Z Nowego Jorku do Kowna

146
Samolot „Lituanica” wystartował z Nowego Jorku 15 lipca 1933 r. Fot. archiwum

Jest 15 lipca 1933 roku. Nowy Jork żyje swoim rytmem. Na lotnisku przy malutkim, zgrabnym samolocie, nazwanym „Lituanica”, kręcą się przyszli bohaterowie niepodległej od sowietów Litwy – Steponas Darius i Stasys Girėnas. Jeszcze ostatni rzut oka na silnik, kokpit, bagażnik, gdzie zapakowana jest korespondencja przeznaczona do adresatów w Kownie, i na zapasowe zbiorniki paliwa.

Za chwilę, w rocznicę zwycięstwa pod Grunwaldem wojsk polskich i litewskich nad znienawidzonym zakonem krzyżackim, wystartują nad Atlantyk, by bez międzylądowania pokonać dystans 7 186 km i dolecieć do Kowna. Tym światowym wyczynem chcą nie tylko uczcić Victorię pod Żalgirisem (Grunwald), ale zwrócić uwagę świata na Litwę, maleńki kraj wciśnięty gdzieś na wschodzie Europy, kraj, który tak jak Polska, w tamtym czasie odzyskał swoją niezależność.
Darius i Girėnas to litewscy emigranci. Za wielką wodę pojechali za chlebem, w poszukiwaniu lepszego, godniejszego życia. W USA pracowali na rzecz tamtejszego lotnictwa, uzyskali licencje pilotów.
Tęsknota za Kownem, Żmudzią i Litwą była jednak przeogromna. Ze swojej pracy odkładali dolary, żyli oszczędnie, zbierali pieniądze na spełnienie swoich marzeń. Chcieli marzeniami dać siłę swoim rodakom i potwierdzić, że marzenia się spełniają. W intencji powodzenia ich rekordowego lotu i błogosławieństwa na powietrzną drogę, 15 lipca przed południem udali się do miejscowej katedry, z modlitwą i przyjęli Komunię św. Swoje marzenia oddali w całości Bogu.

Przejazd na lotnisko, znak krzyża na piersi i już ulokowani w kokpicie kołują na start. Pogoda wspaniała, nad Nowym Jorkiem słońce, podobnie nad Atlantykiem. 16 lipca osiągnęli kontynent europejski, ale gdzieś nad terytorium III Rzeszy Niemieckiej zaczęły pojawiać się chmury. Tuż po północy 17 lipca chmury, ciężkie, ołowiane przysłoniły ziemię. Nie mieli nawigacji, musieli zejść poniżej pułapu chmur, by nie stracić orientacji. Okazało się to zgubne. Zeszli zbyt nisko, nad rozległą Puszczę Notecką.

Delegacje oficjalne, samorządowe i mieszkańcy Myśliborza złożyli kwiaty i wieńce, jak co roku Fot. autor

I stało się. Maleńka Lituanica podwoziem zahacza o wierzchołki drzew, traci sterowność i spada w las. Obaj piloci giną na miejscu. Marzenia uleciały do Nieba.
Do Kowna dociera w końcu ta smutna informacja. Ludzie na lotnisku nie wierzą, zabrakło do celu ledwie 650 km. Trauma dosięgła całą Litwę. Pojawiają się różne domysły. Mówi się nawet o zestrzeleniu samolotu przez Niemców, gdyż trwały już prace przy budowie ogromnej fortyfikacji Pommernstelung (Wału Pomorskiego, który ciągnął się do Wałcza i dalej na północ, aż do Gdyni). Ta fortyfikacja miała być przeszkodą dla sowietów, których Niemcy bardzo się obawiali.
Władze ówczesnej Rzeszy miejsce katastrofy lotniczej przekazały w jurysdykcję Litwy. Ustawiono krzyż, co roku odbywały się wypominki, składano kwiaty. Po II wojnie światowej Pszczelnik k. Myśliborza znalazł się w granicach Polski. To święte miejsce przekazano Litwie. Z czasem ze Żmudzi sprowadzono wiejską chatę, w której do dziś mieści się muzeum pamięci Dariusa i Girėnasa. Tym miejscem opiekują się lokalne władze samorządowe, leśnicy, młodzież ze szkoły imienia bohaterów.

– To jest skrawek dumnej Litwy, państwa, które wraz z Polską ma taką samą historię, zwycięską bitwę pod Grunwaldem i wiele wspólnych pierwiastków kulturowo-historycznych – mówi dla „Kuriera Wileńskiego” Wiesław Wierzchoś, konsul Konsulatu RL w Szczecinie.

W 2008 r. byli w tym miejscu prezydenci naszych państw – Valdas Adamkus i Lech Kaczyński. W katedrze metropolitalnej w Szczecinie została odsłonięta tablica pamiątkowa poświęcona litewskim bohaterom, a w 2013 r. katedra i Pszczelnik gościły panią prezydent Dalię Grybauskaitė. Mieliśmy wówczas przyjemność wręczenia szefowej Litwy cudownie edytorsko opracowanego albumu „Darius&Girenas. Memory” autorstwa wyżej podpisanego.
W niedzielę, 19 lipca, w katedrze szczecińskiej została odprawiona uroczysta Msza św. koncelebrowana w intencji pilotów.
„Jesteśmy połączeni z Litwą nie tylko pierwszą europejską unią, ale także skrawkiem tej świętej ziemi w Pszczelniku. Dziś łączy nas Unia Europejska, pakt NATO, dobrosąsiedzkie kontakty” – mówił podczas homilii ks. bp Henryk Wejman, który przewodniczył uroczystościom.
Pytam Ambasadora Nadzwyczajnego i Pełnomocnego Republiki Litewskiej w Warszawie, Eduardysa Borisovasa, czy modlitwa, pamięć i szacunek łączą dzisiaj oba narody. „Jestem tu po raz drugi. W zeszłym roku było inaczej. Teraz pandemia koronawirusa wymusiła inne warunki. I tak jestem pod ogromnym wrażeniem ludzi, ich pamięci i szacunku dla świętego miejsca bohaterów Litwy. Tak, to faktycznie łączy oba nasze wielkie narody” – powiedział przedstawiciel Litwy.
W Pszczelniku odbyła się druga część uroczystości poświęconych Dariusowi i Girėnasowi. Przy ołtarzu, w kształcie wspomnianego krzyża Wielkiego Księcia Witolda, odprawiono liturgię słowa w obu językach. Delegacje oficjalne, samorządowe i mieszkańcy Myśliborza złożyli kwiaty i wieńce, jak co roku.
„Dla mnie to wielkie wydarzenie, rozwój współpracy Litwy z Polską, to dobra prognoza na rozwój gospodarki i stosunków pomiędzy Pomorzem Zachodnim i Litwą. Tu należy się szacunek tym, którzy dbają o te wartości historyczne, także o rozwój współpracy morskiej. Łączy nas także Bałtyk” – powiedział wicewojewoda zachodniopomorski, Marek Subocz.