Gdańskie święto ulicy Litewskiej

Sprzedawca staroci na jednym ze straganów Jarmarku Dominikańskiego
| Fot. Henryk Gaszkowski

W sobotę 24 lipca Gdańsk zamienił się w jeden ogromny europejski jarmark. To tu rozpoczęła się 761. edycja słynnego w całym świecie Jarmarku Świętego Dominika.

– Zakładamy, że przez trzy tygodnie trwania tego wydarzenia handlowo-kulturalno-sportowego odwiedzą nasz jarmark dwa miliony kupujących, widzów, turystów, wystawców – mówi „Kurierowi” Bartosz Tobieński, szef biura prasowego gdańskiego jarmarku.

I ma rację, bowiem co roku na przełomie lipca i do połowy sierpnia, do tego miasta zjeżdżają ludzie niemal z całej Europy, jak przed setkami lat, kiedy to papież Aleksander IV w 1260 r. nadał zakonowi dominikanów prawo udzielania 100 dni odpustu i organizacji bazaru. Wtedy to kupcy z Portugalii, Włoch, Hiszpanii, Grecji i Francji zwozili do Gdańska swoje specjały, wino, przyprawy korzenne, sukno, aksamit, wyroby swoich rzemieślników. Do gdańskiego portu rokrocznie zawijało ponad 400 okrętów handlowych. Jarmark Dominikański znacząco przyczynił się do rozwoju miasta, które nie dosyć, że żyło z handlu towarami spławianymi Wisłą, to w dodatku położenie na skrzyżowaniu dwóch kołowych szlaków handlowych nadawało mu splendoru i świetności. To z Gdańska w głąb Europy kupcy wywozili złoto Bałtyku, czyli bursztyn.

W dzisiejszej Lubece do dziś na jednym z miejskich rynków są stragany działające pod szyldem „Gdański Bursztyn”.

– W Lubece mieszkam ponad 20 lat. Pochodzę z Gdańska. Dumny jestem z takiej handlowej wymiany z moim rodzinnym miastem. Na jarmark przyjeżdżam z żoną i dziećmi co roku. Interesują mnie starocie. Odwiedzam wszystkie stoiska pchlego targu – opowiada „Kurierowi” Przemysław Jurak.

Czytaj więcej: 88. rocznica lotu przez Atlantyk Steponasa Dariusa i Stasysa Girėnasa

Parada na otwarcie jarmarku
| Fot. centrum prasowe

W sobotę 24 lipca bardzo uroczyście, w samo południe, przed Dworem Artusa władze Gdańska przekazały symboliczne klucze od miejskich bram kupcom, gościom, organizatorom 761. Jarmarku Dominikańskiego. Długim Targiem – prestiżową ulicą – deptakiem Starego Miasta przeszła odświętna parada – grup artystycznych, młodzieży, handlowców i przyjezdnych. W tym samym dniu uroczyście społeczeństwu przekazano do zwiedzania Centrum Bursztynu. Czegoż tam nie ma? Cuda i cudeńka sztuki jubilerskiej, snycerskiej a nawet meblarskiej, i to wszystko na bazie bursztynu i z tym morskim skarbem jako najważniejszym materiałem.

Już od pierwszych dni jarmarku miasto przeżywa najazd turystów. Uliczkami Starego Miasta trudno jest się poruszać, co tylko podkreśla rangę tego handlowego i promocyjnego wydarzenia. Ulica Pańska w dniach 7 i 8 sierpnia otrzyma nową nazwę, na czas jarmarku. To będzie ulica Litewska. To tu rzemieślnicy, gastronomowie, artyści z Litwy będą mogli sprzedać i zaprezentować wszystko, co ziemia litewska daje a mieszkańcy tego kraju swoimi zdolnościami mogą wytworzyć. Będą więc słynne litewskie miody, chleby, wędliny, tkaniny, kołduny, cepeliny – żywcem nasze kaziuki przeniesione do Gdańska. Nie zabraknie także polskiej, litewskiej muzyki i piosenki. To również kapitalna okazja promocji Litwy, jej dziedzictwa kulturowego i akcentów wielonarodowej społeczności uważających ten kraj za swoją ojczyznę.

– Czekałam cały rok, by kupić materiał z litewskiego lnu. Pan sobie wyobrazi, że już drugiego dnia targów dostałam go na Pańskiej. Na tej ulicy już się rozłożyli kupcy i producenci z Litwy – mówi Wita Pawłowska, mieszkanka pobliskiej Gdyni.

Czytaj więcej: Grunwald, czyli tatarskie początki na Litwie

Faktycznie, na Pańskiej (Litewskiej) można już doznać oczopląsu. Są tu kosze, koszyczki, wiklinowe cudeńka, palmy wielkanocne, obrazy i zwykłe landszafty domorosłych malarzy oraz uznanych wileńskich plastyków. No i ten chleb. Chleb, którego receptury zapewne sięgają czasów księcia Witolda, Gedymina, Radziwiłłów, Mickiewicza, Słowackiego, Miłosza. Na jednym ze straganów rzeźby drewniane z przewagą Jezusa Frasobliwego. Nie brakuje glinianych garnków, garnuszków, kubków i innych wyrobów ceramicznych. Zastanawiam się, co jeszcze będzie w sprzedaży podczas święta tej ulicy. Organizatorzy zaplanowali konkurs na najlepszy, smakowity wypiek chleba. Mam wrażenie, że nagroda i tytuł powędruje na Litwę. Na Pańskiej już pachnie wileńskim chlebem, moim zdaniem najsmaczniejszym na całym świecie.

Na ostatni weekend jarmarku planowane jest wpłynięcie do gdańskiego portu old timerów, replik starych żaglowców oraz jednostek, które biorą udział w bałtyckim święcie żaglowców. Z uwagi na obostrzenia sanitarne żaglowce nie będą jednak udostępnione do zwiedzania, a szkoda.

Organizatorzy licznym rzeszom uczestników jarmarku proponują szczepienia ochronne. W kilku miejscach ustawiono mobilne punkty szczepień. Można z nich korzystać bez kolejek i specjalnych procedur.

– Skorzystałam z tego punktu szczepień – mówi Krystyna Jagielska, która na jarmark przyjechała z Norwegii, gdzie mieszka z rodziną i tam też pracuje od wielu lat jako nauczycielka. Dlaczego tu się zaszczepiłam? Bo to bez kolejki i oczekiwania na telefon z wyznaczoną datą – dopowiada.

Rozglądam się po różnych zakątkach Starówki i raczej nie widzę jakiejś zbiorowej dyscypliny noszenia maseczek. Ot, lato. Luz. Wakacje. Zapraszam do Gdańska.