Wiele łez trzeba wylać, zanim przyjdzie sukces

Chciałam śpiewać, i to śpiewać dla szerszej publiczności. Nie myślałam, że uda mi się znaleźć wśród najbardziej znanych litewskich wykonawców, ale na pewno chciałam dotrzeć do dużego grona osób. I rzeczywiście mi się udało – opowiada w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” Katarzyna Zvonkuvienė, piosenkarka, Polka z Miednik.

Rozmawiamy w czasie, który jest wyjątkowo trudny dla artystów. Jak pandemia wpłynęła na Pani pracę i plany?

Staramy się wykorzystać ten czas jak najlepiej. Razem z mężem pracujemy nad nowymi utworami, niedawno miała premierę piosenka w języku polskim „Kochaj, śmiej się i płacz”. Co przyniesie przyszłość, jeśli chodzi o koncerty, bardzo trudno przewidzieć. Już po raz drugi odłożona została moja trasa koncertowa po Litwie, więc chyba po prostu musimy ten okres przeczekać. Oczywiście tęsknię za publicznością. Śpiewam, bo chcę dawać ludziom pozytywne emocje – i mam nadzieję, że niedługo spotkamy się już bez masek. Bardzo cenię jednak ostatnie miesiące od strony życia prywatnego. Zwykle lato przeżywam bardzo intensywnie, praktycznie nie widać mnie w domu. W tym roku dużo więcej czasu poświęcam rodzinie i jest tego efekt – muzykujemy już we czwórkę.

Czy to wspólne rodzinne muzykowanie to tylko zabawa, czy też Pani dzieci rozpoczęły już muzyczną edukację?

W tym roku po raz pierwszy 1 września bliźnięta poszły nie tylko do przedszkola, lecz także do szkoły muzycznej. Zdecydowaliśmy się na ten krok w czasie pandemii. Wiosną uczestniczyliśmy w projekcie telewizji LRT „Śpiewajmy razem”. Ćwiczyliśmy z mężem w domu, a dzieci na początku uważnie nas obserwowały, a w końcu zaczęły się włączać. Kornelka próbowała brać do rączek gitarę – teraz ma już własną, malutką – a Donatas interesował się bębnem, widać było, że ich to pociąga. Pomyśleliśmy: czemu nie spróbować iść w tym kierunku? Można powiedzieć, że to właśnie kwarantanna wpłynęła na ich muzyczny rozwój i oczywiście to, że spędzaliśmy całą rodziną więcej czasu razem. Oczywiście, to tylko próba. Zobaczymy, czy nauka będzie im odpowiadała, na pewno nie będziemy ich do tego zmuszać. Na razie jednak mamy świetną zabawę. Kornelka lubi śpiewać, powtarza za mną niemało piosenek. Ma trzy ulubione: „Kochaj, śmiej się i płacz” i dwa utwory, których premiera dopiero nastąpi. Te piosenki nuci nieustannie, po drodze do przedszkola, w domu, na spacerze, śpiewamy też w samochodzie. Donatas jest chyba bardziej podobny do taty, na razie woli słuchać.

Pani córka tak jak Pani śpiewa po polsku i po litewsku.

Tak, jesteśmy dwujęzyczną rodziną, więc polski i litewski nieustannie się przeplatają. Staramy się, by nasze dzieci oba języki znały, by czuły się z nimi dobrze. Babcia, ciocia, rozmawiają z dziećmi po polsku, druga babcia, wujek – po litewsku, a dzięki temu uczą się nie tylko języka, ale i otwartości. Na razie wszystko się jeszcze miesza, ale psycholodzy twierdzą, że dziecko zaczyna rozdzielać różne języki około piątego roku życia, więc mamy jeszcze czas. To też jest swego rodzaju bogactwo. W tym roku byliśmy nad morzem i Kornelka bawiła się z dziewczynką, która mówiła tylko po litewsku. Moja córka używa w rozmowie bardzo wielu polskich słów, więc koleżanka jej nie rozumiała. Na początku było trudno, ale po kilku dniach takiej nauki dzięki Kornelce już trochę mówiła po polsku. Dzieci z natury są otwarte, ale bardzo ucieszyłam się, że tak pozytywnie reagowała jej mama. Ona naprawdę była zadowolona, że jej córka poprzez zabawę poznaje inny język. Pomyślałam, że w ostatnich latach bardzo wiele się na Litwie zmieniło. Jeszcze 10 lat czy 20 lat temu raczej było by to trudne do wyobrażenia sobie.

Co według Pani sprawia, że poprawa polsko-litewskich relacji, o której mówią często politycy, odczuwalna jest także na co dzień?

Wydaje mi się, że tym, co decyduje o przełamywaniu pewnych stereotypów, są relacje międzyludzkie. Pracuję często litewskim środowisku i nieraz miałam okazję usłyszeć, że dzięki przyjaźni ze mną ktoś dowiedział się więcej o Polakach. Kiedy tworzą się przyjaźnie, miłość, narodowość nie ma przecież decydującego znaczenia, a kiedy ktoś staje się mi bliski, to lepiej poznaję także jego kulturę. Dobrze to wiem, bo tak właśnie jest w moim małżeństwie. Ważne jest jednak, by o tej swojej tożsamości pamiętać, nie udawać kogoś innego. Zawsze mówiłam o tym, że jestem Polką, nigdy nie wstydziłam się swojego języka. Teraz też rozmawiam z dziećmi po polsku, także wśród Litwinów.

Mówiła Pani o czasach, gdy otwartość na polskość była o wiele mniejsza, a przecież właśnie w takich warunkach zaczynała Pani karierę muzyczną i bycie Polką nie przeszkodziło Pani w osiągnięciu sukcesu.

Nie przeszkodziło, bo doskonale wiedziałam, do czego dążę. Chciałam śpiewać, i to śpiewać dla szerszej publiczności. Nie myślałam, że uda mi się znaleźć wśród najbardziej znanych litewskich wykonawców, ale na pewno chciałam dotrzeć do dużego grona osób. Rzeczywiście udało mi się, bo koncertuję, nagrywam nowe piosenki, biorę też udział w projektach telewizyjnych, ale droga była naprawdę bardzo trudna. Trudno sobie wyobrazić, jak wiele łez trzeba wylać, zanim będzie można mówić o sukcesie. Polskość nie była przeszkodą. Widziałam też wiele osób, które próbowały uczestniczyć w różnego rodzaju projektach, miały możliwości, ale po pierwszych poważniejszych trudnościach, krytyce, rezygnowały. Ja byłam zdecydowana na ciągłe powstawanie po porażkach.

Co powiedziałaby Pani młodym ludziom, którzy chcą rozpocząć karierę muzyczną?

Na pewno to, że jest to droga, która wymaga ogromnego uporu i wiary w siebie. Także ciężkiej pracy, bo nigdy nie można przestać się uczyć, trzeba stale podnosić kwalifikacje, także chodzić na dobre koncerty. Ważne jest także, by umieć znosić krytykę. To bardzo istotny moment. Właśnie dlatego część młodych, utalentowanych ludzi nie idzie dalej. Jeśli śpiewasz na weselu, to raczej wszyscy będą zadowoleni, zaprosili właśnie ciebie, bo podoba im się twoja muzyka. Ale jeśli bierzesz udział w projekcie telewizyjnym – musisz się nastawić na to, że będziesz krytykowany. Nie chodzi tylko o to, żeby znieść, wytrzymać, ta krytyka jest potrzebna, by wiedzieć, nad czym pracować. Warto też podkreślić, że tacy młodzi ludzie potrzebują wsparcia, i to bardzo konkretnego. Na początku występują za darmo na różnego rodzaju wydarzeniach, ale bycie zawodowym muzykiem polega również na tym, że żyje się z muzyki. Na pewnym etapie taki młody człowiek po prostu potrzebuje, żeby mu zapłacić za koncert. Jeśli nie ma możliwości zarobić na scenie, pozostają mu śluby, wesela i nigdy nie zrobi kroku wyżej. Jeśli chcemy, by wśród znanych na Litwie wykonawców byli Polacy, to warto w nich inwestować również w ten sposób.


Fot. Viktorija Kuhlins fotografija, MAT.PRAS.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 38(109) 19-25/09/2020