Tworzenie programów to zajęcie dla ludzi z pasją

Teresa Rożanowska, producentka filmowa i telewizyjna FOT. ARCH.

Myślę, że w budowaniu mostów młodzi ludzie są o wiele lepsi od starszego pokolenia. Mają o wiele mniej uprzedzeń, nie są tak obciążeni. Chcielibyśmy trafić z naszym programem zarówno do starszego, jak i do młodszego pokolenia – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Teresa Rożanowska, producentka filmowa i telewizyjna, pracujący przy nowej audycji LRT Plius pt. „Jak się masz, sąsiedzie?”.

Od pierwszej soboty września w LRT Plius możemy oglądać polski program „Jak się masz, sąsiedzie?”. Jak doszło do tego, że litewska telewizja emituje nowy program w języku polskim?

To nie jest nic niezwykłego. Co roku na Litwie odbywa się konkurs na programy dla telewizji publicznej, a ja biorę w nim udział jako producentka. Po raz pierwszy jednak zdecydowałam się na aplikowanie w konkursie na program w języku mniejszości narodowych. Działam przede wszystkim w obszarze filmów, programów historycznych i kulturalnych. Jestem człowiekiem od kultury, zawsze podejmowałam tematy ogólne, interesujące dla wszystkich mieszkańców Litwy, nie czułam potrzeby wchodzenia w obszar programów mniejszości narodowych. Jednak czasy się zmieniają i wyraźnie można to odczuć. Zmieniło się LRT, wyraźnie widać też większy potencjał po stronie polskiej, działa TVP Wilno, które przyszło z nową siłą. Media potrzebują stałej odnowy, świeżej krwi. W tym roku pomyślałam, że jest tak wielu młodych, zdolnych dziennikarzy, którzy mają coś do powiedzenia, że warto spróbować napisać własny projekt. Nigdy nie robię programów czy filmów na zamówienie. Zawsze realizuję je w ramach konkursu, co daje o wiele większą niezależność twórczą. Tym bardziej więc cieszę się, że nasz pomysł został przyjęty. Okazało się, że wśród wszystkich propozycji złożonych w ramach konkursu na program mniejszości narodowych nasza oferta znalazła się na pierwszym miejscu. Nowe programy, poza konkursem, są jeszcze raz ocenianie przez Radę LRT, jeszcze przed emisją pierwszego odcinka. Nasz został oceniony bardzo wysoko, jako program o wysokich wartościach artystycznych. Oczywiście, bardzo się z tego cieszymy.

Do tej pory mieliśmy okazję obejrzeć dwa odcinki.

Program prowadzą dziennikarze Ewelina Mokrzecka, Darek Malinowski i Antoni Radczenko. Znałam ich wcześniej, ale po raz pierwszy współpracowaliśmy jako ekipa. Mimo że żadne z nich nie ma doświadczenia w telewizji, to już podczas pracy nad pierwszym programem nie miałam wątpliwości, że wszystko pójdzie dobrze. Może właśnie dlatego, że to początek, wszyscy mają bardzo dużo entuzjazmu, praca idzie lekko i dobrze. Zdecydowaliśmy się na stałą strukturę programu, złożoną zawsze z trzech części. Pierwsza część to aktualności, druga, którą przygotowuje Antoni Radczenko, to epizod historyczny. Ostatnia część, moja ulubiona, to portret konkretnej osoby. Przedstawiamy w niej Wilniuków, osoby, którymi się szczycimy, które żyją pasją. Właśnie pasje są podstawowym kryterium wyboru naszych bohaterów. Mamy nadzieję, że ten pomysł spodoba się również widzom.

Dla jakiego widza tworzony jest program? Tytuł sugeruje, że jesteście nastawieni na budowanie mostów między Polakami a Litwinami. Czy jest to propozycja kierowana również do widzów litewskich?

Tak, choć może trudno jest oczekiwać, że Litwini będą oglądali program w języku polskim. Mam jednak nadzieję, że poprzez ten program trafimy nie tylko do Polaków. Z opowieścią o polskiej kulturze na Litwie, życiu mniejszości, opowieściami o niekiedy trudnych momentach naszej historii chcemy dotrzeć także do widowni litewskiej. Mamy takie nadzieje, bo wydaje mi się, że forma przekazu jest dosyć sympatyczna. Roman Ławrynowicz, nasz reżyser, ma duże doświadczenie i jest po prostu dobry w tym, co robi, więc myślę, że mamy szansę. Poza tym już w czasie prezentacji w LRT mieliśmy okazję przekonać się, że dla Litwinów jest to temat ciekawy, bo po prostu niewiele wiedzą o mieszkających obok nich Polakach. Jeśli chodzi o tytuł, mieliśmy wiele pomysłów. Wybraliśmy propozycję Darka Malinowskiego, która najlepiej oddaje nasze intencje. Myślę, że w tym budowaniu mostów młodzi ludzie są o wiele lepsi od starszego pokolenia. Mają o wiele mniej uprzedzeń, nie są tak obciążeni. Chcielibyśmy oczywiście trafić zarówno do starszego, jak i do młodszego pokolenia. Dziś nie jest to łatwe za pośrednictwem telewizji, bo młodzież niezbyt często ją ogląda, ale myślę, że jesteśmy w dobrej sytuacji, bo wszystkie programy będą się znajdowywały w mediatece LRT. Nie ma więc problemów, by obejrzeć całość lub konkretny epizod.

Mówimy o nowym programie, nowej ekipie… Czy będziemy mogli poznać także nowych Polaków? Czy wśród portretów znajdą się osoby, które nie są szeroko znane w polskiej społeczności?

Tak, na pewno także Polacy będą mogli dzięki temu programowi poznać się lepiej. Oczywiście, będziemy gościli osoby, które znają wszyscy, Ewelinę Saszenko czy Zbyszka Lewickiego, ale naszym kluczem doboru bohaterów jest pasja. Mamy nadzieję, że pewne pomysły podrzucą nam nasi widzowie. To mogą być różne pasje, na pewno niesamowite rzeczy robią ludzie, którzy są szerzej nie znani. Chcielibyśmy do nich trafić.

To Pani pierwszy program w języku polskim, ale jako producentka zajmująca się tematyką historyczno-kulturalną często porusza się Pani w obszarze pogranicza kultur. Czy polskie wątki są interesujące dla Litwinów? Czy łatwo znaleźć dla nich finansowanie?

Rzeczywiście, właściwie 90 proc. moich projektów to filmy z pogranicza kultur. Drogi do realizacji projektu są różne. Czasem, gdy znajduję informację o konkursie, szukam nie tylko pomysłu, lecz także autorów. Tak było np. w wypadku filmu „Wiek Czesława Miłosza”. Często jednak to reżyser przychodzi do producenta z konkretną propozycją, na którą trzeba znaleźć pieniądze. Niekiedy jest to łatwe, czasem wymaga dużo pracy, ale muszę przyznać, że na Litwie o przyznawaniu środków na realizację filmów decydują ludzie o otwartych umysłach. Nie dyskryminują ani Polaków, ani Rosjan, mają natomiast dobre wyczucie tematyki, także tej historycznej. Realizacja projektów dokumentalnych, takich jak „Siostry Chodakowskie”, wymaga jednak wiele od twórców. Żeby był to dobry film, potrzeba nie tylko ogromnej odpowiedzialności, dociekliwości, lecz także pewnej śmiałości interpretacji. A składający projekt musi przede wszystkim przygotować go tak, by sam w niego wierzył. Powiedzmy, że to zajęcie dla ludzi z pasją.

Dariusz Malinowski i Ewelina Mokrzecka, prowadzący nowy program „Jak się masz, sąsiedzie?” w LRT Plius. / fot. mat.pras.

Czy bycie Polką, zakorzenienie w polskiej kulturze, pomaga Pani w pracy, czy też jest obciążeniem?

Zawsze byłam przekonana, że polskość, także w życiu zawodowym, jest tylko plusem. Od początku jako Polka pracowałam w litewskim środowisku i nigdy mi to nie przeszkadzało. Bardzo bolało mnie, gdy ktoś mówił, że nie może osiągnąć sukcesu, bo jest Polakiem. To nie tak. Oczywiście zdarzają się różne sytuacje, czasami spotykamy ludzi z ogromnymi kompleksami. Może ja miałam szczęście, ale nigdy nie zdarzyło mi się przegrać dlatego, że jestem Polką. Pracując z materiałami historycznymi, także dyskutując z Polakami i Litwinami, doszłam do przekonania, że bardzo ważne jest doświadczenie świadomości obywatelskiej, odpowiedzialność za współtworzenie swojego kraju, także jego kultury. Ta świadomość stała się nieco bardziej rozmyta po czasach sowieckich, ale o jej kształtowanie musimy walczyć. Nieważne, czy jesteś Polakiem. Rosjaninem, czy Żydem, ze swoją kulturą, historią masz brać odpowiedzialność za swoje państwo.

Wróćmy do najnowszego Pani projektu, warto chyba zauważyć, że jedną z największych trudności w dotarciu do polskiego widza na Litwie może być to, że przez lata nieobecności telewizji w języku polskim zaczął on wybierać programy rosyjskie. Czy dziś nie jest za późno, by tego widza odzyskać?

Na pewno decyzja o nieemitowaniu TVP na Litwie, która zapadła wiele lat temu, była błędem i ułatwiła przejęcie widzów przez rosyjskie media. Dziś walka o widza jest o wiele trudniejsza niż 30 lat temu, bo mamy ogrom informacji. Również telewizja nie jest już tak uprzywilejowana, bo głównym źródłem informacji jest internet. O widza jednak warto walczyć. Na pewno retransmisja polskich programów czy TVP Wilno mogą się do tego przyczynić, nasza propozycja również. Czy to się uda? Myślę, że tu obowiązują po prostu zasady konkurencji. Widz będzie oglądał nasze programy, jeśli będą dla niego ciekawsze, bliższe. Tu nie ma innej drogi, po prostu musimy być lepsi.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 37(106) 12-18/09/2020