Gdzie jest #AlfieEvans?

231

Gdy cały świat śledzi przebieg procesu, w którym brytyjskie służby skazały na śmierć niespełna dwuletniego Alfiego Evansa w imię jego „najlepszego interesu”, pojawiają się też oskarżenia pod adresem internetowych potentatów, że celowo ograniczają zasięg wiadomości na ten temat.
Użytkownicy Twittera oburzają się, że znaczniki #AlfieEvans czy #AlfiesArmy nie są pokazywane wśród popularnych trendów, mimo iż w tych dniach pojawiają się tysiące wiadomości w ciągu godziny, opatrzonych tymi hasztagami. Zamiast nich jako „popularne” wyświetlają się np. #WorldIPDay czy #AlienDay, w rzeczywistości mające o rząd wielkości mniej wpisów i zasięgu.
Staje się to coraz poważniejszym problemem. Dostawcy przestrzeni internetowej, żyjący dzięki tworzonym przez użytkowników treściom, zamiast dostarczać usługę, chcą wcielać się w rolę cenzorów i wyroczni, dyktować użytkownikom, co mogą czytać i oglądać, a co zostanie przed nimi ukryte. To tak, jakby dostawca usługi telefonicznej nam dyktował, do których znajomych możemy dzwonić i na jakie tematy rozmawiać. Proszę się zastanowić, czy jest to postawa akceptowalna ze strony usługodawcy, który istnieje dzięki swoim klientom.