Kwarantannowy boom na wyplatanie

W Gwatemali widać pozostałości kultury Majów. To właśnie tam Dorota poznała tajniki starożytnej sztuki wiązania sznurków

W zasadzie podstaw macramé można się nauczyć w ciągu kilku godzin. Często powtarzam, że to jest proste, ale trzeba wykrzesać z siebie trochę cierpliwości i przebrnąć przez pierwsze mniej lub bardziej udane próby – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Dorota Skoczyk, propagatorka sztuki wiązania sznurków, bez użycia igieł, drutów czy szydełka, właścicielka sklepu Dorte Studio.

Poznała makramy i zakochała się w nich, będąc w Gwatemali. Ale zacznijmy od początku. – Pochodzę z małej wsi Mariampol w rejonie wileńskim. W ostatnich klasach gimnazjum bardzo się tam nudziłam. Chciałam jak najszybciej przeprowadzić się do Wilna, a najlepiej jeszcze dalej, gdzieś za granicę. Co prawda zawsze sobie powtarzałam, że w końcu i tak za parę lat zamieszkam na Litwie, bo przecież z natury uwielbiam spokój, spacery, naszą przyrodę i klimat. Jednak musiałam wyjechać, żeby trochę odpocząć… od tego spokoju – opowiada 33-latka, która zanim osiadła i zaczęła wyplatać makramy, zwiedziła kawał świata.

Girl in a jacket

Gwatemala: poligon rękodzielniczy

– Na studia wybrałam się do Poznania. Studiowałam tam kulturoznawstwo i lingwistykę. Po uzyskaniu dyplomu pojechałam do Hiszpanii. Mieszkałam tam półtora roku, a następnie przeniosłam się na pół roku do Gwatemali w Ameryce Środkowej. Dzisiaj nie jestem już w stanie sobie wyobrazić sytuacji, żeby ot tak polecieć na drugi koniec świata bez biletu powrotnego i bez konkretnego planu. W podróż wybrałam się z ówczesnych chłopakiem i koleżanką, jednak po paru tygodniach się z nim rozstałam. Nasz plan na romantyczną podróż życia nie wypalił, ale może to dzięki temu mogłam lepiej wczuć się w poznawanie kraju – wspomina.
Dorota zarówno w Hiszpanii, jak i w Gwatemali uczyła języka angielskiego i jednocześnie szlifowała swój hiszpański, który – jak podkreśla – jest nadal jej pasją. Natomiast w Gwatemali doznała pewnego wstrząsu poznawczego.
– Byłam pewna, że wszędzie bez problemu porozumiem się po hiszpańsku, ale okazało się, że w mniejszych miejscowościach nawet 80 proc. populacji mówi w językach miejscowych, których w Gwatemali jest 24! Niektórzy nawet nie znali oficjalnego języka państwowego, czyli hiszpańskiego – śmieje się.
Mimo że Gwatemala jest jednym z najbardziej zacofanych państw Ameryki Środkowej, w związku z czym wiele ludzi żyje tam na granicy ubóstwa, to jednocześnie można się tam z bliska przyjrzeć codziennemu życiu miejscowej ludności z dala od cywilizacji, w tym często pozostałościom kultury Majów. I to właśnie pomiędzy oceanami, Atlantyckim i Spokojnym, Dorota poznała tajniki starożytnej sztuki wiązania sznurków.

Macramé daje dużo możliwości. Można tu wprowadzać inne materiały i techniki oraz tworzyć sporo praktycznych rzeczy

– Macramé polega na kombinowaniu ze sobą kilku typów węzłów. W miejscach turystycznych często spotykałam podróżujących artystów-rzemieślników, który sprzedawali swoje wyroby, najczęściej biżuterię z kamieni szlachetnych i srebra czy miedzi oraz biżuterię wyplataną właśnie techniką macramé. Umówiłam się więc z jednym z nich na lekcje i po kilku dniach warsztatów już mogłam projektować i wyplatać swoje wzory oraz formy – opowiada o początkach oraz dodaje, że Gwatemala jest idealnym polem badawczym dla kulturoznawców i miłośników rękodzieła.
– To szczególne miejsce dla osób interesujących się tekstyliami i modą. W większości kraju kobiety noszą tradycyjne stroje, w niektórych miejscach ubierają się tak nawet mężczyźni! W dodatku w każdej miejscowości na tych ubraniach pojawiają się inne motywy i kolory, bezpośrednio odwzorowane z natury. W każdej wsi można było spotkać kobiety tkające tradycyjne wzory – opowiada Dorota z zachwytem.

Makrama jako odwyk

Po wojażach w Ameryce Środkowej Dorota w końcu osiadła na Litwie, a makramy odłożyła na bok. – Byłam zajęta całkowicie czymś innym. Pracowałam w szkole językowej, przez chwilę również w radiu Znad Wilii, i dopiero jak urodziłam dziecko, poszłam na urlop macierzyński, przypomniałam sobie o macramé. Zresztą w przeszłości pasjonowałam się rękodziełem. W dzieciństwie szyłam ubrania dla lalek, później modyfikowałam i szyłam ubrania dla siebie. Na studiach w wolnym czasie lepiłam z gliny, wełny – wymienia.
Dorota trochę żartem, trochę serio mówi, że macierzyństwo wymaga wiele cierpliwości i tak bardzo hartuje charakter, że z wielką przyjemnością wróciła do wyplatania makram, na które wcześniej tej cierpliwości trochę jej brakowało.
– Na własnej skórze doświadczyłam, dlaczego współcześnie macierzyństwo jest czasem frustrujące, a nawet może prowadzić do depresji, co jest, oczywiście, tylko jedną z przyczyn. Na co dzień chcemy widzieć wynik swojej pracy i działań, szczególnie w życiu zawodowym, natomiast gdy wychowujemy dziecko, nie zawsze możemy go dostrzec. Niekiedy pod koniec dnia dom wygląda jak wysypisko śmieci, bo nie zdążyłyśmy nic zrobić, a i tak jesteśmy zmęczone. Dlatego też któregoś dnia sporządziłam sobie plan działań i zaczęłam budowanie brandu Dorte Studio – tłumaczy o swojej potrzebie wyjścia z szafy.

Mniej lub bardziej udane próby

Na warsztaty przychodzą kobiety, których pasją jest szydełkowanie czy robienie na drutach. Chcą poznać nową technikę

Ze sznurków wyplata dekoracje do wystroju wnętrz, na imprezy i fotosesje: śluby, chrzciny, wieczory panieńskie. Obecnie tworzy nową kolekcję do wynajmu na tego typu okazje. – Zauważyłam, że właśnie na to jest większy popyt niż np. na biżuterię macramé. Na Litwie najczęściej otrzymuję zlecenia na dekoracje naścienne, np. do salonu, sypialni czy pokoju dziecięcego. Popularne są zawieszki na wazony. Od ponad miesiąca działa też międzynarodowy internetowy sklep Dorte Studio na platformie Etsy.com. Najwięcej zamówień spływa ze Stanów Zjednoczonych. Na Litwie zwykle zamówienia czy zapytania otrzymuję na Facebooka (Dorte Studio) albo Instagrama (@dortestudio), ale już pracuję nad swoją stroną internetową. Od jakiegoś czasu jest moda i popyt na makramowe dekoracje w stylu boho. Wraca moda z lat 80., a ostatnio jest wielki boom na wyplatanie makramy z powodu globalnej kwarantanny. Widzę to na forach i stronach internetowych dla twórców rękodzieła. Od niedawna oferuję też skromny asortyment nici bawełnianych do wyplatania makramy, bo zaczęłam często dostawać wiadomości z pytaniami, gdzie można je kupić – tłumaczy.
Dorota nie tylko plecie makramy, ale do nauki zachęca też inne osoby. W Centrum Sztuki „Artoteka” w Wilnie prowadzi regularne warsztaty.
– W zasadzie podstaw macramé można nauczyć się w ciągu kilku godzin. Często powtarzam, że to jest proste, ale trzeba wykrzesać z siebie trochę cierpliwości i przebrnąć przez pierwsze mniej lub bardziej udane próby. Później najczęściej jest tak, że wiązanie wciąga i chce się do tego wracać, wypróbować czegoś nowego za pomocą tej techniki. Powiem, co mnie najbardziej motywuje, bo z natury, jak już mówiłam, nie jestem powściągliwa: macramé daje bardzo dużo możliwości! Można tu wprowadzać inne materiały i techniki oraz tworzyć sporo praktycznych rzeczy, takich jak: huśtawki, hamaki, torby, torebki, pufy, poduszki, sandały czy nawet ubrania. A gdy wyplata się z grubszego sznurka, efekt pracy widać bardzo szybko – mówi.
Na jej warsztaty przychodzą zazwyczaj kobiety, których pasją jest szydełkowanie czy robienie na drutach. – Takie chcą się nauczyć nowej techniki. Inne przychodzą, bo chcą się oderwać od pracy umysłowej, odpocząć od komputera – uśmiecha się oraz zachęca do polubienia strony Dorte Studio na Facebooku, a także na Instagramie.
– Tam znajdują się informacje o odbywających się warsztatach. Co prawda w najbliższym czasie będzie trochę zmian, ponieważ po raz drugi będę na urlopie macierzyńskim, ale zamierzam dzielić się krótkimi lekcjami wideo w mediach społecznościowych, dlatego tym bardziej zapraszam – zachęca.

Praca, która uzupełnia macierzyństwo

Co znaczy znaleźć czas „dla siebie”, mając na pokładzie dwulatka? Trzeba robić to tak, żeby dziecko nie ucierpiało

Jak na wszystko znajdujesz czas? – dopytuję. – Bardzo często słyszę to pytanie od znajomych. Kto ma dzieci, ten dobrze wie, co znaczy znaleźć czas „dla siebie”, mając na pokładzie prawie dwulatka. Z drugiej strony ostatnio wśród kobiet robienie „biznesiku” na urlopie macierzyńskim staje się coraz bardziej powszechne – tłumaczy.
Podkreśla jednocześnie, że należy we wszystkim zachować czujność. – Trzeba podchodzić do tego z uwagą, żeby dziecko nie ucierpiało. Przecież nie chodzi o to, żeby maluchowi włączyć bajkę na kilka godzin i zająć się swoimi sprawami. Dlatego też zadaję sobie pytanie: „Czego tak naprawdę potrzebuję?”, i widzę, że przede wszystkim rozwoju i realizacji kreatywnych idei. Właśnie tworzenie Dorte Studio daje mi taką możliwość. Czasem wykorzystuję na to czas, kiedy dziecko śpi albo kiedy jest z mężem lub z dziadkami. Czasem na swoją działalność w ciągu dnia mogę poświęcić zaledwie 15 minut, ale z mojej perspektywy to lepsze niż nic! Dodam też, bo może to nie jest takie oczywiste, że nawet stworzenie sklepu internetowego zajmuje sporo czasu. Wyplatanie makram to tylko mały krok, a stoi za tym też robienie zdjęć, redagowanie, opisy, komunikacja z klientami, szkolenie się z marketingu internetowego, zarządzanie mediami społecznościowymi w efektywny sposób. Czuję, że spełniam tu swoją potrzebę uczenia się nowych rzeczy. To w jakimś sensie uzupełnia macierzyństwo – uśmiecha się.


Fot. Studio Smile, Dorte Studio


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 32(91) 08-14/08/2020