mają być szkoły, to już kwestia porozumienia.

Jak już Pan mówił, AWPL-ZChR ma najsilniejszą pozycję w rejonach wileńskim i solecznickim. Czy planowany przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Litwy nowy podział administracyjny, zgodnie z którym planowana jest m.in. zmiana granic rejonu wileńskiego, może być zagrożeniem dla utrzymania pozycji partii w tym rejonie?

Nie traktujemy tych planów do końca poważnie. Nie widzimy planów reform, raczej plany pewnych urzędników, które trafiają do mediów. Przez ostatnie 25 lat tego rodzaju projektów była już cała masa i na planach się kończyło, ponieważ do ich realizacji potrzebna jest aprobata ludności. Rejon wileński jest tymczasem jednym z najlepiej rozwijających się rejonów na Litwie, dlatego mieszkańcy nie mają powodów, by popierać jakiekolwiek zmiany. Jest on bardzo atrakcyjny również pod takim względem, jak dostęp do edukacji szkolnej (są 24 gimnazja) czy przedszkoli, które w rejonie kosztują rodziców o połowę mniej niż w Wilnie. Co do pozycji AWPL-ZChR – jest ona mocna również w Wilnie. Wśród naszych wyborców jest też coraz więcej Litwinów, ponieważ działamy uczciwie, a nasz program kierujemy do wszystkich ludzi dobrej woli.

Wydaje się, że rozszerzeniu kręgu osób, które chce reprezentować AWPL-ZChR, służyła także zamiana nazwa partii. Czy to wyjście poza jedynie postulaty narodowe, w kierunku wartości chrześcijańskich, związane jest z Pana doświadczeniami w Europarlamencie?

Chyba bardziej z doświadczeniem życiowym. Zawsze dostrzegaliśmy wartość chrześcijaństwa w dziejach naszego narodu, ale także Europy. Znalazło to wyraz m.in. w tym, że już w 2009 rejon wileński i solecznicki dokonały intronizacji Chrystusa Króla. Oczywiście wiemy, że Chrystus jest Królem Wszechświata i bez naszego głosowania, ale dla nas był to akt bardzo wymowny, wyrażający naszą postawę. Mieliśmy zresztą przez to pewne nieporozumienia. Wydarzenie zostało zgłoszone do prokuratury przez naszych oponentów jako akt niezgodny z Konstytucją LR.
Po raz pierwszy o zmianie nazwy mówiłem zresztą już w 2009 r., w referacie na 15-lecie AWPL. Do tej decyzji dojrzewaliśmy powoli, aż na ostatnim zjeździe zdecydowaliśmy, że wartości, z jakimi się identyfikujemy, powinny wyrażać nasza nazwa i nowe logo. Oczywiście, równolegle dostrzegamy, że działalność w kierunku obrony wartości chrześcijańskich staje się coraz bardziej aktualna w całej Europie. To są równoległe zaangażowania, działalność w AWPL-ZChR czy Ruchu „Europa Christi”, który powstał w ubiegłym roku i bardzo aktywnie się rozwija. Pomysłodawcą i jego moderatorem jest ks. Ireneusz Skubiś, redaktor senior Tygodnika Katolickiego „Niedziela”, a ja jestem jednym ze współzałożycieli. Spotykaliśmy się na konferencjach, w których biorą udział przedstawiciele Kościoła, jak kard. Robert Sarah, prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i politycy, jak między innymi Marszałek Senatu RP, Stanisław Karczewski. O chrześcijańskiej przyszłości Europy na początku listopada z grupą europosłów rozmawialiśmy też w Watykanie.

Czy propozycje, które Ruch „Europa Christi” ma dla Europy, są aktualne także na Litwie?

Mieszkamy w regionie, który pod względem wiary jest na tle Europy bardzo mocny. Buduje się kościoły, dzieci chodzą na religię… Oczywiście trzeba włożyć dużo pracy, by ten stan utrzymać, ale też jako katolicy czujemy się zobowiązani do przekazania tego dalej. Polska w wielu sprawach jest dla nas wzorem, choćby w kwestii ochrony życia poczętego. Jako AWPL-ZChR próbujemy wprowadzić podobne rozwiązania na Litwie, jednak na razie spotyka się to z dużym oporem. Staramy się, by spojrzenie chrześcijańskie było coraz częściej obecne w litewskiej polityce. Temu właśnie służyła konferencja z udziałem abp. Gintarasa Grušasa o Bożym Miłosierdziu, jaką w Sejmie RL organizowała przewodnicząca naszej frakcji, Rita Tamašunienė.

W Europarlamencie jest Pan wiceprzewodniczącym delegacji do spraw stosunków z Białorusią. Jak układają się kontakty między Europarlamentem a Białorusią?

W tej sprawie dużo się zmieniło. Odkąd jestem europosłem, czyli od 2009 r., przez pierwsze 6 lat nie było w zasadzie żadnych kontaktów. Pierwsze spotkania zaczęły się 2 lata temu. Teraz można już mówić o pewnym otwarciu ze strony Białorusi na Europę. Jest też bardzo duże zainteresowanie ze strony europarlamentarzystów. Na Białorusi byliśmy do tej pory 2 razy jako delegacja, latem 2015 i 2017 roku. Okazało się, że wcale nie tak łatwo było w składzie tej delegacji się znaleźć, bo na 10 miejsc, chętnych było kilkudziesięciu posłów. Jako wiceprzewodniczący brałem udział w obu wizytach.

Czy rozmawiacie również o budowie elektrowni atomowej w Ostrowcu?

Poruszaliśmy różne tematy. Mieliśmy spotkania w 5 ministerstwach, z kierownictwem i kilkoma komisjami parlamentu Białorusi. Osobiście cieszę się z tych kontaktów, gdyż uważam, że kraj tak bliski Europy, a szczególnie Litwy czy Polski, nie może być izolowany. Dla wielu mieszkańców Wileńszczyzny kontakty z Białorusią to przede wszystkim kontakty ze swoimi bliskimi. Przecież wiele rodzin mieszka obecnie po dwóch stronach granicy. Oczywiście, o Ostrowcu także rozmawialiśmy. Ja poruszyłem ten temat z punktu widzenia ekologii. Nie wyobrażam sobie, żeby do chłodzenia elektrowni była używana woda z Wilii. Na ile wiem, w tej sprawie są opracowywane inne rozwiązania.

Czy uważa Pan, że budowę można jeszcze zatrzymać?

Na obecnym etapie wydaje mi się, że nie. W roku 2011, jeszcze przed budową, złożyłem w tej sprawie pisemne oświadczenie w EP. Udało się zebrać ok. 60 podpisów posłów z 17 krajów. Ale trzeba uczciwie przyznać, że Litwa tę sprawę przegapiła. Przede wszystkim jestem przekonany, że błędem było zamknięcie elektrowni w Ignalinie, która mogła jeszcze pracować przez 20 lat. To było dla nas zbyt duże obciążenie od strony ekonomicznej, które zresztą bardzo osłabiło region. Oczywiście – gdyby Ignalina działała, elektrowni w Ostrowcu nie byłoby na pewno. W negocjacjach z Unią Europejską mogliśmy być mniej ustępliwi.

W ostatnich dniach w PE przegłosowana została krytyczna wobec sytuacji w Polsce rezolucja ws. ryzyka naruszenia wartości UE. Pan jako jeden z niewielu litewskich europosłów głosował przeciw…

Europosłowie głosowali zgodnie ze stanowiskiem partii, jakie reprezentują, ale nie wszyscy. Czasem po prostu wystarczy trochę odwagi. O stanowisku Komisji Europejskiej wobec Polski rozmawiałem bardzo dużo z Valentinasem Mazuronisem, który ostatecznie głosował przeciw, wbrew stanowisku swojego klubu. Wydaje mi się jednak, że nie można przeceniać nastrojów panujących w Parlamencie Europejskim. Przy 100 nieobecnych posłach parlament przegłosował rezolucję stosunkiem głosów 438 do 223 (152 przeciw, 71 parlamentarzystów wstrzymało się od głosu). W środowisku, które jest tak bardzo zdominowane przez liberałów, uważam, że to niezły wynik. Naprawdę nie brakuje osób, które rozumieją, że Komisja Europejska znacznie przekracza swoje traktatowe uprawnienia, ingerując w wewnętrzne sprawy Polski. Jestem przekonany, że jeśli Polska będzie trzymała się swojego stanowiska, będzie zyskiwać coraz większe poparcie.

Tymczasem litewski sejm przyjął rezolucję, w której wspiera polskie reformy i rozważa ich realizację na Litwie. 

To jest bardzo pozytywny akcent. Nad tą rezolucją pracowało 7 posłów, w tym 2 przedstawicielki naszej frakcji – Rita Tamašunienė i Irina Rozova. Niestety, wydaje mi się, że ta rezolucja na czas nie została dostatecznie zauważona. Właściwie dopiero wtedy, gdy powiedziałem o tym ze Strasburga w TV Trwam oraz poinformowałem pisemnie wszystkich posłów i senatorów.